Pan i Pani Smeets

Mediolan | RED

10 lipca 2013 | Design | Ludzie | Rzeczy | Wydarzenia |

Od ponad dekady zaskakują bogatymi, złożonymi projektami, które w charakterystyczny sposób badają relacje między ludźmi, przedmiotami, symbolami i narracjami, jakie są im przypisane. Czy to sztuka? Czy projektowanie? Nieważne. To Studio Job. Od ponad dekady zaskakują bogatymi, złożonymi projektami, które w charakterystyczny sposób badają relacje między ludźmi, przedmiotami, symbolami i narracjami, jakie są im przypisane. Czy to sztuka? Czy projektowanie? Nieważne. To Studio Job. Na początku swojej drogi często krytykowani za śmiały, ekspresyjny symbolizm, dzisiaj z tego samego powodu uważani za jednych z najbardziej wpływowych projektantów. Job Smeets i Nynke Tynagel to para absolwentów Design Academy w Eindhoven, pracująca pod wspólnym szyldem już od 2000 roku. Spotykamy się w Mediolanie, przy okazji wystawy „Find your way home” w salonie Moooi, gdzie prezentują nową kolekcję Paper Patchwork. Wasze projekty są przesycone symbolami. Czy próbujecie w ten sposób przekazać coś waszym odbiorcom? – Nigdy nie myślimy o odbiorcach naszych projektów, chociaż lubimy ich zaskakiwać. Tak jak artyści, nie zastanawiamy się nad odbiorem naszych prac. Przede wszystkim chcemy wyrażać siebie poprzez design, to nasz jedyny cel. Nie próbujemy zbawiać, ani ulepszać świata. Nie musimy dokonywać wielkich odkryć. Nie mamy celu, by czynić kogoś szczęśliwym, bądź smutnym. Po co projektować kolejne szafy, stoły i krzesła. Nie wystarczą te, które mamy? – Tak jak w modzie są cztery sezony, tak w designie potrzebne są nowe rzeczy. To biznes. Cały wywiad Elizy Ziemińskiej z projektantami Studia Job w siódmym numerze kwartalnika „Design Alive”. Magazyn znajdziesz: tutaj Prenumeratę zamówisz: tutaj

Zapisz się do newslettera!

Powiązane artykuły:

Spektakularna prowokacja

Spektakularna prowokacja

Dordrecht | 6 października 2022

Renomowane Studio Job zaprezentowało diaboliczny witraż unoszony przez żółwie