Wnętrze wyczekane. Z wizytą w krakowskim mieszkaniu architektki wnętrz

– To wnętrze rozwijało się z nami, a my z nim – tak architektka Sylwia Dudek wspomina długi proces tworzenia własnego mieszkania w krakowskiej kamienicy.

Właścicielka pracowni Polyarch przyznaje, że w jej zawodzie bardzo często sprawdza się powiedzenie „Szewc bez butów chodzi”. Sama jest tego przykładem. Remont, a potem urządzanie jej własnego mieszkania trwały aż kilka lat. Ale w końcu marzenie się ziściło, a efekt zachwyca!

Zanim porozmawiamy o mieszkaniu, w którym się znajdujemy, proszę nam opowiedzieć, jaka była Pani droga zawodowa.

Studiowałam architekturę i urbanistykę na Politechnice Krakowskiej i tak naprawdę nigdy nie sądziłam, że będę projektowała wnętrza. Bardzo szybko zostały mi jednak „podsunięte” – już w pierwszej pracy po studiach. Później pocztą pantoflową polecali mnie sobie znajomi. Okazało się, że projektowanie wnętrz przychodzi mi z bardzo dużą łatwością i że dobrze się w tym czuję. Z czasem przyszedł projekt mieszkania przy jednej z głównych ulic Starego Miasta w Krakowie; był dla mnie przełomowy i utwierdził mnie w przekonaniu, że to jest właśnie to, co chcę robić, i że kocham stare kamienice.

Praca w zawodzie projektantki pomaga czy utrudnia urządzanie własnego mieszkania?

Zdecydowanie utrudnia. Zawsze, kiedy chcemy, żeby było idealnie, kiedy jest milion pomysłów, jak osiągnąć pewną wyjątkowość, pojawia się również blokada i niemożliwość podjęcia decyzji, które pozwoliłyby pójść dalej.

Jaka historia stoi więc za Pani mieszkaniem?

Z moim mieszkaniem wiąże się bardzo długa historia, bo nie powstało ono od razu: rozwijało się z nami, a my – z nim. W czasie tego procesu było również stopniowo wyposażane w meble i dodatki. Miało to też swoje zalety, ponieważ pod koniec urządzania wizja wystroju była już nieco inna niż na początku. Na pewno sprawdziło się powiedzenie, że „Szewc bez butów chodzi”: niejednokrotnie ważniejsi byli klienci niż urządzanie własnego mieszkania.

Sylwia Dudek
Apartament należy do projektantki Sylwii Dudek, która zaprojektowała go dla siebie i swojego partnera.

Projektując dla samej siebie, trudno też o znalezienie momentu, kiedy można powiedzieć, że już się skończyło. Że wszystko, co  miało być zrobione, jest gotowe, i nie trzeba nic już zmieniać…

Na początku zawsze chciałoby się, żeby wszystko było już idealne, skończone, zwłaszcza kiedy na każdym kroku jeszcze czegoś brakuje. Ale z biegiem czasu zmieniała się też moja wizja – i dzięki temu, że ten proces trwał tak długo, mogłam sobie pozwolić na bardziej ekstrawaganckie meble, jak mój wymarzony Lounge Chair projektu Eamesów, w pięknej, czekoladowej skórze, wraz ze stolikiem LTR, także ich projektu.

To zresztą niejedyne perełki tego wnętrza…

Są również krzesła projektu Jeana Prouve, na które pewnie bym się nie zdecydowała, gdyby urządzanie nie trwało tak długo. Nad stołem zawisła lampa projektu Michaela Anastassiadesa, a w sypialni mamy łózko projektu Patricii Urquioli, model Lazy Night Bed, które faktycznie jest bardzo rozleniwiające. Udało mi się także kupić duński regał wyprodukowany w manufakturze Omann Jun w latach 70. XX wieku. Oprócz tego wiele mebli powstało dzięki współpracy z zaufanym stolarzem. Spędziłam z nim wiele godzin, pracując nad tym, aby wszystko tworzyło zgraną całość.

Nie od razu jednak było tak pięknie. Kiedy kupiliśmy mieszkanie, było w fatalnym stanie, miało też odwrotną funkcję – kuchnia była tam, gdzie obecnie jest sypialnia, a od strony dziennej były dwa mniejsze, zamknięte pokoje. Zanim zajęliśmy się wystrojem, trzeba było usunąć podłogi, ściany, skuć tynki, wymienić okna…

Jak się trafia na takie mieszkanie?

Bardzo prozaicznie: kilka lat temu znalazłam ogłoszenie. Co prawda wówczas jeszcze nie było takiego boomu na mieszkania, ale myślę, że wiele osób odstraszył tragiczny stan kamienicy. Ja z racji doświadczenia zawodowego takich obaw nie miałam. Na planie litery L zmieściliśmy otwartą strefę dzienną, wspaniale oświetloną dzięki południowej ekspozycji, łączącą salon, aneks kuchenny i jadalnię. Wewnętrzny trzon stanowi drewniana zabudowa obłożona ciemnym fornirem, skrywająca dwie pary drzwi: do łazienki i garderoby. Oprócz tego jest jeszcze sypialnia, do której prowadzą białe, klasyczne drzwi.

Sylwia Dudek
63-metrowe mieszkanie w krakowskiej kamienicy skrywa wiele ikon designu. Znalazły się tu między innymi: fotel Lounge projektu Eamesow, łóżko Lazy Bed projektu Patrici Urquioli, krzesła projektu Jeana Prouve, a także lampy od Michaela Anastassiadesa czy Philippe Starcka.

Mieszkanie znajduje się we wspaniałej lokalizacji w Krakowie…

Z okna widać budynek PKO zaprojektowany przez modernistycznego architekta Adolfa Szyszko-Bohusza. Kiedy kupowaliśmy mieszkanie, pełnił jeszcze swoją pierwotną funkcję – służąc jako bank – i był przepięknie podświetlany, co zapewniało wieczorami wspaniały widok z salonu. Do dziś uwielbiam się w niego wpatrywać.

Remont trwał w sumie kilka lat, ostatnie prace przypadły na czas pandemii. Było trudno?

Dla mnie to był szczególnie wymagający, ale też wyjątkowy czas: oprócz projektowania i trwających remontów mieszkań dla klientów, a także wprowadzania ostatnich elementów we własnym mieszkaniu, byłam w ciąży. Bardzo stresująca była wówczas nieustannie towarzysząca mi niepewność. Nie wiedziałam, jak obostrzenia wpłyną na moją pracę, ale też czy ja sama nie będę musiała zrobić sobie przerwy od projektowania. Na szczęście udało się bardzo spokojnie wszystko przetrwać. Zaskoczyła mnie liczba telefonów od osób, które zdecydowały się w tym czasie na zakup domów.

Mieszkanie można uznać za wykończone. Jakie są Pani najbliższe plany?

Na pewno kolejne projekty wnętrz w pięknych, zabytkowych kamienicach, nie tylko w Krakowie. Poza tym trwają prace nad wnętrzem nieruchomości zupełnie innego typu, co jest niezwykle ekscytującym doświadczeniem. Z wiadomych względów realizacja wielu projektów się wydłużyła, głównie ze względu na dostawę elementów wyposażenia od włoskich i francuskich marek. Najprawdopodobniej na początku przyszłego roku będę mogła już zaprezentować coś nowego.

Sylwia Dudek

Absolwentka Wydziału Architektury i Urbanistyki w Krakowie. Miłośniczka zabytkowych kamienic – szczególnie tych krakowskich, którym od ośmiu lat przywraca dawny blask. Od 2015 roku prowadzi autorskie biuro projektowe Polyarch. Zajmuje się projektowaniem wnętrz budynków mieszkalnych oraz powierzchni biurowych.

***
Trendy, inspirujące wnętrza, najlepsze realizacje w architekturze, nowości ze świata designu i ciekawe rozmowy wprost do Twojej skrzynki!  Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco!

Powiązane artykuły:

Klasyka w krakowskim wydaniu od pracowni Polyarch

W klasycznym stylu

Kraków | 29 marca 2021

Najnowszy projekt pracowni Polyarch zrealizowano w jednej z krakowskich kamienic

Minimalizm w praktyce: Apartament pod Wawelem

Esencja minimalizmu

Kraków | 4 czerwca 2020

Apartament pod Wawelem w wykonaniu pracowni Mus Architects