HOLIS W SOBOLACH

TEKST: EWA TRZCIONKA, ZDJĘCIA: JULIA KARCZEWSKA

SOBOLE 14.11.2018

LUDZIE MIEJSCA STYL ŻYCIA

Rzecz dzieje się w niewielkiej wsi Sobole. To tam pewna Chinka pierwszy raz w swoim życiu tańczyła poloneza, jadła bigos i piła bimber, niezwykle ceniony projektant odkrywał nową jakość życia, patrząc w pysk plastikowej krowy, a prezes fundacji odkleiła się zupełnie od poczucia czasu.
Tomek i Gosia Rygalikowie, uznani w świecie projektanci, stworzyli niezwykłe miejsce, gdzie otwartość i nowe doświadczenia są normą. Sobole to dzisiaj bardziej wspólnota niż dwór. Z jednymi jest łatwiej, bo od razu odnajdują się w tym klimacie światopoglądowo. Inni potrzebują trochę czasu, żeby w to wejść i poczuć się swojsko.

W gościnnym dworku w Sobolach w połowie sierpnia miała miejsce piąta edycja interdyscyplinarnej szkoły letniej wspierającej innowacje społeczne na obszarach wiejskich – Holis. Gospodarze tak opowiadają o swoich doświadczeniach:

W jaki sposób wprowadzacie w to miejsce to, czym zajmujecie się na co dzień, czyli krótko mówiąc „design”?

Tomek: Zależy, jak rozumiesz pojęcie „design”. Dla mnie to często niematerialne, subtelne interwencje czy to w społeczność lokalną, czy w przestrzeń lub sprawy codzienne. To według mnie najbardziej wartościowy design, zwłaszcza jeśli są to rozwiązania trwałe i potrzebne. Przykładowo podczas warsztatów Holis powstały projekty innowacji społecznych, by ludzi łączyć. To jest od zawsze jedna z głównych ról designu.



Jakie konkretnie innowacje powstały?

Tomek: Jednym z partnerów warsztatów był powiat radzyński, więc pojawiło się sporo spostrzeżeń i potrzeb wynikających z wyzwań, jakie stoją przed całym regionem.

Gosia: Warsztaty były poprzedzone fazą badawczą – przeprowadzaliśmy wywiady, zbieraliśmy różne źródłowe dane, żeby jak najlepiej wejść w lokalną tkankę. I dać tę wiedzę ludziom spoza regionu, ludziom, którzy reprezentują różne kultury, ale i dziedziny: socjologom, ekonomistom, projektantom usług i produktu… Ogólnie: młodym ludziom, którzy przywieźli tutaj ze świata również swoje lokalne doświadczenia oraz świeżą perspektywę.

Tomek: Powstało wiele działań mających na celu wspieranie rozwoju marki powiatu, na przykład projekty związane z lokalnym jedzeniem.

Gosia: Jednym z pomysłów jest proste stoisko do sprzedaży bezpośredniej. Idea narodziła się w związku z problemami lokalnej ludności z dotarciem ze swoimi produktami do klienta oraz z uwagi na potencjał, jaki niesie ze sobą otwarta tydzień temu trasa rowerowa wokół doliny Tyśmienicy. Według koncepcji stoisko mógłby zrobić każdy sam, korzystając z projektu na zasadzie „open source”. W ten sposób ludzie pod wspólną marką Powiatu Radzyńskiego mogliby sprzedawać bez marż, pośredników i narzutów własnoręcznie tłoczony olej, dżem, nalewki albo chrzan. Dodatkowo można by ujednolicić opakowania.

Tomek: Ale jest też projekt dotyczący aktywowania wiejskich dzieci, które nie mają tutaj wielu zajęć pozaszkolnych, w związku z czym szybko potem stąd czmychają. Projekt zakładał, by je zająć w ciekawy sposób, a jednocześnie budować zrozumienie wsi i tego, że da się tutaj fajnie żyć.

Całą opowieść o gospodarzach – Gosi i Tomku Rygalikach – przeczytacie w jesiennym wydaniu naszego magazynu (DA 27), noszącym tytuł „Sentymenty”.

Magazyn można kupić w salonikach prasowych. Dostępny jest też w naszym sklepie, bezpośrednio z dostawą do domu: tutaj

Więcej na: www.sobole.info/fundacjawww.holis.codec.network