PRZYSZŁOŚĆ PRZYJDZIE PUNKTUALNIE

TEKST: EWA TRZCIONKA, ZDJĘCIA: MATERIAŁY PRASOWE

AARBURG 2.11.2017

DESIGN WYDARZENIA

Kongres „Think next by Franke” skłonił do myślenia o przyszłości. 500 słuchaczy, prelegentów, liderów opinii, dziennikarzy miało szansę porozmawiać o tym, co nas czeka i jak się do tego przygotować.
Szwajcaria to maleńki rolniczy kraj u stóp alpejskich szczytów. To tu pasą się krowy odpowiedzialne za smak szwajcarskiego sera, tutaj wzdłuż dróg sielsko ciągną się zagony słoneczników i kapusty a chodzenie po górach jest sportem narodowym. To ten sam niepozorny kraj „wydał na świat” jedne z najlepiej sprzedających się marek-legend w świecie: szwajcarski scyzoryk, czekolada, zegarek, ser szwajcarski, szwajcarski bank i frank, ale to może zostawmy… Skoro więc tak miały kraj, ponad 200 lat temu „miał nosa” i podczas Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku postanowił zostać neutralnym, by po swojemu rosnąć w siłę, to właśnie tu warto pomyśleć o tym, co dalej? I snuć scenariusze przyszłości.

Kongres „Think next by Franke” odbył się po raz pierwszy. W siedzibie głównej firmy Franke w Aarburgu zgromadził ponad 500 gości i prelegentów, i okazał się spotkaniem wizjonerów i autorytetów. Marka znana nam z produkcji systemów do łazienek i kuchni, w szczególny sposób musi przyglądać się zmianom i przewidywać przyszłość. Kuchnia i łazienka są przecież nierozerwalnie związane z wodą. Zasoby tego surowca kurczą się, więc czekają nas zmiany. Kuchnia to też jedzenie, a sprawa sposobu odżywiania, to kolejny palący problem globalnej cywilizacji. – Zastanawialiśmy się razem z moim dorastającym synem, z czego przyjemnego będzie musiał zrezygnować, kiedy będzie już w moim wieku. Wyszło nam, że będzie to: jazda własnym samochodem, długi prysznic i wołowy stek – powiedział mi tuż przed otwarciem Kongresu Prezes Franke Group Alexander Zschokke, który wie, że to już się dzieje, a przystosowanie się do globalnych zmian wcale nie musi być bolesne. – Nasza wspólna podróż w przyszłość już trwa, a w przypadku Franke ma nawet swój azymut czyli credo marki Make it Wonderful – dodał Zschokke.

Tematyka spotkania skupiała się wokół innowacji i trendów. Mówcy, światowej sławy, tacy jak Claus Meyer, Philippe Starck, Matteo Thun, Marius Robles, Marije Vogelzang oraz Tyler Brûlé przedstawili swoje poglądy na temat przyszłości domowego gotowania i wyposażenia kuchni, projektowania, wzornictwa, architektury, zrównoważonego rozwoju i technologii. Konferencja miała interaktywny charakter, rozmowy i dyskusje panelowe prowadzone były równolegle z sesjami warsztatowymi i laboratoriami. Zwiedziliśmy nowe ekspozycje i niewielkie, ale niezwykle ciekawe muzeum historii marki Franke.

Co zapamiętałam? Z pewnością opowieści dwóch mówców: architekta Matteo Thuna i restauratora Clausa Meyera. Postaci o skrajnie różnych charakterach, jednak z bardzo podobnymi nastawieniami do rzeczywistości. Wg ich obserwacji czujemy potrzebę ochrony środowiska naturalnego i powrotu do naturalnych, zdrowych surowców. Jednak takie działanie musi być… opłacalne i niezwykle przyjemne.

Matteo Thun, to doświadczony architekt. Nie spodziewałam się, że będzie mówił o… ziołach. Projektowane hotele, ośrodki spa, nawet biurowce wyposaża w herbaria, które dostarczają ziół do przyrządzanych potraw lub zabiegów pielęgnacyjnych, są elementem dekoracji i aromaterapii. „Zioła to botaniczna świeżość a wg mnie to synonim gościnności – mówił Thun, który radykalnie unikał wyświechtanych już słów „zrównoważony rozwój” i „ekologia”. Usłyszałam za to „hospitecture” (od słów „gościnność” i „architektura” – hospitality, architecture) w odniesieniu do jego ostatnich projektów opartych na zasadzie „3 x zero”. 1. Zero kilometrów – buduj z tego co masz na miejscu. 2. zero odpadów – organizuj koniec życia obiektu. 3. zero CO2 – stosuj drewno, najbardziej przyjazny surowiec. – XX wiek był wiekiem betonu, XXI jest wiekiem drewna, dlaczego? Przede wszystkim drewno pokrywa się patyną i z czasem staje się coraz piękniejsze. Jest jak twarz starego rolnika pracującego w ogrodzie. Zmarszczki są jego urodą i tak samo dzieje się z drewnem. Natomiast ekonomicznie drewno jest zdecydowanie „szybsze” niż beton podczas budowy. Na razie nie jest tańsze, ale myśląc biznesowo o czasie konstrukcji, drewno wygrywa i to do niego należy ten wiek. Ponadto to jedyny surowiec, który podczas produkcji pochłania, a nie wydziela CO2 – mówił mi dopytany w kuluarach Matteo Thun, dystyngowany i zrównoważony pan.

Claus Meyer, twórca osławionej restauracji Noma dał się natomiast poznać jako pełen energii kulinarny aktywista. Według snutej ze sceny opowieści podstawą jego działań była niezgoda z tym, co znał z dzieciństwa spędzonego w Danii – fatalne jedzenie i mikrofalówka. Dlatego już początkiem tego wieku wzywał do radykalnych zmian. To on przedstawił niegdyś światu koncept Nowej Nordyckiej Kuchni opartej na wspieraniu lokalnego rolnictwa, produkcji żywności przyjaznej dla środowiska i promowaniu unikalnej nordyckiej tożsamości w kuchniach świata. Był jednym z pierwszych, którzy z dobrego lokalnego jedzenia potrafili stworzyć ważne zjawisko i biznes. Do dziś inicjuje wiele odpowiedzialnych społecznie inicjatyw, działa w sprawie walki z głodem i nadwagą, jednocześnie utrzymuje się z tej pracy. – Jeśli chcesz być skuteczny w walce z głodem, nierównościami społecznymi, musisz mieć dodatkowo z tego pieniądze, bo co z tego, jeśli zbankrutujesz? – mówił szczerze Meyer, który jednocześnie ogłosił swoją redefinicję człowieka luksusu – zrównoważonego hedonisty (sustainable hedonist), który delektuje się tym co: smaczne, zdrowe, wykwintne, a jednocześnie pozyskane i przygotowane w sposób odpowiedzialny.

Czy mamy więc człowieka przyszłości? Odpowiedzialnego hedonistę, który myśląc o globalnym interesie nie zapomina o swoim, czerpie przyjemność z tego, co wcześniejsze pokolenia odrzuciły na rzecz supermarketowej wygody? Uprawa własne jedzenie? Zadaje sobie trud, by wyszukać zdrowych składników? Je mniej, ale lepiej?

Postawa może zdawać się schyłkowa, nawet dekadencka… Gdy jednak po Kongresie czekał nas uroczysty Food Festival, obudził się we mnie prawdziwy hedonista. Zrównoważony. Aż żal było żegnać się z Aarburgiem. Oczywiście po szwajcarsku – punktualnie.