Magiczny Tom nieustannie zadziwia i fascynuje

Tom Dixon to dzisiaj brytyjska instytucja. Zatrudnia około 150 osób i sprzedaje około 1000 produktów w 75 krajach. Otwiera kolejne restauracje, wchodzi w nowe biznesy, odkrywa, eksploruje. Idzie dalej.

Od początku pracy twórczej towarzyszy mu zdumienie. Że rodzi się w nim pomysł, który urzeczywistnia, a potem ktoś go kupuje. Zdumienie i fascynacja procesem tworzenia. Materiałem, który mu w tym procesie partneruje. Więcej jest tu dziecięcej ciekawości, wrodzonej potrzeby eksploracji, niż udowadniania czegoś światu. Dlatego uniwersum Toma Dixona rządzi się swoimi prawami.

– Zacząłem robić rzeczy dla przyjemności, potem nagle ludzie zaczęli je kupować i nazwali mnie projektantem – wspomina w jednym z wywiadów Tom Dixon. Podkreśla przy tym często, że jest projektantem „by accident”, co należy traktować jako grę słów: przyczynił się do tego faktyczny wypadek („accident”), w wyniku którego musiał zrezygnować z kariery muzycznej. I poszukać dla siebie nowej drogi.

Funkapolitan jak Sex Pistols

Pierwsze lata życia spędza w północnej Afryce, a w 1963 roku przeprowadza się z rodzicami do Anglii. Po szkole podstawowej (nauka nigdy nie była jego pasją) trafia do Holland Park – edukacyjnego wówczas eksperymentu, w ramach którego młodzież uczyła się bez charakterystycznego rygoru edukacyjnego, a punkt ciężkości położony był na działania artystyczne.

– Pierwsze spotkanie z materiałem, który mogę kształtować według własnego pomysłu, miałem podczas zajęć z ceramiki. Zafascynował mnie proces transformacji, ale tkwiący w nim potencjał, pozwalający stworzyć coś cennego, odkryłem znacznie później – opowiada Dixon.

Porywa go za to i unosi ze sobą świat muzyki. Dojrzewa w Wielkiej Brytanii w czasach narodzin punk rocka. Czterech chłopaków z klasy robotniczej zakłada Sex Pistols i rewolucjonizuje rynek muzyczny, udowadniając przy tym, że można z powodzeniem wziąć losy w swoje ręce i samemu wznieść się ponad przeciętność. Tom chwyta za gitarę basową i zakłada wspólnie z kolegami zespół Funkapolitan. Jest w nim muzykiem, menedżerem, marketingowcem. Wszyscy nimi są.

– Nauczyłem się wtedy, że możesz stworzyć własny biznes, robiąc muzykę. Dużą część tej mentalności „zrób to sam” przeniosłem dalej – mówi Tom. Plany wyruszenia w trasę koncertową krzyżują mu wypadek motocyklowy i złamana ręka, która na wiele tygodni ląduje na temblaku. Wciąż jednak jest pod wpływem tej atmosfery odrzucającej to, co zastane, i wiary we własne, nieograniczone możliwości.

Tom Dixon

Śmieci zmieniać w złoto

Co zrobić z pustką – czasem, w którym złamana kość musi się zrosnąć, a koledzy wrócić z tournée? Może poznać bliżej ten proces, w którym części stają się zaplanowaną wcześniej w głowie całością? Formą z określoną funkcją? Czymś nowym. Transformacja wciąga go na całego. Ale studia na Chelsea School of Art porzuca. Chce iść własną drogą. Chodzi po londyńskich śmietnikach, zbiera pręty, kawałki metalu, wyrzucone sprzęty. I składa je, spawa, fascynuje się procesem, uczy się techniki.

– Metal to mój najstarszy przyjaciel – mówi. – Spawanie, przyglądanie się sile ognia, topieniu metalu, łączeniu, powstawaniu. To jedna z tych technik, która zdecydowanie wymaga wiele umiejętności, ale pozwala robić całkiem trwałe rzeczy – i bardzo szybko. To niesamowicie rozwinęło moją cierpliwość. A ja chciałem wiele: zmieniać śmieci w złoto.

Czasy, w których jeszcze nikomu nieznany Tom eksperymentuje, zaspokajając swoją ciekawość, do dziś wspomina z tęsknotą. Po okresie testowania i eksplorowania możliwości pracy z rozmaitymi materiałami zaczyna sprzedawać swoje rzeczy na własną rękę. A ludzie je kupują. Rodzi się biznes, w którym Tom odpowiada za każdy etap. Aspekt koncepcyjny nie jest tu oddzielony od transakcyjnego – i to działa.

Potęga światła

Fascynacja metalem

Pierwszymi właścicielami mebli Toma Dixona stają się artyści, fryzjerzy, projektanci mody, fotograficy poznani w nocnych klubach podczas kariery muzycznej. Wspólnie z kilkoma projektantami, którzy w równie rzemieślniczy sposób podchodzili do swojej pracy, zakłada kreatywny think tank o nazwie Space. I oczywiście własny sklep. W tym czasie powstaje jego pierwszy ikoniczny projekt – S Chair, postrzegane dzisiaj jako symbol współczesnego designu. Mocne, odważne, rzeźbiarskie. W wersji oryginalnej krzesło osadzone jest na metalowej ramie, wyściełane trawą morską i sitowiem. – Ale na początku miałem inny pomysł: chciałem owinąć ramę gumą z opony samochodowej. Szybko jednak okazało się, że jej zapach jest dla użytkownika nie do zniesienia – wspomina.

Krzesło staje się hitem na rodzimym rynku, ale docenia się je głównie za jego rzeźbiarskość. Dlatego Tom, kiedy tylko może, podkreśla również ergonomię S Chair, jego odpowiednie podparcie dla lędźwi. – Działa jak rzeźba, ale z powodzeniem może służyć również w jadalni. Ja sam używam go okazjonalnie jako krzesła biurowego.

Tom nigdy nie zapomina, czym różni się praca projektanta od choćby rzeźbiarza. Lubi zresztą granice wyznaczone przez funkcję i potrzeby użytkownika, lecz nie rezygnuje z rozwijania indywidualnego stylu. Niedługo później projektem zaczyna się interesować włoska marka Cappellini: wprowadza S Chair do produkcji i wysyła na cały świat. Do niej trafia również – choć nie na zawsze – drugi ikoniczny model krzesła Toma Dixona: Pylon Chair. Owoc fascynacji projektanta metalem, spawaniem, łączeniem. To w zasadzie geometryczna siatka z sylwetką nawiązującą do klasycznych krzeseł, w zamyśle mająca być najlżejszym krzesłem na świecie. Jak je określa sam Dixon, „to radosne ćwiczenie z inżynierii budowlanej, choć prawdopodobnie nie jest ono najwygodniejsze”. 

Tom Dixon zaprezentował limitowaną edycję ultralekkiego krzesła Hydro

Fascynacja światłem

Ale Dixon szybko się nudzi. Jego kołem napędowym jest niekończąca się ciekawość. Jeśli jakiś proces przestaje mieć przed nim tajemnice, szuka dalej. Kolejnej tajemnicy do odkrycia. Kolejnego materiału, który można obłaskawić i wyciągnąć z niego nowy kształt. Obserwowanie jego kariery jest dzięki temu fascynującą podróżą, w której przekraczane są różne granice. Przede wszystkim przekracza je on sam, wchodząc w swoje kolejne koncepty zawsze jako samouk. A więc meble. A może włączyć światło? Przetestować plastik? Powstaje Jack – następny ikoniczny symbol współczesnego designu. Wielofunkcyjny, znowu rzeźbiarski obiekt. Wykonany z tworzywa sztucznego metodą formowania rotacyjnego na powietrzu, obracany na dużej maszynie w wysokiej temperaturze, co zapewnia równomierną grubość ścianki. Jack jest dość prosty w obróbce, ale na tyle złożony, że nie przypomina żadnego innego produktu formowanego rotacyjnie. – Wygląda trochę jak model cząsteczki o tłustej i wesołej osobowości – mówi projektant.

Fascynacja światłem pozostaje; jego magia urzeka Dixona, bo dostrzega w niej możliwość zatrzymania procesu w kropli stałej formy.

Nie inaczej odbiera się jego kolekcję lamp Melt, w których uchwycony jest efekt topienia się dmuchanego w wysokiej temperaturze szkła. Kula, która traci kształt, przeistaczając się w coś doskonalszego. A do kuli wraca w projekcie Mirror Ball, którego celem jest stworzenie idealnie kulistego i silnie lustrzanego przedmiotu. Dixon odnajduje partnerów do wyprodukowania Mirror Ball w Niemczech. (W ogóle współpracuje ze specjalistami z całego świata). Poznaje procesy, jest na bieżąco w nowych dokonaniach z zakresu inżynierii, produkcji, cyfryzacji. Eksperymentuje z każdym materiałem i wciąż ma coś nowego do powiedzenia. Uwielbia narrację.

Lekcja korporacji

Pozostaje przy tym biznesmenem: to się nie zmienia, swoją markę powołuje jednak do życia dopiero w 2002 roku. Wcześniej pracuje 10 lat jako dyrektor kreatywny w Habitat, należącym wówczas do IKEA. – Muszę przyznać, że wiele się nauczyłem, pracując w korporacji, ale chciałem ponownie wrócić do projektowania, zamiast mówić innym, jak projektować – wspomina.

Ma już gruntowne podstawy biznesowe. Może zaczynać. Chce ożywić brytyjski design, który, jego zdaniem, tkwi nadal w klasycyzmie. Brakuje mu współczesnego oblicza, a przy tym wierzy, że narodowość tkwi w DNA twórcy: trzeba je tylko wydobyć. Rzuca wyzwania konwencjom panującym w branży od dziesięcioleci. Jak wtedy, gdy chce udowodnić, że rola pośredników jest zbędna. Że lokalna produkcja na lokalny rynek ma sens w zglobalizowanym świecie. Organizuje na przykład akcje „z taśmy produkcyjnej prosto do klienta”. Jak w przypadku lampy Etch, którą produkuje i sprzedaje bezpośrednio w jednym miejscu. Czyli fabryka, która powstaje w sąsiedztwie konsumenta. Produkuje mniej i konkretnie pod określone potrzeby.

Tom Dixon podróżuje po świecie jako… hologram

Powrót do źródeł?

Rozwija swoje kompetencje biznesowe poprzez wchodzenie w kolejne biznesy. Kupuje restaurację i odkrywa, jak bardzo zmienia się punkt widzenia na design, kiedy możesz przyjrzeć się z bliska odgrywanym rolom. Na przykład kelnera czy kucharza. Wchodzi w kolejne branże produkcyjne. Projektuje już nie tylko meble, ale i drobne przedmioty codziennego użytku, potrzebne w każdym gospodarstwie domowym: naczynia, kieliszki, zestawy do parzenia herbaty, tekstylia, a nawet buty! Wprowadza na rynek klasyczny pantofel dla eleganckiego dżentelmena, a potem dalej eksploruje świat mody (romansując między innymi z marką Adidas), ale i projektowania wnętrz – ma ich na koncie już kilkadziesiąt.

Nie chcę grać tylko hitów

Tom Dixon to dzisiaj brytyjska instytucja. Zatrudnia około 150 osób i sprzedaje około 1000 produktów w 75 krajach. Otwiera kolejne restauracje, wchodzi w nowe biznesy, odkrywa, eksploruje. Idzie dalej. – Nie chcę grać tylko swoich najlepszych hitów, jak to jest zwykle w branży muzycznej – wspomina w jednym z wywiadów.

Nie prowadzi przy tym żadnych badań konsumenckich, nie segmentuje klientów i nie podgląda konkurencji. Upewnia się tylko, że nie powtórzy czegoś, co już istnieje. Bada więc nowe możliwości, technologie przemysłowe, potencjał produkcyjny. Nie tworzy jednak z myślą o chwilowej modzie. Wyrazisty minimalizm przedmiotów z logo Tom Dixon jest tak zaprojektowany, by przetrwać próbę czasu. Wciąż kontroluje cały proces: od koncepcji poprzez produkcję, dystrybucję i sprzedaż. Każdy z tych etapów traktuje jak element jednego procesu. Nie oddziela ich. Czy na tym polega jego sukces? Czy właśnie dlatego jego uniwersum wciąż się powiększa? A może to magia?

Kim tak naprawdę jest designer Tom Dixon?

Brytyjczyk Tom Dixon urodził się 21 maja 1959 roku w Sfax (Tunezja). Jest projektantem samoukiem. Obecnie pełni funkcję dyrektora kreatywnego marki Tom Dixon, specjalizującej się w oświetleniu, meblach i akcesoriach. Jego prace znajdują się w zbiorach muzeów na całym świecie, w tym Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku i Centre Pompidou w Paryżu. Uzyskał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Birmingham City (2004) i University of the Arts w Londynie (2007).

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Potęga światła

Potęga światła

Londyn | 7 grudnia 2021

Struktury molekularne i magia kosmosu zaklęte w najnowszym projekcie Dixona

Plejada gwiazd designu światowego formatu Polsce

Gwiazdozbiór

Warszawa | 4 marca 2018

Tylu gwiazd światowego formatu w jednym roku jeszcze w Polsce nie było!