Odyseja estetyczna

Na pytanie o to, co zawodowo łączy ich najbardziej, odpowiadają, że oboje potrzebują kontroli nad estetyczną stroną życia. Kręcą ich przestrzenie totalne, wręcz utopijne. Lubią skrajności i Stanleya Kubricka. Anna Łoskiewicz i Jacek Kołodziejski, projektantka i fotograf, nie boją się żadnych wyzwań w życiu ani w pracy zawodowej.  

Spotykamy się w scenografii mocno postmodernistycznej – bar Lupo mieści się na parterze biurowca z lat 90. przy ul. Chmielnej w Warszawie. Budynek długo stanowił zepchniętą na margines, brzydką pozostałość po dawnej epoce – decyzja o jego rewitalizacji wytyczyła kierunek myślenia o tego typu obiektach jako wartych ocalenia. To nie przypadek, że spotykamy się akurat tutaj, bo za projekt wnętrza – nie tylko restauracji, ale także całego budynku – odpowiada Ania Łoskiewicz.

Czerpiąc z intensywnego stylu Memphis oraz bawiąc się cytatami i różnorodnością użytych materiałów, stworzyła tu spójną, ciepłą przestrzeń, pełną detali i niuansów. Idea recyklingu architektonicznego zrymuje się w naszej rozmowie z fascynacją recyklingiem samochodowym, a teatralność stylu Memphis z upodobaniem obojga do przestrzeni totalnych, scenograficznych. Poza tym, że zawodowo zajmują się kreacją, na co dzień są parą, i to z długim stażem. Zacznijmy więc od miłości.

Magazyn Design Alive

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

ZAMAWIAM

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

Jak się zaczęło Wasze love story?

Jacek Kołodziejski: Podczas studiów brałem udział w festiwalu fotografii w Arles i następnego roku mogłem zaprosić tam jedną osobę – zaprosiłem Anię. To był początek naszego związku. Oboje mieliśmy tam wystawę i okazało się, że Ania wygrała cały konkurs, w kategorii studenckich debiutów. Szefem jury był Roman Opałka. Na uroczystej gali w antycznym amfiteatrze posadzili nas obok niego i nagle pojawił się… słoń, prawdziwe zwierzę. Przyszedł do naszej loży, uklęknął przed Romanem Opałką i wyszedł. To było jak ze snu.

Dobry początek. Poznaliście się na studiach?

Ania Łoskiewicz: W 2003 roku na studiach fotograficznych, na Wydziale Multimediów w Poznaniu. Studiowałam wzornictwo i fotografię jednocześnie. Po drodze robiliśmy różne rzeczy. Jacek zajmował się fotografią, ja przez długi czas pracowałam w agencji reklamowej. Na projektowaniu na serio skupiłam się od 2010 roku. Wcześniej, owszem, jeździłyśmy ze studiem Beza Projekt na targi, różne wystawy, ale nie było to moje główne zajęcie.

Mamy z Jackiem różne doświadczenia i dzięki temu inspirujemy się nawzajem, rozmawiamy dużo o swoich projektach. Dla mnie bardzo wartościowe jest spojrzenie kogoś, kto też jest z branży kreatywnej, ale może zobaczyć pewne rzeczy z zupełnie innej perspektywy niż moja.

Czyli same plusy?

A.Ł.: Są oczywiście trudne momenty, kiedy robimy razem projekt, który jest logistycznie absorbujący – dotyczące choćby tego, kto i kiedy odbierze dzieci i zajmie się nimi. Zdarzają się też, powiedzmy, „komunikacyjne” problemy, ale ja lubię te wspólne projekty, są dla mnie bardzo inspirujące.

Anna Łoskiewicz i Jacek Kołodziejski_designalive

Jak to jest pracować razem w kreatywnych zawodach?

J.K.: Działam głównie jako fotograf, czasem jako reżyser reklam lub teledysków. Mamy więc różne kompetencje, ale towarzyszymy sobie w projektach. To jest o tyle ciekawe, że nie jesteśmy parą zajmującą się architekturą, sztuką czy fotografią, tylko wszystko się u nas przeplata. Mam wrażenie, że to widać i w moich pracach, i Ani – z miksu naszych osobowości i zainteresowań powstają rzeczy dosyć oryginalne i w pewnym sensie unikatowe.

Na czym polegają Wasze wspólne projekty?

A.Ł.: Często robimy razem scenografie. Jacek pracuje wtedy jako fotograf, a ja jako scenografka. To jest chyba największy punkt styku na polu zawodowym. Mamy też podobne hobby – motoryzacyjne. Z mojej strony jest to głównie fascynacja wizualna, bardzo lubię klasyczne samochody. Jacek angażuje się w to dużo bardziej niż ja, ale razem robimy research, szukamy materiałów, np. żeby odnowić tapicerkę we wnętrzu, co wymaga dużej atencji dla detali. Wspólnie odnowiliśmy nawet jednego klasyka.

Własnoręcznie odnowiliście samochód?

A.Ł.: Część z tych prac musi oczywiście wykonać mechanik czy tapicer, ale wiele elementów trzeba samemu wyszukać – i to jest coś, co czasem też razem robimy.

Jeździcie nim?

A.Ł.: Może nie codziennie, ale na wakacje na pewno. Mamy Saaba 900 i Porsche 928 – niezbyt popularny model, który miał zastąpić najbardziej kultowe Porsche 911. Szczególnie lubię samochody z lat 70. i 80., w których wszystko było precyzyjnie zaprojektowane. Każdy szczegół wnętrza, każdy guziczek i tapicerka były kolorowe, miały różnorodne wzory – to był czas bardzo ciekawy projektowo. Powstawało dużo prototypów, które do dziś wyglądają bardzo współcześnie, bo projektanci mieli dużą swobodę i przesuwali granice poszukiwań formy.

Lubię, kiedy wszystko jest pod kontrolą w ramach małego obszaru – wnętrze auta jest taką bańką, w której wszystko może zostać totalnie wymyślone. Dziś samochód postrzega się jako kolejny sprzęt AGD, jest jak lodówka i pralka, a projekty z lat 70. były zdecydowanie bardziej odważne, chociaż wiele z nich nigdy nie zostało zrealizowanych.

Anna Łoskiewicz i Jacek Kołodziejski_designalive

W jaki sposób razem pracujecie? Razem wszystko wymyślacie czy uzupełniacie się nawzajem?

A.Ł.: Zwykle są to komercyjne projekty, z briefem, na który trzeba odpowiedzieć. Koncepcję wymyślamy razem, ale każde z nas myśli osobno w swoim obszarze i to się w jakiś sposób składa w jedną całość. Ja lubię eksperymenty z różnymi materiałami, od razu zastanawiamy się więc wspólnie, jak np. z danym materiałem będzie działało światło i czy ten efekt będzie przewidywalny. Dzisiaj dużo rzeczy można zrobić w 3D i też czasem z tego korzystamy, ale ciągle jednak staram się szukać realności materiału i odniesienia do człowieka. Nie wszystko da się osiągnąć maszynowo i wirtualnie. Wciąż trzeba reżyserować sytuację, tak samo trzeba ją oświetlić i nadać jej charakter. Zazwyczaj pracujemy przy projektach, które są bardzo kreacyjne, ale rzadko kiedy lifestyle’owe. Wspólnie tworzymy świat, który ma w sobie właśnie walor zamknięcia, skończenia.

Macie jakiś ulubiony projekt, który razem zrobiliście?

A.Ł.: Lubię bardzo scenograficzny film dla Browaru Tenczynek. Ostatnio robiliśmy też fajny projekt dla Pumy. Dużo prac powstało także dla Muzeum Warszawy – głównie małe, martwe natury. Nasze wspólne projekty często są właśnie setami w dosyć małej skali. Podoba mi się, że projekty komercyjne, przy których pracujemy, mają walor szybkiego efektu. Parę tygodni i projekt jest skończony – czysta realizacja wizji.

Tworzycie więc wspólnie team kreatywny.

A.Ł.: Dzięki temu mamy dużą władzę przy realizacji projektu. To się rzadko zdarza, zwykle trzeba iść na wiele kompromisów. A ja mam w sobie tęsknotę za tym, żeby doświadczać czegoś, co jest konsekwentnie zaprojektowane jako całość. Dlatego lubię projekty wnętrz komercyjnych i usługowych dużo bardziej niż prywatnych mieszkań, gdzie zawsze trzeba się dopasować do upodobań właściciela, przez co rezultat niekoniecznie jest taki, jak by się chciało.

Ale projektując wnętrza dla Justyny Kosmali, miałaś chyba spore pole do popisu?

A.Ł.: Tak, dlatego że Justyna jest bardzo odważną osobą. To jej cecha charakteru, na którą wskazuje też jej dynamicznie rozwijający się biznes.

J.K.: A w przypadku Browaru Tenczynek klientem był Janusz Palikot, też odważna osoba, która była w stanie podjąć nieoczywistą decyzję i uzyskać ciekawe rezultaty. Czasem sztaby profesjonalistów na różnych szczeblach tworzą niepotrzebne ograniczenia. Absolutnie nie ujmując nikomu, często jednak brakuje na planach autorytetów, którym pozwoliłoby się forsować swoją wizję. Moim zdaniem w Polsce w branży kreatywnej jest ogromny deficyt zaufania.

A.Ł.: Kiedy byłam na studiach, wierzyłam wręcz w dyktaturę estetyczną. Wciąż jednak myślę, że są tematy dotyczące estetyki, którym nie służy wolność i demokracja.

J.K.: My sami lubimy żyć w pewnego rodzaju bańce, w której wszystko jest tak, jak chcemy. Nawet w domu, w którym mieszkamy, udało nam się przekonać wspólnotę, żeby wszyscy zmienili drzwi na takie same. Zrobiliśmy remont całej klatki schodowej, który przywrócił przedwojenną świetność budynku z 1938 roku. Wszyscy się podporządkowali i są teraz zadowoleni.

Anna Łoskiewicz i Jacek Kołodziejski_designalive

U siebie w domu też stworzyliście taką estetyczną kapsułę̨?

A.Ł.: Mieliśmy ją do pewnego momentu, potem jakoś nam się to rozjechało. Projektowaliśmy mieszkanie, nie mając jeszcze dzieci, i przez jakiś czas dobrze to działało, teraz jest trochę chaos, dużo rzeczy jest już do wymiany. Na środku salonu mamy pięć słupów, które wyglądają jak instalacje – wynikają częściowo z konstrukcji, a trochę służą jako dekoracja. Stawiamy czasem przy nich nasze prace, które są w procesie. Często również stoją u nas elementy scenografii, które przywozimy do domu. Przez długi czas mieliśmy też bardzo pomazane ściany…

J.K.: My tego już nie odczuwamy, ale przyszli do nas kiedyś Hindusi – rodzice koleżanki naszej córki z przedszkola, tradycyjne indyjskie małżeństwo – i na koniec powiedzieli, że jeszcze nigdy nie byli w takim „wesołym” domu. Dla nas to codzienność, dla obcej osoby może być to wręcz szokujące.

Pracujecie w domu?

A.Ł.: Mam swoje biuro, ale myślimy teraz o wspólnej pracowni. Brakuje nam w domu miejsca, żeby się rozkładać z pracą, patrzeć na prawdziwe materiały, obcować z fakturami i teksturami.

J.K.: Kiedy zaczynam projekt, próbuję znaleźć skalę – drukuję, oprawiam, robię wręcz prototyp. Dla mnie fotografia jest jak obiekt, który musi się zgadzać w całości, fizycznie, nie tylko na ekranie monitora. Nasz pomysł na pracownię zakłada też, że byłaby otwarta, z możliwością zapraszania ludzi, zorganizowania kolacji, stworzenia przestrzeni do dyskusji. Istotny jest dla nas fizyczny wymiar naszych prac. Jeżeli chcemy zaprezentować nowy projekt, to nie robimy tego w pierwszej kolejności na Instagramie, tylko najpierw zapraszamy ludzi, dla których to jest ważne. To zupełnie inaczej działa i zwykle wtedy dostajemy najlepszy feedback, takie doświadczenie jest prawdziwsze, bardziej profesjonalne. Na razie znalezienie lokalu stanowi niemałe wyzwanie, zwłaszcza że ideałem byłoby wprowadzić jeszcze do takiej przestrzeni klasyka.

A.Ł.: Czyli wjechać samochodem. A ciężko jest znaleźć miejsce z odpowiednimi drzwiami.

Znacie się od początku swoich dróg zawodowych. Jak to jest obserwować proces zmian, jakim obydwoje podlegacie?

J.K.: Mamy podobne upodobania. Na pewno gusta nam się zmieniają, ale ewoluują jednak we wspólnym kierunku. Od początku działaliśmy zupełnie inaczej, ale w podobnej energii. Zawsze nas kręciły skrajności, cały czas czegoś razem poszukujemy.
Anna Łoskiewicz i Jacek Kołodziejski_designalive

Czego dziś razem poszukujecie?

A.Ł.: Ja zawsze utopii, miejsca idealnego. Przez pewien czas nasz dom taki był, ale teraz myślimy, że może to będzie gdzie indziej, w jakiejś innej przestrzeni, może będzie to wspólny projekt jakiegoś miejsca na ziemi. Lubię takie utopie, kiedy wszystko jest pod kontrolą w ramach małego obszaru, dlatego mówiłam o wnętrzu auta, które jest bańką, wszystko może być w nim totalnie wymyślone. Sprowadza się to do tego, że oboje chcielibyśmy mieć kontrolę nad wizualną częścią życia.

J.K.: Tak, utopia to dobre słowo. Już na studiach oboje przeżywaliśmy fascynację Matthew Barneyem i jego cyklem filmów Cremaster, które były właśnie takimi dziełami totalnymi. Kręcą nas też miejsca, w których jest radykalny gest. Realizuję teraz duży projekt związany z Le Corbusierem i spędziłem tydzień w klasztorze dominikanów Sainte Marie de La Tourette w Éveux we Francji, zbudowanym w drugiej połowie lat 50. XX wieku. To bardzo silny i wyrazisty budynek – odczułem tam wręcz stan nirwany. Na początku był silny lęk, ale potem przerodził się w euforię.

Dlaczego tak?

J.K.: Budynek jest bardzo brutalistyczny. Wśród pięknych pagórków z widokiem na francuską sielankową wieś – nagle grzmot, ląduje UFO. W środku wszystko jest bardzo surowe, zachowane w najmniejszych detalach, łącznie z klamkami, kranami. Precyzyjnie zaprojektowane i zachowane uniwersum. Mieszkasz w celi opartej na Modulorze, wszystko jest sprowadzone do funkcji, a z drugiej strony ta architektura jest inspirowana rytmem, muzyką, przepływa dźwięk. Dla mnie to jest kwintesencja utopii.

Faktycznie trochę przerażające.

A.Ł.: Tak, i jeszcze odhumanizowane, bo w celach nie ma przedmiotów codziennego użytku. Ale ja to bardzo lubię, bo mam wtedy uczucie, jakbym stawała się częścią filmu, jakbym była zanurzona w scenografii. Lubię ten aspekt filmowy – często inspiruję się konkretnymi scenami, myśląc o przestrzeni. To są właśnie takie zamknięte światy. Oboje bardzo lubimy Stanleya Kubricka, który był maniakiem scenografii i projektował wnętrza szafek, nawet jeśli nie było ich potem widać na planie. Uważał, że aktorzy będą wtedy lepiej grać. Przestrzeń Le Corbusiera też jest taka. Pochłania w całości.

J.Ł.: Na pewno czuć w niej próbę osiągnięcia celu bez kompromisów.

A.Ł.: Dla mnie to jest doświadczenie podobne do bycia w naturze, w której też nic nie jest przypadkowe, chociaż może tak wygląda. Jedna i druga sytuacja wprowadza spokój. Zarówno w pięknym lesie, jak i w totalnie zaprojektowanej przestrzeni nic nas nie rozprasza.

Anna Łoskiewicz i Jacek Kołodziejski_designalive

Anna Łoskiewicz-Zakrzewska

Urodzona w 1980 roku projektantka wnętrz, mebli, przedmiotów codziennego użytku i instalacji artystycznych, a także scenografka. W latach 2011–2021 wspólnie z Zofią Strumiłło-Sukiennik prowadziła studio Beza Projekt; tworzone przez nie projekty doczekały się licznych nagród i publikacji. Od 2021 roku prowadzi własne Loskiewicz.Studio, skupiając się na projektach wnętrz i archiformowaniu – rewitalizacji budynków z lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku. Wraz z Jackiem Kołodziejskim reżyseruje i tworzy scenografie do wspólnych projektów.

Jacek Kołodziejski

Urodzony w 1980 roku fotograf, twórca filmów i instalacji artystycznych. Ukończył studia na Wydziale Komunikacji Multimedialnej ASP w Poznaniu. Studiował również film i fotografię w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi. Reprezentuje go agencja Match & Spark. Jako jeden z niewielu fotografów na polskim rynku z sukcesami porusza się w obszarze fotografii komercyjnej i sztuki. Właśnie połączenie stylistyki fotografii reklamowej z polem działań artystycznych decyduje o wyrazistym i rozpoznawalnym stylu jego twórczości. Jego prace były wystawiane na międzynarodowych wystawach, takich jak International Festival of Photography w Arles, Tec-Tece Exhibition w Arles, Month of Photography w Bratysławie oraz Month of Photography w Los Angeles. Został laureatem jednego z najważniejszych konkursów fotograficznych na świecie – PDN Photo Annual 2016 – w kategorii Advertising / Corporate za projekt Aphelion dla marki biżuteryjnej TAKK.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Diuna pełna sztuki

Diuna pełna sztuki

Warszawa | 13 lutego 2024

Odwiedzamy nowe wnętrza kompleksu biurowego zaprojektowane przez Annę Łoskiewicz