Najważniejsze są harmonia i dopasowanie

– Estetyka jest dla mnie bardzo ważna. W moim domu nie ma przypadkowych rzeczy – mówi Magdalena Radałowicz-Zadrzyńska, uznana projektantka wnętrz, właścicielka pracowni projektowania Atelier Creative Varsovie, w rozmowie z „Design Alive”.

Znalazłam niewiele informacji na Pani temat. Zacznijmy więc od historii o tym, jak zostać uznaną projektantką wnętrz…

Od lat była to moja wielka pasja: zawsze pociągało mnie projektowanie, choć pierwotnie to tkanina stała w centrum moich zainteresowań. Pracowałam jako kostiumograf przy filmach reklamowych, później stworzyłam własną markę. Doskonale łączy się to z moim zamiłowaniem do poszukiwania nieoczywistych połączeń, korzystania z różnych produktów w nietypowy sposób.

Kształciła się Pani w tym kierunku?

Nie, nie (śmiech). Skończyłam zarządzanie, więc wykształcenie mam bardzo techniczne i odległe od tego, co robię teraz. Wychowałam się w rodzinie, która uważała projektowanie za niekoniecznie poważną dziedzinę. Ale od zawsze to we mnie tkwiło, choć długo bałam się zaryzykować. W końcu okazało się, że jednak to jest silniejsze ode mnie.

Co więc zaważyło na tym, że zdecydowała się Pani odważyć?

Dosyć dawno temu, kiedy pracowałam jeszcze jako modelka, właśnie tkanina wzbudziła moje zainteresowanie. Spotkało się to z przychylnością jednej z moich ówczesnych mentorek, a zarazem przyjaciółek – Ireny Gregori. Projektowała wtedy dla marek, a następnie założyła własną pracownię, gdzie pod jej okiem stawiałam pierwsze kroki. Jej doradztwo dało mi wsparcie i śmiałość, by zaryzykować i otworzyć się na projektowanie.

Pamięta Pani swój pierwszy samodzielny projekt?

Nie jest to proste pytanie. Na pewno zdobycie takiego zlecenia umożliwiły mi kontakty nabyte w trakcie kariery w modelingu i podczas pracy przy reklamie. Zaczęłam od asystowania w dziale wnętrzarskim – przez co najmniej rok robiłam sesje stylizacyjno-wnętrzarskie dla pism, ale też brałam udział w tych bardziej profesjonalnych, scenograficznych. Właśnie tam pomału zdobywałam doświadczenie: najpierw podglądając, a później samej próbując. I tak od stylizacji i scenografii przeszłam do wnętrz.

Moda dalej zajmuje szczególne miejsce w Pani sercu czy jednak wnętrza z czasem stały się bliższe?

Moda zostanie na zawsze blisko mnie ze względu na moją ogromną miłość do tkanin. Po zlikwidowaniu mojej pracowni odzieżowej jeszcze przez jakiś czas spotykałam się z klientkami i nadal tworzyłam dla nich garderobę. Tkaniny przywoziłam z ekskluzywnych fabryk z Paryża – było tak nawet już w tym końcowym czasie mojej relacji z projektowaniem odzieży; robiłam to tylko po to, by móc ich podotykać. Dotyk jest dla mnie ważny – często taki organoleptyczny kontakt z materią bardzo mnie inspiruje. W domu wciąż mam trzy szafy tkanin – i bardzo trudno mi się z nimi rozstać. A miłość do materii, faktur i wzornictwa bardzo łatwo i szybko przeobraża się we wnętrza – niezależnie od czasów trendy są spójne i sprawiają, że te dwie dziedziny się nieustannie przeplatają. A wiele tkanin, które kupowałam z myślą o ubraniach, było również bodźcem na przykład do stworzenia poduszek, zrobienia unikatowego obicia mebli lub wykorzystania niezwykłego haftu jako bazy do dekoracji.

Na pewno takie płynne łączenie mody i wnętrz wynika z tego, że bardzo bliski jest mi rynek francuski, a tam bardzo wiele motywów się przeplata. We Francji popularny jest bliski mi styl etno; kocham też Japonię za ceramikę i architekturę, Maroko – za wzory i tkaniny – długo mogłabym wymieniać, ale to wszystko razem stanowi dla mnie jedną tkankę. Moje racjonalne wykształcenie też ma w tym swoje odbicie: tworzenie nie sprawia mi problemu od strony technicznej i daje doskonałe pole dla realizowania tego, co podpowie mi wyobraźnia.

Wiele mówi Pani o tkaninach i wzornictwie, ale ciekawi mnie jeszcze to, co najbardziej pociąga Panią w architekturze. Czy ma Pani jakiś ulubiony styl?

Eklektyzm i modernizm – to da się dostrzec w moich wnętrzach. Podziwiam proste formy, ale kocham też stare domy i kamienice, trudno mi więc zdefiniować jeden określony kierunek, który uznałabym jako „mój”.

W projektach zawsze staram się znajdować wspólny mianownik spajający wizualnie wszystkie elementy w całość, ale bardziej szukam piękna, pewnej surowości i jakości niż określonego stylu. Na pewno czarna kreska, czarne dodatki są takim mianownikiem, nie lubię też sztucznych materiałów.

Mówi Pani, że bliskie jest Pani to, co za granicą. A co z Polską?

Rzeczywiście trudno mi znaleźć w Polsce coś, co by mnie przyciągało – poza elementami z przeszłości: mieliśmy znakomitych projektantów mebli, wspaniałą ceramikę. Teraz też znajdzie się kilka projektów, kilku projektantów i pracowni, których pracę podziwiam. Wydaje mi się, że zabiliśmy polskie wzornictwo: wszystko kojarzy się z cepelią, warunki, w jakich żyliśmy, zniszczyły naszą wrażliwość. Na szczęście młodzi ludzie nie pamiętają komuny i na nowo wszystko odkrywają.

Czy temu młodemu pokoleniu mogłaby Pani coś doradzić?

Należy na pewno wyróżniać się przebojowością, bo to na niej najczęściej oparty jest sukces (ja akurat tej przebojowości mam w sobie niewiele). Z pewnością liczy się też ciężka praca. Gustu nie da się nauczyć, ale praca zbliża do tego absolutu, kształtuje pewien sposób patrzenia. Podstawą, teraz bardzo często pomijaną, jest pokora. Ja zaczynałam wszystko od asystowania. Teraz się to zmieniło: po szkole każdy myśli, że jest już projektantem; wiele takich młodych osób ma poczucie, że wszystko potrafi, a w rzeczywistości szkoły mało uczą o projektowaniu wnętrz. Tutaj pomóc może jedynie praktyka, przyglądanie się pracy bardziej doświadczonych osób, nieustanna nauka i poszukiwania. Nie można zapominać też o pasji. Kiedy prowadzi się cztery projekty naraz – tak jak ja teraz – ich realizacja jest możliwa tylko wtedy, jeśli się tę pracę kocha.

Wśród tych młodych ludzi jest ktoś, kto przykuwa Pani uwagę?

Na pewno Colombe – bardzo cenię i szanuję ich pracę. Piotr Paradowski jest świetnym projektantem wnętrz, robi piękne rzeczy, bliskie mojemu sercu. Niezwykle podobają mi się także prace Kasi Baumiller. Każda z tych pracowni ma swój odmienny styl, ale każdą z nich oceniam bardzo wysoko.

Ma Pani jakieś zlecenie marzeń?

Jest jedna marka, której sklepy na całym świecie podziwiam i która jest mi estetycznie bliska – to marka kosmetyczna Aesop. Ich kosmetyki można kupić w Polsce w salonach GaliLu – a ja akurat miałam przyjemność zaprojektować sklep GaliLu na Mokotowskiej. To wtedy poznałam estetykę Aesop. Moim marzeniem jest właśnie zaprojektowanie przestrzeni dla tej marki.

A nad czym teraz Pani pracuje?

Kończymy projekt kamienicy w Rotterdamie i mieszkania w Zurychu. Niedawno skończyliśmy mieszkanie w Warszawie. Robimy też bardzo fajny projekt sklepików z pieczywem w Lublinie.

Wszystkie te miejsca są od siebie odległe. Lubi mieć Pani wszystko na oku czy jednak deleguje obowiązki?

Nad stroną wizualną mam i będę miała pieczę cały czas, dopóki ktoś nie przejmie po mnie kiedyś firmy. Wszystko to, co robię, firmuję sobą, więc zależy mi, żeby mieć kontrolę nad wizerunkiem i wszystkimi elementami. Ale staram się mieć coraz więcej zaufania do osób, z którymi pracuję, bo otacza mnie wiele fajnych, kreatywnych ludzi.

Na koniec zapytam: Jak mieszka projektantka wnętrz? Wszystko jest starannie przemyślane czy, jak w przysłowiu, „szewc bez butów chodzi”?

Estetyka jest dla mnie bardzo ważna. Często nawet środki czystości przywożę z zagranicy, bo lubię, żeby było ładnie. W moim domu nie ma przypadkowych rzeczy. Nie muszę mieć drogich przedmiotów – wystarczy, że te, których używam, są przemyślane i estetyczne. Kiedy mam butelkę po mydle, która mi się podoba, a nie mogę już nigdzie tego mydła kupić albo jest za drogie, żeby go na co dzień używać, to po prostu przelewam do niej inne. Ale najważniejsze są harmonia i dopasowanie.

Magdalena Radałowicz-Zadrzyńska

Magdalena Radałowicz-Zadrzyńska

– Projektowanie wnętrz było zawsze moim marzeniem, chociaż z początku zajmowałam się ubraniami: tworzyłam własne kolekcje oraz kostiumy do filmów reklamowych. Otworzyłam dwa autorskie butiki. Pierwszy, założony już w 1998 roku, znajdował się przy ulicy Mokotowskiej w Warszawie. Oprócz swoich kolekcji prezentowałam w nim także ubrania kilku wybranych projektantów (w tamtym czasie początkujących), wśród których była czołowa dziś projektantka – Gosia Baczyńska. Gdy otwierałam drugi butik w 2010 roku na Starym Mokotowie w Warszawie, pracowałam już jednocześnie dla redakcji „Marie Claire” i „Elle Decoration”, stylizując lub projektując scenografie do sesji wnętrzarskich. Naprzeciw butiku miałam pracownię szyjącą. To w niej, w pokoju służącym za magazyn materiałów, powstały moje pierwsze projekty wnętrz. Spotkały się z zainteresowaniem, a zaraz potem pojawiły się następne, coraz ciekawsze propozycje. Wtedy odważyłam się w pełni poświęcić swojej wielkiej pasji: dziś moja pracownia ACV (Atelier Creative Varsovie) zajmuje się już tylko projektowaniem wnętrz.

W 2019 roku była nominowana do Design Alive Awards w kategorii Kreator za „nieszablonowe podejście do projektowania wnętrz klasycznych, w których dostrzegamy wiele pięknych nawiązań do historii wzornictwa; za piękne wyczucie materiałów, koloru i proporcji; za projekty, w których meble vintage korespondują ze wspaniałą sztuką i osobistą historią inwestorów”.

220-metrowy apartament w nowym budownictwie na stołecznym Mokotowie to jeden z najnowszych projektów Atelier Creative Varsovie. Magdalena Radałowicz-Zadrzyńska wspomina: – Kiedy weszłam pierwszy raz do mieszkania (jeszcze w stanie deweloperskim), przede mną pojawił się niesamowity obraz. Wielka przestrzeń, niczym niepodzielona, z oknami od ziemi do sufitu i z parkiem pełnym drzew tuż za nimi. Budynek bezpośrednio sąsiaduje z Polami Mokotowskimi, korony drzew niemal dotykają okien, a parkowe alejki pełne biegających ludzi wydają się być na wyciągnięcie ręki. Właściciele apartamentu przez wiele lat mieszkali w Szwecji i lubią skandynawski styl urządzania mieszkań. Skojarzenie prostych, naturalnych form z intensywną obecnością starych drzew, niemal wnikających do wnętrza, stało się moim punktem wyjścia do myślenia o projekcie. Drzewo i drewno w całej swej naturalnej okazałości i prostocie stały się motywem przewodnim tego projektu. Idąc za tym pomysłem, uznałam, że użycie kolorów ziemi, kamienia, tkanin lnianych, szlachetnych wełen, mebli duńskich klasyków będzie jego dobrym rozwinięciem. Powstało miejsce komfortowe, służące i do pracy, i do odpoczynku, a zarazem pozostające w symbiozie z otoczeniem. Najważniejsze jednak są odczucia właścicieli – a ci twierdzą, że czują się w tej przestrzeni bardzo dobrze.

Powiązane artykuły: