Jak pokazywać arcydzieła

– Gramy jedynie rolę drugoplanową, ale wychodzę z założenia, że warto starać się zagrać ją „oscarowo” – wyjaśnia Bartosz Haduch, założyciel pracowni NArchitekTURA. Zaprojektowane przez niego spektakularne przestrzenie wystawiennicze wchodzą w dialog z prezentowaną sztuką tworząc niezapomniane doświadczenie dla zwiedzających.

Rozmawiamy o tym, jak powstają jego wielowątkowe koncepcje wystaw i dlaczego pojedyncza kreska z obrazów Rembrandta może stać się punktem odniesienia dla całej ekspozycji.

NArchitekTURA, ma w nazwie naturę, a wy przeważnie zajmujecie się projektowaniem dla kultury.  

NArchitekTURA = natura + architektura. Czasem żartuję, że te dwa słowa określają właściwie wszystko, co nas otacza. Pracownię założyłem dziesięć lat temu i wtedy ta nazwa wydawała mi się intrygująca i adekwatna do moich zainteresowań. Wiązała się z tym, że na początku działalności pracowaliśmy głównie nad przestrzeniami publicznymi i założeniami krajobrazowymi. Natura w nazwie naszej pracowni może być rozumiana w sposób dosłowny, ale ciekawi mnie też natura ludzi, miejsc, rzeczy, materiałów itp.

Fascynuje mnie jej nieprzewidywalność i różnorodność oraz jej połączenie z pewną cyklicznością, współzależnością i skomplikowanymi procesami – od skali mikro do makro. Ciekawią mnie próby architektonicznej interpretacji tych zjawisk oraz włączenie ich w kształtowanie przestrzeni. 

Jeśli chodzi o doświadczenia i projekty bardziej artystyczne, to musielibyśmy się cofnąć do czasów mojej wczesnej młodości. Najpierw próbowałem swoich sił w muzyce, później malowałem obrazy, studiując prace Francisa Bacona, Marka Rothko, Gerharda Richtera i innych. Architektura pojawiła się trochę przez przypadek, powoli zamieniając się w pasję. Okazała się dość pojemnym medium, w ramach którego mogę eksplorować i łączyć przeróżne wątki, inspiracje i zainteresowania. Zresztą jakby ktoś się uparł to w słowie NArchitekTURA można też znaleźć litery tworzące słowo ART, może więc czas pomyśleć o zmianie sposobu zapisu nazwy naszej pracowni.

Magazyn Design Alive

NR 9/2022 HOME

ZAMAWIAM

NR 9/2022 HOME

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 41 JESIEŃ 2022

W ostatnich latach projektujecie dużo przestrzeni ekspozycyjnych.

Zaczęło się od wystawy „Oszpicin” dla centrum żydowskiego w Oświęcimiu, która stopniowo rozrastała się o punktowe interwencje w centrum miasta, a zwieńczeniem całego projektu stał się Park Pamięci Wielkiej Synagogi otwarty w 2019 roku i nagrodzony w wielu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach (łącznie z shortlistą Mies van der Rohe Award 2022). W międzyczasie zostaliśmy zaproszeni do zaaranżowania wystawy Stanisława Wyspiańskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie, która była otwarta przez ponad dwa lata – od 2017 do 2019 roku. To był dla nas przełom – olbrzymia ekspozycja (ponad 2300 m kw.), największa w historii tej instytucji i rekordowa pod względem frekwencji (ponad 350 tysięcy zwiedzających). Pierwsza część wystawy objęła prawie 500 prac, a po uzupełnieniu jej o monumentalną bibliotekę, łącznie z książkami i artefaktami związanymi z życiem artysty można było obejrzeć około tysiąc cennych obiektów. 

Pokłosiem tego wydarzenia była wystawa Katsushiki Hokusaia „Hokusai. Wędrując…”, również otwarta w Muzeum Narodowym w Krakowie.

W projektowanych przez nas aranżacjach obserwuję ostatnio dość osobliwą tendencję. Na wystawie Hokusaia pokazywaliśmy około trzystu prac, w tym roku na ekspozycji „Botticelli opowiada historię” na Zamku Królewskim w Warszawie – dziewięć, w ramach prezentacji „Arcydzieł z kolekcji Lanckorońskich” – trzy, a ostatnio na wawelskim pokazie „Jeździec polski ze zbiorów The Frick Collection” pokazywaliśmy tylko (a może aż) jeden obraz autorstwa Rembrandta. Zastanawiam się, co dalej? Dyrektor pewnej szacownej instytucji kultury powiedział mi niedawno, że chętnie przyszedłby na wystawę Hokusaia, żeby ją zobaczyć „saute” – bez żadnych dzieł sztuki, bo widział je już wiele razy i zna je prawie na pamięć. Nasza interwencja architektoniczna byłaby dla niego wystarczającym powodem do odwiedzenia muzeum. Może to jakiś prognostyk i kierunek naszej dalszej twórczości?

Sztuka japońskiego mistrza w Muzeum Narodowym w Krakowie

To ciekawy pomysł, stworzyć konceptualną wystawę, bez prac, która sama w sobie byłaby dziełem sztuki. 

Żyjemy w czasach, w których artyści tworzą ciekawą architekturę (np. James Turrell, Ai Weiwei czy Anish Kapoor), a architekci i projektanci śmiało wkraczają w świat sztuki. Te zjawiska zacierania się granic pomiędzy tak pokrewnymi dziedzinami, powszechne jeszcze w epokach renesansu czy baroku, w ostatnich dekadach stają się coraz bardziej widoczne. Myślę, że architektura może i powinna być sztuką, stąd moje zainteresowanie projektowaniem przestrzeni ekspozycyjnych. Być może w przyszłości nadejdzie odpowiedni moment na wystawę monograficzną NArchitekTURY – na pewno chciałbym, żeby łączyła ona różne doświadczenia, techniki i sposoby prezentacji. Na razie koncentrujemy się na planowaniu ram przestrzennych dla dzieł innych twórców. Projektując daną ekspozycję zaczynamy od poszukiwań wielu różnych punktów odniesienia. Pierwszym i najważniejszym z nich jest twórczość artysty. Drugi istotny aspekt to lokalizacja wystawy. Trzeci, to szerszy kontekst historii sztuki i architektury. W tej dość skomplikowanej układance gramy jedynie rolę drugoplanową, ale wychodzę z założenia, że warto starać się zagrać ją jak najlepiej – wręcz „oscarowo”. Nasza praca powinna pozwalać wybrzmieć w pełni roli pierwszoplanowej, czyli w tym przypadku twórczości konkretnego artysty. Tworzymy tło dla sztuki, lecz nie do końca neutralne i przewidywalne.

Próbujemy wyjść poza standardowy schemat white cube, lub przynajmniej staramy się go urozmaicać lub modyfikować. Niczym w filmie czy teatrze dbamy o swoistą „dramaturgię”, stopniowanie wrażeń i budowanie napięcia poprzez różnicowanie poszczególnych części ekspozycji.

W waszym wykonaniu ten drugi plan wobec arcydzieł nigdy nie jest neutralny.

Według mnie aranżacja wystaw nie polega na powieszeniu kilku obrazów na białej ścianie. To bardziej próba zainscenizowania wielopłaszczyznowego dialogu, a nie monologu. Między sztuką i architekturą, współczesnością i historią, twórcami wystawy a jej odbiorcami… te zestawienia można jeszcze długo mnożyć. Chodzi o twórczą dyskusję, w której każda ze stron ma przestrzeń na wyrażenie siebie. Myślę, że architektura ekspozycyjna powinna wchodzić w interakcję z przedstawianą sztuką. Czasem wychodząc na pierwszy plan, częściej chowając się w cieniu. 

Staramy się dopełniać nasze koncepcje o precyzyjnie dobrane oświetlenie, identyfikację wizualną, indywidualnie tworzone meble, a czasem nawet muzykę.

Na ekspozycji „Botticelli opowiada historię” można było usłyszeć utwór Hani Rani i Dobrawy Czocher. Interesuje nas też idea przestrzeni „szytej na miarę” pojedynczych prac czy grup obiektów. W ten sposób stworzyliśmy quasi-sakralne „katedry” na projekty witraży Wyspiańskiego. Podobna idea przyświecała nam przy projektowaniu sali duchów na wystawie Hokusaia. Przykładem takiego myślenia jest też nasza najnowsza ekspozycja na Wawelu, zbudowana wokół jednego obrazu Rembrandta. W przestrzeniach ekspozycyjnych lubimy też efekt zaskoczenia i niespodzianki. Tak działały kamienne ogrody na wystawie Hokusaia, lustrzane odbicia projektów witraży Wyspiańskiego czy też miedziana ściana na pokazie „Arcydzieł z kolekcji Lanckorońskich”.      

Czasem wprowadzamy też elementy zaczerpnięte ze świata sztuki na rysunki architektoniczne – rzuty, widoki i przekroje. Dla przykładu, uproszczony szkic siedmiu wolno stojących ścian na wystawie Hokusaia może przypominać kaligraficzne pociągnięcia pędzla. Pojedyncza płynna linia, wyodrębniona z obrazu Rembrandta, definiuje aranżację jego wystawy na Wawelu. Przedsionek ekspozycji Stanisława Wyspiańskiego powstał z kolei na podstawie szkiców artysty – przeniesionych na trzy warstwy wycinanej cyfrowo sklejki. Wyspiański marzył o realizacji swoich koncepcji w skali architektonicznej (vide projekt przebudowy Wawelu – Akropolis), a my po ponad stu latach pokusiliśmy się o urzeczywistnienie jego wizji, choć w nieco mniejszej i skromniejszej formie.

Aranżacja wystawy „Królewski Rembrandt na Wawelu” to architektura zbudowana wokół jednego obrazu. Dzieło Rembrandta, będące niegdyś w kolekcji króla Stanisława Augusta, obecnie znajduje się w zbiorach nowojorskiego Frick Collection, które wypożyczyło je na dwa pokazy w Polsce.

Dzięki waszym interwencjom doświadczenie wystawy staje się bardzo wielowymiarowe. Wskazujecie ciekawe wątki, poszerzacie horyzont widza.

Samo fizyczne doświadczenie obcowania z dziełami sztuki jest nie do zastąpienia w świecie wirtualnym. Widać to chociażby po tym, jak tłumnie ludzie wracają do muzeów po pandemii.

Personalna, wielozmysłowa percepcja sztuki może być ważnym, a czasem decydującym momentem w życiu. Jestem tego najlepszym przykładem, bo moja przygoda ze sztuką i architekturą zaczęła się od wizyt w muzeach w Paryżu, Rzymie i Amsterdamie.

Byłbym zachwycony, gdyby projektowane przez nas wystawy zostawiały u widzów podobne wrażenia, inspirowały pozytywne życiowe wybory lub po prostu dawały chwilę radości i ukojenia. Dostrzegam też pewien urok w tym, że nasze realizacje ekspozycyjne są w większości tymczasowe – są doświadczeniem jednorazowym i niepowtarzalnym. Większość z tych wystaw zostaje tylko w pamięci zwiedzających, na kilku zdjęciach, a czasem nawet na tatuażach, które kilka osób zrobiło sobie w ramach inspiracji wystawą Wyspiańskiego. 

Dialog sztuki i przestrzeni

Bartosz Haduch

Architekt, nauczyciel akademicki, publicysta, laureat międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów architektonicznych, nagród oraz stypendiów. Jest autorem licznych publikacji, m.in. w „Mark-Magazine”, „Domus”, „Wallpaper”, „A&B”, „ARCH” i „Architektura-Murator”, oraz książek: „architectourism – Hiszpania”, „Herzog de Meuron. Architekci (i) artyści”, „Jean Nouvel. Ar(t)chitektura”. Zajmuje się również fotografią – w 2016 roku został laureatem National Award w ramach największego światowego konkursu w tej dziedzinie – Sony World Photography Awards. Po studiach i praktyce zawodowej w Holandii, Hiszpanii i Austrii rozpoczął działalność projektową w Krakowie. Od 2009 roku prowadzi grupę NArchitekTURA, łączącą działania z zakresu urbanistyki, architektury, projektowania krajobrazu, designu i grafiki. Do najważniejszych realizacji pracowni należą: aranżacje ekspozycji prac Rembrandta, Botticellego, Hokusaia i Wyspiańskiego. Zaprojektowany przez grupę Park Pamięci Wielkiej Synagogi w Oświęcimiu znalazł się w gronie 40 finałowych europejskich realizacji w ramach Mies van der Rohe Award 2022. NArchitekTURA w 2010 roku została uznana przez magazyn „Wallpaper*” za jedną z trzydziestu najciekawszych młodych pracowni na świecie. 

 

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły: