PLAKAT TO SPOSÓB MYŚLENIA

KRAKÓW 26.5.2015

SZTUKA WYDARZENIA

- Plakat ma za zadanie gadać... krótko i na temat. Jest skrótem graficznym skrótu myślowego - przekonuje znany grafik i plakacista Stefan Lechwar, którego wystawa "SMS (Short Message Service)" czynna jest w dniach 23 maja-9 czerwca w Galerii BB w Krakowie. - Niektóre plakaty przychodzą łatwo, dosłownie pomysł wpada sam znikąd, chwila i po krzyku. Innym razem „poród” przebiega z komplikacjami.
Stefan Lechwar - dyplom na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (2001). Od 2003 roku wykłada na Uniwersytecie Śląskim w Instytucie Sztuki w Cieszynie; od 2006 roku na stanowisku adiunkta. Wykładowca w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Opolskiego (2012 - 2013). Zajmuje się grafiką projektową i artystyczną, malarstwem oraz ilustracją. Członek Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej. Brał udział w ponad 40 wystawach indywidualnych i ponad 100 zbiorowych w kraju i za granicą.

"Polska Szkoda Plakatu…" Skąd pomysł na zrealizowanie tego projektu?

- Zajmując się plakatem w Polsce, nie sposób tworzyć w oderwaniu od dziedzictwa tzw. Polskiej Szkoły Plakatu. Każdy plakacista posiada je „z tyłu głowy” i chcąc, czy nie chcąc, jest nim naznaczony. Zresztą nie tylko w Polsce… To było mocne zjawisko, oddziaływujące na cały świat. Sam troszkę zazdroszczę dawnym mistrzom, którzy w obliczu politycznego reżimu PRL posiadali więcej swobody twórczej niż my dzisiaj. Cenzura polityczna była paradoksalnie znacznie łagodniejsza od „widzimisiów” dzisiejszego klienta z platynową kartą w portfelu. A projektować komercyjnie nie mógł sobie byle kto, tylko artyści z najwyższej półki… Projekt „PSP” to garść moich refleksji dotyczących plakatu oraz próba zebrania opinii ze środowisk twórczych w Polsce i na świecie, żeby zachować jakiś dystans, skonstruować w miarę obiektywny komentarz. Prowadzone „badania” stały się podstawą mojej pracy habilitacyjnej. Kiedy uznam je za zakończone, postaram się o wydanie książki na ten temat.

Twoje plakaty opierają się na skojarzeniach, grze słów. Ich zrozumienie wymaga często od odbiorcy inteligencji i świeżego umysłu. Czy ten projektowy minimalizm, który stosujesz w swojej narracji, jest akceptowany przez młode pokolenie pozbawione zdolności analizy i puenty?
- Moje plakaty opierają się na grze słów, ale także na grze obrazów i symboli. Ich tworzenie także wymaga inteligencji i świeżego umysłu. To stawia wyzwania, niekiedy zakończone fiaskiem. Zaprojektowanie dobrego plakatu to mozolne przedsięwzięcie, ale to, co trudne do osiągnięcia, bardziej się ceni. Poluję na pomysły, a potem sprawdzam, czy uda mi się je zrealizować na papierze tak, jak zamierzałem. Niby projektuję coś egalitarnego, ale tak naprawdę działam w samotności. Nie wiem, jak „młode pokolenie” radzi sobie z tymi moimi szaradami ale moi rówieśnicy żywo na nie reagują. Jeżeli zgubię zdolność porozumiewania się z dwudziestokilkulatkami, to moja strata. Możemy surowo ich oceniać, ale oni nie pozostaną nam dłużni. Nie ma co się oszukiwać, że plakat posiada jakąś wielką moc i jest w stanie zmienić świat. Plakatami gadam sam ze sobą i z garstką ludzi myślących podobnie do mnie. Mam nadzieję, że także tych młodszych.

Filmy, spektakle teatralne, koncerty i inne wydarzenia artystyczne są obecnie reklamowane według najgorszych wzorców amerykańskich. Co, Twoim zdaniem, zdecydowało o zaadaptowaniu przez polskich grafików estetyki obcej dla naszej kultury i tradycji ?
- Zadecydowały wymogi rynku, nie graficy. Kultura i sztuka musi sobie radzić sama finansowo, „Państwo” się specjalnie nie dokłada. Im większe przedsięwzięcie od strony budżetowej, tym mniejsze „ryzyko” producentów i dystrybutorów. To oni decydują. Dlatego plakaty filmowe są nijakie. Inwestuje się w aktora-gwiazdora, jak w Hollywood. Jego twarz na plakacie ma działać jak wabik. Prosty mechanizm, muszą przynajmniej zwrócić się koszta. Na szczęście zdarzają się jeszcze wydarzenia kulturalne, których oprawa graficzna nie powiela złych amerykańskich wzorów. Wielu utalentowanych grafików nadal ma dziś zajęcie.

Zaprojektowałeś ponad 100 plakatów do wydarzeń w obszarze kultury i sztuki oraz dotyczących problemów społecznych, jak chociażby stosowania przemocy wobec dzieci. Który z zaprojektowanych przez ciebie plakatów jest najważniejszy? Który z projektów był najtrudniejszy?
- Niektóre plakaty przychodzą łatwo, dosłownie pomysł wpada sam znikąd, chwila i po krzyku. Innym razem „poród” przebiega z komplikacjami.
Ale to tylko pierwszy etap i samozadowolenie autora. Potem następuje konfrontacja z odbiorcami - plakat zaczyna żyć własnym życiem, albo od razu „umiera”. Ponad 100 plakatów to ponad 100 różnych historii. Najważniejsze dla mnie? –-te, które mi nie wyszły. Denerwują i ciążą mi do dziś.

Internet stworzył nowe formy komunikacji, także wizualnej. Facebook, Twitter, You Tube… szybko przekazujemy sobie nawzajem informacje. Czy plakat przetrwa?
- Plakat to sposób myślenia, konstruowania komunikatu wizualnego. Niekoniecznie zadrukowany arkusz papieru. Już dawno temu powiedział o tym Waldemar Świerzy. Tak rozumiany plakat zdobył dzięki nowym mediom kolejne kanały docierania do odbiorców… Plakaty zawsze będą drukowane. Przetrwają podobnie jak książki - nadal je kupujemy chociaż są wydawane jako e- i audio-booki.

Rozmawiała: ANITA BIALIC