Kocham drewno i rozumiem jego duszę

Człowiek od beznadziejnych przypadków i potężnych wyzwań. Kocha drewno i rozumie jego duszę. Jest zafascynowany japońskim podejściem do tego naturalnego tworzywa. Dziś o tym, co zaklęte w drewnie rozmawiamy z rzeźbiarzem i stolarzem w jednej osobie. Kto to? To Igor Polasiak.

Zrobił kiedyś komodę, inspirując się japońską tansu chest. Wrzucił ją do internetu, nazywając ją właśnie w ten sposób. Na drugi dzień zadzwonił do niego telefon. – Ku mojemu zdziwieniu już po chwili rozmawiałem z dziennikarzem japońskiej telewizji z Tokio – opowiada Igor Polasiak, , który współpracuje m.in. ze znakomitymi polskimi architektami wnętrz.

– Dziennikarz mówi, że wyszukują w Polsce ludzi, którzy kultywują japońskie rzemiosło i chcieliby obejrzeć zrobioną przeze mnie komodę. Niestety komoda była już u klienta ale było to dla mnie ogromne zaskoczenie. Na świecie są ludzie, którzy przez cały czas śledzą pewne trendy i nagle mogą odezwać się z zupełnie odległego świata – opowiada rzeźbiarz i stolarz.

My do Igora odezwaliśmy się z tego nieco bliższego świata ale wynikła z tego bardzo ciekawa rozmowa o fascynacji drewnem.

Magazyn Design Alive

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

ZAMAWIAM

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 47 WIOSNA 2024

Skąd ta fascynacja Dalekim Wschodem i jego kulturą?

To trochę trudne do wyjaśnienia. Czasem ogląda się pewne formy, jakieś tajemnicze znaki i nagle czuje się, że ich oddziaływanie jest silniejsze niż wszystko inne. Tak właśnie było ze mną. Poczułem japońskie rozumienie drewna.

Na czym ono polega? Różni się czymś od europejskiego?

W Europie od zawsze tworzyliśmy piękne rzeczy z drewna. Na ogół na czyjeś zamówienie. Ktoś chciał mieć pewną formę wykonaną z drewna więc składał zamówienie i tak powstawała pewna rzecz.

W naszej kulturze najpierw jest więc pomysł a dopiero później następuje poszukiwanie materiału. W tym przypadku drewna niezbędnego do jego realizacji. A jak było w Japonii? Tam twórca nagle znajduje piękną deskę, surową i przykuwającą uwagę.

W tym momencie rodzi się fascynacja nią i pada pytanie: „Co z tym pięknym kawałkiem drewna mogę zrobić?”

Kiedy odkryłeś swoją fascynację drewnem?

Trzeba otwarcie przyznać, że mój ojciec jest stolarzem więc miałem szanse dotykać drewna jako dziecko. 

Ale to wcale nie jest tak oczywiste. Często dzieci właśnie chcą odcinać się od tego co robią rodzice. Chcą odkrywać swoją drogę…

Miłość do drewna zacząłem odkrywać bardziej, gdy byłem już nastolatkiem. Może nie do końca byłem jej świadomy. Z wykształcenia jestem rzeźbiarzem. Tworzenie form z gipsu było dla mnie niesamowicie fascynujące, ale w końcu miałem dość brudnych rąk.

Odkrywanie tradycji

Wówczas dotarło do Ciebie, że lepsze są drzazgi?

Tak, lepsze są drzazgi (śmiech), ale tak całkiem serio odkryłem, że sztuka jest nie do końca tylko w nas. Drewno i te deski są przecież też inspirujące. Możemy się pod tę inspirację podpiąć, zacząć toczyć swego rodzaju dyskusję z materiałem.

I tu wracamy do tej japońskiej filozofii? Dobrze rozumiem, że w gipsie trudniej dopatrzyć się takiej wielopostaciowości jak w drewnie?

To zależy od twórcy. Niektórzy mają taką tendencję do wyrzucania z siebie pewnych wizji, tego, co jest w nich najcenniejsze. Nie potrzebują wtedy żadnych wpływów z zewnątrz.

Czyli nie potrzebują inspiracji z samego materiału. No dobrze i co było dalej z tym odkrywaniem świata drewna?

Później musiała wreszcie pojawić się cała wiedza o drewnie. Było to już po studiach. Gdy tylko zaczynałem poznawać drewno okazało się, że jest to początek wielkiej miłości. Zacząłem uczyć się, że deski potrafią mieć swoje humory. To żywe organizmy. Każda ma inną strukturę i zupełnie coś innego do zaoferowania. To było coś pięknego i to trwa do tej pory. Nadal odkrywam drewno i nie mogę się od niego oderwać.

To wszystko brzmi wręcz mistycznie, ale decydując się na pracę z drewnem trzeba też pamiętać o prozie życia. Z czegoś w końcu trzeba żyć. Od początku czułeś, że drewno pozwoli ci żyć również w sensie finansowym?

Tu pojawia się kluczowe hasło. To „funkcja”. Sztuka w czystym rozumieniu jest de facto bez funkcji. Można ją jej nadać, ale też nie trzeba. W moim przypadku funkcję sztuce nadaje właśnie stolarstwo. Wprowadza ono pewne ograniczenie związane choćby z wymiarami. Narzuca, że stół musi mieć cztery nogi, a nie sto dwadzieścia. W tym ograniczeniu też dobrze się odnaleźć.

Jednak nie jesteś typowym stolarzem operującym tylko napędzanymi energią elektryczną maszynami

To prawda. Punktem zwrotnym w mojej karierze był wypadek. W stolarni prawie straciłem palec. Wtedy zacząłem nieco bać się maszyn. I znów w mojej głowie zawitał Daleki Wschód. Zwróciłem się w stronę japońskiego rzemiosła i tego, jakich narzędzi używa się tam od wieków. Zainwestowałem wtedy w japońskie strugi.

Używanie ich wymaga ogromnej wiedzy. Zacząłem więc też sobie pomagać europejskimi i kanadyjskimi narzędziami.

I ta narzędzie zmieniły coś w Twojej pracy?

Absolutnie tak. Zacząłem bardziej czuć drewno. Poznawać, jaką ma strukturę, jakie jest w dotyku, jaki ma zapach. Zaczęło mi podpowiadać, jakie mam możliwości, jakie detale wchodzą w grę. W ten sposób odkryłem wielki świat narzędzi ręcznych. Odtąd wszystkie wykończenia i detale zacząłem robić ręcznie. Zacząłem się interesować, jak pracowano z drewnem przed wiekami. Jak operować narzędziami by nie wyrywały się włókna, jak ostrzyć narzędzia, by dobrze obrabiały drewno. To klucz do całości, do stworzenia gotowego mebla.

Teraz wykonujesz różne zlecenia dla klientów, ale na twojej stronie widać również wiele wytworów twojej wyobraźni. Co daje ci prawdziwą radość tworzenia?

W moim fachu artystą się tylko bywa a nie jest. Mimo to staram się tworzyć dla samej przyjemności tworzenia. Największą wartością i radością jest to, co dajemy temu światu – to, co pojawiło się w naszej głowie i naszej duszy. Staram się pomagać ludziom realizując wizję ich mebli do ich domów. Lubię ciężkie przypadki, których nikt nie chce się podjąć, ale lubię też czasem siedzieć nocą i tworzyć coś zgodnie z tym, co wpadło mi do głowy.

Co w taki właśnie sposób ostatnio stworzyłeś?

Np. mały stolik. Niedawno w ogrodzie znalazłem deski, które luźno rzucone służyły za stopnie. Trzeba je było w końcu usunąć. Zaciekawił mnie jeden kawałek drewna. Pochyliłem się nad nim. Wyrzucić go i spalić? No chyba nie… Ten kawałek drewna wywołał w moim mózgu burzę a ten stolik jest właśnie jej efektem.

Powstało też ciekawe pudełko…

Tak, wykonałem też humidor. To pudełko do przechowywania cygar. Musi być wykonane z odpowiedniego drewna. Takiego, które pomoże zachować odpowiednią wilgotność w środku. Drewno to musiało stworzyć odpowiedni klimat w środku i wzajemnie współdziałać z przechowywanymi w nim cygarami. Znowu dowiedziałem się czegoś nowego o drewnie i jego duszy.

Mam wrażenie, że stale poszukujesz nowych rzeczy w drewnie. Czy wiesz już co będzie dalej?

Pociągają mnie zupełnie skrajne formy. Mówiliśmy o Japonii, zajmuję się tradycyjnymi bogato rzeźbionymi meblami, ale myślę już też o bardzo prostych i minimalistycznych meblach. Stoję w rozkroku pomiędzy bardzo skrajnymi pomysłami. Zamierzam dalej próbować rozumieć drewno. Chcę by było dla mnie sposobem na życie. Sam zaś chcę być jednocześnie kucharzem i księdzem od drewna.

Igor Polasiak

Urodził się 1986 w Będzinie. Rzeźbiarz, absolwent Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie (2010 r.). Wielokrotny stypendysta nagradzany za wysokie osiągnięcia w dziedzinach artystycznych. Idealista osadzony w filozofii kultury Dalekiego Wschodu. Od ukończenia studiów pracuje głównie w drewnie. W swoich realizacjach stara się połączyć rzeźbę ze sztuką użytkową, która jak twierdzi, jest bliżej człowieka. Projektuje i tworzy przedmioty, łącząc tradycje stolarskie z designem. Entuzjasta skomplikowanych połączeń stolarskich.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Antyczne przytulanki

Antyczne przytulanki

Barcelona | 11 kwietnia 2023

Hiszpański artysta Sergio Roger szyje poduszki na wzór antycznych ruin