Luca Nichetto pracuje dla m.in. Kinnarpsa. W ub. roku na Milan Design Week zaaranżował przestrzeń „The Scandinative Workspace”. W tym roku dla szwedzkiej marki zinterpretuje raport trenów i zaaranżuje zawarte tam spostrzeżenia na 300 mkw. dużej hali wystawowej przy Largo Treves 5, na rogu Via Solferino w Mediolanie. - Ludzie, którzy są szczęśliwi w pracy, pracują lepiej! To takie proste - mówi projektant Luca Nichetto. fot. Wojciech Trzcionka

LUCA NICHETTO: STYLIZACJA TO NIE DESIGN

SZTOKHOLM 10.4.2015

DESIGN LUDZIE

Pracuje na dwóch krańcach Europy. W Wenecji, skąd pochodzi i w Sztokholmie. Z Lucą Nichetto, łączącym włoski temperament i skandynawski funkcjonalizm, rozmawiamy o designie, przyszłości, miejscu, w którym żyje i kosmosie.
Urodziłeś się w Wenecji. Czy pochodzenie wpływa na ciebie?
- W Wenecji woda często zalewa miasto i trzeba szukać alternatywnych dróg. To zmusza do kreatywności na co dzień. Może dlatego jestem projektantem.

Masz pracownię w rodzinnym mieście i w Sztokholmie. Jak pracuje ci się w tak różnych kulturowo miejscach?
- To bardzo interesujące, pracować w dwóch częściach świata. Ale jednocześnie to trudne - zarządzanie zespołem, pracą.

Jakie są różnice między szwedzkim a włoskim podejściem do designu?
- W Szwecji istnieje „tak” i „nie”. „Tak” znaczy „tak, „nie” znaczy „nie”. We Włoszech to nie jest takie jasne. Włosi częściej mówią „może”, co znaczy „spróbuję”. Dzięki temu niektóre rzeczy, które nie mogą zaistnieć w Szwecji, powstają we Włoszech. Szwedzkie społeczeństwo ma w sobie coś takiego, że raczej nie podejmuje ryzyka.

Jak zdefiniowałbyś swój styl?
- Lubię myśleć, że przestrzeń to coś, co musimy kreować wokół osoby, a nie na odwrót. Ale tak naprawdę to pytanie, którego nie lubię. Gdy żyli włoscy i skandynawscy mistrzowie, nikt nie próbował opisać ich stylu. Cały czas próbowali połączyć swoje umiejętności z wymaganiami producentów. Pojęcie stylu pojawiło się później, gdy projektanci zaczęli być postrzegani jako gwiazdy. Stali się stylistami. A dla mnie stylizacja to nie design. Gdyby okazało się kiedyś, że mam styl, proszę daj mi znać, bo to znaczy, że coś jest nie tak.

Czy myślisz, że można jeszcze zaprojektować coś ciekawego dla biura?
- Jeśli jest ci dobrze w biurze, w którym pracujesz, to nie. Ale jeśli jest w nim choć trochę nudno to znaczy, że mam, co robić. Tak samo jest z krzesłami. Jest przecież tyle krzeseł. Ktoś kiedyś powiedział: „Jest więcej krzeseł niż nas”. Ja uważam, że zawsze trzeba polepszać miejsce, w którym żyjemy. A potrzeby stale się zmieniają. Gdy byłem w Pekinie, widziałem ludzi, którzy nic nie mają. Kiedy świeci słońce, wychodzą na ulicę z krzesłami, żeby rozmawiać. Używają ich jako ławek. Tamci ludzie potrzebują po prostu ławek. Projekt zawsze zależy od kontekstu miejsca.

Jaki masz stosunek do klasyków designu? Cenisz kogoś szczególnie?
- Mam wielu mistrzów. To np. Castiglione, Otto Wagner, czy Adolf Loos.

A Mendini?
- Nie, Mendini nie. Jest dla mnie zbyt teoretyczny. Jakoś nigdy mnie nie pociągał. Jednak nie chodzi mi o sztywne podążanie ścieżkami wytyczonymi przez mistrzów. Obserwuję. Studiuję. Ale zawsze pozostanę sobą i muszę wybrać to, co jest dobre dla mnie.

Gdy rozmawiałam z Alessandro Mendinim, powiedział, ze trzeba się wszystkiego nauczyć, a potem zapomnieć.
- My mamy we Włoszech pewien problem z mistrzami. Jest ogromna presja. A ja uważam, że żyjemy w teraźniejszości i że ważne jest nie tylko patrzenie w przeszłość, ale też w przyszłość. A tam nie ma żadnych mistrzów. Przyszłość to biała kartka papieru. Mistrzowie są ważni, ale teraz to do nas należy decyzja.

Często angażujesz młode osoby do pracy?
- Tak, cenię ich kreatywność. Punkt widzenia. To otwiera oczy. Ostatnio pracowałem z Rosjanką Lerą Mioseevą. To był bardzo ciekawy projekt.

Niedawno współpracowałeś z Oki Sato ze studia Nendo. Uważasz go bardziej za Japończyka czy Kanadyjczyka?
- Zdecydowanie Japończyka, ale z zachodnim twistem. Świetnie nam się razem pracowało.

Czy w zalewie nowych przedmiotów i projektów nie masz wrażenia, że praca projektanta nie jest już tak potrzebna?
- Trzeba myśleć o designie inaczej. Świat jest pełen projektów. Warto pomyśleć, kto będzie dobry klientem dla Ciebie. Projektanci chcą projektować, żeby pozostawić po sobie ślad. Ale tak naprawdę chodzi o znacznie więcej. Tworzenie nowych miejsc pracy. Tworzenie wspólnoty. Dzięki takiemu podejściu nie czuję się tak źle, kiedy projektuję nowe krzesła.

Jakie jest twoje marzenie?
- Chciałbym zaprojektować coś w kosmosie. Tu na ziemi wszystko jest już określone.

Rozmawiała: ELIZA ZIEMIŃSKA