Wiele dziś można zamówić „na wynos”, ale nie ma miasta „na wynos”

Z architektem Przemo Łukasikiem rozmawiamy o tym, jak ostatni rok w pandemii wpłynął na pracę jego firmy. Co zmienił i czego nauczył? – Ten rok nauczył mnie, że nie trzeba wszystkiego zmieniać. Trzeba tylko, po prostu i jak najszybciej siebie zmienić!  – mówi „Design Alive” architekt Przemo Łukasik, współwłaściciel pracowni Medusa Group w Bytomiu.

Jaki był dla Ciebie ten rok w pandemii?

Dla wielu z nas był rokiem zmian. To czas lęków i niepokojów, rok podsumowań i rozliczeń. Czas wielu samotności i nieoczekiwanych przemyśleń. Wielu z nas doznało strat i doświadczyło osobistych tragedii. Ja pożegnałem moją ukochaną Siostrę i w tej trudnej chwili, za sprawą pandemii, nie mogłem doświadczyć tak ważnej w takich chwilach ludzkiej bliskości. Tej bliskości brakuje również na co dzień, w domach i w pracowni. Od roku rozsypani jesteśmy po naszych mieszkaniach, ślęcząc za ekranami naszych monitorów, próbujemy panować nad projektami, nad rzeczywistością. Ale czy dalej możemy nazywać to pracą, pracą w zespole, w pracowni?

Co zmienił ten czas zamknięcia?

Zmienił wiele. Zmienił dotychczasowe rytuały. Te osobiste, ale i zawodowe. Zamienił kontakt bezpośredni w dystans społeczny. Zmienił nas, nasze rodziny, ale i nasze miasta. Tak wiele dziś można zamówić „na wynos”, ale nie ma miasta „na wynos”. Miasto trzeba doświadczać, kształtować i zmieniać naszą obecnością. Dziś pustawe chodniki, zamknięte witryny wielu usług, do którymi miasto nas wzywało, aby poddać się codziennym rytuałom, aby być i doświadczać „razem”, są jakby areną wyścigów kurierów, z mało aerodynamicznymi plecakami. Przestrzeni publicznych nie wypełnia dziś publiczność. Te urbanistyczne paradoksy tworzyć mogą atmosferę przygnębienia, ale muszą nas motywować do refleksji, do zmiany.

Czego Ciebie, nas, nauczył ten rok?

Nauczył mnie, że warto pracować nad swoim refleksem. Zawsze wiedziałem, że nam ludziom, architektowi nie może go zabraknąć.  Że musimy obserwować i szybko wyciągać wnioski, musimy analizować bieżącą sytuację, bo przecież przyszłość zawsze buduje się na przeszłości, a podstawowym budulcem jest… doświadczenie. 

A jednak… daliśmy się wszyscy zaskoczyć i chyba tego refleksu nam zabrakło lub okazał się bardzo spóźniony. Nie zauważyliśmy tych drobnych, subtelnych sygnałów. Wpadliśmy w pułapkę ludzkiej ignorancji i pychy.

Dziś, po roku chowania się za maskami, wyostrzyły mi się jeszcze mocniej zmysły. Zmysły przewidywania, konsekwencji, zmysł umiaru. Nie chcę się ponownie dać zaskoczyć, rozczarować, rozbić o ścianę próżności, „boolshit job”, o brak solidarności, szacunku dla środowiska i człowieka.

Ten rok nauczył mnie, że nie trzeba wszystkiego zmieniać. Trzeba tylko, po prostu i jak najszybciej siebie zmienić!

Powiązane artykuły: