Rad Duet: – Oburza nas fakt, że moda jest traktowana jako coś błahego

Ich projekty zadziwiają, zaskakują, zachwycają. Twórcy Rad Duet Juliusz Rusin i Maciej Jóźwicki współpracują ze sobą od czterech lat. Poruszane przez nich tematy dotyczą Polski – jej kulturowej tożsamości, przemian społecznych, historii, stereotypów. W wywiadzie dla „Design Alive” zdradzają jaką drogę przeszli od pierwszych kontaktów z igłą i nitką do kolekcji „Dom Kujawski” – Bardzo oburza nas fakt, że moda nie tylko w Polsce, ale i na świecie, jest traktowana jako coś trochę niepotrzebnego, błahego, związanego tylko z hedonizmem i zabawą. Chcieliśmy być w kontrze do tego i ubierać kobiety, które chcą być silne – mówią zwycięzcy Design Alive Awards 2020 w kategorii Kreator.

Jak się poznaliście? Skąd pomysł na zajęcie się akurat szyciem?

Juliusz, Rad Duet: Dzięki wspólnym znajomym, którzy zresztą bardzo trafnie stwierdzili, że będziemy się doskonale uzupełniać – zarówno pod kątem osobowości, jak i projektowania. Projektowanie i szycie było nam bliskie jeszcze na długo, zanim się poznaliśmy, kiedy byliśmy nastolatkami.

Maciej, Rad Duet: Natomiast kiedy już się poznaliśmy, postanowiliśmy zrobić kilka wspólnych projektów w efekcie czego później wpadliśmy na pomysł, żeby założyć wspólnie brand.

Jesteście duetem projektowym, ale też życiowym. Wspólne życie ułatwia czy może utrudnia prowadzenie marki?

J: Dużo ułatwia fakt, że mamy podobne do siebie osobowości i gust.

M: Jednocześnie często się zdarza, że mamy bardzo zróżnicowane poglądy na ten sam temat. Ja skupiam się na detalach, Julek patrzy na ogólny obraz i z korzyścią dla projektów spotykamy się gdzieś w połowie drogi.

J: Oczywiście na samym początku trochę czasu zajęło nam dotarcie się, jednak później nasze upodobania zaczęły się płynnie łączyć. Maciej przejął trochę mojego minimalizmu, ja zrozumiałem jego zamiłowanie do ozdobności.

Był jakiś przełomowy moment?

M: Bardzo zbliżyła nas do siebie pierwsza kolekcja. Znaliśmy się już od dłuższego czasu, jednak wspólne eksperymentowanie, poszukiwanie odpowiedniej ścieżki, którą chcielibyśmy podążyć pozwoliło nam się przed sobą otworzyć i czerpać radość z tego, co robimy.

J: To była też kolekcja, w przypadku której najmniej przejmowaliśmy się odbiorem. Zrobiliśmy ją całkowicie pod siebie i okazało się to zaskakująco dobrą decyzją, więc myślę, że już nie zboczymy z tej drogi.

Niezwykłe jest, że waszą patronką jest Maria Skłodowska-Curie, która zupełnie nie kojarzy się z modą…

J: Kiedy jeszcze nie byliśmy Rad Duet, nie bardzo wiedzieliśmy, z jaką nazwą chcemy się identyfikować, natomiast z całą stanowczością wiedzieliśmy czego nie chcemy. „Rad” naszedł nas z zaskoczenia, podczas spaceru, właściwie sami nie wiemy, który z nas na to wpadł. Krótka nazwa, związana z Polską i chociaż niekoniecznie łącząca się z modą, to właśnie tę niejednoznaczność nam się spodobała. Maria Skłodowska-Curie, podoba nam się też nie tyle ze względu na jej osiągnięcia, ile na oddanie pracy, które ideowo jest nam bardzo bliskie.

M: Jest dla nas wzorem kobiety opatrzonej jednocześnie męską metką. Niekoniecznie chcieliśmy się inspirować jej stylem, bardziej chodziło nam o osobowość. Bardzo oburza nas fakt, że moda nie tylko w Polsce, ale i na świecie, jest traktowana jako coś trochę niepotrzebnego, błahego, związanego tylko z hedonizmem i zabawą. Chcieliśmy być w kontrze do tego i ubierać kobiety, które chcą być silne.

J: Maria miała też określać charakter naszej pracy, ponieważ chcieliśmy jednocześnie czerpać z tradycji i innowacji. Z jednej strony pokazywanie naszego dziedzictwa, kultury, a z drugiej strony poszukiwanie nowych rozwiązań.

Jak ten feministyczny duch został przyjęty?

J: Głównie pozytywny, ale też mamy świadomość, że jest duża grupa ludzi, którzy niekoniecznie wiedzą, o co nam chodzi. Mimo to bardzo różne grupy wiekowe i też nie tylko kobiety (bo wśród naszych odbiorców są również mężczyźni), są dla nas bardzo życzliwi.

M: Właściwie byliśmy zaskoczeni tym odbiorem.

J: Myślę też, że ludzi przyciągnęła wielowarstwowość naszych kolekcji, które można odczytywać na bardzo wiele sposób. Chociażby „Wiesia” była kolekcją z bardzo bogatą, ukrytą symboliką, każde zdjęcie dawało pole do niezwykle różnorodnej interpretacji a ludzie z chęcią to robili.

W: To też jest forma naszej zabawy z odbiorcami, specjalnie nie opisujemy wszystkiego w kampaniach zostawiając przestrzeń do poszukiwań.

Ważną postacią w obu kolekcjach jest również babcia Wiesia. To ona zaszczepiła tę pasję?

J: To właściwie bardzo przewrotne, bo babcia Macieja nie tyle zaszczepiała tę pasję, ile jest duchem naszej twórczości.

M: Samo imię Wiesława miało się trochę kojarzyć ze wsią, ale też to jest stare słowiańskie imię związane z kobietami, które danemu plemieniu miały przynieść sławę — albo były najpiękniejsze, albo obdarzone jakąś szczególną umiejętnością.

J: Od początku też wiedzieliśmy, że babcia będzie swego rodzaju klamrą obejmującą nie tylko pierwszą kolekcję, ale też kolejne. Widzieliśmy też, że mimo stresu z pełnienia takiej roli, bardzo dobrze się bawiła na sesjach.

To widać też na zdjęciach! Ale niezwykła na tych kadrach jest też sceneria…

J: To był jeden z tych szczęśliwych przypadków, kiedy mama Macieja przejeżdżała obok tego domu na rowerze, i mimo że już wcześniej go znała, to nagle połączyła go z tym, co robimy.

M: Jako że jest to miejscowość niedaleko Włocławka, w którym się urodziłem, nie było też trudno znaleźć znajomych-znajomych, którzy pomogli nam nawiązać kontakt z właścicielami.

J: Ten dom jest tak wspaniały sam w sobie, że od razu wiedzieliśmy, że sesja wyjdzie wspaniale. I faktycznie, mimo bardzo słabej pogody tego dnia, zdjęcia wyszły zachwycająco a wręcz dodały magicznego klimatu oderwania od rzeczywistości.

Spodziewaliście się sukcesu, który przyniosły?

J: To był pierwszy raz, odkąd zaczęliśmy pracować jako marka, kiedy kampania spotkała się z tak niesamowitym przyjęciem na Facebooku. Jedno zdjęcie miało przeszło pół miliona wyświetleń! Ogromnym wyróżnieniem było dla nas też udostępnienie przez Krystynę Jandę i Agnieszkę Holland.

M: Tymi zdjęciami wywołaliśmy też ogromną dyskusję nie tylko na temat mody, ale też architektury i naszego wzorniczego dziedzictwa, za sprawą motywu ręcznie malowanego fajansu — i na fasadzie budynku i w naszych projektach.

Nie tylko sesja, ale też pokazy robią wrażenie. Sami wszystko przygotowujecie?

J: Pomysły wychodzą od nas, na przykład określoną muzykę mamy w głowach już w czasie projektowania, ale podczas pokazów na miejscu jest też wspaniała ekipa, z której pomocy korzystamy.

Myśląc o przyszłości, planujecie kontynuować słowiański motyw?

J: Kolekcja, nad którą aktualnie pracujemy jest zupełnie inna tematycznie. Zachowuje nasz styl, ale nie będzie w niej folkloru — choć jednocześnie będzie bardzo Polska. Na ten moment możemy tylko tyle zdradzić.

M: Mamy już sprecyzowane plany na kolejne pięć kolekcji, każdą osadzoną w innym kontekście. Na pewno wkradną się w nie jeszcze pewne modyfikacje, ale chcemy pokazać, że Polska to nie tylko piękna wieś i ludowość, ale ogromne pokłady inspiracji również na innych polach.

Oprócz własnej marki są też ubrania dla drag queen i instalacje na witryny najstarszego sklepu z tkaninami – Jazz & Silk Merino. Jak to wszystko się łączy i jak wygląda logistyka ogarniania takiej ilości pracy?

J: To bardzo oddzielne wątki, ale w pewnym stopniu mają na siebie wpływ. Witryny i kostiumy na pewno sprawiły, że zaczęliśmy działać bardziej spontanicznie, eksperymentalnie i z większym rozmachem.

M: Staramy się rozgraniczać te zagadnienia, bo kostiumy i moda to dwa bardzo oddzielne gatunki. Często jednak traktujemy zarówno witryny, jak i drag queen jako pole do testów naszych projektów.

J: Jest jednak jeszcze trzeci, najtrudniejszy etap naszej pracy, czyli szycie miarowe. Daje nam ogromną satysfakcję, jednak to długotrwała, stresująca i wymagająca praca.

Czego jeszcze możemy wyczekiwać w tym roku?

J: Nowa kolekcja powinna ukazać się na przełomie maja i czerwca. Oprócz tego chcemy rozwijać markę, jednak pandemia nam pokazała, że do rozwoju trzeba podchodzić bardzo ostrożnie i weryfikować plany — choćby w przypadku butiku, który okazał się niepotrzebny.

M: W lipcu jedziemy również do Florencji na kurs projektowy co może dać nam ciekawą perspektywę rozwoju.

Więcej o Rad Duet na: www.radduet.com

***

Inspirujące wnętrza, najlepsze realizacje w architekturze, nowości ze świata designu, dwa razy w tygodniu w Twojej skrzynce!  Zapisz się na nasz newsletter

Powiązane artykuły:

Rad Duet. Zabawa fajansem

Rad Duet. Zabawa fajansem

Poznań | 13 lutego 2021

Ich kolekcje są bezkompromisowe i głęboko sięgają do polskiej kultury ludowej