Piotr Kler, założyciel marki funkcjonującej na rynku od prawie 40 lat. fot. Marcin Mońka

PIOTR KLER: UCZNIOWIE WYPRZEDZAJĄ MISTRZA

28.9.2012

LUDZIE

- Nie wszyscy będą wytwarzać produkty markowe. Tak dzieje się na całym świecie, czy są to Włochy, czy Niemcy, czy jakikolwiek inny kraj - mówi w rozmowie z "Design Alive" Piotr Kler, założyciel i właściciel znanej marki meblarskiej.
Istnieje uniwersalna recepta na stworzenie dobrej, pożądanej marki?
- Tworzenie marki to bardzo długi proces. Firma Kler to prawie 40 lat funkcjonowania na rynku. Od samego początku stawiałem na wysoką jakość. Pamiętam takie czasy, jeszcze w latach 80., gdy klient czekał prawie 3 lata na zamówiony komplet. Nigdy jednak nie robiliśmy tzw. "masówki", nigdy też nie pozwalałem sobie na wypuszczanie na rynek rzeczy pozbawionych jakości. A przecież w tamtych latach takie produkty były codziennością. I niejedna firma zrobiła na tym duży biznes. Jednak w naszej marce wszyscy wiedzieli, że angażujemy się tylko w produkcję rzeczy jakościowych. Minęło 40 lat i jesteśmy w tym a nie innym miejscu. Dzisiaj młodzież dochodzi do głosu, jestem już seniorem, oni tworzą jakość i odpowiadają na nowe wyzwania i potrzeby. Myślę tu zarówno o swoim synu Sebastianie jak i Rafale Desczyku, szefie Dobroteki w Dobrodzieniu a także pracowniku naszej firmy. Szczerze podziwiam ich pracę i zaangażowanie. Jest takie powiedzenie, że uczniowie wyprzedzają mistrza, i nie ukrywam, że mnie to cieszy.

Jaki proces przez te wszystkie lata przechodziła marka Kler?
- Na początku naszej drogi tworzyliśmy wyłącznie meble tapicerowane. Później pojawiały się meble skrzyniowe oraz rozmaite dodatki. Zmiany następowały stopniowo i dziś mamy całkiem inny kierunek, powiedziałbym, że proponujemy meble najwyższej klasy, nawet europejskiej i światowej. I nie krępuję się o tym mówić. Podążymy w tą stronę, ponieważ rynek wymaga od nas jakości. Cały proces obejmuje nie tylko produkt, ale i usługę, którą oferujemy klientowi. Wiele rzeczy jest jednak przed nami a ja nie ukrywam, że nieustannie się uczymy.

Wiosną tego roku otwarto Dobrotekę. Powstała w Dobrodzieniu, czyli w miejscowości która obecnie nierozerwalnie jest związana z pańską firmą. Tworzenie takich przestrzeni to konieczność czy kaprys?
- Takie miejsca są przyjazne dla klienta, ale i dla projektanta. Osoba, która pojawia się w sklepie czy jakimkolwiek innym miejscu związanym z naszymi produktami, musi być tak obsłużona, aby odnalazła wszystko to, co potrzebuje np. do swojego mieszkania. Dziś projektanci są po to, aby nie tylko proponować gotowe produkty, ale również doradzać. Przy dobrej współpracy z klientem zawsze można odnaleźć wartościowe rzeczy. W Dobrotece stawia się na współpracę z rozmaitymi dziedzinami, z różnymi branżami. Jeśli rozwiązania z niej zastosowane zdadzą egzamin, zapewne z tą koncepcją pójdziemy dalej - zaproponujemy ją po prostu także w innych miastach w Polsce.

Marka jest nieustannie otwarta na rynki zagraniczne, regularni odwiedzacie m.in. największe targi meblowe na świecie, czyli iSaloni w Mediolanie...
- W tym roku mieliśmy ogromną powierzchnię, gdzie prezentowaliśmy wszystkie nasze nowe produkty, w tym całą najnowszą kolekcję. Wystawialiśmy się wśród najlepszych włoskich producentów. To właśnie ta wartość dodana: jesteśmy obecni nie tylko w Polsce, nasze produkty sprawdzają się również za granicą. Jesteśmy tam zresztą obecni od lat.

Jesteśmy jako kraj wielkim producentem mebli, jednak nie zawsze potrafimy sprzedawać od własną marką. Dlaczego?
- Wszystko zależy od profilu produkcji. Jeśli ktoś tworzy rzeczy masowo, to na pewno nie wytwarza ich pod marką. Z marką powstają te produkty, które mają to"coś" w sobie. Jest więc dobre wzornictwo, jakość, cała oprawa i szczegóły. Marki nie można wypromować w ciągu dwóch, trzech na nawet pięciu lat. To wszystko jest procesem, wymaga czasu, to również kwestia odpowiedzialności, zresztą nie tylko biznesowej.
Musimy jednak wiedzieć, że nie wszyscy będą wytwarzać produkty markowe. Tak dzieje się na całym świecie, czy są to Włochy, czy Niemcy czy jakikolwiek inny kraj. Funkcjonuje określony podział - są firmy, które specjalizują się w tzw. masówce, i są też takie które tworzą rzeczy markowe, mające rzeczywiście do zaproponowania szczególny rodzaj produktów, odpowiadających na określone potrzeby.

W codziennej pracy towarzyszy wam myślenie długofalowe?
- Skupiamy się oczywiście na tym, co przed nami, natomiast nie sięgamy zbyt daleko w przyszłość. Najogólniej mogę powiedzieć, że interesuje nas np. to, co będzie w przyszłym roku.
To, co się wydarzy za 5 czy 10 lat jest zbyt daleką perspektywą. Nie oznacza to jednak, że szukając nowych rozwiązań nie staramy się przewidywać przyszłości, oczekiwań klientów czy wszelkich rynkowych ruchów. Wciąż myślimy o nowych technologiach, nowych funkcjach. I czasami wydaje się, że nie da się wymyślić nic nowego, a potem okazuje się, że jednak można.

Często bywa pan zaskakiwany nowymi rozwiązaniami?
- Elementy zaskoczenia są obecne np. podczas targów we Włoszech, gdy pojawia się obiekt, w którym są pokazywane produkty daleko wybiegające poza naszą rzeczywistość. Tam można zobaczyć zarówno intrygujące rozwiązania jak i idee, w którą stronę może podążać projektowanie. Podczas targów doświadczam pewnego rodzaju uczty projektowej - gdy oglądam przedmioty, o których na początku nie wiem nawet, o co w nich chodzi bądź też do czego służą. Oczywiście są także produkty bardziej realistyczne, w których pojawiają się n.p. nowatorskie linie. I wszystko dokładnie obserwuję, bo przecież cały świat wzajemnie się sobie przygląda.

Rozmawiał: MARCIN MOŃKA