JONATHAN IVE, GENIUSZ APPLE’A: ROZBIERAŁEM WSZYSTKO, CO WPADAŁO MI W RĘCE

WOJCIECH TRZCIONKA

9.3.2011

LUDZIE

Jeśli wydaje ci się, że za wszystkimi sukcesami firmy Apple stoi Steve Jobs, to mylisz się sromotnie. Nie byłoby iMac'a, iBook'a, Power Mac'a, Power Book'a, Mac'a Mini, iPod'a, iPad'a oraz iPhone'a, gdyby nie Jonathan Ive, główny projektant i szef dizajnerów w Apple Computer.
Urodzony w 1967 roku w Londynie Ive do Apple'a trafia w 1996 roku. Zawsze stoi w cieniu szefa, który to właśnie najczęściej brany jest za twórcę najważniejszych produktów Apple'a. Ive niechętnie udziela wywiadów. A tak naprawdę to właśnie londyńczyk i sztab jego projektantów odpowiadają za to, w czym kochamy się przez ostatnie lata.

Studiował na Politechnice w Newcastle. Potem został partnerem w firmie projektowej Tangerine, której klientem był Apple. Znudzony pracą doradcy chętnie odpowiada na ofertę Jobsa wracającego do Apple, i przenosi się do San Francisco. Już rok później zostaje wiceprezesem wzornictwa przemysłowego oraz wprowadza kolor i światło w ponury świat informatyki wypuszczając iMac'a, który szturmem zdobywa rynek i sprzedaje się w dwóch milionach sztuk w pierwszym roku.

- Zawsze interesowało mnie to, jak co jest zaprojektowane, choć początkowo nie zdawałem sobie sprawy, że coś w ogóle trzeba projektować. Jako dziecko, pamiętam, rozbierałem wszystko, co wpadało mi w ręce. Dopiero z czasem zacząłem się interesować, jak różne rzeczy zostały wykonane, jak pracują, z jakiego są materiału, jaki mają kształt. W wieku 13 lat już wiedziałem, że chcę projektować, ale nie miałem pojęcia, czym jest design, że to samochody, meble, biżuteria, czy łodzie. Tego nauczyły mnie dopiero studia w Newcastle, które były dobrym fundamentem. Nauczyłem się podstaw, zacząłem zrozumieć historyczne i kulturowe uwarunkowania projektowania obiektu - wspomina dziś Jonathan Ive.

Za komputerami nie przepadał. - Byłem przekonany, że jestem nieudolny technicznie, co było frustrujące, ponieważ chciałem korzystać z komputerów, aby móc je udoskonalać. Na ostatnim roku studiów odkryłem dla siebie Mac'a. Pamiętam, że byłem zdumiony, że to lepsze niż cokolwiek innego na rynku i próbowałem go użyć. Uderzyła mnie staranność wykonania tego komputera. Miałem poczucie połączenia się przez obiekt z projektantami. Zacząłem uczyć się filozofii firmy, w jaki sposób została założona, jakie ma struktury. I tak dowiedziałem się, że w Apple nie chodzi tylko o zarabianie pieniędzy. Potem okazało się, że będziemy współpracować, aż w końcu trafiłem do Stanów.

Kiedy dołączył do zespołu Apple'a, wartość firmy spadała. Wydawało się, że koncern stracił poczucie tożsamości i celu. Ale do firmy na czas wrócił Steve Jobs (współzałożyciel Apple'a) i ponownie wyznaczył kierunek, który był jasny i różnił się od innych firm. Geniusz Jobsa i Iva sprawił, że firma znów zaczęła piąć się w górę. - Design i innowacja, czy łatwość i prostota znów stały się ważne - wspomina Jonathan Ive.

Jego zdaniem, jednym z głównych sukcesów Apple'a jest fakt, że jej produkty, choć zostały doskonale zaprojektowane (zadbano w nich o najmniejszy szczegół), świetnie wyglądają, są funkcjonalne, to "wyglądają jak niezaprojektowane". Co będzie następne?





Jonathan Ive do Apple'a trafił w 1996 roku. Zawsze stoi w cieniu szefa. fot. Materiały prasowe

Jonathan Ive jako pierwszy wprowadził kolor i światło w ponury świat informatyki wypuszczając iMac'a. fot. Materiały prasowe

iPhone 4 - jedno z dzieci Iva. fot. Materiały prasowe