W Mediolanie bez zmian. Paul Bik o swojej sztuce

Inspiracji jego obrazów można szukać w przestrzennej twórczości takich artystów jak Lucio Fontana, Hans Arp, Agostino Bonalumi czy Enrico Castellani. Paul Bik tworzy geometryczne kompozycje prostych, harmonijnych, rytmicznych kształtów. Jego płaskorzeźby są pełne rzemieślniczej precyzji. W jego kompozycjach forma jest tak samo istotna jak światło i cień.

Sztuka Bika silnie oddziałuje na emocje poprzez swoją wieloznaczność, łącząc w sobie to, co intelektualne i emocjonalne, fizyczne oraz duchowe. 

W rozmowie z „Design Alive” Paul Bik opowiada o swojej drodze do trójwymiarowych form oraz o powodach przeprowadzki z Warszawy do Mediolanu. 

Magazyn Design Alive

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

ZAMAWIAM

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

Ania Diduch: Czy pamiętasz pierwsze dzieło sztuki, które zobaczyłeś w swoim życiu, które zrobiło na Tobie szczególne wrażenie? 

Paul Bik: Tak, była to reprodukcja obrazu Goyi, „Saturn pożerający swoje dzieci”. Moja mama wykorzystała ją do obklejenia jakiegoś kartonu w naszym domu. To był bardzo silny przekaz dla dziecka, dlatego wciąż to pamiętam. Jestem urodzony w latach 70., wychowany w latach 80., a co za tym idzie jeszcze w komunizmie, w czasach małej dostępności do wszystkiego, także do sztuki. Nie pochodzę z rodziny artystycznej sensu stricte, ale moja mama zawsze sztuką się interesowała. Wychowałem się w samym centrum Warszawy i często chodziliśmy do Muzeum Narodowego lub do Zachęty. Aczkolwiek nie był to kontakt na tyle silny, żeby przekonać mnie do studiowania. Na ASP jako wolny słuchacz zacząłem uczęszczać jako dojrzały człowiek.

Czy odnajdujesz gdzieś w sobie i w tym, co dzisiaj robisz tę impresję, którą Goya w Tobie pozostawił? 

To było generalne wrażenie i doświadczenie sztuki, ale nie sądzę, żebym czerpał dziś z tego. Dzisiaj napędza mnie raczej zamiłowanie do architektury. Pewnie także fakt, że wychowywałem się w Warszawie, czyli mieście wybudowanym po wojnie od zera. Prócz tego wychowałem się wśród architektury w dużej mierze modernistycznej. Osiem lat temu przeprowadziłem się do Mediolanu, który też nie jest oczywisty architektonicznie.

Czy swoje prace nazywasz obrazami czy rzeźbami? 

Rzeźbami, bo moje formy coraz bardziej wychodzą w przestrzeń.  

Paul-Bik_designalive

To czemu prezentujesz je na ścianie? Czemu to jest ważne?

Lubię to medium i tak projektuje swój i widza kontakt z moimi formami. Nie znaczy to, że się do tego układu ograniczam, bo robię też rzeźby wolnostojące. W tym momencie pracuję nad paroma. Moja praca jest bardzo intuicyjna. Ja gdzieś tam słucham siebie, mam taką potrzebę robić te rzeczy na razie w takiej formie, ale jestem otwarty na ich ewolucję. To jest bardzo organiczny proces. 

Jaka była twoja droga od dwóch do trzech wymiarów?

Pierwsze moje reliefy były bardzo płaskie, bo były po prostu z czerpanego papieru, który wycinałem warstwowo, moja metoda była bardzo minimalistyczna. Niuanse było widać w mikro przestrzeni będąc stosunkowo blisko dzieła. Z czasem chciałem bardziej bawić się niuansami światłocienia. Zacząłem pracować w kartonie. Grube, 3 milimetrowe warstwy, mocniej widoczne. Chciałem też wychodzić mocniej w przestrzeń. Tych warstw robiło się coraz więcej, przez co nabierały nerwowości. Później uznałem, że chcę tworzyć rzeczy jednak nie tak ulotne. Zacząłem pracować żywicą epoksydową, która spowodowała, że moje obiekty stały się trwałe, zacząłem eksperymentować z cięciem sklejki z kartonu nasączonej żywicą. I w tym momencie pracuję głównie w technice gdzie na drewno właśnie nakładam karton z żywicą epoksydową, która to wszystko utrwala. Te powierzchnie mają też swoją strukturę dzięki bawełnie, której używam. Chciałem się odnieść do tradycyjnego malarstwa, więc zacząłem bawić się z nakładaniem i ścieraniem farby. Podoba mi się ta przypadkowość. Moja praca to jest takie połączenie rzemieślniczej, precyzyjnej pracy z ekspresyjnym finiszem. 

Takie podejście wymaga dużego zaufania do samego siebie.  

Fakt, ale widzę w sobie momenty, gdzie jestem naprawdę bardzo krytyczny i to widać w momencie szczegółowego budowania formy – szkieletu dla całości. Precyzyjnie dopracowuje kształty, żeby na przykład dane zagięcie było idealne. I czasem, w momencie kiedy już mam tą formę, taką idealnie stworzoną, patrzę na nią i nie podoba mi się, bo nie widzę w tym harmonii. Mimo, że jest to perfekcyjne to jest to dla mnie wtedy jakimś takim designem artystycznym. I w tym momencie to właśnie część mojej natury, która jest ekstrawertyczna dochodzi do głosu. Czasami mam potrzebę po prostu w moich pracach coś wykrzyczeć, coś tam rozegrać, zniszczyć, pozwolić, żeby ta farba ściekała, dodając dodatkowej wartości, powodując, że to co robię jest bardziej prawdziwe i bardziej ludzkie, bo niedoskonałe. 

Co się dzieje w Twojej głowie, kiedy pracujesz? Czy to jest rodzaj medytacji, czy raczej dialogu, który prowadzisz na przykład z samym sobą albo z materiałem, w którym pracujesz?

Jeżeli chodzi o samą formę i kształt, to jeszcze ona powstaje jeszcze zanim mam kontakt z materiałem. Pierwsze szkice, rysuję odręcznie: wstępnie układam kompozycję, a później sięgam po narzędzia niekoniecznie dedykowane do tworzenia sztuki, bo pracuję w programach graficznych. Duże znaczenie ma to, czy ja wewnętrznie czuję się dobrze z tą formą. Przy czym nie zawsze jest tak, że ona jest perfekcyjna. Dla mnie harmonia nie jest równoznaczna z perfekcyjnym kształtem, idealnie zbalansowanym. Kiedy ta proporcja jest zaburzona, pojawia się pierwiastek abstrakcyjny. Później jest chyba najdłuższa i najbardziej czasochłonna część mojej pracy, która jest pracą rzemieślniczą. Trwa ona czasem kilka dni. Kiedy już mam gotową formę, nakładam ją wtedy na płótno i finiszuję wykończenie farbą. Czasem wykończenie jest matowe, a czasem z połyskiem. Intuicja podpowiada mi w którym kierunku pójść. Farbę nakładam bardzo precyzyjnie.

Jak balansujesz obecność sztuki w swoim życiu? Nawet rzeczy, które kochamy nie powinniśmy robić non stop bo to droga do wypalenia. 

Jestem człowiekiem bardziej miasta niż prowincji i bardzo często jeżdżę na wakacje, po prostu do innych miast. Czerpię inspiracje z tego, co jest wytworzone ręką ludzką. 

Czyli Mediolan wybrałeś bardzo optymalnie, jako miejsce do życia. 

Mediolan jest miastem mniejszym od Warszawy, ale masz tu masę galerii sztuki i oczywiście obłędną architekturę. Przy okazji jest on centralnie położony. Najczęstszy mój kierunek to Paryż, gdzie często mam spotkania z klientami lub galeriami. Większość moich przyjaciół Warszawy mieszka teraz właśnie w Paryżu, w Londynie, w Barcelonie czy w Madrycie. Historia, gospodarka, trochę, trochę mentalność, wymusza na nas to, że gdzieś tam jako kreatywni mamy apetyt na więcej, szukamy innego miejsca a przy okazji przyjemniejszego, fajniejszego życia z lepszą temperaturą i nasłonecznieniem. 

Paul-Bik_designalive

Paul Bik 

Rocznik 1979, urodzony w Warszawie. Mieszka i pracuje w Mediolanie. W 2003 roku ukończył Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego z tytułem magistra psychologii. Przez wiele lat związany z branżą modową, prowadząc m.in. własną markę biżuterii. Po ukończeniu kursów Architektury Wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie przeniósł się do Mediolanu, gdzie rozpoczął pracę w tej dziedzinie dla kilku włoskich pracowni architektonicznych. W międzyczasie jego pasja do sztuki rosła i stopniowo stała się jego jedynym zajęciem. Dziś sprzedaje swoje płaskorzeźby na całym świecie.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły: