FILM ZAPROJEKTOWANY

TEKST: JULIA CIESZKO, ZDJĘCIA: MATERIAŁY PRASOWE

WARSZAWA 14.7.2017

DESIGN SZTUKA

Wielkie siły spotykają się w jednym obrazie. Odwaga, osobowość lekarki rewolucjonizującej życie seksualne Polaków, sztuka filmowa i piękna kompozycja scenografii, mody i grafiki. „Sztuka kochania”, która początkiem roku trafiła do kin, została zaprojektowana od początku do końca.
Ten film to przede wszystkim historia kobiety – Michaliny Wisłockiej, lekarki, autorki popularnego w Polsce poradnika o miłości. Na ekranie poznajemy jej życie, które w rożnych okolicznościach, prowadzi do powstania fascynującego dzieła: książki będącej odważnym jak na tamte czasy drogowskazem w sztuce kochania. Widzimy 20-letnią dziewczynę: jej smutek, radość i stopniową przemianę w dojrzałą kobietę. Wiedza i doświadczenie kształtują osobowość uznanej pani doktor, walczącej o wydanie książki, która miała zrewolucjonizować życie seksualne kraju – i która ostatecznie została sprzedana w milionach egzemplarzy.

Ten film to również obraz zaprojektowany od początku do końca. Nie sposób nie zwrócić uwagi na warstwę wizualną – piękną opowieść rozgrywaną w trzech różnych etapach, czasach i stylach, kompleksowo przemyślaną przez twórców z Watchout Production. Język komunikacji stworzyła polska ilustratorka Olka Osadzińska, której powierzono również rolę Art Directora. To funkcja, która w kinie właściwie nie istnieje, a w którą producenci, doświadczeni pracą przy filmie „Bogowie”, mocno uwierzyli. Film i wszystkie jego atrybuty miały być spójne i silne w przekazie – „Sztuka kochania” opowiada w końcu o kobiecie energicznej, przedstawia jej specyficzny styl, który poza językiem filmowym można odzwierciedlić na wielu innych płaszczyznach. Stworzono identyfikację wizualną, zaprojektowano świetny plakat. W samym filmie postawiono na chłodną kolorystykę scenografii i kostiumów – obiekty dopracowane w detalach są niczym wyciągnięte z szaf różnych epok.



– Michalina Wisłocka była barwną postacią, okrzykniętą najgorzej ubraną kobietą PRL-u. Nam zależało, by zrównoważyć te mocne motywy. By było kobieco, ale uniwersalnie. Kolorowo, ale elegancko. Vintage, ale nie w przykurzony sposób. Pokazać jej siłę jako symbol opiekuńczości, a nie dominacji. Szukaliśmy równowagi, miało być mocno, ale nie kakofonicznie. Wisłocka była przecież piewcą równowagi, chociaż może nie w stylu ubierania – opowiada o swojej pracy Olka Osadzińska.

Akcja „Sztuki kochania” rozgrywa się od końca lat 40. do połowy lat 70. W imponujący sposób odtworzono nie tylko historyczne, ale również stylistyczne realia epoki. Szukając inspiracji, scenograf Wojciech Żogała odwiedził między innymi Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Zakupiono prawa do oryginalnych wzorów zaprojektowanych przez Annę Brokowską – wszystkie przepracowała odpowiedzialna za kostiumy Ewa Gronowska i ostatecznie stały się wspólnym mianownikiem filmu i komunikacji. Sam plakat miał być prawdziwy – przedstawiać, kobietę, która nie spogląda na nas z okładki kolorowego pisma, ale zaprzyjaźnia się z nami, zdobywa zaufanie. Identyfikacja Oli Niepsuj i zdjęcia Sonii Szóstak stworzyły postać bardzo życzliwą. – Śmiałyśmy się, że na planie były same kobiety. Nie było dyskusji, arbitralnych decyzji, próby konkurowania, zbędnych testów i dumy. Wszystkie razem szukałyśmy dobrych rozwiązań. Ale praca nad filmem była zespołowa i w pełnym parytecie. Kontrast błękitu i żółci odpowiadał zamysłowi autora zdjęć, Michała Sobocińskiego: zimne odcienie PRL-u i ciepła Michalina Wisłocka – wspomina ilustratorka.

„Sztuka kochania” przypomina, że życie Michaliny Wisłockiej to bardzo współczesna opowieść. Jej praca i problemy komponują się w obecne wartości, a temat seksualności jest równie prawdziwy i ważny, co wtedy. Wszystko, nad czym pracowała lekarka, miało poziom światowy, a jej badania nie odbiegały od tych za żelazną kurtyną. To w końcu świetna okazja, by lubiane przez nas barwy i wzornictwo z tamtych lat ubrane zostały w jedną z bardziej fascynujących postaci okresu PRL.