W latach 40. ubiegłego wieku na hałdach zastygłej lawy w Ciudad de México zaczęła kiełkować nowa, modernistyczna dzielnica Jardines del Pedregal. Pierwszym domem, który tam stanął, była Casa Cetto – do dziś pielęgnowana niczym największy skarb przez potomków architekta, który miał odwagę zmierzyć się z krajobrazem sprzed 1800 lat.
Kariera Maxa Ludwiga Cetto, niemieckiego architekta, rozwijała się znakomicie. Studiował na trzech renomowanych uczelniach, naukę zaś ukończył dyplomem u samego Hansa Poelziga. Wziął udział w konkursie na projekt siedziby Ligi Narodów w Genewie i był jednym z założycieli CIAM w wieku zaledwie 24 lat. Ale historia zrobiła swoje i kiedy w faszystowskich Niemczech zaczęło być nieciekawie także dla artystów idących z duchem modernizmu, Max Cetto wyemigrował do Ameryki i po cennych doświadczeniach w pracowni Richarda Neutry osiadł w Meksyku.
Tutaj dane mu było uczestniczyć w kolejnym wielkim eksperymencie, jakim była współpraca z architektem wizjonerem Luisem Barragánem przy tworzeniu dzielnicy Jardines del Pedregal (Skalne Ogrody). Miejsce to było terenem wykluczonym – na przełomie III i IV wieku n.e. wybuch pobliskiego wulkanu Xitle zniszczył starożytne miasto i utworzył na całe wieki pofałdowany obszar zastygłej lawy. Barragán chciał zagospodarować El Pedregal, stawiając na harmonię między architekturą a krajobrazem. Miały do tego służyć m.in. modelowe ogrody, otoczone murami z kamienia wulkanicznego i żelaznymi płotami, oraz domy.
Max Cetto zaprojektował tam pierwszy dom – dla siebie i rodziny – wyznaczając nowe standardy modernistycznego budownictwa. Kiedy architekt przystąpił do realizacji swego pionierskiego projektu, Pedregal nie miało żadnej infrastruktury. Nie było tam prądu ani bieżącej wody, a pośród skąpej roślinności buszowały węże, skorpiony i tarantule.
Początkowo Cetto postawił budynek jednopiętrowy, a później dobudował drugie piętro, w którym znalazło się miejsce na studio i dodatkową sypialnię. Ograniczenia przestrzenne wymusiły zastosowanie spiralnych schodów z żelbetonu, co okazało się zaletą, a potem pojawiło się w kilku innych projektach architekta w tej dzielnicy.
Pomiędzy stropami a podłogą Cetto zastosował wielkie przeszklenia, znane mu m.in. z projektów jego mistrza – Neutry. Szklane ściany zniosły de facto wizualną granicę między wnętrzem domu a jego otoczeniem, co było jednym z założeń architekta. Owo zespolenie z naturą znalazło też wyraz w użyciu naturalnych materiałów oraz dekoracji nawiązujących do lokalnej sztuki i rzemiosła.
Dom wykończono z fantazją: na ścianach pojawiła się kostka z drzewa kokosowego, a na jednym z sufitów – spektakularna mozaika, zainspirowana dokonaniami Juana O’Gormana (z którym Cetto się przyjaźnił), przedstawiająca znaki zodiaku mieszkańców domu. Projektant harmonijnie zestawił elementy rustykalne, m.in. z terakoty (narożny kominek czy piec zewnętrzny), z nowoczesnymi i prostymi w formie meblami – wiele z nich zaprojektował sam Cetto, choćby stół w jadalni.
Kiedy w 1949 roku wykańczano dom, cienkie ramy okienne od strony zewnętrznej pomalowano na jaskrawopomarańczowy kolor. Jednak po roku ten niezwykle krzykliwy akcent właściciele zmienili na błękitny. Chodziło o to, by zlał się z kolorem nieba, co zatarło kolejną granicę między domem a jego otoczeniem. I pozostał w tej formie przez następne 75 lat.