Kornel Janczy i jego atlas fantazmatyczny

– Moja twórczość to coś na kształt specyficznego atlasu, w którym znajduje się wiele nawiązań do kartografii, modeli naukowych, makiet architektonicznych, ale także do romantycznych pejzaży – tłumaczy Kornel Janczy.

Maluje obrazy, tworzy instalacje i obiekty. W jego twórczości nie brakuje bogatej symboliki, jest w nim zamiłowanie do pejzażu, kartografii i wędrówek. Kim tak naprawdę jest Kornel Janczy? Odpowiedź jest niejednoznaczna.

Choć od lat Kornel Janczy jest mieszkańcem Krakowa, pochodzi z Limanowej, gdzie od najmłodszych lat rozwijał w sobie duszę odkrywcy. Trudno się zresztą temu dziwić – wyobraźnię pobudzała beskidzka gęstwina i rodzinne historie.

Pierwsze wspomnienia związane ze sztuką dotyczą twórczości mojego taty. W czasach mojego dzieciństwa zajmował się amatorsko rzeźbą i malarstwem i pamiętam kilka jego prac z tamtych czasów. Tata wykonywał tajemnicze postaci, najczęściej z jednego kawałka drewna. Widać było na nich ślady dłuta, ale były bardzo dopracowane, wygładzone. Każda z tych istot miała hipnotyzujący, nieobecny wzrok.

Pamiętam też, że pewnego razu jako małe dziecko znalazłem w jednej z domowych szuflad kilka czarno-białych fotografii. Przedstawiały one rzeźby mojego taty postawione na pniach na skraju gęstego grabowego lasu. Nie znałem tych prac, nie rozpoznawałem tej lokalizacji, nie wiedziałem, kiedy zdjęcia były wykonane. Czarno-biały koloryt nadawał obiektom aury tajemniczości i odrealnienia. Fotografie te zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a jako że byłem introwertycznym dzieckiem, żyjącym w świecie swoich fantazji, zacząłem dorabiać wokół nich całą otoczkę, jakąś dziwną historię. Byłem przekonany, że tata wędrował po odległych karpackich lasach i znajdował, bądź sam wykonywał, te artefakty. Czymś niesamowitym wydała mi się wtedy idea, że można wykonać, bądź po prostu zostawić swoją rzeźbę ukrytą gdzieś bardzo daleko, gdzie będzie czekała na odkrycie przez przypadkowych wędrowców.

Dziecięce fascynacje przerodziły się w dorosłą chęć związania życia ze sztuką. Wybrałeś malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jak wspominasz ten czas?

Patrząc na ten okres z perspektywy lat, myślę sobie tak: przez pięć lat studiów, mówiąc oczywiście w bardzo dużym uproszczeniu, nie wymagano ode mnie właściwie nic, poza opowiadaniem o sobie i moim postrzeganiu rzeczywistości poprzez obrazy. Dla osoby zafascynowanej malarstwem była to sytuacja wręcz idealna.

Mam wrażenie, że na studiach najwięcej uczyliśmy się od siebie nawzajem, a ja miałem to szczęście, że w tym okresie spotkałem wielu wspaniałych ludzi i świetnych artystów.

Kornel Jańczy

Pojawił się również wątek nauki w Monachium. Inni ludzie, inne środowisko, ale też inne doświadczenia.

Różnice widać było już przede wszystkim na poziomie samej akademii. Mówiąc najprościej, studiowanie tam było bardzo przyjemne. Wszystko polegało na tym, żeby ułatwić studentowi funkcjonowanie na uczelni. Ważne było wzajemne zaufanie. Na przykład większość studentów dorabiała sobie kopię kluczy do budynku akademii, dzięki czemu mogli przychodzić i pracować o każdej porze dnia i nocy. Świetne było także zaplecze techniczne i technologiczne. Kiedy student malarstwa miał pomysł na pracę wykonaną z drewna, papieru czerpanego lub odlaną z plastiku, po prostu szedł do odpowiedniej pracowni, w której otrzymywał wsparcie merytoryczne i techniczne i robił swoje, bez zbędnej ścieżki administracyjno-biurokratycznej.

Inne było także samo podejście do studiowania. W Polsce studia zaczynali zazwyczaj ludzie zaraz po ukończeniu liceum. W Niemczech często były to osoby trochę starsze, takie, które miały już za sobą studia na innym kierunku. Były one bardziej świadome, wiedziały, czego chcą i po co kształcą się plastycznie. Od razu wybierały konkretną pracownię i konkretnego prowadzącego, co było ważne nie tylko ze względów czysto artystycznych. Poszczególne pracownie prowadzili artyści o międzynarodowej renomie, którzy mieli możliwości, aby wspomóc kariery swoich najzdolniejszych studentów, polecając ich różnym galeriom lub przedstawiając kuratorom. Jak duże znaczenie to miało i jak bardzo przywiązani bywali studenci do swoich profesorów pokazuje przykład pracowni, do której trafiłem. Prowadziła ją malarka Karin Kneffel, dla której był to pierwszy rok pracy w Monachium. Wcześniej uczyła na akademii w Bremie, a po zmianie miejsca pracy wszyscy jej studenci, cała pracownia, przenieśli się wraz z nią do Monachium.

Wszystko to zaowocowało bardzo szeroką twórczością; malujesz, tworzysz obiekty i instalacje. Czy jest jakiś wspólny mianownik, którego się trzymasz?

Tematycznie moje prace czerpią z dziedziny geografii, zarówno fizycznej jak i politycznej, obserwacji procesów i zjawisk naturalnych oraz nauki, szczególnie tej, związanej z badaniem kosmosu. 

Jednak to obiektywne i rzeczowe pojmowanie rzeczywistości płynnie przenika się w mojej twórczości z postawami romantycznymi, pseudonauką, fantazmatami i fikcją. Jako całość, moja twórczość to coś na kształt specyficznego atlasu, w którym znajduje się wiele nawiązań do kartografii, modeli naukowych, makiet architektonicznych, ale także do romantycznych pejzaży. Są to zarówno obrazy, jak i prace trójwymiarowe, jednak dla mnie granica między malarstwem a nie-malarstwem jest bardzo płynna. Często w swoich trójwymiarowych pracach nawiązuję do tradycji malarstwa pejzażowego i maluję je klasycznie farbą olejną.

W jakich warunkach w takim razie najbardziej lubisz pracować?

Co do idealnych warunków, tutaj pewnie nikogo nie zaskoczę: cisza, spokój. Lubię też być sam. Nie istnieje dla mnie natomiast idealne miejsce. Moja sztuka lubi reagować na nowe warunki, w których powstaje i jest to dla mnie zawsze fascynujące doświadczenie. Zupełnie inaczej pracuje mi się w pracowni w Krakowie, gdzie mam cały warsztat, narzędzia i łatwy dostęp do materiałów, a inaczej było na przykład podczas pobytu na rezydencji w Fundaziun NAIRS w szwajcarskiej dolinie Engadyny. Ciągły kontakt z naturą, piesze wędrówki po Alpach oraz brak zaawansowanego zaplecza technicznego i materiałów sprowokował trochę inny system pracy. Zacząłem szukać i gromadzić naturalne materiały niewielkich rozmiarów. Codziennie podczas spacerów zbierałem setki malutkich kamyczków, z których powstał finalnie obiekt „Domek w Alpach”.

Kornel Jańczy

Czy przez ten czas pojawiło się jakieś dzieło, które nazwałbyś swoim najważniejszym?

Nie wartościuję swojej sztuki na ważniejszą i mniej ważną. Właściwie wszystkie dzieła, które decyduję się upublicznić, mają dla mnie duże znaczenie. Może dlatego zazwyczaj najnowszy zrealizowany projekt wydaje mi się najbardziej udany i najpełniejszy.

Dużo satysfakcji dała mi praca nad moją ostatnią solową wystawą, która odbyła się w Galerii BWA w Tarnowie we współpracy z kuratorem Stachem Szabłowskim, i która następnie przeniesiona została do Ronda Sztuki w Katowicach. Stosunkowo prostym zabiegiem plastycznym udało nam się uzyskać efekt złożonego, wręcz barokowego mikrokosmosu, na który złożyło się kilkadziesiąt prac wykonanych przeze mnie na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

Za to na pewno są jakieś twórcze marzenia…

Marzy mi się realizacja pracy na jakiejś bardzo odległej, niezamieszkałej wyspie. Właściwie ważniejsze byłoby, gdzie, a nie jak praca ta miałaby wyglądać. Chodzi o sam koncept. Byłoby to dzieło ustawione w trudno dostępnym miejscu, cierpliwie czekające na przypadkowego odkrywcę.

Przechodząc od marzeń do nieco bliższej rzeczywistości, co nam pokażesz w najbliższym czasie?

Cały czas kontynuuję prace z cyklów „Superteoria” oraz „Pejzaże”. Pierwsze inspirowane są fotografiami, wizualizacjami oraz ilustracjami zjawisk zachodzących w przestrzeni kosmicznej. Z kolei „Pejzaże” to trójwymiarowe obiekty będące wynikiem inspiracji romantycznym malarstwem pejzażowym, fascynacji modelami naukowymi oraz obserwacją zjawisk naturalnych. Efektem są wizualizacje krajobrazów, w których wiedza naukowa i obserwacja miesza się z naiwnym pojmowaniem natury. Kilka obiektów z tego cyklu zostało zakupionych przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu i niebawem będą włączone do stałej ekspozycji w Pawilonie Czterech Kopuł. Aktualnie pracuję także nad instalacją, którą zaprezentuję jesienią na festiwalu „Warszawa w Budowie”, organizowanym przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Kornel Janczy

Urodzony w 1984 r. w Limanowej, mieszka i pracuje w Krakowie. Studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz na Akademie der Bildenden Künste w Monachium. W 2019 roku uzyskał stopień doktora na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Realizuje zróżnicowane pod względem stosowanych mediów prace, od malarstwa i rysunku po instalacje czy realizacje site-specific. Głównym tematem jego praktyki artystycznej jest zagadnienie konceptualizacji przestrzeni oraz relacje pomiędzy naturą, nauką i polityką. Kornel Janczy jest laureatem Stypendium Twórczego Miasta Krakowa (2019), stypendium Młoda Polska (2018) i stypendium Kultura Polska na Świecie (2018, 2021) oraz finalistą 11. Konkursu im. Eugeniusza Gepperta „Uwaga: malarstwo!” (2013). Przebywał na rezydencjach artystycznych w Fundaziun NAIRS w Scuol (2021) oraz w The Museum of Loss and Renewal w Collemacchi (2021).

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Stolarz wabi sabi

Stolarz wabi sabi

Warszawa | 5 sierpnia 2022

Miłość do drewna podąża za nim gdziekolwiek się uda: Maciej Gąsienica Giewont

Porcelanowa makabreska

Porcelanowa makabreska

Edynburg | 8 sierpnia 2021

Jessica Harrison i jej lalki... bez głowy, twarzy i z wnętrznościami na zewnątrz

Lśniące ławice ryb inspiracją dla najnowszej interaktywnej rzeźby grupy panGenerator w chińskim Shenzhen

Rzeźba inaczej

Shenzhen | 3 września 2020

Projekt składa się z 451 kinetycznych modułów reagujących na światło!