EKLEKTYCZNY MIKS WSPÓŁCZESNOŚCI I ART DECO

TEKST: TWO, ZDJĘCIA: PIOTR MASTALERZ

WARSZAWA 29.4.2018

DESIGN MIEJSCA STYL ŻYCIA

- Naszą domeną jest „slow design” czyli bardzo indywidualne i głębokie zanurzenie w każdy temat. Musimy poznać odbiorcę, jego nawyki i upodobania, przeanalizować przestrzeń - architekturę i otoczenie potem na to nakłada się nasza wizja - przekonują Basia Łaźniewska i Maciek Tarchalski, właściciele pracowni projektowej Indoor, która ostatnio stworzyła bardzo klimatyczne mieszkanie w sercu Warszawy, w XIX-wiecznej kamienicy.
W przeszłości mieściły się tutaj biura mamy obecnej właścicielki. Mama - kolekcjonerka sztuki, cześć swoich zbiorów przekazała córce Marcie, niektóre prace były nierozwalniane związane z tym miejscem - murale i graffiti stanowiły część wystroju biur. - Po długich naradach zdecydowaliśmy postawić jeden z murali, ulubiony, który stał się osią nowego domu (twarze w jadani), namalowany przez nieżyjącego już artystę streetartowego Emila. Oczywiście nie tylko rozmieszczenie sztuki było naszym zadaniem - potrzebowaliśmy trzech sypialni, garderób, dwóch łazienek no i kuchni. Wcześniej były liczne pokoje i korytarze, kuchnia ograniczała się do szafki ze zlewem w najgłębszym zakamarku domu, mieliśmy jedną małą łazienkę, obrazy i baranka na ścinach - opowiadają projektanci.

- Kuchnia z założenia miała być otwarta. Uznaliśmy że w otoczeniu starych mebli, sztuki i surowych ścian potrzebna jest super prosta, lekka i nowoczesna, tylko zmiękczona ręcznie robionymi marokańskimi kafelkami na ścianie. Okap nad wyspą wykończony lustrami w zasadzie ginie w przestrzeni pomnażając otaczające obrazy. Koncepcja okazała się trafiona - przy otwartym usposobieniu mieszkańców, wokół wyspy toczy się intensywne życie towarzyskie.

Meble to eklektyczny miks współczesności, ze świetnym wzornictwem lat 80. i 90. (fotele marki Moroso i Leolux) oraz art deco. Wszystko w żywych kolorach. To zbiory Marty, które w tej przestrzeni nabrały nowego blasku i stworzyły świetnie działający zespół.

- Główna sypialnia. Tu zaczęliśmy od łoża po babci, które sama zaprojektowała i zleciła wykonanie, i pięknego aktu który nad nim zawisł. Reszta ułożyła się jak po sznurku – antyczny kilim na podłodze, artdecowskie biureczko, do tego zaprojektowaliśmy ogromne lustro i nieco ekstrawagancki detal - złotą ramę wokół okna.

- Legenda rodzinna głosi, że błękitny fotel jest po Żeromskim. Głowy bym za to nie dała, ale po pierwsze brzmi dobrze, a po drugie musi być po jakimś wielkim człowieku z powodu rozmiaru - śmieje się właścielka mieszkania.

Więcej na: www.indoorprojekt.pl