Mateusz Baumiller: – Na architekturę poszedłem z zazdrości o dziewczynę

– Projekty często trwają bardzo długo. Realizowałem projekt domu, który w pierwotnie miał być dla czteroosobowej rodziny, ale z upływem czasu musieliśmy zmienić założenia na dom dla pięciu osób. A potem potrzebny był kolejny pokój, bo pojawiały się kolejne dzieci. Lubię tę historię, bo widać w niej, że architektura jest żywa – mówi w rozmowie z „Design Alive” architekt Mateusz Baumiller.

Zrealizował słynne już przestrzenie Autor Rooms czy Clay.Warsaw. Mieszka na stołecznym Żoliborzu. Realizuje projekty budynków i wnętrz, prywatnych i użyteczności publicznej. Laureat wielu nagród, brał również udział w paru wystawach. Uważa, że tak jak w przeszłości, tak i w przyszłości początek projektu to szkic ołówkiem.

Dlaczego architektura? Był jakiś alternatywny plan?

Zazdrość o dziewczynę. To z tego powodu zdawałem na architekturę. 

Mój dziadek (Jerzy Baumiller) był architektem i przez pewien czas, kiedy u niego mieszkałem, katował mnie rysowaniem krzeseł, dzbanków i innych rzeczy. Dziadek uważał, że każdy powinien umieć rysować i tę umiejętność wymuszał również na mnie. Te wielogodzinne sesje z martwą naturą, jego korekty i wykłady o urbanistyce miast sprawiły, że dosyć wcześnie zrozumiałem, że architektura nie jest w moim zakresie zainteresowań. Wiedziałem natomiast, że chcę się zajmować fotografią i operatorką filmową, i do tego dążyłem. Los jednak tak mnie pokierował, że to zazdrość o dziewczynę, która jak wiadomo czyni ślepym, sprawiała, że wylądowałem na architekturze. Nieoczekiwanie okazało się, że odnalazłem się tam bardzo dobrze.

Mieszkanie warszawskiego restauratora

Jak wspomina Pan swoje początki?

Bardzo dobrze. Dosyć wcześnie, jeszcze na studiach, zacząłem otrzymywać zlecenia i mogłem patrzeć jak powstają moje projekty. Oczywiście kosztem studiów.

Za każdym projektem kryje się jakaś historia. Czy w Pana dorobku jest projekt, który darzy Pan największym sentymentem, najmilej wspomina?

Projekty często trwają długo, czasami bardzo długo. Realizowałem kiedyś projekt domu, który w pierwotnie miał być domem dla czteroosobowej rodziny, ale z upływem czasu musieliśmy zmienić założenia na dom dla pięciu osób. A kiedy budowa dobiegała końca, jedno z pięter wymagało przeprojektowania, potrzebny był kolejny pokój, bo pojawiały się kolejne dzieci. Lubię tę historię, bo widać w niej, że architektura jest żywa, że podąża za potrzebami człowieka, że cały czas można coś ulepszyć, dodać. Widać to bardzo dobrze na przykładzie małych osiedli, gdzie wszyscy zaczynali mieszkając w takich samych domach, ale z czasem potrzeby i odmienne gusta doprowadziły do wielu modyfikacji – czasem udanych, czasem paskudnych, ale obrazujących zmiany w życiu.

Jaka jest więc definicja misji współczesnego architekta?

Nie wiem, czy można nazwać to misją. Staram się być dobrym rzemieślnikiem, rozwijam się, poznaję nowe technologie. Wszystko to z szacunkiem dla sprawdzonych metod, sięgając choćby po przedwojenne niemieckie wydanie majstra budowlanego. Lubię je łączyć tak, by na końcu powstało coś dobrze działającego, a przy okazji możliwie prostego. Chcę, by osoby mieszkające czy korzystające z moich projektów miały z tego przyjemność – to musi dobrze wyglądać i być wygodne, jak buty czy rękawiczki.

Ulubiony typ klienta?

Klient idealny to osoba otwarta, ciekawa nowych propozycji i rozwiązań. Poszukująca. W powstających projektach jest masa nudy i to nie znaczy, że są one złe, są po prostu bardzo są do siebie podobne, operują tymi samymi rozwiązaniami, materiałami i detalami, co często jest wolą osób je zamawiających. Inwestor czuje się dobrze i bezpiecznie, bo to rozwiązanie zdało już wcześniej egzamin. Ja lepiej odnajduję się w poszukiwaniach, niż w odtwarzaniu, dlatego chcę przyciągać klientów oczekujących takiej właśnie przygody.

Autor Rooms. Klucz do autentycznej Warszawy

Co Pana inspiruje podczas tych poszukiwań?

Projektując posługuję się intuicją, staram się, by wszystko było w odpowiednich proporcjach – czy to wielkość otworu okiennego w stosunku do ściany, czy też forniru do ilości białego tynku w pomieszczeniu. Proporcje są zatem dla mnie podstawą projektowania i inspiracją. Na to zwracam uwagę obserwując powstające budynki i wnętrza.

Którąś część projektowania lubi Pan najbardziej?

Początek, czyli w moim wypadku szkicowanie na kartce papieru. To dla mnie czysta przyjemność, wolność i brak odpowiedzialności za cokolwiek. Robię masę rysunków i rysuneczków nim usiądę do komputera.

Clay.Warsaw. Niezwykłe miejsce na mapie kreatywnej Warszawy

A gdyby mógł Pan zaprojektować wnętrze dowolnego budynku na świecie, co by to było…?

Budynku? Chyba nie byłoby to wnętrze budynku, bo realizuję je cały czas i mam z tego frajdę. Scenografia w teatrze – to życzenie do spełnienia. Można tu zaprzeczyć architekturze, całemu mnóstwu oczywistych nakazów, że coś musi stać, otwierać się i pasować do siebie – tu materializuje się to, co nierealne. To jak rysowanie na papierze bez późniejszej weryfikacji w komputerze, o czym mówiłem wcześniej. Czysta esencja pomysłu, a do tego można latać. A wręcz trzeba!

Jak pandemia wpłynęła na Pana pracę?

Źle i dobrze. Bardzo lubię kontakt z osobami, które ze mną pracują, lubię patrzeć w ich monitory, by wiedzieć, co się dzieje, w jakiej jesteśmy fazie. Mogę wtedy szybko coś zmienić, przemodelować, dodać itd. Przez pandemię nic z tego – siedzę sam i choć mamy stały kontakt, to nie jest to samo. Z drugiej strony odkryłem, że cudownie jest być w pracowni samemu, mieć całą przestrzeń dla siebie i bardzo głośno słuchać muzyki.

Cel na dzisiaj, cel na przyszłość?

Nie nudzić.

Mateusz Baumiller – kim jest?

Architekt. Założyciel Pracowni Baumiller. Mieszka na stołecznym Żoliborzu. Realizuje projekty budynków i wnętrz, prywatnych i użyteczności publicznej. Laureat wielu nagród, brał również udział w paru wystawach. Uważa, że tak jak w przeszłości, tak i w przyszłości początek projektu to szkic ołówkiem. Lubi to, co robi. Więcej na: www.pracowniabaumiller.pl

Powiązane artykuły:

Zielona przystań na Saskiej Kępie

Zielona Saska Kępa

Warszawa | 26 lipca 2021

Pełny sztuki dom otoczony bujną zielenią to najnowsze dzieło pracowni Kulczyński

Niegdyś pawilon handlowy „Społem”, a dziś kawiarnia. Waszyngton W96 zaprasza w podróż do lat 60.

W duchu lat 60.

Warszawa | 17 września 2020

Niegdyś pawilon handlowy „Społem”, a dziś kawiarnia Waszyngton W96