KOSZYKI. TAKA TAM FANABERIA…

ELIZA ZIEMIŃSKA

WARSZAWA 6.3.2014

ARCHITEKTURA DESIGN MIEJSCA STYL ŻYCIA

Warszawska Hala Koszyki od kilku miesięcy żyje nowym życiem. Już niedługo przedwojenny budynek zostanie rozbudowany i odnowiony na podstawie projektu z 1909 roku. Zakończenie prac nad kompleksem biurowo-usługowym projektowanym przez renomowaną pracownię JEMS Architekci jest planowane na koniec 2015 roku. Na rok przed rozpoczęciem budowy miejsce to zostało zajęte przez nietypowy tandem – smakowitą symbiozę baru z bazarem. O koncepcji miejsca, atmosferze i planach na przyszłość opowiada Justyna Kosmala, współwłaścicielka i założycielka słynnej braserii Charlotte i baru bistro Koszyki.
Czym Koszyki różnią się od Charlotte, pierwszego miejsca, które stworzyliście?
- Charlotte to bardzo zdefiniowana i konkretna koncepcja, opierająca się na tym, co we francuskiej kuchni najlepsze, czyli na chlebie i winie. Natomiast Koszyki to trochę taka fanaberia, spełnienie marzenia o bazarze, gdzie można kupić świeże i smaczne produkty, a jednocześnie zjeść coś dobrego, napić się czegoś fajnego. Dlatego Koszyki to miejsce bardzo zrelaksowane, inne o każdej porze dnia i nocy. Ważne jest też to, że może tu przyjść każdy: rodziny z dziećmi, starsi i młodsi - to dobre miejsce na spędzanie wolnego czasu. Zakupy na bazarze mogą stać się pretekstem do wspólnego wyjścia i zjedzenia lekkiego posiłku.

Pracujecie we czwórkę. Dwie siostry, mąż i narzeczony. Jak to jest prowadzić rodzinny interes?
- Pracujemy rodzinnie już trzy lata i jestem zachwycona taką formą. Sama, bez wsparcia rodziny, na pewno nie mogłabym tego zrobić. Zdarzają się  trudniejsze momenty, starcia są zawsze bardzo emocjonalne, ale i tak warto. Wspaniale jest tworzyć coś razem, zawsze o tym marzyłam.

Kto przychodzi na Koszyki?
- Często przychodzą tu starsi warszawiacy, którzy pamiętają dawne życie Hali Koszyki, ale też osoby zainteresowane po prostu tym, jak kiedyś wyglądała Warszawa. Przez lata to miejsce było martwe. Otwarcie Koszyków na nowo dało ostatnią szansę na zobaczenie hali przed jej przemianą. To miejsce ma w pewnym sensie dwie twarze. Rano przychodzą matki z dziećmi oraz starsi mieszkańcy Śródmieścia, głównie na zakupy albo szybką kawę, wieczory są zdominowane przez warszawiaków w wieku 30+.

Czy bliskość bazaru wpływa jakoś na menu?
- Mając tak blisko dostawców, staramy się jak najczęściej współpracować. Nasze menu to w większości pomysły przywiezione z podróży. Jest to głównie kuchnia śródziemnomorska – francuska i hiszpańska, ale główną cechą tej karty ma być sezonowość i prostota.  Bliskość bazarowych produktów widać też w karcie koktajli, których składnikami są rozmaryn, lawenda, jałowiec. I inne produkty które kupujemy od naszych handlowców.

Trudno było dostosować wnętrze hali na potrzeby baru?
- Szanując zabytkowe elementy wnętrza, wprowadziliśmy tylko takie elementy, które podkreślą i wyeksponują wyjątkowy charakter tego miejsca. Hala jest niesamowita. Duże okna, secesyjne sztukaterie i oryginalne kafle, mało jest takich miejsc w Warszawie. Ponadto Koszyki to krótki projekt, zaledwie roczny. Szukaliśmy sposobu na ożywienie tego miejsca bez konieczności ponoszenia dużych kosztów.

Jakie są plany na przyszłość?
- Zostaniemy w hali tak długo, jak będzie się dało, ale już teraz odzywają się do nas inni, potencjalni najemcy i my też się rozglądamy za ciekawymi obiektami do odkrycia.

Rozmawiała: ELIZA ZIEMIŃSKA

Warszawska Hala Koszyki od kilku miesięcy żyje nowym życiem. fot. eliza ziemińska

Projekt przebudowy zakłada zachowanie i odnowienie istniejących oficyn. fot. Eliza Ziemińska

Bar i bazar w Hali Koszyki, otwarty jest 6 dni w tygodniu, do wtorku do niedzieli. fot. Eliza Ziemińska

Bistro w Koszykach słynie z przysmaków przygotowywanych z sezonowych produktów. Na zdjęciu: dynia z cynamonem i liściem szałwii podana z sosem śmietanowo-kurkumowym, sałatka z kalafiorem oraz słynny drink "lawenda na miodzie". fot. Eliza Ziemińska

Wieczorem, po zamknięciu bazaru, czynny jest bar serwujący drobne przekąski i drinki. fot. Eliza Ziemińska