Na Mokotowie, w jednym z najbardziej zielonych zakątków Warszawy, 51-metrowe mieszkanie stanowi przytulną bazę dla życia toczącego się pomiędzy dwoma krajami.
Przysłowiowe dwa kroki od Łazienek Królewskich a do tego ten spokój okolicy – właśnie o takim balansie marzyło polsko-baskijskie małżeństwo, które dzieli swoją codzienność między Warszawą a północną Hiszpanią. – Zależało nam, żeby mieć wszystko: spokój, zieleń i jednocześnie bliskość miasta i starej Warszawy – podkreślają.
Do współpracy zaprosili Krzysztofa Matuszewskiego z Matuszewski Studio, stawiając przed nim wyzwanie stworzenia aranżacji zarówno funkcjonalnej, jak i stanowiącej odbicie ich temperamentów.
Prace zaczęły się z hukiem. Dosłownie – bo choć niełatwo konkurować z hiszpańskim słońcem, częściowe wyburzenie ścian w połączeniu z największym atutem mieszkania – oknami z obu stron – pozwoliło światłu swobodnie rozlać się po całym wnętrzu.
Styl, po jaki sięgnął architekt, to mieszanka tego, co właściciele kochają najbardziej. Wśród mebli znalazły się perełki wzornictwa: duński fotel Georga Thamsa z lat 60., włoskie lampy z lat 90. (m.in. Shakti by Clerici), szwedzki stół z lat 70. czy szwajcarski klasyk – komoda USM.
Całość dopełniają bardziej osobiste detale – plakat Nicka Cave’a, obrazy przyjaciół, praca Kamila Lacha, baskijska rzeźba Iñigo Arregi czy akwarela z widokiem ulicy, przy której para mieszkała kiedyś w Hiszpanii.
– Takie wnętrza nie powstają bez udziału mieszkańców. Naszą rolą było odpowiednio oprawić to, co już było w klientach i ich przedmiotach – podkreśla założyciel Matuszewski Studio. – To mieszkanie, które zmienia się, ewoluuje i dojrzewa razem z właścicielami.
