Karol Misztal. Aviator

Kim jest Karol Misztal, twórca sukcesu yestersena – największej platformy e-commerce w Polsce oferującej autorski wybór unikalnych mebli i dekoracji vintage oraz produktów kultowych współczesnych marek? Oto historia człowieka biznesu, który pokochał design.

W designie ważne są emocje i więź, jaką mamy z przedmiotem. To relacje determinują percepcję – i historia tych relacji albo historia samego przedmiotu. Tak w skrócie design definiuje Karol Misztal: założyciel i szef yestersena, który rozpoczął działalność w 2015 roku od sprzedaży mebli vintage. Jest twórcą największej platformy e-commerce w Polsce, na której znajdziemy dobry design: ten ikoniczny, ten z przeszłości i ten współczesny. Tylko ten, któremu yestersen wróży ikoniczność za 50 lat. W pierwszym kwartale tego roku yestersen wypracował prawie 4,1 mln zł przychodu (wzrost o 94% rok do roku). W najbliższym czasie właściciel marki planuje przeprowadzić emisję crowdfundingowa, a do końca 2022 roku chce wprowadzić firmę na giełdę.

Ludzki design

Kiedy spotkałam się z Karolem Misztalem w showroomie yestersena w Warszawie przy ul. Lekarskiej, zapytany o rok urodzenia opowiedział mi o filmie, który właśnie obejrzał. „Lato ‘85” Francois Ozona, jednego z najbardziej kontrowersyjnych reżyserów francuskich.

– Trafnie pokazywał modę tamtych czasów – stwierdził Misztal. I już to uświadomiło mi, że rozmawiam z kimś, kto uważnie przygląda się otoczeniu w szerszym, kulturowym kontekście. Odniesienia do filmu jako inspiracji i odzwierciedlenia postrzegania świata przez współczesnych – często w głębszej warstwie filozoficznej – przejawiają się również w sposobie, w jaki Karol opowiada o yestersenie.

Świadczy o tym współpraca z Gutek Film, dystrybutorem najnowszego dzieła Pedro Almodovara „Ludzki głos”, w którym design ekspresyjnie dopełnia treść. W siedzibie yestersena z pietyzmem odtworzono scenografie filmowe. Niezwykłe doznanie szczególnie dla tych, którzy widzieli już Tildę Swinton poruszającą się po tych soczyście i zmysłowo zaaranżowanych wnętrzach. Karol urodził się w Lublinie. Jego mama, z wykształcenia muzyczka, nie pracowała w zawodzie. To on miał być tym, który zrobi karierę muzyczną, ale słuchem absolutnym obdarowany został jego młodszy brat (wybrał jednak karierę prawniczą). Muzyka w rodzinie Misztalów okazała się przelotnym romansem. Karola ukształtowało coś innego: zakład ślusarski jego dziadka i taty.

Szybko policzyć i z biodra strzelić

– W warsztacie taty spędzałem czas mniej więcej od 10. do 11. Roku życia, pomagając mu w rożnych zajęciach. Już wtedy zauważyłem, że lubię prace manualne – pozostało mi to do dziś. Ale nie tylko to wydało mi się ciekawe. W pewnym momencie mój tata zaczął na dużą skalę produkować zawiasy. Gdy musiał ich wysłać kilkadziesiąt palet i skrzynek, odpowiadałem za kontrolę jakości i przeliczanie. Dzięki temu nauczyłem się szybko szacować: ile czegoś jest, wiedząc, ile dany element zajmuje powierzchni. Po krótkim czasie wystarczyło, że zajrzałem do skrzynki i wiedziałem, ile tych zawiasów tam jest.

Muszę przyznać, że to się przydaje w biznesie. Szybko policzyć i z biodra strzelić. Od razu pytam więc, ile jest obecnie produktów w sprzedaży na yestersenie, a Karol bez chwili namysłu odpowiada: 30 tysięcy. Choć oczywiście musi to być liczba przybliżona, ponieważ dynamika sprzedaży, a zarazem dodawania kolejnych produktów nie pozwala na precyzję taką, jak w przypadku policzalnych zawiasów.

Ludzie i ich decyzje

Jak tylko jego starszy brat wyfrunął z Lublina w świat, Karol wiedział, że zrobi podobnie. Najpierw zamieszkał w Warszawie, gdzie studiował w Szkole Głównej Handlowej. Zajęcia były może zbyt teoretyczne, w owym czasie jednak uczelnia pozwalała studentom dobierać swobodnie listę przedmiotów, kształtować siebie w dowolny sposób. Na 4. roku wyjechał do Holandii i tam studiował marketing analityczny. Pracował z modelami statystycznymi i zgłębiał takie zagadnienia, jak segmentacja klientów. Wreszcie praktyczna wiedza! Edukację kontynuował jeszcze w Finlandii.

– I tam poznałem Mateusza Juroszka, przyszłego anioła biznesu yestersena. Zabawne jest to, jak bardzo się różniliśmy. Chodziliśmy na te same zajęcia. Ja byłem zawsze tym gościem, który przeczytał „kejsy” i wszystkie teorie, a on był tym, który po prostu mówił: „Tam trzeba z tym pogadać, tu trzeba ludzi zmotywować”. Był praktyczny i pragmatyczny. Życiowy. Ja myślałem, że firma to jest byt z dokumentem stworzonym przez departament strategii. Mateusz z kolei rozumiał, że firma to ludzie i ich decyzje, i wszystko jest negocjowalne, płynne, zmienne. Byłem naiwniakiem. Marzyła mi się praca w consultingu, analizowanie danych, projektowanie pięknych slajdów. Tylko co potem?

Totalny free fall

No właśnie, potem było 5 lat w Paryżu, gdzie Karola przywiodła miłość. – Totalny free fall – jak wspomina. Początki? 10-metrowe mieszkanie pod Paryżem, nieznajomość języka i pożyczki zaciągnięte u przyjaciół, żeby jakoś utrzymać się na powierzchni. Szkoła życia, a za chwilę szkoła biznesu na Harvardzie, gdzie znalazł pracę. – Moj szef widział, jak się męczę na tych marnych kilku metrach. A trzeba wiedzieć, że znalezienie mieszkania w Paryżu graniczy z cudem. Odbywa się przy tym wielki konkurs CV. Należy mieć gwaranta, wnieść depozyt w wysokości dwóch czynszów, cieszyć się nieposzlakowaną opinią itd. Trudniej znaleźć lokum niż pracę. Szef załatwił mi więc mieszkanie – i to od razu 100 m kw. w 15. dzielnicy. Jedyny problem tkwił w tym, że było zupełnie puste. I tak zaczęły się moje wojaże po podparyskich bazarach. W Paryżu nauczył się również robić koktajle – i odnalazł w tym ogromną przyjemność.

– Bardzo mnie to interesowało pod kątem sensoryki. To jest też w gruncie rzeczy praca manualna, a zawsze odczuwałem jej potrzebę. Wiąże się również z wsłuchiwaniem się w człowieka. Czego chce się napić, jakich smaków szuka. I to nic, że nie przygotowuję koktajlu jeden do jednego zgodnie z przepisem. Robię to dla tej osoby i ona to docenia.

Stolik przemówił do mnie

Przedmioty. Nie sposób nie zapytać o nie człowieka, którego życie obraca się wokół nich. Ten, który Karol zapamiętał z dzieciństwa, był pierwszym – jeśli wierzyć w przeznaczenie – znakiem.

– Fotele Arboga z IKEA! To bodaj pierwszy produkt, który zrobił na mnie takie wrażenie. Pamiętam do dziś ten triumfalny moment, kiedy na początku lat 90. wjechały do naszego domu i zastąpiły poprzednie, toporne, okropne meble. A ja się nie mogłem nadziwić ich konstrukcji. Temu, że poduchy nie są na sztywno do nich przymocowane, tylko można je zdejmować, bawić się nimi. Stelaż był czysty, drewniany.

Kiedy opowiada o przedmiotach z czasów studenckich i pierwszych latach pracy w Paryżu, jak bumerang powraca wątek pchlich targów, bazarów, ale i ciucholandów. Zamiłowanie do tych ostatnich pozostało mu zresztą do dziś. Podczas naszej rozmowy licytowaliśmy się, kto ma więcej rzeczy z second handów. Wygrałam, bo miałam przy sobie torebkę znalezioną w jednym z nich. „Z drugiej ręki” jest więc sposobem na życie, ale i źródłem inspiracji.

Karol przyjaźnił się w Paryżu z fotografami: pomagał im w wyszukiwaniu ciekawych przedmiotów do sesji. I tak jego losy splotły się z farelką: grzejnikiem z lat 60. o obłych kształtach, przypominających nieco lodówki Smega. Już wtedy pociągały go te właśnie zaokrąglone linie, które – jak zdradził podczas naszej rozmowy – znajdziemy w najnowszej odsłonie strony internetowej yestersen. – Będzie „space ejdżowo” – zapewnia.

Farelka jest z nim do dzisiaj i nadal wykorzystuje ją w sesjach zdjęciowych. Miłość do tego, co obłe, a w dodatku przezroczyste, wiąże się też ze stolikiem z pleksiglasu. – Kupiłem go za grosze, kiedy byłem u mojego przyjaciela w Kotlinie Kłodzkiej. Sprawiał wrażenie zaniedbanego i aż się prosiło, żeby się nim zaopiekować. Można powiedzieć, że ten stolik przemówił do mnie. Zadbałem o niego, przygarnąłem. Teraz ma swoje miejsce w moim salonie. W gruncie rzeczy jest bardzo prosty, wręcz banalny, ale jakoś mój. I kolekcja winyli ładnie się prezentuje w jego przegródce.

Yestersen to przyrząd

Jest jeszcze jeden przedmiot, być może najważniejszy, o którym opowiedział mi Karol. Intymny, silnie osadzony w rodzinie i wiele o niej opowiadający. Chodzi o łózko dziadka. Stare, żeliwne i ciężkie, z trochę wyższą ramą tylną zwieńczoną gałkami. – Sam odnowiłem to łózko. Było spatynowane, zniszczone. Zdarcie starej farby zajęło mi kilka dni. A potem razem z dziadkiem zrobiliśmy szablon, przy pomocy którego można było wytłaczać zdobienia. Bo ktoś wydłubał to, co było w tym łóżku wartościowe. Zbudowaliśmy więc przyrząd i zrobiliśmy pełną rekonstrukcję mebla.

Przyrząd. Tak właśnie Karol postrzega yestersena i to łączy go z poprzednimi pokoleniami. Potrzeba budowania przyrządów. Po pięciu latach Karol wrócił do Polski z ciężarówką pełną bazarowych mebli, książek o biznesie i ulubionych ciuchów z second handow. Coraz bliżej mu było do pomysłu na swoją firmę. Krążył mu on jeszcze nie w głowie, ale już nad nią. Szukając punktu zaczepienia, szybko się zorientował, że w Polsce nadal panuje skostniała hierarchiczność. Że pracownik nie może być mądrzejszy czy bardziej doświadczony od szefa. A Karol doświadczenie miał przecież niebagatelne. Podczas pracy na Harvardzie przygotowywał dla studentów studia przypadków niezwykle biznesowo trudnych i ciekawych. Tak zresztą poznał Nicka Hayeka juniora, prezesa Swatch Group, który go niesłychanie zainspirował.

– Pytaliśmy Nicka, jak to jest sprzedawać luksusowe zegarki i czym jest luksus. Powiedział wtedy, że ostateczny luksus to jest Picasso, a to, co najważniejsze, jeśli chodzi o jego produkty, to emocje. I że jego grupą docelową są emotional consumer goods. Yestersena również. W designie po prostu musi być ta iskra. Na chwilę zatrudnił się więc u przyjaciół w agencji performance marketingowej, ale szybko się okazało, że nie jest dobrym sprzedawcą. Udało mu się jednak zaobserwować, jak dynamicznie rozwijały się spółki e-commerce, w tym startujący właśnie Westwing. Potrzeba było jeszcze ostatecznego impulsu, żeby wszystkie trybiki zaskoczyły. Przyniosła go rozmowa z Maximem, przyjacielem poznanym w Warszawie, który kupował tu mieszkanie.

Yesterday

– Maxime chciał urządzić mieszkanie w stylu vintage, ale nie bardzo wiedział, jak się za to wziąć w Polsce. Ja nie miałem wtedy nawet pojęcia, co znaczy „vintage”. Owszem, lubiłem to, co stare, ale te meble nazywałem po prostu „innymi”. Maxime wspomniał wtedy, że jest taka platforma we Francji, na której są sprzedawane meble vintage. Wystartowali jakieś poł roku czy rok wcześniej i idzie im super. Zaproponował, żebyśmy zrobili to samo tutaj.

Do pracy nad konceptem zabrali się na początku 2015 roku. Najpierw uznali, że chcą zacząć od razu z poważnymi pieniędzmi.

Chcieli pozyskać je z jakiegoś funduszu, który zainwestuje w prezentację stworzoną w PowerPoincie; mieli nadzieję, że wkrótce znajdą się środki, by zrobić to jak należy. Dopieszczali więc biznesplan. Potem faktycznie pojawił się fundusz mający zapewnić pieniądze, ale ze współfinansowaniem publicznym. Urzędnik, który miał zatwierdzić biznesplan, nie dostrzegł jednak tej iskry.

– Był wrzesień. Siedzieliśmy z Maximem i on mówi nagle: „Wiesz co, zrzucimy się po 5 tysięcy i trudno. Jak się nie uda, to wiele nie stracimy”. Pierwszego miesiąca mieliśmy sprzedaż na poziomie 600 zł, następnego – 6 tysięcy, a potem – 66 tysięcy. Wtedy napisał do mnie Mateusz Juroszek i zapytał, co słychać. Mateusz Juroszek (obecnie 34 lata, miliarder), dawny przyjaciel ze studiów, a wówczas szef zakładów bukmacherskich STS, zainwestował w yestersena. Potem dołączył do niego ojciec Zbigniew Juroszek, właściciel spółki Atal prowadzącej działalność deweloperską. Zaufanie, wsparcie finansowe i cenne doświadczenie biznesowe jednej z najbogatszych rodzin w Polsce pomogło firmie rozwinąć skrzydła.

Będziemy silniejsi

Ładny zawsze wyprze brzydki

Yestersen nie mógł na zawsze pozostać miejscem, w którym można kupić meble vintage. Karol czuł, że trzeba zrobić kolejny krok. – W 2018 roku zdecydowałem się wprowadzić do oferty współczesne produkty. Po dwóch latach uznałem, że trzymanie się pierwszej formuły byłoby ślepą uliczką. Od tego momentu naszym obszarem kompetencji przestała już być wyłącznie przeszłość, a zaczął nim być design. Ale wciąż nie byle jaki. Pierwsza idea: marketplace z rzeczami vintage została zatem rozwinięta o współczesność – yestersen zaczął od reedycji produktów. Znowu chwyciło, ale zdaniem Karola dzięki jasnym zasadom wskazującym, które produkty mogły się tam znaleźć. Po pierwsze musiały być estetyczne.

– Nie mogły być, mówiąc wprost, „paździerzem”. Wiem, że definicja jest płynna, kiedy jednak pokażesz komuś zdjęcie produktów rozmaitej jakości, ładny zawsze wyprze brzydki. Jest odwrotnie niż w przypadku pieniądza, gdzie gorszy wyprze lepszy. Po drugie produkt nie może być kradzieżą intelektualną na istniejących wzorach. Nie ma tygodnia, żebym nie dostał z Chin maila z fabryki, która produkuje „stoły Tulip” lub „krzesła Eamesow”, i nie ma na to mojej zgody. Są za to dwie drogi do yestersena dla współczesnych: meble projektantów, w których wierzymy i którym kibicujemy. I myślimy, że w przyszłości ich produkty będą ikoniczne. Druga to kultowe marki, takie jak Louis Poulsen czy Hay.

Lot wznoszący

Ale Karol myślami jest już przy kolejnych dwóch zaplanowanych przełomach– następnych etapach rozwoju firmy. Pierwszy krok to emisja crowdfundingowa, a drugi – wprowadzenie firmy na giełdę (do końca 2022 roku). Trzecim będzie stworzenie własnej marki mebli, a czwartym – sprzedaż indywidualna na yestersenie: każdy klient platformy będzie mógł tu oferować swoje produkty. Zaczną krążyć, zmieniać właścicieli, ale nadal łączyć je będzie jakość.

Lot w nieznane? Nie, bo Karol nauczył się ogarniać chaos, z którym stykał się od początku istnienia yestersena, a wspierający go Mateusz wierzy, że w biznesie wygrywają optymiści.

Duet, który potrafi utrzymać kurs wznoszący. Karol został wychowany w kulcie pracy. Po szkole trzeba było pomoc w warsztacie, potem odrobić lekcje i dopiero wtedy odpocząć. Jeśli jednak za jakiś czas zdecydowałby się nieco zwolnić, wygospodarować więcej czasu dla siebie, wyobrażam go sobie w starym, ale odnowionym domu, w jakimś cichym i malowniczym miejscu. Wewnątrz znajdowałyby się ważne dla niego przedmioty łączące się we wspólną opowieść. Na tyłach domu byłby mały warsztat, gdzie Karol oddawałby się renowacji mebli. A wieczorem siadałby w fotelu Wassily Breuera z ulubionym, przyrządzonym własnoręcznie koktajlem Aviation. W powietrzu unosiłby się słodki zapach likieru fiołkowego.

Karol Misztal i Yestersen

Urodził się w Lublinie w 1985 roku. W latach 2004–2009 studiował zarządzanie i marketing w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, a w międzyczasie – również marketing analityczny na University of Groningen w Holandii oraz na Aalto University w Finlandii. W latach 2010–2013 pracował w Paryżu na Harvard Business School, w Europe Research Center. W 2015 roku założył yestersena – obecnie największą platformę e-commerce w Polsce oferującą autorski wybór unikalnych mebli i dekoracji vintage oraz produkty kultowych, współczesnych marek.

Powiązane artykuły:

Będziemy silniejsi

Będziemy silniejsi

Warszawa | 29 grudnia 2021

Rozmawiamy z Mateuszem Juroszkiem, 34-letnim miliarderem, inwestorem Yestersena

Limitowany kilim Świt

Kilim Świt

Warszawa | 10 lutego 2021

Geometryczna wariacja na temat porannych promieni słońca od Splot i yestersen