Simone Farresin ze Studia Formafantasma. Zdjęcia: Eliza Ziemińska i materiały prasowe

NASZE PRACE TO KOMENTARZ DO NIE-DESIGNU

AMSTERDAM 29.3.2015

DESIGN LUDZIE

- Nasze prace to komentarz do nie-designu. Rozważenie możliwości kryjących się tam, gdzie wydawałoby się już nic nie ma. Chcemy podważyć istniejące klisze - co jest wartościowe, a co nie - mówi "Design Alive" Simone Farresin ze Studia Formafantasma.
Dwóch Włochów. Jeden z południa, drugi z północy. Andrea Trimarchi i Simone Farresin tworzą razem Studio Formafantasma. Na stałe osiedlili się w Amsterdamie. Podobno pochodzenie nie ma wpływu na ich projekty. Swoją rolę postrzegają jako bycie mostem między rzemiosłem i przemysłem, obiektem i użytkownikiem. Niezależnie od tego, czy wykonują zlecenie dla konkretnego klienta, a tych nie brakuje: Fendi, Droog, Nodus rug, J&L Lobmeyr, Gallery Libby Sellers, Established and Sons, czy pracują nad nowym materiałem, ich projekty cechuje koncentracja na kontekście, procesie i detalu. MoMA (Museum of Modern Art w Nowym Jorku) właśnie zakupiło pięć prac z cyklu "Botanica" studia Fiormafantasma na stałą ekspozycję.

Z Simone spotykam się w Mediolanie z okazji ich wystawy organizowanej przez londyńską galerię Libby Sellers. Jesteśmy w słynnym Palazzo Clerici: wytworne osiemnastowieczne wnętrza, a na suficie freski weneckiego mistrza Tiepolo.

Wasze projekty istnieją na pograniczu sztuki i designu. Dlaczego nazywacie się jednak projektantami?
- Często inspirujemy się naturą i pracujemy bardziej jak naukowcy. Różnica między designem, a sztuką często zależy od kontekstu. Nasze prace dotyczą bardziej designu i stawiają pytania w tej dziedzinie. Poruszamy problematykę codzienności: jak używać poszczególnych przedmiotów, jak produkować, co możemy zmienić w naszym podejściu do materiałów, czym właściwie jest zrównoważony rozwój. Chcemy dzielić się ideami.

Jesteście postrzegani jako indywidualności w świecie projektantów. Czy jest jakaś firma dla której chcielibyście projektować?
- Interesuje nas współpraca z firmami, które chcą pracować inaczej. Chodzi nam o coś więcej niż zlecenie wymyślenia produktu. Moglibyśmy poprowadzić konsultacje. Pomagać firmom w wypracowywaniu nowych sposobów pracy.

Patrząc na wasze prace, zadaję sobie pytanie: Do czego zmierzacie? Mamy tu przemyślane formy i nowe materiały. Jaka jest myśl przewodnia ukryta za tymi przedmiotami?
- Powiedziałbym, że nasze prace to komentarz do nie-designu. Rozważenie możliwości kryjących się tam, gdzie wydawałoby się już nic nie ma. Chcemy podważyć istniejące klisze - co jest wartościowe, a co nie.

Znajdujemy się w przestrzeni wypełnionej wybitnymi dziełami z okresu rokoka. W takiej scenerii nie sposób nie zapytać o waszych mistrzów.
- Historia designu jest pełna wspaniałych nazwisk, ale nie wzorujemy się na nikim konkretnym. Oczywiście mamy świadomość, że nasze projekty nie mogłyby zaistnieć, gdyby niektóre rzeczy się nie wydarzyły. Szczególnie jest dla nas ważny Radical design.

Czytacie magazyny o designie?
- Nie za często. Śledzimy to, co się dzieje, ale nie podążamy wytoczonymi ścieżkami. Cały czas uczymy, więc głównie w ten sposób mamy kontakt z tym, co się dzieje.

W 2010 roku byliście w Polsce na Łódź Design Festival. Masz jakieś wspomnienia?
- Pamiętam słońce i bardzo poważnych ludzi, który nie uśmiechali się dużo. To pewnie dlatego, że macie trudną historię. A jeśli chodzi o polski design - widziałem wystawę dawnego wzornictwa i choć nie pamiętam nazwisk, to uważam, że niektóre rzeczy były bardzo dobre. I oczywiście kojarzę Oskara Ziętę.

Jakie oglądacie filmy?
- Nie mamy dużo wolnego czasu, ale jak już go mamy to robimy obiad i oglądamy filmy. Lubimy Wesa Andersona (m.in. "Grand Budapest Hotel"). Ostatnio oglądaliśmy też "Melancholię" (reż. Lars von Trier - przyp. red.).

Tę „Melancholię” czuć trochę w waszym wulkanicznym projekcie. Może dlatego, że mamy tu do czynienia z siłami natury, z wulkanem, który postanowiliście nieco oswoić.
- Prace z tego projektu są inspirowane przez wulkan na Sycylii. Używamy tu miedzi, bazaltu i lawy, którą poddaliśmy podobnym procesom jak piasek, gdy produkuje się szkło. Czasem lawa sama stapia się w materiał przypominający szkło. My chcieliśmy powtórzyć ten proces w laboratorium. Udało nam się również połączyć bawełnę z włóknami lawy i powstał bardzo ciekawy, połyskliwy materiał.

Jak w kilku słowach określiłbyś wasze ostatnie prace?
- Natura to źródło, a lokalna produkcja jest tak samo ważna jak globalna.

Jakie jest twoje największe marzenie?
- Chciałbym kupić dom w miejscu, które kocham.

Dlaczego akurat dom?
- Nasze pokolenie cierpi na brak poczucia bezpieczeństwa. Nie wiemy, czy będziemy mieć emeryturę, nie możemy liczyć na państwo. Myślę, że dom to dobre zabezpieczenie

Rozmawiała: ELIZA ZIEMIŃSKA