Tworzę ludziom dom

Natalia Malarska założycielka pracowni La Folie Studio, uwielbia projektować w historycznej architekturze. Komponuje ciepłe przestrzenie pełne ciekawych dodatków. Wierzy, że aby stworzyć dom, trzeba mieć w nim oryginalne przedmioty, czasem wyszukane na pchlim targu, czasem przywiezione z podróży.

Na śniadanie umawiamy się w Bistro Princi w Elektrowni Powiśle. To miejsce, które doskonale oddaje klimat, w jakim porusza się projektantka. Owoce, kwiaty i liście na tapetach inspirowanych antycznymi freskami, żywe rośliny i wyszukane na internetowych platformach dodatki tworzą wielowymiarową przestrzeń, w której można zanurzyć się bez reszty. Na takim tle nawet prozaiczne rzeczy nabierają szyku i elegancji. Zabawne, ale nie mogę oderwać wzroku od psa, którego Natalia zabrała ze sobą na spotkanie. Wygląda zjawiskowo na tle ciemnej zieleni i greckiego marmuru. To srebrzysto-beżowy, dostojny wyżeł weimarski, który idealnie wpisuje się w charakter tego miejsca. Jest klasycznie piękny i ma wyrazisty charakter – dokładnie tak jak wszystkie wnętrza projektowane przez Natalię.

Nie od razu chciałaś zostać projektantką.

Wykonuję ten zawód od ośmiu lat, wcześniej zajmowałam się czymś zupełnie innym – byłam prawnikiem, pracowałam w dużej korporacji.Pochodzę z rodziny prawniczej i raczej zniechęcano mnie do kierunków artystycznych. Rzuciłam jednak prawo i pojechałam do Londynu, aby kształcić się w kierunku projektowania wnętrz. Ani przez sekundę nie tęskniłam! Zdobywałam doświadczenie w nagradzanych pracowniach. W Anglii edukacja kierunkowa jest tak zorganizowana, że studenci mają dostęp do największych pracowni projektowych. Korelacja między studentami a rynkiem zaczyna się bardzo wcześnie. Projektanci przychodzą, oglądają prace i wybierają sobie najciekawszych młodych adeptów. Przez rok pracowałam za darmo, ale to było bezcenne doświadczenie, dzięki któremu nauczyłam się warsztatu pracy.

Założycielka La Folie Studio: - Tworzę ludziom dom

Wróciłaś jednak do Polski.

Postanowiłam wrócić i założyć własną pracownię. Od konkurencji byłam trochę starsza, bo później wystartowałam, ale byłam przekonana do swojej pasji i po prostu uczyłam się na własnych błędach.

Nie zawsze projektanci mają tak wyrazisty styl jak Ty. Jak przekonujesz inwestorów do swoich pomysłów?

Bardzo się wczuwam w swoje projekty i moją mocną stroną jest to, że potrafię ludzi przekonać. Miękkimi metodami. Myślę też, że grono moich klientów jest siłą rzeczy mocno zawężone – to determinuje specyficzny sposób budowania biznesu.

Twoi klienci wiedzą po prostu, po co przychodzą.

Tak, po konkretny styl. I najczęściej poddają się całkowicie temu, co im proponuję. Wydaje mi się, że przychodzi to łatwiej niż kiedyś – obserwuję, że rynek w Polsce idzie w kierunku tego, co ja proponuję. Już się skończył czas białych sterylnych ścian, ludzie chcą czegoś nowego. Weszły wzory, faktury, kolory, jesteśmy coraz odważniejsi.

Twoje projekty to kompozycje złożone z wielu elementów o bardzo różnej proweniencji.

Mam konto na Etsy, tworzę tam bazę przedmiotów, które potem dobieram indywidualnie do potrzeb klienta. Dzięki temu powstają przestrzenie w dużej mierze unikatowe. Oczywiście korzystam też z marek masowych, ale większość z nich jest już bardzo opatrzona. Czasem za niższą cenę można kupić naprawdę ciekawe rzeczy! Na pewno koniecznych jest chociaż kilka takich smaczków, aby nadać wnętrzu charakter i żeby nie wyglądało jak z katalogu. Takie projektowanie jest dużo bardziej czasochłonne, bo wymaga przekopania się przez strony aukcyjne, wyszukania unikatowych rzeczy dla klienta. Gdy jednak kończymy projekt i widzę, jak te rzeczy wpisują się we wnętrze, sprawia mi to ogromną satysfakcję.

Jaka jest według Ciebie różnica między wnętrzem a domem?

Staram się tworzyć ludziom dom. To jest moja ambicja, staram się budować im bazę, w której będą się dobrze czuli. To ma być takie miejsce, w którym można swobodnie przestawiać rzeczy, nawet bałaganić, nie bojąc się, że zaburzy to jakąś odgórnie narzuconą wizję.

Ale bardzo dbasz o szczegóły.

Pilnuję detali. Mam potrzebę precyzyjnego wymyślenia, ale także dokończenia projektu. Kończy się tak, że dobieram ludziom żarówki, bo drażnią mnie źle dobrane drobiazgi. Zawsze też pytam klientów o pamiątki i szukam miejsc do ich wyeksponowania. Lubię takie rzeczy – zwiezione ze świata albo zbierane przez lata durnostojki. Fajnie, jeśli ludzie je mają.

No właśnie, czy zawsze mają? Chętnie pozbywamy się starych przedmiotów.

Może to wynik stylu jaki oferuję, ale moi klienci najczęściej mają i wspólnie przenosimy ten cały bałagan do nowego miejsca. Oczywiście zdarza się, że trzeba dostarczyć gotowe rozwiązania. Akurat teraz projektuję w Londynie dom, gdzie pomagam właścicielom znaleźć obrazki na pchlim targu. Innym razem problem pojawia się, kiedy trzeba wcisnąć do wnętrza dziesięć komód, bo ktoś darzy je sentymentem.

Założycielka La Folie Studio: - Tworzę ludziom dom

Kiedy przychodzi moment, żeby powiedzieć „stop” w takich sytuacjach?

Lubię tworzyć ładne wnętrza, ale to jest w końcu usługa i to mieszkańcy mają się w nich dobrze czuć. Muszę liczyć się z ich wyborami. Nie żyję w świecie, w którym robię ładne projekty tylko po to, aby wysłać atrakcyjną sesję zdjęciową do magazynu wnętrzarskiego.

Pomagasz też inwestorom, którzy chcą kupić mieszkanie.

Zaczęło się od tego, że zgłaszali się do mnie znajomi zainteresowani kupnem i urządzeniem mieszkania w kamienicy, ale kompletnie nie wiedzieli, jak się za to zabrać. Agenci nieruchomości mówią, że ludzie boją się kupować takie mieszkania, które wymagają remontu. Nie mają pojęcia o kosztach, obawiają się kontaktów z konserwatorem zabytków. Jadę więc z klientami ocenić lokal, a jeśli zdecydują się na zakup – zajmuję się projektem. Mam rozeznanie w rynku nieruchomości kamienicznych, który od dawna bacznie obserwuję. Nie tylko w Warszawie, ale też we Wrocławiu. Jestem więc w stanie pomóc w wyborze i doradzić.

Na co najbardziej trzeba zwrócić uwagę?

Po pierwsze sprawdzić, czy można wymienić instalacje. Ważne są też parkiety – klienci często chcą mieć stary parkiet, ale prawda jest taka, że jego renowacja jest często bardziej kosztowna niż kupno nowego. Każdą deseczkę trzeba wyczyścić, oheblować. Ja wiem, że fajnie jest mieć podłogę z duszą i sama, gdybym wprowadzała się do starej francuskiej kamienicy, to zostawiłabym autentyczną trzeszczącą podłogę. Większość ludzi chce jednak mieć stary parkiet, ale żeby nie trzeszczał, nie miał dziur, niedoskonałości, nie był nierówny. To jest często nie do pogodzenia.

Lepiej zachowywać, co się da, czy wymienić na nowe?

Zwykle staram się zachować wszystko, co możliwe, np. oddaję do renowacji stare skrzydła drzwiowe, ale to niestety często generuje znacznie większe koszty. I budzi wielokrotnie zaskoczenie, bo ludzie myślą, że jest odwrotnie i zachowanie starych elementów pozwoli im koszty uciąć. Trzeba też pamiętać, że w Warszawie tak naprawdę jest niewiele miejsc, gdzie jest co zachować i najczęściej koniec końców robimy wszystko od nowa. Co innego w Łodzi, gdzie są naprawdę piękne mieszkania, po XIX wiecznym mieszczaństwie. Są do odzyskania przepiękne rzeźbione elementy.

Magazyn Design Alive

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

ZAMAWIAM

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

Realizujesz projekty w Polsce, ale też w Londynie.

Tak, teraz akurat pracuję tam nad stumetrowym mieszkaniem, działam też w Krakowie, Wiśle, Izabelinie. W zasadzie jest mi wszystko jedno, gdzie znajduje się realizacja. W Londynie problematyczne są jedynie horrendalne koszty prac. Projektanci często wysyłają z Polski ekipę do prac wykonawczych, bo jest nawet trzykrotne przebicie. I wcale nie jest tak, że tylko nam wydaje się to drogie. To są zaporowe ceny nawet dla Brytyjczyków, tam zresztą same mieszkania osiągają kosmiczne ceny.

Jakie masz plany, w jakim kierunku chcesz się rozwijać?

Największą frajdę sprawia mi projektowanie w historycznych wnętrzach. Pracowałam teraz nad realizacją w rezydencji Foksal 13/15 i muszę powiedzieć, że mój styl zaczyna ewoluować bardziej w stronę klasyki. To się zmienia z wiekiem. Kiedyś nie lubiłam kryształu – teraz go kocham. Idę w stronę bardziej wyrafinowanej elegancji, stonowanych wnętrz. Nie jest to absolutnie nudna klasyka albo popularny w Polsce srebrny, chromowany glamour – tego nie lubię, nie czuję. Przyjemność sprawiają mi wciąż kolorowe akcenty. W Londynie to jest standard – bordowe drzwi, oliwkowe listwy dodają wnętrzom życia.

Co wyróżnia Twój projekt mieszkania w odrestaurowanej kamienicy przy ul. Narbutta na warszawskim Starym Mokotowie?

To jest niesamowicie wysokie mieszkanie, ma 3,60 m wysokości – rzadko w Warszawie spotykane. Właściciele kupili je od osoby, która już tę przestrzeń wyremontowała, więc tak naprawdę można się było wprowadzać i mieszkać. Styl był bardzo oczywisty, mam wrażenie, że teraz tak się masowo projektuje – parkiet, prosta nowoczesna kuchnia i parę rzeczy vintage. Inwestor miał jednak wielkie zacięcie do tkanin, wzorów, kolorów i modernizmu, z kolei inwestorka skłaniała się bardziej do angielskiej klasyki. Trzeba było się nagłowić, jak to połączyć, ale się udało.

Jak dalece trzeba było zmienić zastaną przestrzeń?

Zastaliśmy małe, pozamykane pokoje, projekt oparłam więc na otwarciu przestrzeni. Wypruliśmy całe mieszkanie od środka do zera. Zrywanie starych tynków, równanie pozostawionych ścian zajęło bardzo dużo czasu. Powiększyliśmy sypialnię oraz kuchnię i na życzenie klientów otworzyliśmy przestrzeń wydzielając ją szklanym artdécowskim przepierzeniem. Nietypowym zabiegiem jest tu połączenie sypialni z salonem i kuchnią, ale wynika to po prostu ze sposobu życia inwestorów. Odpowiada im wielka otwarta przestrzeń. Żyją sami, nie mają się przed kim chować.

Bryła kuchni jest bardzo klasyczna, ale już wyspa nawiązuje do modernizmu.

Lubię łączyć style. Tutaj stolarze wykazali się naprawdę wielkim kunsztem, łącząc ze sobą kilka materiałów: drewno, mosiądz, rattan, MDF, a na koniec hydrofobową tkaninę, która nadała wyspie przyjemnego, ciepłego charakteru. Łóżko i drewniane zabudowy także były wykonane na wymiar, a większość lamp wyszukałam na platformach vintage.

Założycielka La Folie Studio: - Tworzę ludziom dom
W kuchni uwagę przykuwa wyoblona wyspa pokryta szczotkowanym granitem, który mieni się odcieniami zieleni i różu.

A co z tym parkietem?

Wyszedł przepięknie! Zastaliśmy tu drobny parkiet i rozważaliśmy jego pozostawienie, ale ostatecznie klienci zdecydowali się na wymianę na nowy, ręcznie postarzany, wybarwiany zgodnie z naszymi wytycznymi. Z kolei przy sufitach zamontowana została sztukateria wzorowana na tej, która oryginalnie znajdowała się w kamienicy. Wykonaliśmy odlew fragmentu znalezionej sztukaterii i na jego bazie powstały nowe elementy. Przygotowując aranżację, zwracaliśmy uwagę na najmniejsze detale. Nie tylko drzwi, ale i listwy przypodłogowe wykonane zostały na zamówienie. Projektując drzwi, próbowaliśmy bardzo wiele kolorów, ale w końcu idealny okazał się odcień zainspirowany kolorem… klapka właścicielki.

Jak wyglądała współpraca z klientami?

Właściciele byli wspaniali, bardzo otwarci. Dużo wnieśli do projektu, głównie dzięki swojej odwadze, bo nie bali się kolorów. Ostatecznie wnętrze nie wyszło pstrokate ani męczące, mimo że bardzo dużo się w nim dzieje. Kolory są żywe, ale dość klasyczne i stonowane. Ludzie najczęściej wybierają kremowe lub jasnoszare ściany, bo boją się, że intensywne odcienie szybko im się znudzą. A kolor może być fantastycznym akcentem – jeśli jest dobrze dobrany może stać się ponadczasowy.

Od czego zaczynasz komponować swoje wnętrza?

Bardzo często od detalu. W Londynie nauczyłam się robić moodboardy ze zdjęć, kolorów i od tego wychodzę, budując przestrzeń. W ten sposób ustawiam bazę kolorystyczną dla całego projektu. Takie podejście pozwala myśleć bardziej abstrakcyjnie i unikać utartych ścieżek, w które łatwo wpaść, robiąc projekt za projektem. Projektując czerpię w dużej mierze z klasyki. Nagminnie robię print screeny z kostiumowych filmów, w których jakiś detal lub mebel przykuwa moje oko. Mam też dużą kolekcję albumów z historycznymi wnętrzami. Byłam kiedyś w Nowym Jorku i zamiast walizki modnych ubrań i torebek przywiozłam stamtąd 30 kg książek i albumów nabytych w magicznej księgarni. Od lat już nie znajdziemy ich na rynku, a pokazują wspaniałe elementy designu sprzed 50, 100, a nawet 200 lat. Są dla mnie źródłem ogromnej inspiracji. To dużo lepsze źródło inspiracji niż Pinterest, gdzie projektanci często kopiują od siebie nawzajem.

Co Cię ostatnio zachwyciło?

Podczas podróży często robię zdjęcia obrazów, które oglądam zwiedzając muzea. Zachwycają mnie piękne połączenia kolorystyczne i czerpię z tych olśnień pracując nad konkretnymi wnętrzami. Ostatnio jednak byłam na kajakach nad Biebrzą i niebo tuż przed burzą miało cudowny granatowy kolor, który w połączeniu z zielenią od razu otworzył mi w głowie pomysły na rozwiązania wnętrzarskie. Zastosujemy to połączenie w jednym z realizowanych obecnie projektów.

Natalia Malarska

Urodziła się w 1984 roku. Wraz z zespołem założonej przez siebie pracowni La Folie od ponad ośmiu lat realizuje z sukcesem projekty na rynku polskim i brytyjskim. Lubi tworzyć wnętrza klasyczne, czerpiące z francuskich i brytyjskich tradycji, uwzględniając lokalizację czy tło historyczne budynku. Jej największą pasją są projekty zlokalizowane w architekturze przedwojennej. Tworzone przez nią wnętrza są indywidualne i nawiązują do klasycznych rozwiązań. Dba o każdy detal, współpracuje z szeregiem rzemieślników z Polski i Europy: kamieniarzami, stolarzami, ślusarzami, tapicerami i szklarzami. Uwielbia podróże i butikowe hotele. Mieszka w Warszawie z mężem i psem Bejrutem.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Otoczeni przez spokój

Otoczeni przez spokój

Kraków | 18 września 2023

Odwiedzamy krakowskie mieszkanie projektu Natalii Malarskiej z La Folie Studio

Klimatycznie na Narbutta

Klimatycznie na Narbutta

Warszawa | 11 czerwca 2022

Kamienica na Starym Mokotowie skrywa zjawiskowe wnętrze proj. Natalii Malarskiej