Pielęgnuję w sobie wulkan energii

Gaweł Czajka prowadzi w Sopocie restaurację „Cały Gaweł” a mieszka w starannie zaprojektowanym, otwartym wnętrzu w stuletniej kamienicy. Uwielbia rośliny i włoski design. Jego konta w mediach społecznościowych biją rekordy popularności, a restauracja pęka w szwach od gości.

Rozmawiamy o tym jak mu się to udaje, za co kocha swój zespół, psy i pewien hasztag na Instagramie.

Bije od Ciebie pozytywna energia!

Zaszczepiła ją we mnie moja mama. Zawsze widzę szklankę do połowy pełną, świadomie zapominając o brakach w jej drugiej połowie. Pielęgnuję w sobie niemały wulkan energii i zapału do życia.

Twoja restauracja „Cały Gaweł” jest bardzo ważnym miejscem w Sopocie. Jak to się stało, że ją założyłeś?

Ja po prostu strasznie lubię być w restauracji! Pomysł zrodził się z tego, że zawsze miałem gęsią skórkę i ciarki na plecach podczas przebywania w szeroko pojętej gastronomii. Lubię ten klimat, uwielbiam jeść i nie chodzi tylko o wyszukaną, wykwintną kuchnię.

Niejedną udaną wizytę w knajpie mógłbym porównać do bardzo dobrego seksu. Lata doświadczeń i odwiedzania restauracji dały mi pewną gwarancję wyboru. Wydaje mi się, że już na podstawie poziomu zdjęć w internecie albo samego spaceru obok restauracji jestem w stanie ocenić, czy to będzie udane doświadczenie, czy talerz będzie pieścić podniebienie i wabić swoim wyglądem.

Sześć lat temu pomyślałem, że skoro sprawia mi to tak dużo frajdy i mam pewną wiedzę na ten temat, to zrobię coś swojego. Szybko się jednak przekonałem, jak niewiele wiem o samym prowadzeniu restauracji – i jaki ciężar wzięliśmy na swoje barki ze wspólnikiem.

Pierwszy tydzień oznaczał siedem kilo mniej, a pierwszy rok działalności był przyspieszonym kursem gastro-przedsiębiorczości i nauką na własnych błędach. Ostatecznie zwyciężyła determinacja i ogromna chęć zrobienia czegoś swojego. Mniej więcej po roku funkcjonowania restauracji byłem w stanie powiedzieć, że stworzyłem miejsce, pod którym jestem w stanie się podpisać.

Jakie ono jest, czym się wyróżnia?

Oprócz jedzenia, które musi smakować, w naszym przypadku kluczem jest zespół. Zazwyczaj jestem na miejscu w kantynie i ogromną wagę przykładam do dobrych relacji i tworzenia miłych wspólnych momentów. Razem tworzymy to miejsce! Jest nas trzydzieści osób i większość pracuje latami, co w gastronomii nie jest wcale oczywistym faktem. Mamy do siebie ogromny szacunek, tworzymy ekipę. Poranna kawa w tym samym towarzystwie smakuje najlepiej. Wspaniały szef kuchni – Pedro, jest tak samo emocjonalny i sentymentalny jak ja, więc rozumiemy się doskonale już od paru dobrych lat. Mamy super komitywę – on pracuje ze swoim zespołem w kuchni, a ja ze swoim – w obsłudze. Piotruś potrafi dwa razy w tygodniu zapłakać, bo ktoś ma imieniny. 

Jak przetrwaliście pandemię?

Moim zadaniem było, żeby mimo wielkiej niewiadomej, utrzymać cały zespół. On się nie zmienia i to jest chyba moja największa wygrana i największy sukces tego miejsca. Goście, wracając do restauracji, mają ogromny uśmiech na twarzy, poczucie bezpieczeństwa i komfort widząc te same twarze w obsłudze. U nas nie ma pytania, o to jaką kawę sobie dzisiaj życzę, tylko po prostu przychodzimy z zamówieniem z tą kawą, którą gość pije codziennie. To jest taki piękny zastrzyk dobrej energii. Przychodzą do nas mieszkańcy Sopotu, ale też mnóstwo gości, którzy dwa, trzy razy w roku odwiedzają miasto. Na pewno widok tych samych twarzy w obsłudze tworzy kompletne doświadczenie miejsca. Restauracja to nie tylko jedzenie, ale mnóstwo czynników. Powtarzalność jest jednym z ważniejszych.

A wystrój wnętrza? U Ciebie w restauracji zwraca uwagę ilość roślin.

Design wnętrza jest dla mnie kluczem. Jestem w stanie dużo powiedzieć o samej restauracji, rozkładając ją na czynniki pierwsze, zwracając uwagę na drobne elementy. Jeśli jest dużo roślin, istnieje duża szansa na to, że ktoś ma w sobie czułość. Rośliny zawsze będą się kojarzyć, z czymś bardzo domowym, ocieplając najbardziej surowe przestrzenie. Nasz projekt wnętrza powstał z moich własnych pomysłów, przy nieocenionym wsparciu wspólnika Patryka. Jest dużo betonu, są neony oraz industrialne elementy, które przełamuje żółto-biały bar zdobiony w stylu starego Sopotu, rośliny i drewno. 

W Twoim mieszkaniu też jest mnóstwo roślin. 

Mieszkam w kamienicy, w górnym Sopocie, która ma ponad 100 lat i też wypełniłem ją zielenią. W aranżacji wnętrz pomagała mi moja przyjaciółka Marta Napiórkowska-Łosin z Mana Design, więc zrozumieliśmy się w punkt i jestem w stanie powiedzieć, że każde z nas dało tu 50 proc. swojej kreatywności i swoich pomysłów. Chodziło mi o to, żeby bardzo gruntownie restaurując starą kamienicę, zachować możliwie wszystkie stare elementy. Oczywiście stuletnie mury niszczeją, czas pozostawia ślady, wiele rzeczy udało się ocalić – okno, framugi tworzące piękne przejścia z pokoju do pokoju.

Przy tak gruntownych remontach warto mieć wokół siebie mocno technicznych i wprawionych w remontach bliskich. Przestrzeń jest mocno otwarta – na 170 m kw. są tylko trzy pomieszczenia – duży pokój z jadalnią i kuchnią, pokój dla gości i na górze duża przestrzeń z łazienką.

Ładnie udało nam się wkomponować trochę dzisiejszego designu. Głównie skandynawskiego, ale nie brakuje też ducha Włoch z fikuśnymi, obłymi kształtami. 

Kuchnia jest dość nietypowa.

Kiedyś wyłapałem taki pomysł na męską ścianę kuchenną z szafą w kolorze zielonym z możliwością otwarcia jej w dwie strony. Drewniane wnętrze szafy daje kuchni drugą odsłonę. To z jednej strony element zaskoczenia, a z drugiej strony szybka możliwość zasłonięcia prac kuchennych w momencie niespodziewanych odwiedzin. Z przodu jest też wyspa z lastryko.

To prawda, że masz w domu kranik do Prosecco?

A mam! Taka zajawka to na pewno konsekwencja posiadania restauracji. Bardzo przydatne urządzenie przy okazji wizyty przyjaciół. Prowadzę mocno otwarty dom. Innym takim pomysłem jest typowy, restauracyjny, industrialny okap, który znajduje się nad wolnostojącą kuchenką. Ona zresztą też jest ogromna, ma siedem palników i trzy piekarniki. 

Czyli w domu też gotujesz?

Gotuję. Nie powiem, żebym robił to codziennie, bo posiadanie restauracji wymaga spędzania w niej dużo czasu i łatwiej jest zamówić coś u szefa kuchni, ale staram się też gościć znajomych, zwłaszcza w weekendy. 

Świetnie prowadzisz swoje konta na portalach społecznościowych.

Nauczyłem się prowadzić konto „Całego Gawła” siedem lat temu, jeszcze chwilę przed otwarciem, bo po prostu trzeba było to ogarnąć. Złapałem wtedy bakcyla. Kiedy w pandemii przez chwilę restauracja była nieczynna, stwierdziłem, że zacznę rozwijać swój kanał prywatny. Zrobiła się tam bardzo przyjemna liczba odbiorców, z którymi jest mi dobrze. Profil stoi głównie smakowitym pałaszowaniem, podróżą i designem – z przyjemnością dzielę się na nim tylko sprawdzonymi poleceniami. O nieprzyjemnych nie mówię, bo staram się prowadzić wszystko w pozytywnym tonie. Nieprzypadkowo wybieram noclegi, tak aby móc się potem nimi podzielić. Wiem, że ludzie potem jeżdżą po tych miejscach, które wrzucam. 

A co to jest #kibeltojestżycie?

To był żart. Kiedyś wstawiłem taki hasztag, przy okazji odjechanej toalety w Barcelonie w restauracji El Nacional. To było jakieś dwa i pół roku temu. Szybko zauważyłem, że to spotkało się z mocną interakcją. Ludzie zaczęli wrzucać zdjęcia i stories, oznaczając mój profil. Do dziś hasztag funkcjonuje na zdjęciach publikowanych z różnych szalonych toalet, wspólnie zrobiliśmy ponad 1600 oznaczeń. 

W Twoim lokalu też jest jakaś wyrafinowana toaleta?

Jest taka, którą lubię, ale nie jest już spełnieniem moich marzeń, bo powstała sześć lat temu. Jest w niej na przykład półka na telefon, na której jest napisane – „Tak, to jest półka na telefon”. Do tego stopnia była popularna w Internetach, że raz ktoś postanowił ją ukraść. Chyba na zasadzie łupu została wyrwana ze ściany. Mamy tam też portret mojego buldoga, który sika żółtą farbą na całej ścianie, dokoła toalety, więc ogólnie nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.

Twoje dwa psy są z Tobą nierozłączne.

Moje dwa buldogi – Bolek i Bronek, są ważnym i naturalnym elementem mojego życia. Jeden ma sześć lat, drugi osiem –  są braćmi z jednego ojca i są wspaniałe, zupełnie różne od siebie. Kocham je strasznie!

Jakie plany ma „Cały Gaweł”?

Z rozwojem jest tak, że człowiek z tą swoją kreatywnością, którą bardzo lubię i pielęgnuję w sobie, chciałby zrobić coś nowego, ale cały czas stopuje mnie to, że ta restauracja jest naprawdę pełna gości. Jest ogrom pracy. Ta kura daje złote jaja, a ja zawsze będę się starał czyścić jej pazury, żeby było możliwie najlepiej i żeby dawała gościom maksimum rozkoszy. Planuję odrobinę powiększyć restaurację i są na to duże szanse. Wtedy chciałbym mocno poszaleć wnętrzem, pójść w kierunku Memphis, obłych i dziwnych kształtów.

Caly Gawel

Gaweł Czajka

Od sześciu lat prowadzi restaurację „Cały Gaweł”, którą tłumie odwiedzają mieszkańcy Sopotu i turyści. Z lekkością porusza się w świecie Instagrama, prowadząc konto @gawe_l – okno na wysmakowane podróże i wyszukany design. Ojciec Bolka i Bronka, dwóch pociesznych buldogów francuskich, mieszkaniec 100-letniej sopockiej kamienicy. Ceni sobie niesztampowe myślenie, witalność i afirmację życia.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Memphis odrodzenie!

Memphis odrodzenie!

Mediolan | 29 maja 2022

Wystawa „Memphis Again” to must see dla każdego miłośnika designu

Dolce vita po polsku

Dolce vita po polsku

Warszawa | 3 maja 2022

Lupo w budynku z lat 90. XX w. to nowy projekt założycielek słynnej Charlotte