PLEJADA GWIAZD DESIGNU ŚWIATOWEGO FORMATU W 2018 ROKU POLSCE

TEKST: EWA TRZCIONKA, ELIZA ZIEMIŃSKA, ZDJĘCIA: WOJCIECH TRZCIONKA

WARSZAWA 4.3.2018

DESIGN LUDZIE WYDARZENIA

Studio Job na Arenie Design w Poznaniu, Jaime Hayon na Łódź Design Festiwalu i Tom Dixon na Warsaw Home. Tylu gwiazd światowego formatu w jednym roku jeszcze w Polsce nie było!
Przy tej okazji postanowiliśmy Wam przybliżyć sylwetki wybitnych projektantów, których mieliśmy okazję spotkać podczas naszych zagranicznych wojaży. Oto fragmenty wywiadów przeprowadzonych w różnych latach ze Studiem Job, Jaime Hayonem i Tomem Dixonem.

***

Studio Job. Pan i Pani Smeets
Job Smeets i Nynke Tynagel to para absolwentów Design Academy w Eindhoven, pracująca pod wspólnym szyldem już od 2000 roku.

Wasze projekty są przesycone symbolami. Czy próbujecie w ten sposób przekazać coś waszym odbiorcom?
- Nigdy nie myślimy o odbiorcach naszych projektów, chociaż lubimy ich zaskakiwać. Tak jak artyści, nie zastanawiamy się nad odbiorem naszych prac. Przede wszystkim chcemy wyrażać siebie poprzez design, to nasz jedyny cel. Nie próbujemy zbawiać, ani ulepszać świata. Nie musimy dokonywać wielkich odkryć. Nie mamy celu, by czynić kogoś szczęśliwym, bądź smutnym.

Czyli nie kierujecie się żadną misją?
- Ludzie się przeceniają. Człowiek chce być wielki, ale tak naprawdę jest malutki i niewiele znaczy. Jako ludzie chcemy znać odpowiedzi na wszystkie pytania, a czasami nawet nie wiemy, kim właściwie jesteśmy. Czasem po prostu nie ma odpowiedzi. Czasem jest tylko intuicja. Nie chcemy nieść wyłącznie dobrych wieści, świat nie jest doskonały, o tym też chcemy mówić.

Skąd wobec tego tak wiele treści w waszych obiektach?
- To prawda, że używamy ikon i symboli, ale tylko po to, by tworzyć coś nowego. Czasem są to tylko głupiutkie historyjki.

Co jest w takim razie dla was ważne?
- Chcemy żeby nasze projekty mogły być dziedziczone i przetrwały wieki. Dlatego dbamy o wysoką jakość wykończenia. To jest właśnie ekologiczne podejście. Lepiej zrobić jedną dobrą rzecz, niż tysiące złej jakości. Myślę, że po kilku stuleciach będzie można znaleźć więcej śladów po naszych projektach, niż po meblach z IKEA.

studiojon_designalive - 1

Dlaczego tak cienicie właśnie długowieczność?
- Nawet doskonała miłość między nami nie będzie trwała wiecznie, wszystko ma kres. Może dlatego chcemy robić rzeczy jak najtrwalsze. W ten sposób staramy się dosięgnąć nieśmiertelności tak bardzo jak to możliwe.

Znacie się już długo…
- Jesteśmy razem właściwie od zawsze. Pobraliśmy się. Robimy razem prawie wszystko, ale nie pracujemy razem nad jednym projektem, raczej o nim rozmawiamy.

Dużo się sprzeczacie?
- Nie kłócimy się wcale.

A jak oddzielacie pracę od domu?
- Ponieważ pracujemy w domu, nie ma sztywnych granic między odpoczynkiem i pracą. Właściwie pracujemy cały dzień.

Czy często nawiązujcie współpracę z innymi projektantami?
- Czasami zapraszamy innych, ale tylko jeśli jest to konieczne. Wolelibyśmy nie powiększać naszego studia. Chcemy mieć dobry kontakt z każdym projektem. Jeśli studio za bardzo się rozrasta, to traci się kontakt z projektami.

Po co projektować kolejne szafy, stoły i krzesła. Nie wystarczą te, które mamy?
- Tak jak w modzie są 4 sezony, tak w designie potrzebne są nowe rzeczy. To biznes. Ekonomia jest częścią społeczeństwa, ale my nie dbamy o pieniądze. Ekonomia jest raczej naszą inspiracją.

***

Jaime Hayon. Alergia na niedoróbki
Jamie Hayon. Zwany błaznem designu, do pracy podchodzi bardzo serio. Jest perfekcjonistą, dzięki temu współpracuje z najlepszymi z całego świata. W każdym zamówionym przedmiocie pozostawia rozpoznawczy optymistyczny rys Hayona.

W pana projektach zawsze jest dużo humoru, optymizmu i ironii.
- To u mnie naturalne. Ale w jednym jestem zupełnie poważny: moje produkty muszą być dobrze zaprojektowane. Wszystko, co robię, musi być doskonałe. Mam alergię na „niedoróbki”. A do tego lubię, gdy projekty mają w sobie to „coś”, jakiś pazur i radość tworzenia. Pochodzę z Hiszpanii, jestem Południowcem, taki jest mój charakter. Dla mnie projekt może być tani, ale z domieszką humoru i jakości staje się po prostu fantastyczny. Zobaczmy co dzieje się z klasykami, kiedy dodamy do nich szczyptę humoru. Przykładowo naczynia Baccarat Zoo Collection – wybornej jakości wykonania i użytych materiałów: porcelany i rżniętego kryształu. To tradycja tworzona od ponad dwustu lat! Więc nadanie im kształtów zabawnych zwierzątek wprowadza zupełnie inny charakter. Nadaje to „coś”, choć wątpliwości było sporo.

hayon_designalive - 1

Jakie są pana marzenia związane z designem?
- Moje marzenie się właśnie spełnia. Wszystko już się dzieje. Robię to, co sprawia mi satysfakcję. W tej branży to jest konieczne by praca była pasją. A to, że jako kuratorowi wystawy w jednym miejscu udało mi się zebrać wiele firm z całego świata, to też daje mi radość, a im nowe kontakty. Dziś przemysł musi się zmieniać, poznać nowe wymagania klienta, poszukiwać. Tak wygląda nasza praca. To co łączy te wszystkie rzeczy to, że są dobrze zrobione. I to wszystko!

Masz szczęście, że pracujesz z takimi właśnie firmami.
- A może to oni mają szczęście, że pracują ze mną? (śmiech) Na serio: Szczęśliwie teraz to ja mogę wybierać firmy do współpracy. A nie zawsze tak było.

***

Tom Dixon. Nowoczesny rzemieślnik
Urodzony w 1959 w Tunezji Tom Dixon w wieku czterech lat przeniósł się do Anglii. Porzuciwszy szkołę artystyczną karierę projektanta rozpoczął od przygody ze spawalnictwem, którego nauczył się przy okazji naprawiania uszkodzonych klatek motocyklowych. Bez formalnego wykształcenia zaczął tworzyć rzeczy dla samej przyjemności ich wytwarzania, intensywnie badając potencjał dekoracyjny i użytkowy odpadów przemysłowych i surowców wtórnych. Przełomem w jego karierze było spotkanie z promotorem młodych talentów, wielkim Giulio Cappellinim, szefem słynnej włoskiej marki meblowej, który wprowadził do produkcji zaprojektowany przez Toma Dixona S-Chair. Pierwszy znaczący sukces rynkowy Dixon osiągnął jako współwłaściciel firmy Eurolunge, produkując seryjnie Jack Light - lampę z tworzywa sztucznego będącą zarówno siedziskiem jak i dekoracją. Po objęciu w 1998 roku w sieci sklepów Habitat funkcji dyrektora kreatywnego projektant założył w 2002 roku własną firmę Tom Dixon Ltd. Eksperymentując z nowymi materiałami i technologią produkcji zdobył ogromną popularność na całym świecie. Równolegle został także dyrektorem kreatywnym fińskiej firmy Artek, założonej w 1934 roku przez samego Alvara Aalto. W roku 2009 Tom Dixon otworzył położony nad wodą w Portobello Dock w Londynie flagowy showroom.

Niecały rok temu w Londynie prosiłam o dłuższy wywiad, niestety udało nam się zamienić tylko parę zdań, bo był pan w drodze do Japonii, czy Chin?
- Albo może jeszcze gdzieś indziej. Ja stale jestem w drodze.

tomdixon_designalive - 1

Jesteśmy w ciekawych czasach, przełomowych i postindustrialnych. Szukamy nowych definicji wytwarzania. Jest pan podawany za przykład tego, który wie jak przestawić się na nowy tor.
- Tak? To miłe. Czuję się trochę jak nowoczesny rzemieślnik. Myślę, że dystans pomiędzy przemysłem i projektantem może być krótszy. Tak jak przemysł muzyczny, tak samo zmienia się przemysł wytwórczy. To krzesło i lampa jako towar, jest dla mnie po prostu cyfrowym plikiem, który wysyłam w świat i produkuję tam, na miejscu, w łatwej technologii wycinania i gięcia blachy. Poza tym bardzo łatwo można je zmodyfikować i spersonalizować na specjalne zamówienie. To przyszłość.

Od kogo dzisiejszy projektant uczy się więcej od rodziców, czy dzieci?
– Od obydwóch po równo. Zobacz, tu z jednej strony masz Leonarda Da Vinci, który wieki temu próbował zrobić drewniany helikopter, obok stoi maszyna, która powstała w setki lat później – prawdziwy latający helikopter to nic innego jak realizacje tamtej genialnej wizji.