GESZEFCIARZE Z KOSZUTKI

TEKST: ANGELIKA OGROCKA, ZDJĘCIA: RAFAŁ SOLIŃSKI

KATOWICE 9.2.2015

DESIGN DESIGN ALIVE AWARDS 2014 LUDZIE MIEJSCA

- Baliśmy się, że przez to, jak Geszeft wygląda, wiele osób będzie się bało wejść - opowiadają Dominik Tokarski i Michał Kubieniec, założyciele Geszeftu w Katowicach-Koszutce, zwycięzcy Design Alive Awards 2014 w kategorii Animator oraz Plebiscytu Czytelników DAA. - Okazało się jednak, że bardzo dużo starszych ludzi przychodziło do nas. 70-letnie sąsiadki wpadały na kawę. To było super, że właśnie takich ludzi umieliśmy przekonać.
Tokarski i Kubieniec to założyciele spółki 5015N 1900E. A także KatoBaru, Pokrzep Się oraz Geszeftu. Właśnie to ostatnie miejsce przysporzyło im największej ilości klientów i fanów. A także katowickiej Koszutce, na którą, dzięki chłopakom, przybywa coraz więcej ludzi.

Skąd pomysł na nazwę Geszeft? 
Dominik Tokarski: - Mieszkałem dwa lata  w Niemczech. Pamiętam, że w domu mówiło się, że się robi geszefty (interesy - przyp. red.). I że to jest dobre, bo to takie obosieczne. Słowo  jest dość powszechnie używane i ma skrajne konotacje. Jedni kojarzą, że to "zły interes", inni - "dobry". W jednym ze sklepów ekspedientka powiedziała, że zrobiłem dobry geszeft. Jakoś mi to utkwiło w pamięci. Dlatego dla nas ma wydźwięk pozytywny i lokalny. Nasze przedsięwzięcie od początku charakteryzował tutejszy sznyt i wszelkie tego typu naleciałości pasowały nam do całości. Tak też się poukładało, że sklepu po prostu nie szło inaczej nazwać niż Geszeft.

Jednak to nie jedyne prowadzone przez was miejsce. Jak dzielicie się pracą?
DT: - Równo i sprawiedliwie (śmiech). Geszeft prowadzimy wspólnie, natomiast strefę gastro podzieliliśmy po równo - Michał prowadzi Pokrzep się, a ja KATO. Każdy z nas w tych miejscach ogarnia dostawy, sprawy pracownicze itd. Działkę związaną z wszelkimi działaniami kulturalnymi w KATO ma Michał, za to moją ze wszystkich lokali jest księgowość, fakturki i cała papierologia.
Michał Kubieniec: - W Geszefcie mamy osobę, która ogarnia sklep. Maciek jest kierownikiem. Kontaktuje się z projektantami i prowadzi na dole galerię.

Wnętrza waszych lokali wyróżniają się spójną identyfikacją. Surowy minimalizm to hołd dla śląskiego industrializmu?
DT: - Wnętrza naszych lokali projektowali młodzi śląscy architekci: Geszeft to projekt Asi Wołoszyn i Darii Barnaś, natomiast KATO i Pokrzep projektował Łukasz Fragstein. Mamy z Michałem takie, a nie inne poczucie estetyki i ono przekłada się m.in. na wygląd lokali. Nie uważam, że to wynika z pochodzenia. Ono po prostu takie jest, chociaż obydwoje mieliśmy w życiu blisko domu jakąś hutę, walcownię bądź miejscówkę w tym klimacie. Może więc coś jest na rzeczy…

Czy mieliście takie poczucie, że to, co robicie ma realny wpływ na rozbudzenie świadomości?
MK: - Baliśmy się, że przez to, jak ten sklep wygląda, wiele osób będzie się bało wejść. Okazało się jednak, że bardzo dużo starszych ludzi przychodziło do nas. 70-letnie sąsiadki wpadały na kawę. To było super, że właśnie takich ludzi umieliśmy przekonać. Atmosfera jest fajna, na luzie, mamy świetnych pracowników, co powoduje, że wielu nie wpada na kawę, tylko po prostu chwilę pogadać. Naprawdę duży przekrój społeczny gości u nas w Geszefcie.

Obaj jesteście aktywni kulturalnie. Również w samodzielnych inicjatywach. Możecie przybliżyć chociaż część tych działalności?
MK: - Jestem odpowiedzialny za markę Katowice Street Art Festiwal - koncepcja tego, co dzieje się w tym temacie i ma miejsce w ramach tego wydarzenia wychodzi spod mojego pióra, a w zasadzie klawiatury. Oprócz tego aktywnie współtworzę kolektyw Miastoprojekt, który na bieżąco analizuje problemy współczesnego miasta.
DT: - Ja z kolei działam od wielu lat w Stowarzyszeniu "Moje Miasto", gdzie przez kilka lat współprowadziłem plebiscyt "Betonowej Kostki" oraz "Superjednostki". Poza tym nadal współpracuję przy projekcie reaktywacji neonów, w ramach którego zbieramy te pochodzące ze Śląska. No i KATO jest takim poligonem kulturalnym w przestrzeni ulicy miasta. A to takie trochę moje dziecko (uśmiech).

Prowadziliście oryginalną kampanię zachęcającą do głosowania w Plebiscycie Czytelników Design Alive Awards. Kto był pomysłodawcą?
DT: - Niczego nie prowadziliśmy, to samo jakoś tak poszło. My linkowaliśmy na necie i na fejsie, znajomi przeklejali, media lokalne pisały - samo jakoś tak poszło. Miło słyszeć, że oryginalnie wyszło.

Zaskoczeni podwójnym trofeum?
DT: - Szczerze - trochę tak. Konkurencja była mega mocna. Trzeba przyznać, że wszystkich naszych współzawodników z konkursu podziwiamy za ich pracę i osiągnięcia. Tym bardziej jest miło być wyróżnionym w tak znamienitym gronie. Jeszcze raz przy tej okazji - serdecznie dziękujemy za uznanie!

Plan działania na 2015 rok?
DT: -Dostaliśmy propozycję, żeby to, co mamy, wyeksponować w czerwcu na wystawie nowego Muzeum Śląskiego
MK: - Mamy trzy miejsca, oprócz tego każdy z nas działa w swoich projektach... Pracy jest sporo, ale na pewno coś planujemy. Nasza berlińska wystawa ("Design It. In Silesia") ma wędrować, jeździć po świecie. Chcemy, by była czymś, co cały czas się zmienia. Żeby tytuł pozostał, a projektanci i ich produkty były aktualizowane. Robimy też '"Rajzę po Kato" - alternatywny przewodnik po Katowicach. Obecnie organizujemy wydarzenia zapowiadające poszczególne rozdziały. Premiera zapowiada się na wrzesień.
DT:  - Mamy nadzieję, że ten rok będzie zawodowo kolejnym spokojnym rokiem. Ciekawe propozycje nowych projektów pojawiają się co rusz i kuszą. Póki co jesteśmy jednak zmuszeni z nich rezygnować, ale czas pokaże. Chyba jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa.

Rozmawiała: ANGELIKA OGROCKA