Partner serwisu

Jeszcze nigdy Milan Design Week nie spotkał się z taką falą krytyki. Zasłużenie!

Milan Design Week zrobił się nieznośny! Zamiast festiwalu designu, mamy festiwal próżności. Prawdziwy design, skupiony na eksperymencie i nowatorstwie, został zapędzony do narożnika – na środku sceny panoszy się dziś marketing marek, który za nic ma rozwiązywanie realnych problemów.

Placyk pod Chiesa di Santa Maria del Carmine na mediolańskiej Brerze. Kościół jest w remoncie i zasłania go wielka reklama Miu Miu. Kolejka, która wije się przez cały plac i przechodzi w kolejną ulicę, nie stoi do tego pięknego zabytkowego budynku. Znika w kamienicy obok, gdzie wystawę zorganizowała kosmetyczna marka Aesop. Publiczności nie zrażają upał i długi czas oczekiwania. Obsługa Aesop rozdaje wodę i parasolki. Ludzie stoją cierpliwie.

Taki był właśnie tegoroczny Mediolan. Wszędzie kolejki, wszędzie trzeba się rejestrować z wyprzedzeniem, a potem spieszyć z oglądaniem „bo dużo ludzi czeka”. Nie da się przyjść na wystawę spontanicznie. Zwiedzanie podczas MDW stało się nieznośne.

Magazyn Design Alive

NR 55/2026 DOBROSTAN

ZAMAWIAM

NR 55/2026 DOBROSTAN

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

WYDANIE SPECJALNE NR 15/2025 HOME

Łowcy gadżetów za 4 euro za godzinę

Jeszcze tego samego dnia gadżety z tej i innych wystaw lądują na portalach aukcyjnych. Ofert sprzedaży toreb Aesop, reklamówek Bottega Veneta czy białych rękawiczek Oil Sander są dziesiątki. Okazuje się, że ludzie stali w kolejkach nie po to, żeby zobaczyć wystawę, ale po to, żeby zdobyć gadżety i je sprzedać. Sieć jest oburzona działaniem „łowców gadżetów”:

„To czyste szaleństwo, że niektórzy ludzie blokują normalne korzystanie z Fuorisalone osobom naprawdę zainteresowanym tematem, marnując czas na tworzenie nieskończonych kolejek tylko po to, żeby zgarnąć gadżety i opchnąć je potem na Vinted… co za gorycz.”

„Powiedziałem kolesiowi, że jest frajerem, stojąc trzy godziny w kolejce, a on mi na to: »No weź, ja przecież odsprzedaję te fanty…«. Torba płócienna za 20 euro, 4-5 godzin czekania, żeby ją dostać… nie jest warte więcej niż 4 euro za godzinę.”

„Wydarzenie kulturalne jakim dotąd był Milan Design Week zmienia się w polowanie na darmowe torby płócienne i drobiazgi, które chwilę później trafiają na portale aukcyjne.”

W kolejkach są też tacy, którzy przyszli tylko po to, żeby pokazać na Instagramie czy Tiktoku, że byli. Tysiące ludzi fotografujących i filmujących to samo, w takich samych ujęciach. Wchodzą na wystawę ze smartfonem przy nosie i tak samo wychodzą. Nie odrywają wzroku od ekranów. Wystawy oglądają przez pryzmat kamerki. Nie odwiedzają wystaw dla zwiedzania i podziwiania, tylko po to „żeby zaraz wrzucić”. Jeden wielki teatr iluzji.

Obecność liczy się bardziej niż cel

Na Milan Design Week jeżdżę od wielu lat. I nigdy nie udawało się wszystkiego zobaczyć. Ale tylu słabych i przypadkowych ewentów i wystaw nie było nigdy. Firmy prześcigają się w organizacji wydarzeń tylko dlatego, że „wypada”, a nie dlatego, że mają coś ciekawego do powiedzenia.

Dawne forum branży wnętrzarskiej i profesjonalistów, przeobraziło się w teatr próżności, na którym spotykają się przypadkowi ludzie, a marki celebrują rytuał własnej wielkości. MDW jest przepełniony aktywacjami, które nie są autentyczną potrzebą – marki tworzą je ze strachu przed byciem nieobecnym. Typowe FOMO (Fear Of Missing Out). W efekcie otrzymujemy krajobraz, w którym obecność liczy się bardziej niż cel. To dlatego Mediolan spotkał się w tym roku z ogromną falą krytyki.

„Milan Design Week nie zasługuje już na słowo „design” w nazwie” – komentuje niemiecka dziennikarka Jasmin Jouhar, pisząca dla takich tytułów jak „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Schöner Wohnen” czy „AD”.  Autorka pisze, że Mediolan stał się ofiarą własnego sukcesu. Jest zbyt wielki, zbyt komercyjny i zbyt mocno skupiony na „luksusowym doświadczeniu”, przez co traci duszę jako miejsce eksperymentu i czystego designu.

„Design, rozumiany jako poszukiwanie rozwiązań dla współczesnych problemów, jako innowacja materiałowa czy formalna, jako kultura wytwarzania, został zepchnięty do głębokiej defensywy. To, co dominuje, to czysty marketing marek luksusowych.”

„W tym roku Mediolan osiągnął szczyt absurdu w kwestii dostępności. Wszystko było na zapisy. RSVP, sloty czasowe, kody QR. Spotkałeś kogoś znajomego na ulicy? Zapomnij o kawie. „Przepraszam, biegnę na swój slot” – to było najczęstsze zdanie tego tygodnia” – pisze dziennikarka.

Smutne widowisko konsumpcjonizmu

„Ta profesjonalizacja i cyfryzacja dostępu zabiła to, co w Fuorisalone było najlepsze: spontaniczność. Przypadkowe odkrycia. Energię miasta, które tętni wspólnym rytmem. Zamiast tego dostaliśmy logistyczną operację wojskową, w której każdy porusza się z nosem w telefonie, odhaczając kolejne punkty na liście. (…)

„Co gorsza, przyciąga to tłumy ludzi, których design kompletnie nie interesuje. Stoją w pięciogodzinnych kolejkach tylko po to, żeby dostać darmową płócienną torbę, którą potem wystawią na Vinted. To smutne widowisko konsumpcjonizmu, które nie ma nic wspólnego z wartościami, o jakich design kiedyś aspirował mówić.”
 
Na wydarzeniu suchej nitki nie zostawiają też uczestnicy. – Biorę udział w MDW z przerwami od ponad 20 lat. To, co zauważyłem, to fakt, że wydarzenie zmieniło się w coś zupełnie innego w momencie, gdy do gry weszły marki modowe. W tym roku po raz pierwszy słyszałem, jak osoby regularnie odwiedzające Mediolan narzekały. Na tłumy, na kolejki, na same wydarzenia i ich sens – pisze na Substacku Ilaria Fatone.

W podobnym tonie wypowiada się na Linkedin analityczka trendów Zuzanna Skalska: „To coroczne szaleństwo powinno zostać przemianowane na Milan Global Creative Marketing Week. Wtedy wszystko by do siebie pasowało”.

ps. na tegorocznej edycji Milan Design Week było też oczywiście wiele świetnych wystaw, wydarzeń i ewentów, organizowanych również przez wielkie luksusowe marki. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść o tym, jak „feeling marki staje się nowym medium”.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły: