Nie bujamy w obłokach

Helena Raczyńska-Pachut i Wioletta Lenczowska, właścicielki Mesmetric, to wyjątkowy team w designerskim biznesie – 14 lat temu stworzyły markę, którą stopniowo rozwijają i to z wielkim sukcesem.

– Ludzie mają marzenia, plany, ale ich nie realizują. My postanowiłyśmy swój pomysł urzeczywistnić. A powód był prozaiczny – po prostu szukałyśmy zawodowej alternatywy. Nie chciałyśmy już pracować w branży mody i zależało nam, żeby zostać w Gdyni – opowiadają właścicielki Mesmetric.

Od ponad dekady ich multibrandowe showroomy z meblami i wyposażeniem wnętrz stały się jednym z najważniejszych punktów odniesienia w branży, zarówno w Gdyni, jak i w Warszawie. Ostatnio w stolicy otworzyły też pierwszy monobrandowy luksusowy showroom legendarnej marki B&B Italia.

Odważnie idą po swoje i mierzą naprawdę wysoko. Kobiecość, kompetencje i jakość to tematy, wokół których koncentruje się nasza rozmowa. Jak zatem wygląda ich przedsięwzięcie od kuchni? 

Magazyn Design Alive

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

ZAMAWIAM

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

Jak stworzyłyście swoje imperium?

Helena Raczyńska-Pachut: Nie miałyśmy imperialnego planu. Rozwój firmy nie odbywał się na zasadzie rewolucji, tylko ewolucji. Małymi kroczkami rozwijałyśmy zarówno koncepcję biznesową, jak i kolejne lokalizacje.

Wioletta Lenczowska: Każdy z nas ma bardzo dużo pomysłów, ale większość z nich nigdy nie ogląda światła dziennego. My postanowiłyśmy swój pomysł urzeczywistnić. A powód był prozaiczny – szukałyśmy zawodowej alternatywy. Po pierwsze nie chciałyśmy pracować już w branży mody, a po drugie zależało nam, żeby zostać w Gdyni, nie zamierzałyśmy przenosić się do innego miasta ze względu na pracę. Pierwotnym pomysłem były akcesoria do wyposażenia wnętrz, później pomysł ewoluował w kierunku marek skandynawskich.

H.R.-P.: W 2009 roku na polskim rynku było bardzo dużo marek włoskich, Skandynawia była więc naszym wyróżnikiem. Oczywiście inne firmy powoli też zaczęły się interesować markami skandynawskimi. Kiedy jednak my wprowadzałyśmy je na rynek, wszyscy pukali się w głowę, że to się nie będzie sprzedawać, bo to zbyt trudny produkt.

Po latach ewolucji i wizyt na targach stwierdziłyśmy, że za dużo jest pięknych rzeczy na świecie, żeby tak się ograniczać. Finalnie mamy w ofercie oczywiście marki włoskie, ale też z Nowej Zelandii, Nowego Jorku czy niszowych manufaktur. Od początku skupiałyśmy się na pięknych, jakościowych rzeczach, wartych swojej ceny. Takie podejście stało się kluczem do naszej działalności.

Wioletta Lenczowska

Wchodząc w rynkową niszę, od początku oparłyście markę na swoich własnych wyborach i fascynacjach estetycznych?

H.R.-P.: Oczywiście, podejmując wybory, kierujemy się intuicją i własnymi upodobaniami, ale jednocześnie dysponujemy doświadczeniem w komercji. Obie zaczynałyśmy w branży mody i miałyśmy rozeznanie w gustach klientów – nie bujamy w obłokach. Od początku wiedziałyśmy, jak myśleć o firmie, gdzie na rynku jest jeszcze miejsce i jak zagospodarować tę niszę, która na początku, przez pierwszy rok, wyglądała dość oryginalnie.

W.L.: Z perspektywy czasu widzę, że to naprawdę było odważne. Nasz pierwszy showroom w Gdyni, minimalistyczny biały salon z kilkoma białymi meblami, z zielonymi i szarymi dodatkami, wyglądał jak przestrzeń galeryjna. Praktycznie trudno było coś zarobić na tak małej przestrzeni, przy tak małej liczbie produktów. Dzisiaj na pewno inaczej byśmy do tego podeszły, ale było to i ładne, i odważne.

Jak się poznałyście? Dlaczego zdecydowałyście się zacząć razem biznes?

W.L.: Pracowałyśmy razem w marce odzieżowej, ale się nie przyjaźniłyśmy.

H.R.-P.: Za to byłyśmy pewne, że każda z nas bardzo jakościowo pracuje. Miałyśmy więc wystarczająco dobrą podstawę do stworzenia czegoś razem.

Jak wygląda podział kompetencji w Waszym duecie?

W.L.: Podział ról wynika u nas z wykształcenia – Helena skończyła studia na kierunku architektura na politechnice, ja ekonomię i handel zagraniczny – oraz z wieloletnich zainteresowań. 

H.R.-P.: I z doświadczenia, bo ja od początku zajmowałam się zawodowo produkcją, projektowaniem, ale też kupiectwem, więc w naturalny sposób nasze umiejętności wyznaczyły podział obowiązków, chociaż teraz i tak wszystko robimy wspólnie. Czasem tylko zostawiamy sobie decydujące zdanie w pewnych obszarach, jeżeli pojawiają się sporne kwestie.

W.L.: Wykształcenie i predyspozycje są niezwykle istotne, kiedy prowadzi się firmę. Widzę to teraz wyraźnie, ciągle się ucząc i spotykając z ludźmi, którzy dopiero otwierają swoje przedsięwzięcia. Jeśli np. lubimy projektować ceramikę, możemy działać jako projektanci. Jednak trzeba pamiętać, że bez wykształcenia biznesowego ciężko poprowadzić firmę. 

Co sprawiło, że odniosłyście sukces?

W.L.: Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to pokora. Ciągle mamy świadomość, że jeszcze dużo przed nami do zrobienia, bo weszłyśmy na rynek później niż inni. Znaczenie ma też nasza płeć. Jako kobiety musimy bardziej się starać.

Dlaczego?

W.L.: W tym biznesie zazwyczaj funkcjonują pary mieszane albo markę prowadzą mężczyźni – to nadaje kształt branży w Polsce. Budując atelier mesmetric, rok po roku, a mamy dziś 14 lat, zawsze budziłyśmy pewne zdziwienie, że jesteśmy w biznesie same. Jak to, same kobiety? Agenci firm, którzy do nas przyjeżdżają, to zwykle mężczyźni. I trzeba te relacje sukcesywnie wypracowywać na poziomie człowiek z człowiekiem, a nie mężczyzna z kobietą.

H.R.-P.: Jest jeszcze inna kwestia. Mężczyźni mają historię aktywnego działania, bo tak funkcjonują z dziada pradziada. Mogą odnieść się do idącego przez pokolenia obrazu: do czego dążą i kim są, jako przywódcy, liderzy, szefowie.

A my, kobiety, jesteśmy dopiero pierwszym bądź drugim pokoleniem, które stwarza siebie w tej roli. Nie mamy się za bardzo na kim wzorować. Jasne, że możemy czerpać ze światowych przykładów, ale w naszej pamięci na poziomie komórkowym odnoszenie sukcesów w biznesie nie jest jeszcze dla kobiet oczywiste.

To się zmienia, ale przed nami długi proces. 

W.L.: Podam taki przykład: kiedy mężczyźni idą na kolację biznesową załatwiać interesy, jest to całkiem normalne. Jeśli jednak na kolację biznesową idzie mężczyzna z kobietą, to już zaczyna być kontrowersyjne. Taką parę na spotkaniu w restauracji wieczorem postrzega się zupełnie inaczej. To są klisze kulturowe, które będą się jeszcze za nami trochę ciągnęły. Kiedyś nawet była taka historia, że mężczyzna zapytany przez nas: „Dlaczego nie chce pan robić biznesu z kobietami?” odpowiedział: „Na spotkaniu zarządu mamy swoje żarty, odzywki, przekleństwa, a przy kobiecie nam nie wypada”. Okazuje się, że w naszych czasach nadal takie stwierdzenia pokutują.

Wioletta Lenczowska

Czy klienci i ich potrzeby zmieniają się wraz z rozwojem mesmetric?

H.R.-P.: Widzę dwa wyraźne punkty zwrotne. Skok nastąpił około siedmiu lat temu, kiedy podróże stały się bardziej dostępne, mniej elitarne. Coraz więcej ludzi zaczęło doświadczać designu za granicą i oswajać się z nim. Kolejna cezura to pandemia. Wydaje mi się, że wcześniej wystarczał nam design w samochodzie czy hotelu, do którego wyjechaliśmy, a dom służył głównie do nocowania. Jednak ta perspektywa bardzo się zmieniła. Zaczęliśmy większą wagę przykładać do wyposażenia domowego wnętrza – to nas buduje, cieszy, poprawia nam nastrój.

Co tak naprawdę kupujemy w showroomie z luksusowym wyposażeniem wnętrz: design, piękno, ekskluzywność czy może spełnienie marzeń o szczęśliwym życiu?

W.L.: Przede wszystkim jakość. Lubię kupować rzeczy jakościowe, wolę ich mieć mniej, ale wybieram takie, które są ponadczasowe. Lubię też mieć poczucie dobrze wydanych pieniędzy, bo z ceną jest tak, że szybko się o niej zapomina, a dobrze zaprojektowany mebel kultowej marki przetrwa dekady.

H.R.-P.: Dlatego zapraszamy klientów, żeby inwestowali w wyjątkowe przedmioty. Powoli, świadomie. Nie jest przecież tak, że u nas trzeba sobie od razu urządzić całe mieszkanie. Można kupić kilka rzeczy, najlepiej dobrej jakości klasyki, które będą nas długo cieszyły. Nasze marki dają gwarancję tego, że te przedmioty utrzymają swoją wartość.

Właścicielki Mesmetric i ich brand

Wioletta Lenczowska. Rocznik 1975. Ukończyła Uniwersytet Gdański na kierunku handel zagraniczny oraz podyplomowe studia z zarządzania zasobami ludzkimi na Politechnice Gdańskiej. Pracuje od 27 lat z roczną przerwą na urlop wychowawczy – zawsze powtarza, że ten okres był dla niej największą szkołą kreatywności. Od początku drogi zawodowej związana ze sprzedażą – najpierw zegarków i biżuterii. Potem była zaangażowana w działanie pierwszego w Polsce sklepu internetowego z branży fashion. Doświadczenie zdobywała w dużych polskich firmach handlowych, koordynując działy importu, eksportu, sprzedaży oraz projektowe. Jej docelową branżą stało się luksusowe wyposażenie wnętrz. Zarządza finansowo-handlową stroną firmy. Ceni jakość i sztukę, dlatego praca z najlepszymi markami meblowymi i oświetleniowymi z całego świata daje jej dużą satysfakcję. Mieszka w Gdyni.

Helena Raczyńska-Pachut. Rocznik 1979. Absolwentka Wydziału Architektury i Urbanistyki Politechniki Gdańskiej. Od początku kariery zawodowej działa interdyscyplinarnie, funkcjonując na styku takich dziedzin jak architektura wnętrz, wzornictwo, sztuka, moda i ekologia. Zanim otworzyła własną firmę, pracowała jako manager, kupiec i projektant. Dzięki szerokiemu doświadczeniu zyskała dobre podstawy do obecnej działalności biznesowej, w której potrzebna jest wiedza z różnych obszarów życia. W mesmetric buduje relacje z architektami i odpowiada za komunikację marki z rynkiem. Prowadzi też inwestycje i koordynuje projekty specjalne, np. współpracę z NOMUS – Nowym Muzeum Sztuki w Gdańsku – jej efektem było wyposażenie na zasadach non profit publicznej galerii w oryginalny design. Najchętniej spędza czas w bliskim kontakcie z naturą. Była weganką, zanim stało się to modne. Mieszka w Gdyni.

Mesmetric. Marka stworzona przez Wiolettę Lenczowską i Helenę Raczyńską-Pachut niemal 15 lat temu. Po otwarciu pod koniec 2022 roku monobrandowego showroomu B&B Italia w Warszawie wspólniczki oferują klientom największą ekspozycję luksusu w Polsce – na powierzchni ponad 1500 m kw.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły: