Partner serwisu

Taniec z piszczelą

Filomena Smoła własnego ciała, gestu i oddechu używa jako narzędzia. Zatraca się w ciężkiej, hutniczej pracy i w kontakcie z żywiołami, w sprawczości i radości tworzenia. Odważnie dąży też do zawodowej niezależności.

Polskie projektantki opowiadają często o patriarchalnych strukturach, w których kobieta w hucie bywa traktowana z pobłażaniem. Tym bardziej ciekawi mnie historia Filomeny, której nie wystarczyły szkice. Pracuje ona ze szkłem w sposób niemal alchemiczny, doświadczając transgresyjnej integracji z materiałem.

W jej kontekście określenie „kobieta dmuchająca szkło” przywołuje we mnie tytuł słynnej książki Clarissy Pinkoli Estés „Biegnąca z wilkami”, której tematem jest archetyp dzikiej kobiety w mitach i legendach. Czuję, że będzie to rozmowa właśnie o dzikości, żywiołach, kobiecej świadomości, sile i wrażliwości.

Magazyn Design Alive

NR 54/2025 INDYWIDUALIZM

ZAMAWIAM

NR 54/2025 INDYWIDUALIZM

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

WYDANIE SPECJALNE DA ICONS 2025

Fascynująca jest Twoja potrzeba samodzielnego kontaktu ze szkłem, bez pośrednictwa hutników. Musiałaś wyjechać do Stanów, aby móc pracować w pojedynkę?

W Polsce brakuje systemu edukacji, który umożliwiałby artystom realny kontakt z materiałem, z jakim pracują. Już na początku studiów na Wydziale Ceramiki i Szkła we Wrocławiu uderzyło mnie to, że wszystko kończy się na szkicach, modelach i rysunkach technicznych. Kiedy usłyszałam, że „hutnik przyjedzie na dwa tygodnie i zrobi”, byłam załamana. Jak to możliwe? Przecież najważniejsze jest doświadczenie – bezpośrednia praca z materią. Nie twierdzę oczywiście, że praca koncepcyjna nie jest ważna, ale mimo wszystko moim największym pragnieniem jest wejście w dialog z materiałem. Nie można zobaczyć potencjału w samym rysunku, cała istota procesu tkwi w działaniu.

hutniczka podczas pracy

Akurat proces, który wybrałaś, jest szczególnie wymagający.

To prawda, praca ze szkłem jest fizyczna, wymaga niemal sportowego hartu, odporności na wysoką temperaturę, szybkiego reagowania i podejmowania decyzji. To prędko weryfikuje potencjalnych kandydatów, często studenci rezygnują już po pierwszych zajęciach, gdy zderzają się z intensywnością pracy i koniecznością pełnego zaangażowania swojego ciała.

A Ty to lubisz?

Dla mnie właśnie ten fizyczny wymiar jest kluczowy. Praca w hucie daje mi poczucie integracji ciała i świadomości. Kiedy nie mam kontaktu z tym procesem, czegoś mi brakuje – pojawia się rodzaj wewnętrznego niedosytu. Ostatni powrót do pracy z gorącym szkłem przy okazji przygotowań do wystawy w galerii Objekt (więcej o niej przeczytasz tutaj) był dla mnie jak powrót do siebie. Zmaganie z materią, z własną cielesnością jest dla mnie momentem twórczej pełni – kiedy proces fizyczny i artystyczny stapiają się w jedno. To najgłębsze doświadczenie sprawczości, wpływu, radości tworzenia.

Filomena Smoła

Dmuchanie szkła wymaga odważnej pracy z żywiołami: ziemią, ogniem, wodą, powietrzem. Czy ten rodzaj wrażliwości nie ma przypadkiem źródła w Twoim niezwykłym dzieciństwie?

Na pewno. Rodzice jeździli z nami w różne miejsca, mieszkaliśmy we Francji, w Bieszczadach, wreszcie w Beskidzie Niskim, w regionalnej chacie bez bieżącej wody. Dorastaliśmy z rodzeństwem w zjednoczeniu z naturą, kąpaliśmy się w rzece, chodziliśmy po górach, odkrywaliśmy dzikie miejsca, często na żywioł, nocując gdzieś pod gołym niebem.

Ten żywioł po prostu został z Tobą.

Tak. I cały czas podświadomie do niego dążę. Nie mam też w sobie lęku. Rodzice pokazali mi, że nie chodzi tylko o to, żeby położyć się do ciepłego łóżeczka, ale żeby doświadczać – to jest cenniejsze niż komfort. Co więcej, myślę, że ja nie tyle uparcie wychodzę ze strefy komfortu, ile mam w sobie naturalną potrzebę, podświadomie dążę do ekstremum.

Dużo już osiągnęłaś, pracujesz w Stanach i jesteś rozpoznawalna jako artystka. Brzmi bajecznie – opowiedz, jak to się robi.

Myślę, że to też kwestia osobowości. Mam do siebie zaufanie. Ufam swoim decyzjom i wierzę, że uwaga, którą wkładam w swoją pracę, nie idzie na marne, prowadzi w dobrym kierunku. Oczywiście bywa też chaos i niepewność, ale wierzę, że skoro robię to wszystko z serca i miłości, jak może mnie to zaprowadzić gdzieś w „ciemną dziurę”?

Filomena Smoła

A jak to się stało, że wylądowałaś w Seattle, gdzie obecnie mieszkasz?

Pewnego dnia na mój wydział przyjechali artyści wizytujący – Anna Mlasowsky i Matthew Szösz. Wprowadzili zupełnie nowy wymiar do naszej wcześniejszej edukacji. Pokazali nam inne podejście do szkła – nie tylko techniczne, lecz artystyczne, procesowe, w stylu American Studio Glass Movement. Zamiast powtarzać schematy, uczyli nas eksperymentować i przekraczać granice materiału. Nie była to lekcja pracy hutniczej w czysto rzemieślniczym sensie: tu nabierasz, tam kręcisz itd. Z nimi nagle wszystko stało się twórczym natchnieniem. Pokazali nam potencjał, jaki szkło ze sobą niesie i jak można je wykorzystywać. To otworzyło mi oczy.

Tyle że możliwości rozwoju w Polsce raczej nie było?

Anna pochodzi z Niemiec, ale mieszka z mężem w Seattle. Idąc tym tropem, zaczęłam aplikować na kursy i programy w Stanach. Udało mi się zdobyć stypendium – inaczej byłoby to dla mnie niemożliwe finansowo. Dzięki temu mogłam wreszcie naprawdę pracować ze szkłem, wejść w fizyczny proces od początku do końca. Teraz uczę studentów pracy z gorącym szkłem, przekazując im to, czego sama szukałam – realnego kontaktu z materiałem i z własnym ciałem w procesie tworzenia.

Filomena Smoła

Trudno mi zrozumieć ten kontakt literalnie, ceramika wydaje się łatwiejsza – można jej dotknąć, poczuć ją. Gorące szkło wymaga chyba większego dystansu?

Nie do końca. W szkle też jest kontakt – przez narzędzia, tzw. piszczel, przez mokrą gazetę, która chroni dłoń przed ciepłem, ale pozwala czuć formę. Nie można go pogłaskać jak gliny, mimo to można je kształtować, kontrolować i prowadzić. Szkło wymaga ogromnej precyzji – bez kontroli nic by nie powstało. W ceramice można sobie pozwolić na większą swobodę, a tutaj trzeba przewidzieć każdy ruch, wyczuć, co się wydarzy za chwilę, co chwycić, co rozciągnąć, co schłodzić. Trzeba to po prostu czuć – to kwestia doświadczenia, ale też intuicji. Albo się ten taniec kocha, albo nienawidzi, nie ma drogi pośredniej.

Z gorącym szkłem wchodzisz też w kontakt za pomocą oddechu.

Oddech ma siłę sprawczą, od niego wszystko się zaczyna. Wykonuję tę pierwszą małą banieczkę, na której powstaje cała reszta. Ale to nie wszystko – oddech reguluje też emocje i pomaga zachować równowagę. Jeśli oddycham nerwowo, pojawia się za dużo adrenaliny, chwycę za gorące narzędzie, dotknę czegoś niepotrzebnie i już się robi chaos. Dlatego potrzebna jest regulacja poprzez oddech – równy wdech i wydech, jak w muzyce, sporcie czy grze na instrumencie. Siłę oddechu mam chyba w genach, mój dziadek był saksofonistą, tata grał na trąbce.

Zanim następuje pierwsze dmuchnięcie, zaczynasz od szkiców?

Bardzo dużo szkicuję, od tego zaczynam, z rysunku rodzi się forma. Potem pracuję w materiale i patrzę, na ile mogę przenieść szkic na szkło. Na kartce łatwo sobie machnąć po prostu jakiś zawijas, jednak w pracy ze szkłem nie jest to wcale proste, muszę najpierw sprawdzić, na ile ono mi się odda.

Na ile będzie w stanie dać Ci to, czego od niego oczekujesz?

Do pewnego stopnia, bo wobec szkła nie można mieć zbyt sztywnych oczekiwań. Ono i tak mi powie, że nie tędy droga. Tę odpowiedź dostaję zresztą bardzo szybko. Mogę wtedy zrezygnować albo wrócić do szkicu, aby go zmodyfikować, bo wiem już, na co realnie mogę sobie pozwolić, a na co nie.

Filomena Smoła

Pracując w tak specyficzny sposób, wnosisz swoją energię w szklane obiekty. To, jak się czujesz, ma wpływ na ostateczny efekt?

Wpływ jest ogromny. Bardzo wyraźnie to widać, gdy pracuję z inną osobą, np. asystuje mi przyjaciel. Ta osoba nie może być przypadkowa, musimy mieć dobrą komunikację i zgodny flow, bo energia drugiego człowieka mocno wpływa na proces. Współpracownik musi ze mną rezonować, podczas pracy tworzymy niemal jedną całość.

Alchemia!

Kiedy wchodzę do studia, niosąc w sobie jakiś ciężar, rozgoryczenie, wnoszę rodzaj energii, która nie jest życiodajna. Szkło odpowiada, reaguje na mój stan i automatycznie każda praca ląduje na podłodze. Nie mogę się jednak zrażać. W mojej pracy niezwykle ważne są nieustanne podejmowanie działania, nawet wbrew trudnościom, i umiejętność przyjmowania konsekwencji własnych decyzji, co czasem oznacza, że trzeba odpuścić. Szkło potrafi stawiać granice, więc bez sensu się z nim przepychać, chociaż czasem poczucie straty jest bardzo dojmujące. Zdarza się, że jestem już blisko skończenia obiektu, ale jakiś fragment za szybko się wystudzi i stworzy napięcia, które wpłyną na całą formę – zaraz wszystko zaczyna się rozpadać.

Twoja praca wymaga ogromnej świadomości i dojrzałości, nie tylko na poziomie czystego rzemiosła.

Tak, szkło jest dla mnie znacznie szerszą lekcją. Patrzę na szkło holistycznie, proces jego powstawania to system naczyń połączonych. Materiał, twórca, ogień, oddech, wszystko ze sobą działa i wpływa na siebie nawzajem. Czasem wyobrażam sobie, że jesteśmy wszyscy połączeni układem krwionośnym, małymi niteczkami, żyłkami. Tworzymy jedność. Każda reakcja, każde napięcie ma znaczenie. Szkło daje doświadczenie, którego trudno uniknąć, i jeśli nie potrafimy się z nim zintegrować, to nie jesteśmy też w stanie wydobyć z niego wartości i potencjału.

Filomena Smoła

Masz ulubionych artystów, którzy mają wpływ na Twoją wyobraźnię?

Lubię prace wielu malarzy czy rzeźbiarzy, zachwycam się sztuką, ale nikt nie rezonuje ze mną na tyle, żeby wpływać na moje prace. Intrygują mnie bardziej kształty, które napotykam w codziennym życiu, albo te ze wspomnień, z przeszłości. Tworzę własną mapę odniesień. Wrażenia, uczucia, emocje – wszystko to się we mnie łączy i w jakiś sposób wpływa na formy, które tworzę.

Na wystawie „Pali się piękno” w galerii Objekt pokazałaś nowe, niezwykle delikatne prace. Czy to kierunek, w jakim teraz pójdziesz?

Marzę o tworzeniu bardziej misternych form, choć wiem, że z biznesowego punktu widzenia to trudna decyzja. Ludzie boją się dotykać rzeczy kruchych, a transport takich prac jest ryzykowny. Mimo to chciałabym spróbować. W Stanach robiłam już podobne rzeczy, pracując nie w hucie, lecz ze szkłem na palniku. Pociąga mnie ten inny rodzaj pracy – bardziej intymny, laboratoryjny.

Filomena Smoła

Filomena Smoła

Rocznik 1999. Artystka pochodząca z Gdańska, jedna z niewielu kobiet z Polski samodzielnie dmuchających gorące szkło i pracujących z nim. Jest absolwentką Wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu – Wydziału Ceramiki i Szkła oraz Wydziału Malarstwa i Rzeźby. Otrzymała magisterskie stypendium na studia w USA – na jednym z najstarszych programów szkła, w Kent State University, gdzie obecnie tworzy i pracuje jako wykładowczyni.

Filomena Smoła dotychczas otrzymała stypendia w Nowym Jorku (Urban Glass), rezydencji Bocci Design and Manufacturing Company z siedzibami w Vancouver i Berlinie oraz The Chrysler Museum of Art. Jest laureatką wystawy na największej światowej konferencji szkła w USA – Glass Art Society, a także laureatką Glass Review 43 Corning Museum w Nowym Jorku.

Jej twórczość prezentowana była na licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych w kraju i za granicą, m.in.: Zbigniew Horbowy Award, Stanislav Libenský Award, Prague Gallery of Czech Glass, Międzynarodowe Biennale Szkła w Sofii, EVOLUTION, Glass Art Society w Berlinie. Współpracuje z warszawską galerią Objekt.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Kuracja designem

Kuracja designem

Gdynia | 15 sierpnia 2025

Design, rzemiosło i nadmorski klimat – galeria Objekt zaprasza do Orłowa