MANUBA – NOWA JAKOŚĆ RZEMIOSŁA

TEKST: MICHALINA DOMOŃ, ZDJĘCIA: MACIEJ SZAJEWSKI

CHMIELNO 11.6.2017

DESIGN LUDZIE MIEJSCA RZECZY

Dwie różne materie: drewno i glina, dwa światy: projektancki i rzemieślniczy. Choć pozornie dużo je łączy, tyle samo dzieli. Sensualność, powtarzalność i miękkość ceramicznego rzemiosła zderzają się z racjonalnością, innowacyjnością i funkcjonalnością, wiążącymi się z projektowaniem. Dlatego we współpracy Karola Necla z Witamina D Projekt – podjętej podczas prac nad kolekcją Manuba realizowanej przez Gdynia Design Days (w dniach 30 czerwca–9 lipca odbędzie się już 10 edycja GDD) – na początku pojawił się opór. Ale tam, gdzie go napotykamy, możemy liczyć na rozwój…
Dwie różne materie: drewno i glina, dwa światy: projektancki i rzemieślniczy. Choć dużo je łączy, tyle samo dzieli. Sensualność, powtarzalność i miękkość ceramicznego rzemiosła zderzają się z racjonalnością, innowacyjnością i funkcjonalnością, wiążącymi się z projektowaniem. Dlatego we współpracy warsztatu ceramiki Karola Necla z pracownią Witamina D Projekt – podjętej podczas prac nad kolekcją Manuba – na początku pojawił się opór. Ale tam, gdzie go napotykamy, możemy liczyć na rozwój…



Jak mówi stare polskie przysłowie: dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie. Dziś wiemy, że dzban bez ucha też wodę nosić może, bo przecież wiele zależy od tego, w jaki sposób został zaprojektowany. Czy to oznacza, że dawne porzekadło jest dziś nieaktualne? A może dopóki nie urwie się ucho, nie będziemy zmuszeni do szukania nowych rozwiązań? Pomysły rodzą się z potrzeby, a te z kolei podlegają ciągłej ewolucji. Dziś do głosu dochodzą potrzeba sprawczości i coraz częstsze odwoływanie się do tradycji. Pojęcie slow designu czy craft designu, czyli projektowania opartego na lokalności, uwzględniającego aspekt zrównoważonego rozwoju, ale przede wszystkim udział ludzkiego pierwiastka w tworzeniu, to efekt podążania właśnie w tym kierunku. Na tej drodze nieuniknione jest spotkanie dwóch twórczych „wędrowców”: rzemiosła i wzornictwa.

Wzornictwo i rzemiosło potrzebują witamin
Małgorzata Knobloch i Igor Wiktorowicz poznali się podczas studiów. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że za kilka lat stworzą wspólną pracownię projektową. Ona przez jakiś czas pracowała jako projektantka mody, on zajmował się małą architekturą. Jednak w 2013 roku postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. I choć w ciągu lat zdarzało się, że różne trudności ostudzały ich entuzjazm, dziś nie żałują – bezkompromisowo robią to, czego zawsze pragnęli. Założeń do ich pracy było kilka: minimalizm i ponadczasowość formy, lokalna tożsamość, korzystanie z rzemieślniczej produkcji i naturalnych materiałów. Tak powstało studio projektowe Witamina D.

W marcu ubiegłego roku odebrali telefon od Jacka Rynia, jednego z kuratorów projektu o intrygującej nazwie Manuba. Zainicjowana przez Centrum Designu Gdynia inicjatywa została tak nazwana od słów „manufaktura” i „Bałtyk”, co wiele wyjaśnia. Projekt zakłada bowiem, że pod marką Manuba na rynku będą pojawiać się unikatowe przedmioty dla współczesnych kolekcjonerów, estetów, pasjonatów regionu. Przedmioty zaprojektowane lokalnie i wykonane przez rzemieślników w warsztatach z tradycją.

Podobny telefon odebrał ceramik Karol Necel. Na Kaszubach nie trzeba go przedstawiać: jest mistrzem rodzinnego warsztatu ceramicznego, działającego od dziesięciu pokoleń. Wspólnie ze studiem Witamina D miał stworzyć przedmiot codziennego użytku, scalający w sobie dwie tendencje: tradycyjną metodę produkcji i nowoczesne spojrzenie wzornicze.

Rodzinne tradycje
Chmielno, rok 1897. Do wsi sprowadza się Franciszek Necel, wywodzący się z rodziny o tradycjach ceramicznych. Chmielno jest wówczas znanym ośrodkiem garncarskim w regionie, podobnie jak pobliskie Kartuzy i Kościerzyna, skąd pochodzą przodkowie Necla: pierwsza zachowana wzmianka o rodzinie pochodzi już z 1776 roku.

Na początku XX wieku Franciszek Necel otwiera w Chmielnie własny warsztat ceramiczny. Pracownia przeżywa upadki i wzloty, jednak w latach 20., za czasów swojej świetności, staje się obiektem zainteresowania etnografów, naukowców, turystów z Polski i zagranicy – odwiedza ją nawet sam prezydent Stanisław Wojciechowski.

Pradziadek i dziadek Karola Necla zaczęli stopniowo zmieniać użytkowe oblicze regionalnej ceramiki, wprowadzając wzory – ostatecznie powstało ich siedem. To właśnie dekoracje wyznaczyły charakterystyczny styl ich wyrobów. Neclowie nie podążali za modą, a raczej szukali inspiracji w tradycji i naturze – podobne elementy florystyczne, ważne w ich twórczości, znajdziemy na tkaninach w klasztorach Norbertanek z Żukowa i Bernardynek z Żarnowca. Do dziś na dzbanach i kubkach zobaczyć można te same malowidła, tworzone ręcznie przy użyciu tradycyjnego narzędzia zwanego rożkiem lub gruszką. To tulipan mały, duży, gwiazda kaszubska, wianek kaszubski, gałązka bzu, rybia łuska i lilia wodna. Jedynym geometrycznym wzorem jest gwiazda kaszubska: symbolizuje meduzę, co, jak tłumaczy Karol Necel, wiąże się z pobliskim morzem. – Formy pozostają niezmienne od pokoleń, a drobne zmiany zachodzą w zakresie kolorów. My na przykład wprowadziliśmy zieleń, bo ostatnio jest chodliwa – wyjaśnia.

Karol Necel zajmuje się warsztatem od 25 lat i pamięta jeszcze, kiedy ich wyroby były sprzedawane w Cepelii. W tamtych czasach wszystko było upaństwowione, a sztuka ludowa w PRL-u była swego rodzaju towarem eksportowym. – Wtedy jeszcze jakoś się kręciło, ale na początku lat 90. wszystko padło – wspomina. Rzemiosło ludowe stało się ofiarą zmian systemowych. Jako sztandarowy symbol minionej epoki zostało radykalnie odrzucone przez „nowy świat”. Zachłyśnięcie masową produkcją i szybkim tempem życia zdominowało potrzeby postkomunistycznego społeczeństwa. Dlatego w 1993 roku, by chronić dziedzictwo, przy pracowni założono Muzeum Ceramiki Kaszubskiej: nikt nie wierzył w to, że warsztat znów przeżyje odrodzenie, a ceramiczne rzemiosło wyjdzie z muzealnych gablot. Mimo to obecnie rzemieślnicze wyroby znów cieszą się dużym zainteresowaniem. W organizowanych tu warsztatach ceramicznych może wziąć udział każdy i taka forma spędzania wolnego czasu staje się coraz popularniejsza. Do pracowni zwracają się też młodzi projektanci i studenci Akademii Sztuk Pięknych chcący nawiązać współpracę.

Poszukiwania
Inspiracją do wspólnego projektu Witaminy D i Karola Necla miał być dzióbek od dzbana. Od początku nie było jednak łatwo, bo pojawił się opór materii i dwa różne spojrzenia. – Mieli sporo pomysłów, rysowali je, a ja ich sprowadzałem na ziemię. Co się da, a czego nie da się zrobić. Tym bardziej że w przypadku ceramiki to zazwyczaj piec weryfikuje, a na kole nie każdą formę można wykonać – wspomina właściciel warsztatu. Miały powstać lampy, meble, ale kolejne projekty okazywały się niemożliwe do realizacji. Aż wreszcie powstał pomysł na kolekcję Kajo, w której blat stołu, stworzony z misy z trzema dzióbkami, został wykonany z gliny, a wspomniane dzióbki stały się miejscem styku drewnianych nóg z ceramiką. Powstał też zestaw do lemoniady: dzban bez ucha oraz kubki.

– Były bardzo niedoskonałe, co na początku stanowiło dla mnie problem. Jestem przyzwyczajona do precyzji. W drewnie można ją uzyskać, zwłaszcza przy współczesnej technologii. W tym przypadku nie dość, że efekt końcowy nieco odbiega od zamierzonego, to jeszcze każdy kubek jest inny. Początkowo to było dla mnie nie do zaakceptowania. Ale potem pomyślałam, że właśnie to stanowi wartość tego produktu, że dzięki temu jest on unikatowy – wspomina Małgorzata Knobloch.

Twórcze zepsucie
Czy współpraca okazała się kreatywnym starciem, procesem, a może sporem? – To nie było łatwe, ale chcieliśmy zrobić coś nowego niż to, co reprezentuje sztuka rzemiosła: dzięki temu wyłoniła się nowa jakość. Tylko dzięki podejmowaniu ryzyka może powstać coś nowego i takie zepsucie formy ma tu jak najbardziej pozytywny wydźwięk – mówi Małgorzata Knobloch, która wraz z Igorem Wiktorowiczem, prócz korzystania z tradycyjnej technologii, postanowiła wprowadzić innowacje w poszukiwaniu nowej formy. I tak dzbankowi po wytoczeniu na kole finalny kształt nadano za pomocą żyłki. – Ja reprezentuję spojrzenie rzemieślnicze, oni bardziej projektanckie, które często podpowiada, żeby zrobić coś pod prąd – puentuje mistrz garncarstwa.

W tym być może trudnym kompromisie można odnaleźć siłę współpracy. Współpracy, w której nowoczesne projektowanie i tradycyjne rzemiosło wspólnie odpowiadają na potrzeby coraz większej grupy odbiorców. Czynniki takie jak: ślad ludzkiej ręki, nowe spojrzenie na możliwości warsztatu oraz całkiem odmienne niż te tradycyjne zastosowania dla materiału, stanowią o unikalności projektu. W czasach, kiedy produkcja odbywa się mechanicznie i masowo, odczuwamy niezwykłą przyjemność z użytkowania rzeczy wykonanych rzemieślniczo, coraz chętniej nabywamy obiekty z krótkich serii, kolekcjonerskie, te wyjątkowe dzięki twórcy i metodzie powstawania. Świadczy o tym chociażby to, że Kajo stało się jednym z najchętniej kupowanych produktów pierwszej kolekcji marki Manuba. To dobrze wróży na przyszłość.

Wiącej na: www.witaminadprojekt.pl , www.necel.pl , www.manuba.eu i www.gdyniadesigndays.eu

Karol Necel. Swój zawód wykonuje niemal ćwierć wieku. Jest kontynuatorem wielowiekowej rodzinnej tradycji robienia ceramiki – pielęgnuje kształty i wzory stylu neclowkiego. Na co dzień jest również przewodnikiem w Muzeum Ceramiki Kaszubskiej Neclów w Chmielnie.