Paulina Kisiel, kierownik GDD. Laureatka Design Alive Awards 2017 w kategorii Strateg (wraz z Ewą Janczukowicz-Cichosz). Od 2012 zaangażowana w tworzenie nowej jakości festiwalu Gdynia Design Days, a także działań bieżących związanych z przestrzenią publiczną w ramach Centrum Designu Gdynia. Jej codzienna praca jako kierownika Gdynia Design Days skupia się na dokładnej obserwacji trendów oraz dostosowaniu programu festiwalu do potrzeb jego odbiorców. Ukończyła studia na wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej. Roczny urlop dziekański poświęciła pracy w biurze architektonicznym w Londynie.

PORUSZAMY NAJBARDZIEJ PALĄCE PROBLEMY, Z KTÓRYMI MIERZY SIĘ WSPÓŁCZESNY ŚWIAT

PAULINA KISIEL

GDYNIA 6.4.2018

DESIGN DESIGN ALIVE AWARDS 2017 LUDZIE WYDARZENIA

Widzem Gdynia Design Days byłam od samego początku, choć czynny udział w festiwalu wzięłam po raz pierwszy dopiero w 2012 roku. Pracowałam wówczas w biurze architektonicznym i musiałam wziąć urlop, żeby zostać wolontariuszem. Obsługiwałam punkt informacyjny, a Tabanda tuż obok prowadziła warsztaty z tworzenia mebli w sposób niegenerujący odpadów. To był ostatni rok GDD koordynowany przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego, ale już wtedy za część działań odpowiadał Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, a mówiąc ściślej – jego dział merytoryczny Centrum Designu. Rok później zostałam koordynatorem działań związanych z budową Terminalu. Z racji wykształcenia łatwiej było mi koordynować te działania niż komukolwiek innemu z zespołu.
Jestem architektem i początkowo festiwal był miłą odskocznią od nudnej pracy przy projektowaniu mieszkań deweloperskich. Organizacja i późniejsza produkcja wydarzeń ma zupełnie inną dynamikę niż kreślenie pomieszczeń. Praca jako architekt okazała się rozczarowaniem. Trudno było znaleźć satysfakcję w układaniu za ciasnych pomieszczeń, zbyt małych klatek schodowych i korytarzy długich jak kiszki. Część twórcza stanowiła zbyt mały procent w całym procesie budowy, a odkrycie tego erroru było dla mnie przełomowe.

Błędy towarzyszą mi od zawsze. Jako dyslektyk nie pamiętam nazw, przekręcam imiona i nazwiska, słowa piszę tak, jak słyszę, zamieniając nagminnie litery „g” z „k”, „b” z „p”, „u” i „ó” – w większości słów brzmią przecież tak samo. Moja dysleksja stała się ciekawym odkryciem: okazuje się, że w zupełnie inny sposób niż większość ludzi zapamiętuję, zdobywam nowe umiejętności i wiedzę. Mózg osób z dysleksją ze względu na swoje ograniczenia musi znajdować niestandardowe sposoby rozwiązywania problemów. Myślę, że właśnie dlatego tak bardzo spodobała mi się perspektywa pracy przy festiwalu, który od zawsze miał za zadanie zmieniać i zwiększać świadomość ludzi w zakresie projektowania. Potrzebne były nieszablonowe działania, bo morze przykładów mylnego postrzegania i interpretowania tego, czym jest design, było naprawdę głębokie.

W pierwszych latach sercem festiwalu było centrum Gdyni. Od idei designu w kontenerze GDD urosło do miasteczka z szerokim programem wydarzeń i aktywności. Wszyscy kochali letnie spotkania w kontenerach, luźną atmosferę ze wzornictwem w tle. W tamtym okresie kulturalnie Trójmiasto miało wciąż za mało do zaoferowania, więc tego typu działania wypełniały pewną konkretną lukę. Z roku na roku rosły jednak ambicje i festiwal musiał się zmienić. Nie wystarczyły już plecionki z gazet, meble z palet i market z ładnymi przedmiotami.

Najbardziej przełomowa okazała się edycja 2016. Wtedy podjęliśmy kilka kluczowych decyzji, które pozwoliły bardziej skonkretyzować cele, ofertę i uczestników. Dzięki współpracy z szeregiem ekspertów udało się stworzyć mocną merytorykę programu. Natomiast to, co okazało się niemniej istotne, to przeniesienie centrum festiwalowego do PPNT Gdynia. Koncentracja wystaw i wydarzeń w jednym miejscu dała nam zupełnie inne możliwości i przede wszystkim ułatwiła gościom korzystanie z programu w pełni. Początkowe obawy o utratę tożsamości wynikające z rezygnacji z kontenerów zniknęły bardzo szybko i w pewnym sensie otworzył się dla nas nowy etap.

Festiwal zmienia się każdego roku. Wyciągamy wnioski z każdej kolejnej edycji, a rozmowy z uczestnikami sprawiają, że mamy większą świadomość potrzeb branży i możemy wyznaczać sobie nowe cele. Zawsze próbujemy patrzeć na GDD jak młody projektant, który nie wie, jak zacząć działać w branży, jak przedsiębiorca z ambicjami do wdrażania innowacji, jak ciekawe świata dziecko i jego rodzic. Dużym wyzwaniem jest to, aby prezentowane na festiwalu wystawy, produkty, projekty i rozwiązania były zawsze świeże. To bardzo trudne w czasach, w których wszystko jest w czasie teraźniejszym i na wyciągnięcie ręki. Śledzenie tendencji projektowych, trendów i zmian oraz wyłapywanie z tego gąszcza tych o największym potencjale jest ogromną próbą sił. Jednocześnie ten moment szukania tematów na kolejną edycję to chyba najbardziej ekscytujący czas w tworzeniu festiwalu. Co roku niezmiennie wzrusza mnie tekst rozwijający hasło, podsumowujący kilkutygodniowe twórcze rozmowy. Przede wszystkim dlatego, że to, o czym mówimy, już za chwilę stanie się niezwykle aktualne – poruszamy przecież często najbardziej palące problemy, z którymi mierzymy się we współczesnym świecie. Poszczególne elementy programu zaczynają się łączyć, a obraz kolejnego lata zaczyna być coraz bardziej wyrazisty.

Rozwinięcie tegorocznego hasła „Error” ma przede wszystkim wywołać proces. Znaleziony błąd ma być sygnałem do działania, bo samo zauważenie niezgodności niczego nie zmienia. Błądźmy więc, wędrujmy i tułajmy się, by odnajdywać niestandardowe rozwiązania.

Więcej na: www.gdyniadesigndays.eu