BRANŻA PROJEKTOWA ZDRADZA NAM JAK RADZI SOBIE W CZASACH ZARAZY

TEKST: TWO, ZDJĘCIA: AUTORZY

POZNAŃ 16.4.2020

COVID-19 DESIGN LUDZIE

Pandemia koronawirusa z dnia na dzień wywróciła nasze życie do góry nogami. Jak z tą nową sytuacją radzi sobie branża projektowa? W ramach cyklu „#zostańwdomu, czyli design w czasach zarazy", pytamy kolejne osoby związane z branżą designu o to, jak pandemia COVID-19 zmieniła ich życie i postrzeganie zawodu.

Katarzyna Jasyk, KJ Design, projektantka mebli i oświetlenia
„Praca jest najlepszym lekarstwem na smutek” (Arthur Conan Doyle). To moja ulubiona maksyma, którą polecam wszystkim w czasach pandemii. Przyznaję, że jestem pracoholiczką, która w czasie pandemii COVID-19 pracuje jeszcze bardziej intensywnie. Chyba musimy się pogodzić i oswoić z faktem, że będziemy żyć w nowej rzeczywistości. Prawdopodobnie nigdy już nie będzie tak, jak wcześniej. Na szczęście człowiek ma ogromne zdolności przystosowawcze, ale jest to proces długotrwały, powolny i często okupiony bólem i smutkiem. Z natury jestem optymistką, a sytuacje trudne i stresujące wyzwalają we mnie nowe pokłady siły do działania. Moim zdaniem w czasach koronawirusa to działanie powinno być kluczowym elementem naszego życia. I nie ma znaczenia czy robimy coś na dużą skalę, czy w obrębie naszych „czterech ścian”, na które z konieczności na razie jesteśmy skazani. Moje życie w czasach zarazy nie zmieniło się jakoś diametralnie. Nadal pracuję dla swoich marek oraz fabryki Happy Barok, z którą jestem związana od lat. Pomimo tego, że tymczasowe biuro projektowe zainstalowałam w domu, nadal 3-4 razy w tygodniu jeżdżę do fabryki, aby nadzorować procesy produkcyjne. W fabryce wszyscy jesteśmy świadomi zagrożeń i maksymalnie zabezpieczani, ale staramy się funkcjonować i pracować normalnie. Rozmawiamy, planujemy, rozwiązujemy ew. problemy technologiczne, poprawiamy i testujemy nowe modele. Cieszę się, że fabryka pomimo wielu utrudnień działa, produkuje i nadal wysyła meble do klientów w Polsce i za granicą. Jeżeli chodzi o kwestie projektowe, to właśnie teraz w czasie pandemii intensywnie pracuję nad nową kolekcją mebli i akcesoriów do sypialni Corteo Line. Spotkałam się z opiniami, że czas zarazy to bardzo nieodpowiedni moment na premierę kolekcji. Jestem innego zdania. Kolekcja ta budzi duże zainteresowanie w mediach społecznościowych. Ludzie z całego świata pytają o kolejne modele. Można z tego wnioskować, że ciekawość ludzi w tych trudnych czasach wcale nie osłabła i wiele osób pragnie normalności, a zmuszeni do izolacji mają więcej czasu i częściej skupiają się na kreowaniu osobistej przestrzeni. W czasie pandemii bardziej dbam o codzienne rytuały, na co wcześniej nie zawsze miałam czas. Wraz ze swoją rodziną staramy się żyć zdrowo i naturalnie. Dla zachowania dobrej kondycji psychicznej dozujemy sobie ilość wiadomości w mediach. Dużo ćwiczymy, słuchamy jazzu, czytamy, spędzamy dużo czasu pracując fizycznie w ogrodzie, który nigdy wcześniej nie był taki zadbany. Sami pieczemy chleby i często gotujemy w kociołku na ognisku. Staramy się żyć ekologicznie. Mamy swoją wędzarnię i grządki z ziołami. Teraz tak naprawdę dotarło do mnie ile radości i możliwości daje posiadanie ogrodu. Jak mam słabsze dni pracuje nad moim blogiem www.tojestladne.pl – pisanie o sztuce i designie zawsze poprawia mi nastrój. W czasie izolacji bardzo brakuje mi bezpośrednich kontaktów z ludźmi, wykorzystuje w tym celu media społecznościowe (wcześniej tego nie robiłam), ale jest to jednak tylko namiastka relacji międzyludzkich. Często zastanawiam się, co przyniesie przyszłość i jak bardzo zaskoczą mnie zmiany, ale wiem, że zawsze będę projektować, aby sprawiać ludziom radość, bo to jest rzecz, która mnie napędza i nadaje mojemu życiu sens.

Mikołaj Wierszyłłowski, projektant produktu i architekt wnętrz, prowadzi w Poznaniu studio Wierszyłłowski i Projektanci
Koronawirus dał o sobie znać w ostatni dzień lutego, wcześniej był dla mnie medialnym zjawiskiem. Oczywiście wiedziałem, jakie spustoszenie czyni w Azji, że jest już w Europie. Jednak mimo że realny, był jednak wciąż wirtualny. Byłem wtedy w Paryżu wraz z moimi przyjaciółmi. Od dawna planowaliśmy ten wyjazd. To miało być otwarcie biegowego sezonu – paryski półmaraton. Odebrałem numer startowy, cieszyliśmy się na wieczorny spektakl. Niestety, bieg został odwołany. Następnego dnia pracownicy Luwru wymogli zamknięcie muzeum. Wróciliśmy z wyprawy zaniepokojeni. W kolejnym tygodniu pierwsi chorzy byli już w Polsce. W połowie marca zamknięte zostały granice – mama i babcia Kati – projektantki z naszej pracowni, nie mogły wrócić do domu. Ktoś przekazał nieprawdziwą informację , że w Poznaniu jest najwięcej zarażonych. Moja 75-letnia mama kończyła rehabilitację po operacji biodra – jest w grupie ryzyka. Dorota z którą pracuję już wiele lat decyduje się na pracę z domu – boi się o zdrowie taty. Z domu pracuje też Krzysztof. Staram się nie „panikować”. Zachowywać racjonalnie. W gruncie rzeczy moje codzienne życie z sprzed kwarantanny, a to które teraz trwa nie są drastycznie różne. Mieszkam blisko miejsca, w którym pracuję. Większość aktywności dzieje się w najbliższej okolicy – to dość „zrównoważone” funkcjonowanie. Godzinny mojej pracy trochę się przesunęły. Zwykle rano biegam, teraz gdy nie wiadomo czy wolno to robić, przerzuciłem się na ergometr, który mam w domu. Nadal chodzę do pracowni, ale trochę później – po drodze mijam niewiele osób, zachowujemy dystans. Zacząłem gotować. Projektowanie to niestety bardzo niestabilne zajęcie. Dobrze pamiętam kryzys 2008 roku, który mocno w nas uderzył. Pewnie nasze usługi są jednymi z pierwszych, gdy trzeba ciąć koszty. Dużo pracowaliśmy i nadal to robimy by dobrze organizować naszą pracę. Czas nie jest sprzymierzeńcem projektantów i dlatego organizacja jest tak ważna. Staramy się być elastyczni i szybko reagować na zmieniającą się sytuację. Najważniejsi są ludzie, współpracownicy, zespół. Na razie działamy, projektujemy – ufam że uda nam się przetrwać. Mimo że design w realnym życiu mocno różni się od medialnych przekazów, to nadal chcę to robić. Niepokoi mnie, że decyzje które zapadają w kolejnych tygodniach  wydają się paniczną, doraźną reakcją na zmieniającą się sytuację. Nie widzę w nich długodystansowego planu. A przecież wirus nie zniknie, będą kolejne. Obawiam się, że wiele zakazów pozostanie, a wraz z nimi brak zaufania. A zaufanie to podstawa rozwoju. Epidemia jak katalizator przyspiesza procesy. Obserwuję jak starsi oswajają się z technologią – stała się narzędziem codziennego kontaktu. Młodzi natomiast doceniają wartość relacji z drugim człowiekiem.

Dorota Karbowska-Zawadzka, dyrektor marketingu w firmie Barlinek
Barlinek bardzo wcześnie zareagował na doniesienia dotyczące rozprzestrzeniającej się epidemii. Dbając o bezpieczeństwo i najwyższą ochronę, firma skierowała wszystkich pracujących w biurze w Kielcach do pracy zdalnej. Jednocześnie wprowadzono wiele procedur dotyczących ochrony pracowników oraz zapewnienia najwyższych standardów bezpieczeństwa na terenie fabryk. Wszystko po to, aby produkcja dalej mogła funkcjonować, w nowej, wymagającej rzeczywistości. Na pewno praca z zespołem, który do tej pory przebywał we wspólnej przestrzeni, dyskutując o kreatywnych rozwiązaniach do home office było nie lada wyzwaniem. Ważne było jednak jasne określenie zasad pracy oraz wzajemnej komunikacji. Fakt faktem, że zespół marketingowy to wytrawni marketerzy, z bardzo dużym doświadczenie, stąd płynnie przeszliśmy do realizacji zadań w domowym zaciszu. No tak, z tym zaciszem bywa różnie, ale każde z nas musiało odrobić lekcję z samodyscypliny i organizacji pracy. W przypadku działań marketingowych, postanowiliśmy skupić się na obszarze on-line, tak aby wesprzeć naszych partnerów i maksymalnie pomóc w wyborze oferty naszym klientom. Ważnym było, aby uzyskali maksimum informacji (materiały do pobrania z www czy call center), dodatkowo mogli zapoznać się z bieżącymi promocjami (www.barlinek.com) oraz finalnie trafili do pracujących, zweryfikowanych placówek. Dodatkowo przygotowaliśmy specjalne komunikaty dla architektów, którym zaoferowaliśmy pełen pakiet wsparcia oraz naszej pełnej dyspozycji. Jednocześnie, w obliczu trwającej epidemii zarażeń COVID-19 firma Barlinek w ramach programu „Pomagamy – To naturalne!” postanowiła sfinansować zakup i przekazać szpitalom w Kielcach i Barlinku maseczki ochronne potrzebne personelowi medycznemu w codziennej walce o zdrowie i życie pacjentów. Firma wsparła lokalne jednostki, będąc blisko tych, którzy potrzebują na co dzień naszej pomocy i jednocześnie pracują w miejscach, gdzie koncentruje się działalność firmy. Nie jest to ostatnie słowo, bo kolejne materiały wsparcia są już w drodze. Dziś w dobie koronawirusa, świat się zatrzymuje – niektóre projekty muszą poczekać na swój czas, tak jak organizowany od lat przez firmę Barlinek konkurs dla projektantów „Kreacje z Natury”. Wierzymy jednak w to, że niebawem wszystko powróci do normy, a to na co będziemy czekać, będzie dawać jeszcze więcej pozytywów. Zapewne bardziej docenimy wspólne spotkania czy wydarzenia branżowe, a pomysły, które drzemią w nas wybuchną ze zdwojoną siłą.

Paweł Garus i Jerzy Woźniak, pracownia mode:lina w Poznaniu
Okres kiedy wiele czynności jesteśmy zmuszeni zawiesić lub wstrzymać jest dobrym momentem na planowanie i projektowanie, tak aby wraz ze zniknięciem zagrożenia móc dalej działać w sposób przemyślany i skoordynowany.  Obecna sytuacja na świecie zmusiła wiele firm do pracy zdalnej, bezpośredni kontakt między pracownikami oraz kontrahentami zastąpiły chaty, telefony, wideokonferencje. Dla wielu biznesów oznacza to kompletną zmianę sposobu działania, a zarazem spore wyzwanie. Dla zespołu mode:lina taki tryb pracy to nie nowość! Tylko w ostatnim czasie trochę zmieniło nam się otoczenie. Pewnym standardem stało się pytanie dziecka o soczek w samym środku telekonferencji. Mamy ogromne doświadczenie w pracy zdalnej, bez konieczności spotkania osobistego z klientem – zachowując całkowite zrozumienie jego potrzeb oraz celów. Korzystamy ze sprawdzonych narzędzi do komunikacji, które nie wymagają zakupu licencji czy instalowania kolejnych aplikacji, dzięki czemu wideokonferencja to raptem dwa kliknięcia w aplikacji. Ku miłemu zaskoczeniu nawet najwięksi zwolennicy narad oraz spotkań na budowie aktualnie odkrywają i chwalą dobrodziejstwa zdalnych rozwiązań. Nasze prezentacje oraz projekty wykonawcze są na tyle czytelne i dopracowane, że minimalizują konieczność spotkań lub nadzorów autorskich, a te ostatnie mogą być transmisją na żywo z budowy. Pozytywnym aspektem braku typowych, codziennych zajęć są inne bodźce lub wręcz ich namacalny brak. Z jednej strony musimy zagłębić się w świat zajęć wczesnoszkolnych, z drugiej strony nie jesteśmy atakowani taką liczbą telefonów i maili, dzięki czemu możemy bardziej skupić się na tu i teraz. Sięgamy po kreatywne wypełniacze czasu dla dzieci, zabieramy się za ciągle odkładane drobne naprawy w domu, pozbywamy się zalegającego w mieszkaniach nadmiaru przedmiotów. Takie czynności pozwalają swobodnie krążyć myślom, są na swój sposób oczyszczające.

Szymon Wojciechowski, prezes zarządu pracowni architektonicznej APA Wojciechowski
Cały świat jedzie na tym samym wózku, nie ma co ukrywać, że architektom też jest trudno. Podchodzimy do zagrożenia poważnie, staramy się więc, by nasza praca odbywała się przy jak najmniejszym ryzyku zarażenia. Wysłaliśmy do pracy zdalnej około 60 proc. załogi, co nie było proste przy narzędziach jakie stosujemy. Domowa sieć internetowa nie podoła natężeniu ruchu, którego wymaga stosowana przez nas technologia BIM. Myśleć musimy też o zachowaniu bezpieczeństwa przed atakami sieciowymi. Nasz dział IT wypracował dobre i bezpieczne rozwiązania. Nie było prosto i wymagało to kosztownej rozbudowy infrastruktury IT, ale będzie ona służyła nam w przyszłości. W siedzibach pracuje obecnie zarząd i pozostała część pracowników. Mamy obszerne biura, więc swobodnie zachowujemy odstępy. Każdy – apowicz czy gość – przy wejściu musi umyć ręce i zdezynfekować się. Prawie wszystkie drzwi są otwarte, by nie dotykać klamek. Strefy buforowe i wspólne są regularnie dezynfekowane. Każdy z najmniejszymi objawami infekcji typu katar jest odsyłany do domu. Opracowaliśmy również system powiadamiania w razie alarmu. Wprowadziliśmy te procedury dużo wcześniej przed ogłoszeniem stanu zagrożenia epidemiologicznego przez władze. Wiem, że nasi pracownicy bardzo poważnie podchodzą do zasad izolacji poza godzinami pracy. Oczywiście, wszystkie spotkania są internetowe – stosujemy wiele technologii. Nie wszystko działa idealnie i nic nie zastąpi kontaktu bezpośredniego, ale trzeba to przetrzymać i robić, co można. Nie ma chyba nikogo, kto by się nie niepokoił sytuacją. Reakcje naszej załogi są różne, czują się mniej lub bardziej zagrożeni. Ale po lekkiej panice w połowie miesiąca, jest coraz lepiej. Nasza siedziba jest zwykle gwarna i ludna, pełna życia, trzeba się było przyzwyczaić do relatywnych pustek. Teraz nastroje i w biurach i wśród tych, którzy pracują zdalnie, są dobre. Jest śmiech, pojawiają się w firmie psy i koty, ulubieńcy naszych pracowników. Nasza załoga jest wspaniała. Jest jeszcze za wcześnie, żeby przewidzieć szczegóły, tego co nas czeka po pandemii, ale na pewno będzie duże zamieszanie. Ucierpią branża turystyczna, hotelarska czy centra handlowe, nie wiemy jak to się przełoży na architekturę. Michał Sadowski (współwłaściciel APA Wojciechowski) mówi, że naszym zadaniem w walce z konsekwencjami epidemii jest dbanie o to, by zawirowania i trudności na rynku nie wynikły z naszego powodu. Działamy więc. Taki nasz skromny wkład.

Mikołaj Wierszyłłowski: – Projektowanie to niestety bardzo niestabilne zajęcie. Dobrze pamiętam kryzys 2008 roku, który mocno w nas uderzył. Pewnie nasze usługi są jednymi z pierwszych, gdy trzeba ciąć koszty.

Jerzy Woźniak (pracownia mode:lina) w swoim domu.

Paweł Garus (pracownia mode:lina) z córkami.

Katarzyna Jasyk: – Większość czasu spędzam w swoim domu na wsi, gdzie obecnie pracuję i żyję w otoczeniu zwierząt i zieleni. Mam trzy labradory, dwie świnki wietnamskie oraz dwie owieczki – jest co robić. W wolnym czasie najczęściej siadam w ogrodzie z ołówkiem i szkicownikiem i pracuję koncepcyjnie nad nowymi modelami lamp. Uwielbiam ten moment skupienia i oderwania od rzeczywistości.

– Nie ma chyba nikogo, kto by się nie niepokoił sytuacją. Reakcje naszej załogi są różne, czują się mniej lub bardziej zagrożeni. Ale po lekkiej panice w połowie miesiąca, jest coraz lepiej. Nasza siedziba jest zwykle gwarna i ludna, pełna życia, trzeba się było przyzwyczaić do relatywnych pustek – mówi Szymon Wojciechowski, prezes zarządu APA Wojciechowski sp. z o.o.