Damian Goliński i Cyprian Bieniarz i ich bootstrapowa zajawka

– Kiedy przyszło zamówienie z Belgii na meble za dwa tysiące euro, myśleliśmy, że to fake! Dopiero kiedy zostało zrealizowane, wysłane i zamknięte, dotarło do nas: „Wow, da się!”. Trzeba było się tylko nauczyć, jak to ponawiać, a nie było to wtedy dla nas wcale takie oczywiste – wspominają Damian Goliński i Cyprian Bieniarz, założyciele noo.ma, jednej z najszybciej rozwijających się marek wyposażenia wnętrz w Europie.

Firma powstała pięć lat temu w Poznaniu. Bez zaplecza finansowego, za to z entuzjazmem i wspólnym spektrum kompetencji z wielu dziedzin: projektowania, stolarstwa, analizy finansowej, a nawet grafiki komputerowej i fotografii. Jak to się stało, że choć Damian Goliński i Cyprian Bieniarz nie skończyli nawet trzydziestki, zbudowali markę, która rok 2022 zakończyła z przychodem rzędu 40 mln zł?

Na pewno na sukces złożyło się kilka elementów: Damian Goliński i Cyprian Bieniarz postawili na e-commerce, odbiorcą swoich nowoczesnych, designerskich mebli uczynili klasę średnią, a markę ufundowali na ekologicznych, transparentnych wartościach.

Rozmawiamy o tym, że od początku ważniejsza od finansów była dla nich frajda z tworzenia własnej marki, w bliskiej im estetyce, a także o tym, że ich sylwestrowe spotkanie w 2016 roku jest dowodem na to, że nie ma w życiu przypadków.

Jak buduje się w designie skuteczny biznes nowej generacji?

Damian Goliński: Myślę, że wszystko zaczęło się od miksu moich pasji: projektowania, grafiki i studiów architektonicznych, a finalnie zainteresowałem się też meblami i wyposażeniem wnętrz. Co ważne, to wszystko łączyło się u mnie z technologicznym i biznesowym zacięciem.

To już wcześniej owocowało, bo jeszcze jako nastolatkowie, wraz z bratem, zaczynaliśmy od projektowania stron internetowych. Potem ta inicjatywa przerodziła się w software’rowy biznes, który mój brat później rozwinął. Myślę, że to właśnie synergia przedsiębiorczości i umiejętności technologicznych, a przede wszystkim kreatywności zapoczątkowała moją przygodę z meblami.

Magazyn Design Alive

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

ZAMAWIAM

TRÓJMIASTO 2024 WYDANIE SPECJALNE

Magazyn Design Alive

ZAMAWIAM

NR 12/2024 WYDANIE SPECJALNE

Dlaczego akurat z meblami?

D.G.: Już na studiach zauważyłem, że podczas projektowania form architektonicznych zdecydowanie najbardziej interesują mnie mniejsze przedmioty.

Tak się złożyło, że miałem wtedy dostęp do stolarni, która wykonała pierwsze prototypy. Tak powstała pierwsza kolekcja mebli. Wraz z grupą znajomych pojechaliśmy wtedy na Targi Rzeczy Ładnych w Warszawie. I te produkty bardzo fajnie się przyjęły. Przyszedł podmuch entuzjastycznych reakcji. W tamtym czasie, a był rok 2016, poznaliśmy się też z Cyprianem, przez przypadek, w Londynie w trakcie sylwestra.

Cyprian Bieniarz: Właściwie to nie ma przypadków. Zabrałem wtedy Damiana na dach – bardzo oryginalny wymiar spotkania. Pracowałem wówczas w Londynie w ramach gap year, ale parę miesięcy później wróciłem do Polski.

Żeby założyć noo.ma?

D.G.: Na początku konsultowaliśmy zupełnie inne tematy biznesowe i okazało się, że Cyprian ma ogromne przedsiębiorcze zacięcie. Z zupełnie innym podejściem niż moje, z innym zapleczem, bardziej ekonomiczno-strukturyzacyjno-operacyjnym. Szybko się zorientowaliśmy, że tworzymy dobry team. 

C.B.: Tak naprawdę dopiero po jakimś czasie to sobie uświadomiliśmy. Na początku nie było takiej analizy, nie było świadomości, teamu założycielskiego ani uzupełniających się kompetencji.

Wydaje mi się, że była raczej dobra chemia. Polubiliśmy się. Na początek postawiliśmy na dwa, trzy bardzo proste meble. Produkowaliśmy też kartki okolicznościowe, plakaty, mieliśmy mnóstwo pomysłów. Na tamtym etapie nie było nawet dla nas jasne, że postawimy głównie na meble. Wszystko opierało się na chęci stworzenia marki, którą moglibyśmy rozwijać, oraz wykreowania produktu w bliskiej nam estetyce.

D.G.: Ze względu na możliwości finansowe szliśmy bardziej w stronę druku. Tutaj próg wejścia był zdecydowanie niższy, a my startowaliśmy praktycznie bez kapitału. Nie pochodzimy z zamożnych rodzin, a o zewnętrznym kapitale żaden z nas jeszcze wtedy nie myślał.

Od początku mieliście pomysł na prowadzenie biznesu w internecie?

C.B.: Wydaje mi się, że pomysł na e-commerce pojawił się w naszych głowach trochę później. Najpierw był produkt, a dopiero potem model sprzedaży i warstwa biznesowa. Powoli zadawaliśmy sobie pytanie, co dalej, jak się rozwijać, w którym kierunku.

D.G.: Pamiętam nasze rozmowy na bardzo wczesnym etapie, kiedy próbowaliśmy analizować branżę wyposażenia wnętrz. Przyjrzeliśmy się, jak funkcjonuje w Polsce, a jak za granicą, i wyciągnęliśmy kilka ważnych wniosków. Pierwszy był taki, że w ofercie jest mnóstwo tanich produktów, przeznaczonych dla szerokiej grupy odbiorców.

Istnieje też całkiem dobrze rozbudowana półka ekskluzywnych produktów, które są dla ogromnej większości niedostępne. Bardzo mało znaleźliśmy przykładów pośrodku – i to nas mocno zdziwiło. Wydawało nam się zupełnie logiczne, że właśnie ten środek jest punktem, gdzie chcemy budować biznes. To tutaj możliwe są jakość, lokalność i wszystkie wartości, na których nam zależy. 

Kolejny wniosek był taki, że mamy XXI wiek, a wciąż bardzo mało marek funkcjonuje w internecie. To była dość szokująca konstatacja, bo dla nas od początku było bezdyskusyjne, że to właśnie w tę stronę trzeba się rozwijać. Był rok 2016 i e-commerce było już naturalną drogą, aby zacząć budować wartość. 

Te dwa kluczowe spostrzeżenia doprowadziły do tego, że stworzyliśmy pierwszą kompleksową kolekcję mebli w przeciętnym przedziale cenowym, która była od razu dostępna w naszym własnym sklepie internetowym, a także na innych platformach internetowych – to one pomogły nam na początku budować rozpoznawalność.

 

Startując z meblami w internecie, przetarliście szlaki, bo w 2016 roku Ikea chyba dopiero powoli wprowadzała opcję kupowania online.

C.B.: Dokładnie! Mogliśmy dołożyć do tego trendu swoją małą cegiełkę. To za dużo powiedziane, że wyznaczyliśmy nowy kierunek, ale zdecydowanie byliśmy w nurcie. 

D.G.: Dla nas było to naturalne. To nie była jakaś odważna decyzja biznesowa typu „zróbmy tak, bo to niepopularne”. Potem im dalej w las, tym bardziej okazywało się, że nasze podejście jest w jakiś sposób nowatorskie. Warto zauważyć, że kiedy zaczynaliśmy, sprzedaż internetowa mebli w porównaniu z innymi branżami plasowała się na jednym z najniższych poziomów. I to się właściwie do dziś nie zmieniło. Moda, ale też książki czy zabawki zdążyły się od tego czasu w internecie przyjąć znacznie szybciej niż meble.

Jak wyglądała Wasza dalsza droga? Na początku pozycjonowaliście się jako start-up w designie. Przyszli inwestorzy i w ciągu kilku lat zostaliście potentatem?

C.B.: Dobrze to brzmi! Chęć i ambicja definiowania siebie jako start-up rzeczywiście towarzyszyły nam od samego początku. A inwestorzy? Tak naprawdę przez pierwsze pięć lat spółka w ogóle nie była dofinansowywana. Rozwijała się cały czas organicznie, jak śnieżna kula, krok po kroku. Bez żadnego wkładu własnego. Najpierw samodzielnie, a potem wraz z zespołem budowaliśmy firmę i jej wartość, sukcesywnie ją usprawnialiśmy. Poszerzaliśmy ofertę handlową, dodawaliśmy nowe produkty, wzory i kategorie produktowe. Robiliśmy to… jest takie modne słowo: „bootstrapowo”, czyli polegając na własnych możliwościach, własnym sumptem.

D.G.: Zobaczyliśmy, że nasze pomysły się przyjmują, i to w jakiś sposób podsyciło nasze ambicje. Razem z parą fotografów z Pion Studio zrobiliśmy pierwszą sesję zdjęciową kolekcji. Wydaje mi się, że do dzisiaj wygląda ona całkiem nieźle. To był pierwszy moment, kiedy zostaliśmy zauważeni przez media. Między innymi „Design Alive” opublikował zdjęcia z sesji, informacja o marce pojawiła się w wielu magazynach.

Mieliśmy nawet wrażenie, że znacznie większe podmioty z branży wyposażenia wnętrz próbowały potem komunikować się w podobny sposób, odtwarzając specyficzny klimat tej sesji. Zauważyliśmy, że wywołaliśmy jakiś efekt. Mieliśmy poczucie, że robimy coś rozwojowego, trochę inaczej niż wszyscy. To były tak naprawdę nasze pierwsze działania marketingowe, nasze meble stopniowo zaczęły trafiać do szerszego grona odbiorców.

Czytałam w „Forbesie” o Waszej legendarnej klientce z Belgii, Fabienne, która kupiła online Wasze meble za dwa tysiące euro. To był przełomowy moment. Wówczas poczuliście, że ten biznes będzie działać?

C.B.: Zgadza się, po publikacjach pierwszej sesji poczuliśmy się dostrzeżeni, a drugim impulsem było właśnie to zamówienie, czyli dowód na to, że da się sprzedać mebel przez internet za dwa tysiące euro. Nie wydawaliśmy wtedy na marketing nawet złotówki, bo po pierwsze nie wiedzieliśmy jak, a po drugie nie mieliśmy kapitału. A to było całkowicie organiczne zamówienie. Na początku myśleliśmy, że to fake. Dopiero kiedy zamówienie zostało zrealizowane, wysłane i zamknięte, dotarło do nas: „Wow, da się!”. Trzeba było się tylko nauczyć, jak to ponawiać, a nie było to wtedy dla nas wcale takie oczywiste. 

Noo.ma idzie jak burza!

Całkiem dobrze sobie jednak poradziliście. Ubiegły rok zakończyliście na poziomie ponad 40 mln zł brutto ze sprzedaży.

Faktycznie, udaje nam się kontynuować stuprocentowy wzrost rok do roku – to bardzo budujące. W przyszłym roku zamierzamy dobić do poziomu 70–80 mln. Wiadomo, że im dalej, tym ta dynamika jest coraz trudniejsza. Ciężko rosnąć co roku, trzy, cztery, pięć razy więcej. To jest wyzwanie.

Z drugiej strony dotyka nas też sytuacja geopolityczna i ekonomiczna. Skala kryzysu jest odczuwalna i bez wątpienia wpływa na nas, na klientów, generalnie na konsumpcję w Europie i na świecie. Natomiast biorąc pod uwagę poziom, na którym się znaleźliśmy, i sytuację, która jest od nas niezależna, to fantastycznie, że udaje nam się tak rozwijać!

Oparliście markę noo.ma na takich wartościach jak zrównoważony rozwój, ekologiczne podejście, przejrzystość procesu produkcji oraz jasna dla odbiorcy polityka cenowa. Co jeszcze jest dla Was ważne w prowadzeniu biznesu?

D.G.: Wymienione założenia były dla nas od początku oczywiste, bo myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi tego, z jakimi problemami mierzy się dzisiaj świat. Decydując się na budowanie tego typu biznesu, który jest stricte produkcyjny i – nie ma co ukrywać – dokłada się do globalnego konsumpcjonizmu, założyliśmy sobie kilka głównych wartości.

Po pierwsze chcemy produkować lokalnie. Wszystkie nasze produkty powstają w Polsce, także ogromna większość komponentów. Jedynie niewielką ilość specjalistycznych elementów sprowadzamy z innych państw europejskich. Dzięki temu zdecydowanie ograniczamy ślad węglowy. Nie importujemy towarów z drugiego końca świata, wytwarzanych w nie do końca sprawdzonych warunkach.

Znamy doskonale wszystkich naszych producentów. Spotykamy się z nimi, obserwujemy ich, często wnosimy zmiany w procesach produkcyjnych, co wraz z rosnącą skalą produkcji jest coraz łatwiejsze. Wszystkie te zakłady to dobre miejsca pracy, zatrudniające ludzi w legalny i etyczny sposób.

C.B.: Dużą wagę przykładamy też do kontroli jakości i wyboru materiałów. Dbamy, aby nie dokładać plastiku do środowiska. Takie podejście spotyka się w naszej branży z pobłażaniem. Nawet duże skandynawskie marki do dzisiaj wysyłają wszystko opakowane monstrualną ilością folii i pianek. To nas zawsze mocno dziwiło i wciąż nie możemy zrozumieć, z czego to wynika.

D.G.: My plastiku nie używamy. Wszystkie paczki są wypełniane tekturą i materiałami, które da się łatwo recyklingować. Bardzo szybko wprowadziliśmy zmianę w sposobie wysyłki naszych mebli – zamiast wysyłać je w całości, zaczęliśmy pakować na płasko. Podeszliśmy do tematu flat-pack w dość innowacyjny sposób. Zaprojektowaliśmy montaż tak, by był przyjemny, szybki i bezproblemowy. Nazywamy to smart assembly – chodzi o minimalne angażowanie klienta w montaż.

Wszystkie meble są wyposażone w różne systemy inteligentnego montażu, które zdecydowanie ułatwiają cały proces. To pozwoliło nam dodatkowo zredukować przestrzeń potrzebną do transportu. Jesteśmy też zaangażowani w inicjatywę sadzenia lasu. Współpracujemy z Fundacją Las na Zawsze, z którą wypracowaliśmy model komercyjny – za każdy sprzedany produkt sadzimy metr kwadratowy lasu. Lasu, a nie drzewa, bo jak się okazuje, jest to ogromna różnica.

Damian Goliński i Cyprian Bieniarz, twórcy noo.ma

Noo.ma. Szybko rozwijająca się polska marka, która oferuje oryginalne, designerskie meble i akcesoria stworzone z myślą o kreatywnych odbiorcach, m.in. komody, pufy, łóżka i stoły. Współpracuje z najbardziej doświadczonymi lokalnymi producentami i utalentowanymi projektantami. Oferuje produkty w intrygujących kształtach i kolorach, wykonane z przyjemnych w użyciu materiałów. Przełomowe podejście noo.ma polega na systemach łatwego montażu, zrównoważonym rozwoju i przejrzystych cenach. Od początku marka sprzedaje produkty w całej Europie za pośrednictwem e-commerce. W roku 2023 Damian Goliński i Cyprian Bieniarz rozpoczęli współpracę z funduszem inwestycyjnym bValue. Dzięki pozyskanemu kapitałowi zamierza sukcesywnie zwiększać skalę działalności w zrównoważony sposób. Środki zostaną przeznaczone na rozbudowę zespołu, kompleksowy rozwój oferty produktowej, istotne zwiększenie stanów magazynowych, rozpoczęcie sprzedaży w USA oraz uruchomienie sprzedaży stacjonarnej.

Damian Goliński i Cyprian Bieniarz. Pierwszy studiował architekturę na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Współzałożyciel i CEO marki noo.ma. Projektant, który ceni ponadczasowe materiały, minimalistyczne formy i równowagę między estetyką a funkcjonalnością. Miłośnik nowych technologii. W biznesie stawia na zrównoważony rozwój. Najlepiej odpoczywa, zwiedzając tętniące życiem europejskie stolice. Drugi z wykształcenia ekonomista po Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Współzałożyciel i COO marki noo.ma. Zwolennik nieszablonowego myślenia i abstrakcyjnych pomysłów, które przekuwa w realne działania. Czas wolny dzieli między pływanie, gotowanie i spacery z psem.

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Kreatywnie pod wynajem

Kreatywnie pod wynajem

Poznań | 11 kwietnia 2018

Apartamenty Kopernika 10 to trzy mieszkania pod wynajem projektu noo.ma spaces

Meble zrodzone z miłości do detalu

Noo.ma

Poznań | 30 listopada 2017

Meble zrodzone z miłości do detalu.