LUKULLUS W ST.TROPEZ. NAJGORĘTSZY WARSZAWSKI ADRES TEJ WIOSNY

TEKST: JUS, ZDJĘCIA: TOMO YARMUSH

WARSZAWA 26.5.2019

DESIGN MIEJSCA

Lodziarnia Lukullus w St.Tropez przy ul. Rozbrat 22/24 to obecnie - paradoksalnie - najgorętszy warszawski adres. Bo z jednej strony znakomite lody, a z drugiej piękne wnętrze, które stworzyła Aleksandra Wasilkowska.
- Inspirowaliśmy się latami 80. i 90., pracami Carlo Scarpy oraz twórczością szalonych designerów z grupy Memphis. Lodziarnia Lukullus w St.Tropez jest zupełnie inna niż cukiernie Lukullus, dużo odważniejsza i bardziej kolorowa. Lokal na Rozbrat zaprojektowaliśmy z Aleksandrą Wasilkowską, która nasze marzenia zamieniła w rzeczywistość przy pomocy swojego niebywałego talentu i pięknej wyobraźni. Ola stworzyła wnętrze ociekające złotem, różem i seledynem, pełne lastryko, luster i... różnych części ciała! - opowiadają Albert Judycki i Jacek Malarski, właściciele warszawskich cukierni Lukullus i twórcy projektu lodziarni Lukullus w St.Tropez. - Projekt opakowań naszej lodziarni powierzyliśmy Magdzie Łapińskiej. Naszym zdaniem jej sposób myślenia graficznego i wyczucie koloru są bardzo bliskie poetyce grupy Memphis. Magda zaprojektowała logo Lukullusa w Saint Tropez oraz serię zdobiących opakowania grafik inspirowanych pracami jednej z członkiń grupy Memphis Natalie du Pasquier. Natomiast Marta Ignerska stworzyła wspaniałe kolaże, które promują projekt naszej lodziarni a które na lato ozdobią pudełka w cukierniach Lukullusa.

Albert jest wnukiem założyciela cukierni Jana Dynowskiego, ukończył etnologię na Uniwersytecie Warszawskim oraz cukiernictwo w słynnej paryskiej Le Cordon Bleu. Jacek, wspólnik Alberta, jest absolwentem wydziału aktorskiego PWSFTviT w Łodzi oraz cukiernictwa w Ecole Gregoire Ferrandi, określonej przez Le Monde Harvardem gastronomii. - Pomysł otwarcia lodziarni chodził za nami od dawna. Zarówno moja mama jak i nasz szef produkcji od lat namawiali nas, żebyśmy zaczęli kręcić lody, ale w cukierni i w ciastkach było wciąż tyle do zrobienia, że ten projekt cały czas schodził na dalszy plan. Nie mieliśmy poza tym przekonania, że w temacie lodziarstwa mamy tyle do zaproponowania, co w ciastkach... W końcu trafiliśmy na projekty designerów z grupy Memphis i to była ta iskra, która nas rozpaliła - opowiada Albert Judycki. Jacek Malarski dodaje: - Albert pokazał mi projekty Ettore Sottsassa z okrzykiem „Eureka! To jest gotowy projekt lodziarni!”

Proces stworzenia lodziarni zajął właścicielom ponad dwa lata... Wszystkiego musieli nauczyć się od nowa, bo chodź są cukiernikami, to z lodziarstwem mieli do tej pory tylko ograniczony kontakt. - Po pierwsze naturalność wg Lukullusa w St.Tropez to znaczy zarówno całkowita naturalność składników, ale też ich najwyższa jakość. Do produkcji lodów nie używamy pulp owocowych, ale prawdziwych owoców, nie kupujemy past z orzechów, ale robimy je sami - dzięki temu mamy pewność, że spełniają najwyższe standardy jakości. W naszych lodach są wyselekcjonowane owoce od stałych dostawców, ziarenka wanilii wydrążane z lasek wanilii Bourbon z Madagaskaru, czekolada niemieckiej marki Lubeca, holenderskie kakao, najwyższej jakości prawdziwa japońska matcha, róża damasceńska importowana przez nas z Bułgarii czy wreszcie masło z Grajewa, które uważamy za najlepsze nie tylko w Polsce... Nasze składniki są więc nie tylko naturalne (i to tak naprawdę!), ale też starannie wybrane - tłumaczy Jacek Malarski.

A skąd nazwa St.Tropez? - Bo St.Tropez to metafora wakacji! Myśleliśmy o Dębkach czy Chałupach, ale St.Tropez ma niezaprzeczalne atuty w postaci lazurowej wody, większej liczby słonecznych dni oraz pewnej dawki luksusu i snobizmu, które przecież nie są Lukullusowi obce - śmieją się właściciele lokalu.