ZAPRASZAMY DO POLONEZA

TEKST I ZDJĘCIA: ELIZA ZIEMIŃSKA, ADAM MILCZAREK

WARSZAWA 13.3.2014

ARCHITEKTURA MIEJSCA STYL ŻYCIA

Coś pomiędzy peerelowskim barem mlecznym, a budzącym niepokój lokalem serwującym proste napitki. Taki jest bar Polonez, który od niedawna działa przy ulicy Poznańskiej w Warszawie.
Wchodzimy. Na pierwszy rzut oka wnętrze wygląda jakby nie zmieniło się od ostatniego ćwierćwiecza. Atmosfera jak w typowym, polskim barze. No właśnie. Polski bar? Czy w ogóle istnieje wzór takiego miejsca? Ściany obdrapane, krzesła jak z podstawówki, długa lada, lustra, w których już niewiele się odbija. Czuć tu nutę dumy, a zarazem nostalgii za czasami, które minęły.

- Inwestorzy byli od początku bardzo świadomi tego jaki lokal chcą stworzyć, to nie miała być kolejna klubokawiarnia. Szukaliśmy pozytywnych i negatywnych cech charakteryzujących polską knajpę, które uważaliśmy za warte podkreślenia. Chodziło o zabawę z konwencją, przyjrzenie się krzywym zwierciadle takim ikonom jak bar mleczny, Cepelia. Gości wita krata jak ze szkolnej szatni, paprotki, a zaraz obok czujne spojrzenie Mickiewicza - tłumaczył architekt Tomasz Boczko, który wraz z Anną Białobrzewską zajmował się projektem wnętrza baru.

Jeśli polskość jest rzeczywiście taka, jaką można zobaczyć w Polonezie, to z pewnością jest to stan istniejący na pograniczu. Z jednej strony mamy tu nawiązania do przeszłości - stare meble, pamiątki, a nawet barokowe lustro. Wszystko trochę kulawe, mizerne, jakby znalezione na strychu. Z drugiej strony czuć tu ducha minimalizmu, uporządkowanie i konsekwencje, dzięki którym te pozornie przypadkowe przedmioty komponują się w spójną całość, jednocześnie nadając miejscu wyjątkowy charakter.

- Wnętrze Poloneza było dla nas dużym wyzwaniem, to było zmaganie się z zupełnie inną estetyką. Praca nad tym miejscem przypominała projektowanie chaosu. Szukaliśmy nieoczywistych symboli, przez które najlepiej wyraża się specyficzny klimat, gdzieś na pograniczu prowincjonalnej knajpki i baru sprzed 50 lat - mówiła Anna Białobrzewska.

Jednak to, co przyciąga do Poloneza, to nie tylko wnętrze. Można tu zjeść prawdziwe rarytasy: pastę z topinambura (to polskie warzywo!), buraki z kozim serem, gorące kanapki z gęsim pipkiem, pieczony ser koryciński z jarzębiną, a na zakąskę gęsi smalec. Zachęcają także interesujące trunki, specjalnie wyselekcjonowane przez właścicieli baru. Od soków z brzozy po napoje z czarnego bzu i importowane wynalazki, a także regionalne piwa i wódki, których przecież w ''polskim'' barze nie może zabraknąć.

Miejsce cieszy się coraz większą popularnością nie tylko wśród stałych bywalców barów, ale także obcokrajowców. Jeśli ci ostatni szukają atmosfery polskości, to pewnością mogą znaleźć tu coś więcej niż udawaną strzechę, ludowe wycinanki i tradycyjnego schabowego.

Ceny: 8-30 zł. Adres: Polonez, ul. Poznańska 24, Warszawa.

Za projekt baru Polonez odpowiadają Tomasz Boczko i Anna Białobrzewska.