Tomek Rygalik: Krzesło może być seksi

JASIENICA |

9 marca 2015 | Design | Ludzie | Rzeczy |

– Stawiamy na rozwój poprzez tworzenie nowych produktów – mówi w wywiadzie dla „Design Alive” Tomek Rygalik, dyrektor kreatywny Paged.

Spotykamy się w siedzibie firmy w Jasienicy (woj. śląskie). Właśnie kończy się kolejne spotkanie, podczas którego cały sztab ludzi ustala, kiedy i które krzesło będzie prototypowane, wdrażane, prezentowane…

Duże zmiany nastąpiły w Pagedzie rok temu. Zostałeś dyrektorem kreatywnym, wprowadziliście nowe produkty, zaczęliście budować markę. Widać już efekty?
– Przede wszystkim nasi klienci na całym świecie zobaczyli, że jesteśmy nie tylko dobrej klasy wykonawcą mebli, ale też marką. Nasze ambicje zostały dostrzeżone, co zaowocowało wejściem do hali „design” podczas Internazionale Salone del Mobile w Mediolanie, gdzie są same dobre marki. To jest dowód zmiany. Ponadto nieustannie pracujemy nad nowymi wzorami. Nie robimy zmiany kosmetycznej, wizerunkowej, nie stawiamy na jeden produkt, który nas wywinduje, tylko idziemy szeroko – wymieniamy ofertę w sposób bardzo rozważny.

Co podoba się rynkowi? Że to polski produkt, dobrej jakości, wykonany przez rzemieślnika?
– Stosunek ceny do jakości – jakości pojętej nie jako rzemiosła stolarskiego, ale jakości w rozwiązaniach innowacyjnych, jakości w myśleniu o produkcie kompleksowym. Na przykład tych ludzi, których teraz widzisz na korytarzu (Tomek pokazuje na trzy osoby przechodzące właśnie przez sekretariat – przyp. red.), tych Norwegów, to nowi klienci, oni pojawili się po wprowadzeniu nowej oferty, po ubiegłorocznych targach w Mediolanie.

Jak powstają nowe wzory?
– To nie jest tak, że coś mi się przyśniło albo że takie krzesło zawsze chciałem zrobić i takie krzesło teraz robimy. Nasze produkty są odpowiedzią na rynkowe potrzeby. Bardzo sprecyzowane. To jest projektowanie uniwersalne wzoroniczo pod kątem konkretnych rynków, cen i technologii. Może to nie jest tak seksi jak np. opowieść o estetycznych marzeniach, może jest bardzo pragmatyczne, ale dobry produkt jest wtedy, kiedy jest dobry dla użytkownika, architekta, dla producenta, dla lasu… Tylko jak jest wszechstronnie adresowany, wtedy naprawdę działa. Takie projektowanie jest też najbardziej ekscytujące dla projektanta. Uwierz mi!

Przed rokiem w Mediolanie pokazaliście sześć nowych rodzin produktów. Ile pokażecie na iSaloni w tym roku?
– Aż dziesięć! To jest ogromnie dużo. Większość producentów pokazuje jeden, dwa wdrożone produkty, a my całe rodziny, z których każda składa się od trzech do pięciu produktów – to są krzesła (z podłokietnikami lub bez), fotele, hokery, stoliki. Jeżeli ktoś po targach zamówi 300 krzeseł z jednej rodziny produktów, to je otrzyma. To jest unikalne i imponujące. Włosi na przykład pokazują głównie prototypy, którymi ekscytują potencjalnych odbiorców. My pokazujemy gotowe krzesła.

Jak się sprzedają wasze nowe meble?
– Znakomicie. Zarówno dla Vitry, Moroso, czy Pagedu najważniejszy jest rynek kontraktowy, czyli hotele, restauracje i np. kawiarnie. Paged eksportuje do 65 krajów na świecie. Mamy stałych klientów, którzy zaopatrują się u nas od 1964 roku. Ale teraz zyskujemy zupełnie nowych klientów, którzy wymagają od nas bardzo zaawansowanego i wyrafinowanego produktu. I to się udaje. Chcemy być postrzegani jako marka meblowa, a nie tylko jako producent. I chcemy budować nowe rynki. To jest rozwój poprzez tworzenie nowych, ekscytujących branżę produktów.

Rozmawiał: WOJCIECH TRZCIONKA

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły: