PROJEKTANCI 2.0

PROMOCJA

POZNAŃ 15.4.2014

DESIGN

Niech będzie to kraj szczęśliwych ludzi - czy studenci School of Form w polskim wzornictwie zrobią rewolucję?
School of Form to szkoła designu, do której przyjeżdżają na studia Francuzi, Ukraińcy i Chińczycy, prowadzona przez najlepszych specjalistów w branży. W Polsce. Jeszcze parę lat temu taki scenariusz wydawał się być nie do pomyślenia. Nie na tym rynku. Nie w tym kraju. I nie przy tych środkach. Mimo tego to właśnie tu Lidewij Edelkoort, trend forecasterka, dawniej szefująca Design Academy w Eindhoven, która pod jej rządami zyskała się opinię jednej z najlepszych szkół designu na świecie, zdecydowała się utworzyć uczelnię kształcącej projektantów na miarę XXI w. Wybrała Polskę między innymi dlatego, że tu wciąż jest obecna tradycja rękodzielnicza i rzemieślnicza, a ludzie są żądni zmian i gotowi do wysiłku dużo bardziej niż na zamożnym zachodzie Europy. Dlatego przyjęła propozycję poznańskiego przedsiębiorcy, właściciela Szkoły Wyższej Psychologi Społecznej, kolekcjonera sztuki Piotra Voelkela. School of Form powstała w Poznaniu, w industrialnej hali Międzynarodowych Targów Poznańskich. Jeżeli spojrzeć na mapę mieście się w samym sercu Europy, w centrum Polski i w środku miasta.

School of Form działa trzeci rok. Wśród sukcesów, jakie w tak krótkim czasie udało jej się zdobyć, można wymieniać namówienie do współpracy przy studenckich projektach takich firm jak IKEA, Skoda, Amica, Schattdecor, Porcelana Ćmielów czy Play oraz tytuł najlepszych studiów wyższych w zakresie wzornictwa w Polsce według Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Największym sukcesem śmiałych planów Edelkoort i Voelkela nie są jednak nagrody, ale studenci. W końcu nie każdymi studentami nowej prywatnej uczelni wyrażają zainteresowanie festiwale designu, a nawet sam premier.

Poza szkołą studenci School of Form pokazywali swoje projekty dwukrotnie podczas Łódź Design Festiwal i warszawskich Przetworów w pop-up storze Shop of Form, a ostatnio - na dużej wystawie, którą zorganizowano w Poznaniu w ramach przeglądu semestralnego. Spektakularne projekty studentów trafiły też za granicę: "Let’s Cook the Future” projekt  studentów Industrial Design angażujący przemysłowego robota Kuka do przygotowania posiłków był prezentowany podczas zeszłorocznego Milan Design Week, a projekt "Art Food” realizowany przez studentów Domestic Design i londyńskiej Royal College of Arts pod kierownictwem Marka Cecuły  i przy wsparciu Instytutu Adama Mickiewicza zawędrował do Londynu… i do Łodzi.

Oglądając prace studentów, trudno nie unosić brwi ze zdumienia patrząc na to, czym interesują się młodzi projektanci. Słowa Adriana Shaughnessy'ego, który w "Jak zostać dizajnerem i nie stracić duszy" pisał, że młodzi projektanci wydają się być dużo bardziej zainteresowani zbawianiem świata niż zarabianiem milionów, wydają się być niezwykle akuratne. Krzeseł aspirujących do tytułu ikon designu próżno było szukać wśród studenckich projektów. Można było za to znaleźć ich reprodukcje z… wikliny, które zgłębiając charakter materiału wykonali studenci Industrial Design pod kierunkiem Oskara Zięty. A oprócz wiklinowej parafrazy prac Eamsów czy Starcka odpowiedź na pytanie o ludzką twarz starości i choroby - serię chodzików, także wykonanych z wikliny, a nawet wiklinowe usztywnienie opatrunku, która z powodzeniem zastąpić może gips. Społeczne zaangażowanie projektowania jest jednym z wyróżników programu kształcenia w School of Form, gdzie oprócz projektantów w każdym studenckim projekcie uczestniczą antropolodzy, socjologowie, psychologowie lub filozofowie w zależności od zagadnienia.

W pracowni Fashion Design, której szefem jest projektant kostiumów teatralnych Wojtek Dziedzic studentki także postanowiły walczyć ze społecznym wykluczeniem. Projektując nakrycie stołu odkryły, że standardowa sytuacja grupowego spożywania posiłku, zwłaszcza w kontekście wymagającym zachowania manier, potrafi być bardzo stygmatyzująca dla niepełnosprawnego uczestnika biesiady - niewidomego. Problem jedzenia a wykluczenia społecznego zbadały z niewidomymi z jednego z wielkopolskich ośrodków. Postanowiły przybliżyć niewidomemu topografię stołu i niepisane zasady jedzenia, których widzący człowiek uczy się, powtarzając zachowania innych. Na obrusie wyhaftowały wzór, który dla niewtajemniczonego stanowić może dekorację, zaś dla niewidomych - instrukcję stołu i kolejności posługiwania się kolejnymi sztućcami i elementami stołowej zastawy.

Według Zuzanny Skalskiej, trend watcherki z holenderskiego VanBerlo i inicjatorki spotkania Piotra Volekela z Lidewij Edelkoort, a więc matki chrzestnej szkoły, projektanci powinni dziś na nowo zdefiniować odpowiedzi na fundamentalne pytania - czym jest dom, jak się je, jak się śpi, jakich rodzajów przedmiotów potrzeba do codziennej egzystencji - gdyż tradycyjne modele i formy we współczesnym, dynamicznym świecie nieustannie nowych technologii, straciły już swoją zasadność. Z próbami udzielenia projektowych odpowiedzi na wyzwania współczesności studenci mierzą się już na pierwszym roku. Na zajęciach z ceramiki studenci zastanawiali się nad czynnością picia i co z tego wynika dla form naczyń użytkowych. Powstały z tego porcelanowe naczynia, które zamiast wyłącznie odwoływać się do zmysłu wzroku, odwoływały się do tego jak chwytamy naczynia, jak przechylamy je do ust. Zamiast stosować obłe, gładkie kształty, nadawali formę porcelanie przy użyciu roślin, fragmentów owoców i resztek materii organicznej, przez uderzanie kamieniem czy nawet zanurzenie w piasku.

Studenci drugiego roku Domestic Design, prowadzonego przez Agnieszkę Jacobson-Cielecką, kuratorkę i krytyczkę designu, wyszli w przestrzeń miasta, robić "dizajn dla realnego świata". Analizowali zagadnienie targowisk w ogóle i w tym specyficznym przypadku, robili wywiady z  handlarzami z Rynku Jeżyckiego, zbierali dokumentację wizualną. Projekty, które powstały poruszają całe spektrum możliwych tematów: usługi związane rynkiem, lokalnością, organicznością, seria papierów do pakowania w delikatnych barwach z nadrukami inspirowanymi tym, co oko napotyka najczęściej podczas wizyty na targu (np. wzorem, w jaki układają się na straganie… damskie rajstopy)  oraz pomysły na utylizację organicznych odpadów, a także książka kucharska z przepisami do zrobienia dań z produktów dostępnych na rynku. Trzeci rok natomiast analizował związki miedzy smakiem, zapachem, kolorem i formą w ramach projektu Kształt Smaku.

Studenci specjalności Communication Design, której szefuje Rene Wawrzkiewicz, grafik i kurator,  zajmują się nie tylko projektowaniem grafiki czy infografiki. Projektują też procesy, doświadczenia użytkownika i usługi. Ostatnio zajęli się problematyką szczęścia. Jeśli nie stracą ducha i zapału, wychodząc za parę lat ze szkoły na rynek pracy, przez design Polska naprawdę ma perspektywę stać się krajem dla szczęśliwych ludzi. Zamiast próbować znaleźć swój indywidualny styl albo dywagować nad napędzaniem sprzedaży przy użyciu projektowania graficznego, studenci przygotowali m.in. ogólnopolską mapę szczęścia czy notatnik, uczący użytkownika, jak wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Pokazali też, jak mogą wyglądać, przeprojektowane pod kątem pozytywnych doświadczeń użytkownika, powszechnie używane i popularne serwisy internetowe. Dla NGO'sów, zajmujących się pomocą różnym grupom społecznym, kręcą virale, które wkrótce zainfekują internet. Na innych zajęciach zaś uczą się, jak przy pomocy Processingu i Arduino projektować angażujące interakcje z obiektami. Technologia wytwarza zupełnie nowe rodzaje obiektów, jak np. dostępny już w USA termostat wyposażony w sztuczną inteligencję. Jak się z nimi komunikować - to jedno z największych wyzwań współczesnych projektantów.

Projekty studentów School of Form zaskakują dojrzałością i humanistycznym podejściem. Nie są jednak spektakularnie "designerskie" w potocznym sensie. Nie ma tu ekstrawagancji ani ostentacji. Zamiast nich jest refleksja, świadomość, umiejętność uzasadnienia swoich racji. Studenckie prace łączą znajomość nowinek technologicznych z rzemiosłem. To jest możliwe dzięki świetnie wyposażonym warsztatom i najlepszym specjalistom z rożnych dziedzin, którzy przyjeżdżają do Poznania nie tylko z całej Polski ale i ze świata. To zasługa Li Edelkoort, ale także szefów poszczególnych specjalności, z których każdy jest uznanym i czynnie działającym w swojej dziedzinie specjalistą, z szeroką siecią powiązań. Mówią, że pozyskanie wykładowców do projektu nie jest bardzo trudne, bo wszyscy zgadzają się, że przyszłością projektowania są nauki humanistyczne, a kto już raz przyjedzie do School of Form, chętnie do niej wraca.

Więcej: www.sof.edu.pl