Dbamy o siebie nawzajem

Marta Niemywska-Grynasz i Dawid Grynasz zapraszają nas do swojego świata, snując opowieść o tym, co w ich wspólnej pracy jest najbardziej wartościowe, o rzemieślniczo-artystycznych korzeniach i wyjątkowej scenerii, w jakiej wspólnie dorastali.

Z okien pracowni Grynasz Studio roztacza się widok na pl. Inwalidów, znajdujący się w bliskim sąsiedztwie Cytadeli. Jest tu zielono, cicho i spokojnie. Spokój emanuje też z moich rozmówców, którzy zaprosili mnie na podwieczorek. Z delikatnych, porcelanowych czarek ich autorskiej marki Zaczyn pijemy pachnącą, jaśminową herbatę i delektujemy się wiśniowymi bułeczkami. Jest u nich domowo i przytulnie, a ciepłe słowa, jakimi Marta i Dawid opisują swoją prywatno-zawodową relację, pozwalają zatrzymać się na chwilę i wrócić do tego, co w życiu najistotniejsze.

Współpracują ze sobą od 2010 roku. Założone przez nich Grynasz Studio specjalizuje się w projektowaniu mebli, produktu i wystawiennictwa oraz wspieraniu firm w tworzeniu strategii wzorniczych.

W projektowaniu bliska jest im sformułowana przez Oskara Hansena teoria formy otwartej, która zakłada włączenie użytkownika do współtworzenia dzieła. Zamiast tradycyjnie pojmowanego skończonego obiektu Hansen proponował formę zachęcającą do modyfikacji i wykorzystywania w różnych kontekstach. Według tej teorii użytkownik może zmienić obiekt, dostosowując go do swoich potrzeb.

Dla projektantów ważny jest również aspekt ekologii i zrównoważonego rozwoju. Chętnie eksperymentują z nowymi materiałami i technologiami, a także sięgają do polskiego rzemiosła i polskiej tradycji.

Jak się poznaliście?

Dawid Grynasz: Historia jest długa i romantyczna. Oboje kończyliśmy liceum plastyczne w Supraślu, małym miasteczku pod Białymstokiem.

Marta Niemywska-Grynasz: To absolutnie piękne miejsce. Ja byłam dwa roczniki niżej, spotykaliśmy się i mijaliśmy na korytarzach.

D.G.: A także na koncertach. Zaiskrzyło zaraz przed moją studniówką, na którą oczywiście Martę zaprosiłem.

M.N.-G.: Wcześniej nie znaliśmy nawet swoich imion, po prostu mijaliśmy się w szkole. Mieliśmy też inne kręgi znajomych. Dawid był bardziej metalem, ja – bardziej punkiem (śmiech).

D.G.: Ale na studniówce dobrze się razem bawiliśmy i od tego się wszystko zaczęło. A skończyło tym, że kiedy poszedłem na studia na Wydziale Architektury i Urbanistyki w Białymstoku, po zajęciach praktycznie codziennie przez dwa lata jeździłem do Marty do Supraśla, gdzie mieszkała w internacie należącym do liceum plastycznego.

Magazyn Design Alive

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

ZAMAWIAM

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 47 WIOSNA 2024

Supraśl kojarzy mi się głównie z Teatrem Wierszalin.

M.N.-G.: To małe uzdrowiskowe miasteczko, które ma niezwykły klimat. Jest właśnie Wierszalin, cerkiew Zwiastowania, słynne, malownicze Domy Tkaczy. I to tutaj organizowany jest festiwal Uroczysko. Liceum Plastyczne im. Artura Grottgera mieści się w eklektycznym pałacu Buchholtzów i oprócz zwykłych przedmiotów oferuje uczniom totalne zanurzenie w kreatywności, rzemiośle, sztuce. Odbywa się mnóstwo działań na styku malarstwa, rzeźby i performance’u, plenery nad rozlewiskiem rzeki… W takim klimacie dorastaliśmy. W programie edukacji duży nacisk kładziono na formy użytkowe. Program był nastawiony m.in. na grafikę, tkactwo artystyczne i meble, ale z zacięciem funkcjonalnym, rzeźbione, autorskie.

Co za wspaniałe miejsce!

M.N.-G.: Mieliśmy po 15 lat i już wtedy dostaliśmy szansę zetknięcia się z bardzo konkretną przestrzenią projektową. W szkole były: rysowanie koncepcji, rozwijanie idei, research – choć wtedy tak się to nie nazywało, tworzenie prezentacji, rozszerzony program historii sztuki. Od początku też wspólnie tworzyliśmy różne rzeczy. To były inicjatywy typu film poklatkowy zrobiony pierwszą cyfrówką albo seria minimalistycznych, rzeźbionych łyżek. Pamiętasz, jak mi przy nich pomagałeś? Pamiętam Twoje uwagi i zacięcie technologiczne, które było dla mnie wtedy bardzo pomocne.

D.G.: Zajęcia w liceum były bardzo ciekawe i pomagały w rozwijaniu zarówno logicznego, jak i abstrakcyjnego myślenia. Z perspektywy czasu zauważam jedynie brak edukacji z zakresu historii wzornictwa z lat powojennych. Może to przez to, że historia sztuki skupiała się bardziej na poprzednich epokach, a one były „opisywane” przez malarstwo i architekturę i stosunkowo mało czasu w programie zostało na „historię współczesną”. Albo przez to, że tak zwana sztuka użytkowa była na pograniczu między zawodami technicznymi, rzemiosłem a sztuką.

Ale to się bardzo zmieniło i rzemiosło dziś święci triumfy.

M.N.-G.: Bardzo cieszy mnie jego renesans. Mówi się wręcz o rzemiośle 2.0, rzemieślnicy są znów w kręgu zainteresowania. Tata Dawida współpracował z Cepelią, w latach 70. i 80., i dokładnie pamięta ten moment, kiedy nagle nastąpiło załamanie tego rynku, po czym nastała moda na plastik i jednorazówki.

D.G.: I płytę drewnopochodną.

M.N.-G.: Bardzo mi się podoba, że jako projektanci możemy działać na styku rzemiosła i produkcji przemysłowej. Oboje mamy korzenie rzemieślniczo-artystyczne. Sztuka w naszych rodzinach pojawiała się w różnej formie.

Wychowaliście się w kreatywnym klimacie.

M.N.-G.: Kiedy się pobieraliśmy, dostaliśmy od mojej babci piękny prezent. Tkany dywan, który jako młoda kobieta pomagała tkać mojej prababci. Cała moja rodzina przejawia w jakimś stopniu uzdolnienia plastyczne: moja siostra pracuje z nami w studiu, siostra cioteczna jest architektką i fotografką, druga siostra cioteczna myśli o studiach na wydziale scenografii.

D.G.: Nie wiem, jak było we wcześniejszych pokoleniach, ale ja talent odziedziczyłem po ojcu. Jest już na emeryturze, ale całe życie tworzył różne rzemieślnicze projekty meblowe, m.in. dla Cepelii. Dzięki temu wychowywałem się w świecie projektowania i rzeźbienia mebli. Później tata miał firmę stolarską, która wykonywała zabudowy modułowe, ale kiedy co jakiś czas trafił się klient na meble rzeźbione, widziałem, jak w ojcu coś się zapala. W liceum nie miałem wątpliwości, który kierunek wybrać – snycerstwo.

M.N.-G.: Dodam, że tata Dawida, który jest po prostu genialnym stolarzem i konstruktorem, miał też duży wkład w mój rozwój w czasie studiów na wzornictwie. Bardzo często konsultowałam z nim prototypy mebli, ich konstrukcję czy dobór materiałów i wykończeń. Nie ma rzeczy niemożliwych, zawsze coś się wymyśli – to jego motto, które po nim przejęliśmy.

Wygląda na to, że po prostu nie mieliście wyjścia, musieliście się po pierwsze spotkać, a po drugie zająć projektowaniem.

M.N.-G.: To były chyba ustalenia karmiczne, wszystko musiało się w ten sposób potoczyć.

Praca i życie razem. Czy to trudne?

D.G.: Nasze życie prywatne i zawodowe bardzo się przenika. A właściwie inaczej: nie czujemy potrzeby rozgraniczenia tych obszarów. Na początku, tuż po studiach, kiedy startowaliśmy z naszym studiem, pracowaliśmy bardzo dużo, często także w weekendy. Nie mieliśmy jeszcze wyrobionych odpowiednich procedur i wtedy faktycznie czasem dopadało nas zmęczenie. Teraz staramy się zajmować projektowaniem i wszystkimi innymi zadaniami w konkretnych godzinach. Dbamy, żeby praca nas nie zdominowała. Mamy wolne po siedemnastej i w weekendy – to jest czas na czytanie, planszówki i spotkania z przyjaciółmi, bieganie i inne nasze pasje. Po prostu na ładowanie akumulatorów.

Czy można odnaleźć jakiś wzór Waszej wspólnej pracy nad projektami, czy za każdym razem pracujecie inaczej?

D.G.: Czas researchu i „wgrywania się” tematu to moment, kiedy każdy szuka rozwiązań na własną rękę. Potem przedstawiamy sobie nasze odkrycia i wnioski. Dużo rozmawiamy, robimy sobie mikroprezentacje i przekazujemy sobie nawzajem nasze przemyślenia. Oboje także rysujemy, makietujemy swoje pomysły. To jest bardzo płynny, organiczny proces, rodzaj dialogu.

M.N.-G.: Bardzo lubimy tematy składające się z wielu elementów, modułowe, systemowe projekty. Pociągają nas zadania, które wymagają rozwiązywania problemu, konstruowania nowatorskich rozwiązań. Czasem, gdy dochodzę do takiego momentu, kiedy przestaję czuć projekt i włącza mi się wewnętrzny krytyk, pokazuję szkice Dawidowi i odwrotnie. Wzajemnie robimy sobie takie korekty, bo druga osoba zawsze wnosi świeże spojrzenie. To się nam dobrze sprawdza, tym bardziej że zazwyczaj pracujemy nad kilkoma tematami równolegle.

Żeby to wszystko działało, podstawą jest pewnie dobra komunikacja w relacji?

M.N.-G.: Czujemy wzajemne wsparcie. Świadomie budujemy nasz związek, rozmawiamy ze sobą i nie zamiatamy spraw pod dywan. Nawet jeśli jest to trudna konfrontacja, to jej nie unikamy. Mamy bardzo jasno postawione priorytety. Nasza relacja jest dla nas bardzo ważna i dbamy o siebie nawzajem.

D.G.: Mam wrażenie, że jako partnerzy dobrze się rozumiemy i czujemy. Oczywiście napięcia związane z tempem pracy czy np. zmęczeniem czasami się pojawiają. Jednak tak jak wspomniała Marta, staramy się na bieżąco je komunikować, przepracowywać, wyciągać wnioski. W pracy fajnie się uzupełniamy, znamy swoje mocne i słabe strony i wspieramy te mocne.

M.N-G.: Zależy nam, aby przeżyć życie w sposób najlepszy z możliwych. Zdecydowaliśmy się na prowadzenie własnego studia projektowego, mamy więc realny wpływ na to, jak wygląda nasz dzień, z kim pracujemy, jaka atmosfera towarzyszy naszym działaniom i rozmowom oraz jak jakościowe są nasze relacje z innymi. Lubię nasze wspólne życie i pracę w studiu. Cieszę się, że nie jesteś np. pilotem i nie znikasz mi na kilka miesięcy albo że nie pracuję na zmiany jako lekarka i nie mijamy się na co dzień, tylko przybijając sobie piątki.

D.G.: Takie pary też na pewno mogą świetnie funkcjonować, ale nam dużo satysfakcji daje wspólna praca. Oczywiście oprócz projektowania stymuluje nas także wiele innych sfer: muzyka, czytanie, opera, taniec współczesny, podróże, sztuka. Dla mnie prowadzenie studia to jest praca, ale przede wszystkim ciągła przygoda, rozwój, wyzwania. Doceniam to, że możemy tego razem doświadczać. Bardzo ważny jest też dla nas kontakt z ludźmi, lubimy poznawać naszych klientów i zespół wykonawców w fabrykach, z którymi współpracujemy.

Co robicie, żeby zadbać o siebie i nie pozwolić się zdominować pracy?

D.G.: Już parę lat temu wyszliśmy z założenia, że musimy zadbać o swoją higienę życia i pracy. Żyjemy ze sobą prywatnie i zawodowo, więc te tematy siłą rzeczy się przeplatają, ale konieczne jest świadome rozgraniczenie stref aktywności i wypoczynku. Książka W zdrowym ciele zdrowy mózg Andersa Hansena dała nam bardzo do myślenia.

M.N.-G.: Tytuł jest może mało porywający, ale rzeczy, które tam przeczytaliśmy, bardzo zmieniły nasze codzienne przyzwyczajenia. Zaczęłam biegać. Przyjaciółka biegaczka rozpisała mi pierwszy trening, powiedziała, jakie kupić buty i ubranie, jak trenować, żeby sobie nie zaszkodzić, tylko budować formę i rozwijać zdrowe nawyki. Potem również zaczął biegać Dawid.

M.N.-G.: Nauczyliśmy się też wyłapywać sygnały i reagować, kiedy pojawia się zmęczenie. Tego na studiach nie uczą w ogóle, nikt nie zwraca uwagi na potrzebę higieny psychofizycznej w zawodach kreatywnych. Jeśli miałabym poprowadzić kiedyś warsztaty ze studentami, to zaczęłabym właśnie od tego. To, że w ciągu ostatnich trzech lat byliśmy w stanie zrobić tak dużo projektów i się nie zapracować, tylko czerpać dalej z tego przyjemność, wynika z naszej dbałości o siebie i swoje potrzeby.

Obserwuję, kiedy spada energia w zespole i zaczyna się „fukanie” – to znak, że któreś z nas jest zmęczone albo głodne (śmiech). Dlatego przestrzegamy konkretnych pór lunchu, jemy o godzinie trzynastej. Wiemy, że bez tego trudniej się skupić i dalej działać. Staramy się nie zaciągać energetycznego kredytu. W ciągu dnia robić krótkie przerwy. Pić dużo wody. To są tak podstawowe rzeczy, a działają. Od jakiegoś czasu interesuję się medycyną chińską i ajurwedą. Ich filozofie oparte są na holistycznym podejściu do człowieka, jego wnętrza i otoczenia. Bardzo mnie to inspiruje.

Sami pracujecie nad projektami czy macie współpracowników?

D.G.: Na stałe współpracujemy z Małgorzatą Ćwiek – naszą specjalistką od grafiki 2D i 3D. Korzystamy też z pomocy ekspertów od strategii designu, konstrukcji. Mamy też krąg sprawdzonych podwykonawców.

Zdarzają się Wam kryzysy twórcze?

D.G.: Czasami po prostu nie idzie z projektem i trzeba go odłożyć. Nasz mózg i tak będzie to procedował, ale bez udziału naszej świadomości. Po jakimś czasie pojawi się pomysł na rozwiązanie.

M.N.-G.: I tak właśnie nauczyliśmy się to komunikować klientom. Kiedy byliśmy młodsi, baliśmy się takich sytuacji. Co się wydarzy, jeśli będzie trzeba poświęcić więcej czasu na projekt, niż było to założone w harmonogramie? Może klient wpadnie w panikę? Okazało się, że wcale tak się nie dzieje, bo ta druga strona też chce mieć jak najlepszy projekt. Obustronne zaufanie, komunikacja i wsparcie dają bardzo dobre efekty.

Wasze studio zajmuje się też projektami scenograficznymi. Stworzyliście np. wystawę Rituals na Expo w Dubaju.

M.N.-G.: Projektowanie przestrzenne, i to w dużej skali, jest czymś, co dodatkowo zasila naszą kreatywność. Wzornictwo przemysłowe charakteryzuje się długim czasem wdrożenia, niekiedy nawet kilkuletnim, i ma trochę inną metodologię oraz dynamikę, polega na pracy z briefem, warsztatem, technologią, całym procesem wdrożeniowym. Projektowanie scenografii i instalacji artystycznych jest pewną odskocznią, polem do eksperymentów, odkrywania i testowania nowych materiałów i technologii.

Stand, który zaprojektowaliście dla marki Consentino na targach Warsaw Home 2022, był taką przyjemną odmianą?

M.N.-G.: Staramy się tak dobierać i prowadzić projekty, by czerpać z nich jak najwięcej satysfakcji. W tym wypadku też świetnie się bawiliśmy. Mieliśmy okazję dokładnie poznać ofertę marki, wypróbować nowe materiały. Co ciekawe, rozpoczynając projekt, byliśmy bardzo dobrze przygotowani z hiszpańskich kontekstów. Przydały się nasze wieloletnie podróże do Walencji! Kocham ten region i samo miasto, z jego niesamowitą energią. Mamy tam wielu znajomych. Ten projekt pobudzał w nas bardzo dobrą energię i wspomnienia.

Gdzie jeszcze podróżujecie?

M.N.-G.: Oprócz wakacyjnych podróży po świecie bardzo dużo jeździmy do fabryk, z którymi współpracujemy, a wtedy często odskocznią są dla mnie muzea etnograficzne. Uwielbiam śledzić kulturę materialną danego miejsca. Wykopaliska archeologiczne to mój konik, lubię czytać o historii regionów, więc interesują mnie nawet niewielkie gminne muzea.

D.G.: Możemy sobie wtedy przez godzinę lub dwie pooglądać gliniane naczynia…

M.N.-G.: Tak, Dawid mi wtedy dzielnie towarzyszy (śmiech). Ale są też nasze inne wyjazdy – w naturę. Mamy np. tradycyjny, coroczny wyjazd w Bieszczady z moimi rodzicami, bo uwielbiamy wypoczywać w lesie. Często też jeździmy do naszego domku na Mazurach.

Akurat na Żoliborzu, gdzie mieści się Wasza pracownia, jest mnóstwo zielonych przestrzeni.

M.N.-G.: Mamy niecałe pięć minut pieszo z pracowni do naszego mieszkania i np. dziś, idąc ścieżką przy Cytadeli, słyszałam bażanta. Niedaleko Wisłostrady widzieliśmy sarny, a przy pl. Inwalidów – dzika. Na co dzień bardzo intensywnie pracujemy, dużo rzeczy się u nas dzieje. Bardzo lubimy Warszawę, można powiedzieć, że jedną nogą jesteśmy bardzo miejscy, a drugą – bardzo leśni. Oboje jesteśmy z Podlasia i bardzo doceniamy walory i moc natury, która nas zasila.

Marta Niemywska-Grynasz i Dawid Grynasz

Ona. Rocznik 1984. Absolwentka Wydziału Wzornictwa Przemysłowego na warszawskiej ASP. Laureatka stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projektantka wzornictwa przemysłowego działająca na styku sztuki i designu. Współpracuje z firmami przy tworzeniu nowych marek i strategii. Współwłaścicielka autorskiej marki Zaczyn. Kuratorka wystaw. Czas wolny dzieli między bieganie, sztukę współczesną i podróże.

On. Rocznik 1982. Absolwent Wydziału Architektury i Urbanistyki Politechniki Białostockiej. Projektant produktu dobrze rozumiejący skalę architektoniczną i potrafiący wpisać w nią detal wzorniczy. Laureat konkursów projektowych. Współwłaściciel autorskiej marki Zaczyn. Pasjonat żeglarstwa, górskich wędrówek oraz kina hiszpańskiego.

Grynasz Studio. Założone przez Martę Niemywską-Grynasz i Dawida Grynasza, czyli zespół specjalizujący się w projektowaniu mebli i innych produktów oraz współpracujący z firmami przy tworzeniu strategii wzorniczych. Projektanci, eksperymentując z nowymi materiałami i technologiami, chętnie sięgają do polskiego rzemiosła i polskiej tradycji. Projekty Grynasz Studio były wielokrotnie prezentowane i nagradzane na międzynarodowych wystawach. www.grynaszstudio.com

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły: