Para projektantów i dwie wrażliwości. Ona – kolor, emocja i odwaga w łączeniu faktur. On – proporcja, konstrukcja i ciągłość z tradycją. Razem założyli il Capolavoro – sopocką pracownię, w której tworzą domy prawdziwe, trwałe, osadzone w miejscu i kulturze.
Skąd pomysł na il Capolavoro? Przez wiele lat rozwijaliście osobne kariery.
Jakub Drohomirecki: Po latach pracy osobno zobaczyliśmy, że największą wartość daje nam dialog – zderzenie dwóch wrażliwości. Karolina wnosi kolor, emocję i odwagę łączenia faktur, ja – ramę, proporcję i ciągłość z tradycją. Il Capolavoro miało od początku być miejscem spotkania tych światów, a nie jedynie „biurem projektowym”.
Karolina Rochman-Drohomirecka: Dla mnie ważne było, żeby nasza praca była prawdziwa – osadzona w miejscu, w kulturze i w czasie. Zbudowaliśmy markę, w ramach której projektujemy całość – od bryły po detal, z myśleniem o człowieku, nie o trendach.
Dlaczego Sopot i dlaczego akurat ta nazwa?
K.R.-D.: Sopot jest naszym naturalnym środowiskiem – między morzem a lasem, z historią kurortu, willową zabudową i energią spotkań. Tu dorastają nasze dzieci i tu czujemy „ducha miejsca”. W tym mieście czuć ciągłość – dawny pensjonat, modernistyczna willa – i to nas inspiruje.
W Waszej filozofii powtarza się myśl, że architektura i wnętrza nie są odrębnymi bytami, lecz tworzą jedną całość. Jak tę ideę przenosicie na praktykę?
J.D.: Traktujemy dom jak organizm. Bryła, układ funkcji i detal rodzą się równolegle – podziały konstrukcyjne korespondują z rytmem wewnątrz, a materiały z elewacji wracają w środku. Tak powstaje kręgosłup – porządek i proporcja.
K.R.-D.: Potem reżyserujemy przestrzeń: światło, kolor, faktury i rytm dnia. Projekt to dla mnie algorytm – przepis na życie konkretnej rodziny. Dzięki temu całość jest spójna od szkicu po ostatnie przeszycie na tapicerce.
Karolino, jesteś rozpoznawalna jako specjalistka od koloru. Jakubie, czerpiesz z tradycyjnej architektury. Jak wygląda Wasza codzienna praca, kiedy spotykają się dwie tak odmienne wrażliwości? A może to tylko pozorne różnice?
K.R.-D.: Łączę bez kompleksów to, co stare, z tym, co nowe. Oswajam mankamenty przestrzeni, buduję emocję kolorem i fakturą. Mój eklektyzm ma sens – nie chodzi o efekt, tylko o prawdę miejsca.
J.D.: Ja wnoszę ramy: proporcję, porządek, konstrukcję. Nasze spory są twórcze – kolor i detal Karoliny zyskują, gdy mają klasyczny kręgosłup; klasyka ożywa, gdy dostaje odważną paletę i materię. Różne narzędzia, wspólny cel.
Odwołujecie się również do kategorii prawdy, dobra i piękna jako fundamentów autentycznej architektury. Jak je definiujecie we współczesnym projektowaniu, w którym często liczy się szybkość i efektowność?
J.D.: Prawda – nie udajemy materiałów; dobro – odpowiedzialność wobec ludzi i miejsca; piękno – wynik zgody formy i treści. Dzisiejszy świat kusi szybkością i efektownymi obrazkami, ale wartościowy dom nie powstaje jak fast food. Potrzebuje czasu, dialogu i rzemiosła.
K.R.-D.: Szybkość i efektowność bywają uwodzicielskie, lecz są krótkotrwałe. Piękno to spokój, proporcja i szczerość materiału – rzeczy, które dobrze się starzeją. Nasze projekty mają działać na lata, nie na chwilę w mediach społecznościowych.
W Waszym wykonaniu projektowanie jest sztuką angażującą wszystkie zmysły. Jak w praktyce tworzy się projekty, które działają na wzrok, dotyk, zapach, a nawet smak?
K.R.-D.: Największą głębię koloru widzę w półcieniu – mrok pozwala barwie „oddychać”. Buduję palety warstwowo, jak malarz: tony niskie, akcenty, kontrasty. Zapach drewna, chłód kamienia i miękkość tkanin to część kompozycji.
J.D.: Bliskie jest mi to, o czym pisze Pallasmaa w „Oczach skóry”: widzimy skórą – obraz miejsca współtworzą dotyk, słuch, zapach i pamięć. Dbam o proste rzeczy, które naprawdę czuć: półcień i peryferyjne widzenie, temperaturę materiałów (chłód kamienia latem, ciepło drewna zimą), dźwięk kroków, zapach kuchni i ogrodu. Dom układam pod codzienne rytuały – wejście, kuchnia, taras – tak by był wygodny i kojący. Zmysły nie są dodatkiem do formy – one są formą i nośnikiem ducha miejsca.
Na swojej stronie piszecie także o ogromnym zasobie lokalnych materiałów i rzemiosła. Jak wygląda Wasza współpraca z rzemieślnikami?
K.R.-D.: Materiał to opowieść. Lubię zestawiać „nieoczywiste” – chropowaty kamień z jedwabiem, surowe drewno z delikatną ceramiką. Dzięki temu wnętrze ma tożsamość i nie da się go skopiować.
Jakie najważniejsze zmiany w architekturze i projektowaniu wnętrz dostrzegacie w ostatnich latach i jak wpływają one na Waszą praktykę?
Warstwujemy materiały – tkaniny, drewno, tynki wapienne, dywany – żeby poprawić akustykę i „temperaturę dotyku”. W praktyce – strefy ciszy, rytm zasłon i żaluzji, matowe powierzchnie i faktury, które uspokajają.
J.D.: U nas przekłada się to na cztery proste zasady: 1) uczciwość materiału – elementy niczego nie udają: drewno jest drewnem, kamień kamieniem, metal szlachetnie się starzeje; 2) rozwiązania pasywne – osłony przeciwsłoneczne, masa termiczna, przewietrzanie nocą, sensowna orientacja okien; 3) naprawialność i serwis – detale rozbieralne, standardowe łączniki, dostęp do instalacji; 4) lokalność i rzemiosło – krótszy łańcuch dostaw i serwis „za rogiem”. Efekt: mniej, ale lepiej; dom nie „psuje się ładnie”, tylko pięknie dojrzewa.
Co jest największą siłą, a co wyzwaniem w pracy i jako duet, i jako małżeństwo? I jak udaje się Wam zachować równowagę między intensywną pracą zawodową a życiem prywatnym?
K.R.-D.: Siłą jest wzajemne zrozumienie i wsparcie – wiemy, co kryje się za projektem, i umiemy przejąć ster od siebie.
J.D.: Wyzwaniem bywa granica między pracą a domem. Pomagają nam rytuały, czas dla dzieci i chwile tylko dla nas.
Jakie macie zawodowe marzenia i cele – te najbliższe i te bardziej odległe?
J.D.: Krótkoterminowo: prowadzić do końca obecne projekty i rozwijać współpracę z rzemiosłem. Budować portfel realizacji, które dobrze się starzeją.
K.R.-D.: Długofalowo: uczynić markę rozpoznawalną w Europie i tworzyć projekty, które zostaną z ludźmi na lata. Chcę projektować miejsca, które są prawdziwe, dobre i piękne – i spokojnie rosną z czasem.
Karolina Rochman-Drohomirecka
Rocznik 1984. Architektka i kolorystka. Urodziła się w Toruniu, mieszka w Sopocie. Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej oraz Wydziału Architektury HAWK Hildesheim w Niemczech. Zafascynowana niezwykłym wpływem barw na rzeczywistość, stała się specjalistką w zakresie pracy z kolorem. Swoje umiejętności doskonaliła w Niemczech, na początku jako studentka, a potem pracowniczka na Wydziale Projektowania Kolorów HAWK Hildesheim, a także w Hiszpanii, gdzie nauczyła się używać koloru jako niezwykłego narzędzia w projektowaniu. Tworzy przestrzenie łączące nowoczesność z szacunkiem dla tradycji i rzemiosła.
Jakub Drohomirecki
Twórca autentycznej architektury i holistycznego procesu projektowania. Członek Izby Architektów RP, zaangażowany w tworzenie tradycyjnej architektury. Czerpie z niej inspiracje, wierząc, że tradycyjne wzorce architektoniczne, wpisane w ludzką świadomość, są ponadczasowe i wciąż aktualne. Tworzy przestrzenie, w których człowiek może odnaleźć wewnętrzny spokój, harmonię i radość życia poprzez zastosowanie zdrowych, naturalnych materiałów budowlanych oraz wpisanie budynku w kontekst otoczenia.



