DIALOG Z PRZEDMIOTAMI, DIALOG ZE SOBĄ

BRIORD 17.10.2018

DESIGN LUDZIE RZECZY

We współczesnym designie to dialog liczy się najbardziej. Mowa nie tyle o relacji formy z funkcją, o ile o dialogu tradycji z nowoczesnością, tworzywa z projektantem, intuicji z realną potrzebą. A przede wszystkim – człowieka z człowiekiem. O tym, a jakże – w duecie – opowiedzieli nam Patrice Bert, współtwórca i CEO marki Roset Moebel GmbH (Ligne Roset), oraz projektant Christian Werner, autor ikonicznych obiektów i mebli. W rozmowie niczym echo powracały słowa spadkobiercy meblarskiego imperium Michela Roseta: „Projektuję rzeczy dla siebie. Dlatego są takie dobre”. Ale co to właściwie znaczy?
Zaczynaliście jako rodzinna manufaktura produkując krzesła i parasole. Dziś meble spod znaku Ligne Roset to ikony designu i wyraz pewnego „le style de vie”. Projektujecie nie tylko materialne obiekty, ale również styl życia. Jak to się robi?

Patrice Bert: Kluczem jest ciekawość. Właściciele marki, Michel i Pierre Roset, starają się uchwycić ducha czasu. Będąc w stałym kontakcie z projektantami, są ciekawi nie tylko ich szkiców czy projektów, ale także tego, jak myślą i jak wyczuwają zmianę. Są wrażliwi na melodię płynącą ze świata,zawsze świadomi tego, co dzieje się w sztuce i jak zmienia się społeczeństwo. Spójrzmy na modułową kolekcję „Everywhere” autorstwa Christiana: z jednej strony jest wyrazem praktycznej funkcji, z drugiej – odbiciem społecznych zmian. Bo dziś jesteśmy bardziej mobilni. Zmienia się zarówno model rodziny, jak i nasze potrzeby dotyczące przechowywania, bo więcej rzeczy – książek, muzyki, obrazów – gromadzimy wirtualnie. Michel, razem z projektantami, ma do tego nosa.

Christian Werner: Kwintesencją designu są ludzie. Może brzmi to patetycznie, ale aby zaprojektować mebel, który przetrwa, musisz najpierw zapytać samego siebie, co to znaczy. Jak chcesz żyć, czego potrzebujesz – teraz i w przyszłości? Design to refleksja o naszej relacji z przedmiotami. Czasem nie jest łatwo, bo musisz zawalczyć o ideę, ale to, co łączy mnie z Michelem, to poczucie humoru – uważam je za bardzo istotne. To zawsze wspólny mianownik porozumienia pomiędzy mną a moimi klientami.

Co sprawia, że marka istnieje nieprzerwanie od 160 lat?

PB: Długoterminowe myślenie wyrażające się w długofalowej strategii, która nie zmienia się z dnia na dzień, i w budowaniu długotrwałych, bliskich relacji z ludźmi – w firmie i na zewnątrz: z dystrybutorami, dostawcami, handlowcami. Tworzysz środowisko, fundament oparty na zaufaniu.

Tak jak w życiu: jesteś z kimś w relacji, ale choć nie daje ci ona pełnej satysfakcji, wierzysz w jej potencjał, jesteś blisko. Wtedy możecie stworzyć coś wartościowego w przyszłości. To sekret długotrwałych, ludzkich relacji.

Jak zaprojektować ikoniczny, ponadczasowy obiekt? Czasem to kwestia zbiegu różnych okoliczności, prawda?

PB: Nie można tego przewidzieć! Nie sposób codziennie rozwijać produkt, który stanie się ikoną. Ikona manifestuje się poprzez tzw. „big design”: kompletnie nową jakość w porównaniu do wszystkiego, co było. I jest to kwestia ciągłej pracy, obserwacji, ulepszania produktu. Nie można myśleć, że coś jest dobre już na zawsze.

Podkreślacie, że Ligne Roset wyczuwa puls współczesności – kreuje tu i teraz.

PB: Przeszłość i ugruntowane zasady są ważne – bez rzemieślniczej, manufakturowej wiedzy nie bylibyśmy w tym punkcie, w którym jesteśmy. Ale przyszłość to kwestia myślenia. Jeśli uważasz, że tylko coś naznaczonego duchem czasu jest dobre, nie jesteś przygotowany na kolejny krok, nie tworzysz przestrzeni na rozwój.

Określacie siebie mianem nonkonformistów. Co to znaczy w branży meblarskiej?

PB: Dawanie przestrzeni na rozwój nowych idei. Gdy Christian tworzył sofę Prado, zaczął od obserwacji współczesnego stylu życia – tego, jak odpoczywamy. Chciał zredefiniować tradycyjne rozumienie kanapy jako mebla o określonej formie. Dziś chcemy wolności i przestrzeni – i właśnie te wartości uosabia Prado. Prawdziwym – technologicznym i materiałowym – wyzwaniem było stworzenie mobilnego oparcia, które jednocześnie daje stabilność. Nonkonformizm to czasem walka ze ścianą, w tym wypadku – literalnie.

Jesteście francuską marką. Czy opisałbyś Wasz styl jako francuski czy kosmopolityczny?

PB: Francuskie jest przywiązanie do estetyki i stylu, niczym w modzie. Ale biorąc pod uwagę fakt, że od 50 lat pracujemy z projektantami różnych narodowości, mamy międzynarodowe spojrzenie.

Jakie trzy słowa stanowią esencję marki Ligne Roset? 

PB: Rodzinny biznes, manufaktura, design.

A design to…?

PB: Design to angielskie słowo. Po francusku powiedzielibyśmy, że projektowanie to dostarczanie odpowiedzi ludziom żyjącym tu i teraz.

Christian, a dla Ciebie? Twoje projekty wynikają z obserwacji życia i pytań, które najpierw stawiasz sam sobie. 

Ch.W: Wszystko jest designem, a tym samym nic nim nie jest. Każdy jednak musi wyznaczyć własną definicję. Ostatnie dekady określają design jako tworzenie produktów w odpowiedzialny sposób, nie będących kopią czegoś, co już powstało. Chociaż nie można ominąć pewnych koincydencji… Ostatnio na targach w Mediolanie okazało się, że pewien japoński designer stworzył dokładnie taki sam stolik jak ja. Mało tego – oba projekty powstały dokładnie pięć lat temu. Szaleństwo! Bywamy na tych samych targach, czytamy te same magazyny, bez wątpienia podlegamy tym samym wpływom, stąd w powietrzu krążą podobne idee. Ale każdy dobry designer powinien być zdeterminowany do tworzenia czegoś radykalnego, niezwykłego, choć niekoniecznie krzykliwego. Innowacyjność to nadużywany i zdradliwy termin.Odwiedzając targi i festiwale, czasem mam wrażenie, że produkt przede wszystkim musi być innowacyjny, a to, czy jest dobry, to zupełnie inna, drugoplanowa kwestia. To niekoniecznie właściwa droga. Poprzez projektowanie staram się interpretować czasy, w których żyjemy.

Nad czym więc obecnie pracujesz?

Ch.W: Żyjemy w bardzo trudnych czasach i jest wiele rzeczy, które mnie niepokoi. Pracuję dla marek i fabryk rozsianych po całej Europie i wciąż podkreślam z całą mocą, jak ważne jest to, abyśmy z całych sił zachowali nie tyle europejską, ale globalną ideę, że wszyscy jesteśmy istotami ludzkimi chodzącymi po tej planecie przez bardzo krótki czas. To ogromnie odpowiedzialne zadanie. Mój żołądek żyje gdzieś pomiędzy Włochami a Azją, więc…

Ale estetyka może być także narzędziem walki ze wszelkimi różnicami.

Ch.W: Staram się uwolnić od myślenia trendami. Nikt nie może przewidzieć przyszłości. Chociaż bardzo interesujące jest zjawisko powtarzania się w historii pewnych myśli, idei, form. Ale nie siadam z ołówkiem w ręku do szkicownika z myślą, że dziś wezmę na warsztat lata 60. ubiegłego wieku (choć wiem, że niektórzy projektanci tak robią). Mogę jedynie znaleźć formę dla swoich odczuć w danym czasie. Jeśli w historii – wcześniej lub później – można znaleźć podobne formy i emocje, robi się ciekawie. Finalnie mogę powiedzieć, że jako projektant tworzę przyszłość, ale nie mogę jej przewidzieć.

Masz wewnętrzny instynkt, który jest także wynikiem doświadczenia. Pokazałeś dziś szkic lampy, który powstał niejako przypadkiem, jako dodatek do kanapy, docelowego projektu. Spodobała się na tyle, że weszła do produkcji. Teoretycznie koincydencja, w praktyce efekt „myślenia” wytrenowaną dłonią. To przypadek, na który zapracowałeś.

Ch.W: Dokładnie tak! Być może najczystsze rzeczy „wychodzą” z ciebie, kiedy o tym nie myślisz. Pracuję jako projektant blisko 30 lat i od zawsze powtarzam, że nie jestem artystą. Choć tutaj moja definicja się załamuje – bo sztuka jest efektem intuicji, a nie myślenia.

Intuicja odgrywa ogromną rolę w obu przypadkach, bo to – według mnie – podyktowana doświadczeniem umiejętność wyboru dobrych rozwiązań. Jakie są więc kluczowe kompetencje projektanta?

Ch.W: Według mnie największą kompetencją projektanta jest dobra znajomość rynku i to też moja dobra rada dla młodych adeptów designu. Odwiedzanie targów, czytanie prasy, książek. By znaleźć właściwe odpowiedzi, musisz naprawdę zanurzyć się w daną dziedzinę, niezależnie od tego, co robisz.

Rozmawiała: AGATA KIEDROWICZ