ERNEST WIŃCZYK: – PIERWSZY APARAT KUPIŁEM BY FOTOGRAFOWAĆ NIEBO

TEKST: DOROTA ŁASKI. ZDJĘCIA: ERNEST WIŃCZYK

WARSZAWA 6.9.2020

LUDZIE STYL ŻYCIA SZTUKA

Niektórzy mają drobiazgowy plan na życie, inni wierzą w twórczą moc przypadku. W ramach nowego cyklu rozmów z fotografami wnętrz i architektury Ernest Wińczyk, który na co dzień pracuje z branżą kreatywną, opowiada nam co ukształtowało jego karierę, skąd czerpie inspiracje oraz zdradza jak wygląda jego praca.

Fotografia od zawsze była Twoim hobby?
Kiedy miałem jakieś 14 lat nauczycielka biologii (Pani Małgorzata Padyjasek, pozdrawiam serdecznie!) zaproponowała mi udział w konkursie fotograficznym. Konkurs wygrałem dwa lata z rzędu, co zbliżyło mnie do tej dziedziny. W tym czasie pasjonowałem się astronomią, więc pierwszy aparat (stara Practika) kupiłem, żeby fotografować niebo.

Pewnego wieczoru wyczekiwałem zaćmienia księżyca, które bardzo, ale to bardzo chciałem sfotografować. Zaćmienie było i to całkowite, ale bardziej nieba niż księżyca. Nic nie było widać. Zrezygnowany wróciłem do domu, ale za to całą noc fotografowałem odczynniki chemiczne w szklankach i aranżowałem różne przedmioty w kompozycje przestrzenne. Można to uznać za moją inicjację w fotografii still life, którą teraz tak namiętnie się zajmuję.

wińczyk__designalive

Masz swojego idola?
Nie mam jednego idola. Jest za to grono fotografów, których prace i kreacje podziwiam. Fascynuje mnie Philip-Lorca diCorcia, który tworzy sceny wręcz teatralne, operuje światłem jak Caravaggio, a przy tym jego zdjęcia są niczym fotosy ze scen filmowych z pewnym autentyzmem, którego szukam też w języku fotografii. Podobnie urzekają mnie prace Taryn Simon czy Jeffa Walla. Z drugiej strony ubóstwiam Andreasa Gursky’iego, którego pojedyncze wielkie fotografie są jak esej filozoficzno-społeczny. Z polskiej sceny bardzo szanuję Bownika za wysublimowany, autorski sposób opowiadania o rzeczach ważnych i głębokich z dużym wyczuciem, ponadczasowością i wrażeniem spotkania z czymś metafizycznym. Uwielbiam też Maurycego Gomulickiego, z którym przyjaźnię się od paru lat. Spotkaliśmy się w sytuacji fotograficznej i zbliżyło nas między innymi zamiłowanie do intensywnego koloru i pewnego rodzaju obfitość estetyczna. Bardzo go cenię za wolność twórczą, którą ma w sobie i to jak korzysta z wielu mediów, tworząc unikalne uniwersum. Za umiejętność operowania kolorem i wizualną przewrotność cenię też niezwykle takich twórców jak Lorenzo Vitturi i Maurizio Di Iorio czy Grant Cornett.

A dlaczego zająłeś się fotografią wnętrz?
Na mojej wizytówce jest napisane, że zajmuję się robieniem zdjęć przedmiotów i przestrzeni. W takiej kolejności. Specjalizuję się w fotografii designu, produktu i still life. W moich fotografiach opowiadam o relacjach człowieka z przedmiotem i przestrzenią. W liceum nawet myślałem o studiowaniu wzornictwa, pracowałem wtedy w CSW w Toruniu jako fotograf i tam poznałem Tomka Rygalika. Po roku byłem częścią jego studia jako fotograf i dzięki niemu wszedłem w tę branżę. A że design często fotografuje się we wnętrzach… oto odpowiedź.

winczyk_designalive_5
Przestrzeń coworkingowa The Nest w obiektywie Ernesta Wińczyka.

Jak wygląda Twój typowy dzień?
Nie mam typowych dni. I to właśnie bardzo lubię w moim życiu. Gdy mam sesję, zajmuje mnie ona od wczesnego ranka do wieczora i jestem na niej szczerze skupiony. Dni pomiędzy zdjęciami wypełniają spotkania te zawodowe i towarzyskie, praca biurowa, ale też – co dla mnie szalenie istotne – pielęgnacja zdrowia, dbanie o kondycję zarówno fizyczną, jak i umysłową. Traktuję to także jako inwestycję w życie zawodowe.

Miewasz jakieś przygody w pracy?
Oczywiście. Przygodą jest każde nowe zlecenie. Na przykład moment, kiedy zaczynam pracować nad światłem i kompozycją kadru. Kiedy ustawiam obiekty i wpadam w taki twórczy trans. Improwizacja – jeden z moich ulubionych aspektów pracy – to gwarancja przygody. Lubię kiedy mamy wstępnie określoną koncepcję, zebrane obiekty i przestrzeń. Wtedy obserwuję i reaguję na relacje między nimi, zagrywam światłem i powstają obrazy, które opowiadają właśnie jakąś przygodę.

Opowiesz nam o swoim ulubionym sprzęcie? To cyfra czy analog?
Moje ulubione narzędzia to Canon 5Ds i obiektywy z serii TS-E, dające mi możliwość korekcji perspektywy. Na planie zawsze pracuję na statywie i z aparatem podpiętym do komputera – to istotne, żeby na bieżąco kontrolować cyfrowo obraz i sprawdzać, czy on na mnie działa. Innym narzędziem, które bardzo lubię jest mały aparat Fujix100f. Fotografuję nim na co dzień, to narzędzie do wypracowywania własnego stylu – reagowania na otaczającą rzeczywistość. Czasami na planie dostrzelę nim jakieś detale i zbliżenia. Te codzienne zdjęcia układam w cykle, które publikuję na instastories jako @ultraunicorn.

wińczyk__designalive2

Współpracujesz na stałe z projektantami i architektami? Skąd otrzymujesz zlecenia?
Tak, współpracuję z projektantami produktu oraz producentami. Często to projektanci rekomendują mnie producentom, którzy potem zlecają mi sesje zdjęciowe. Moimi klientami są też architekci i instytucje kultury, dla których fotografuję dzieła sztuki i wystawy. Współpracuję też ze studiami graficznymi, brandingowymi i agencjami reklamowymi.

Co Cię inspiruje?
Nie istnieje jedna odpowiedź, inaczej musiałbym odpowiedzieć banałem, że inspiruje mnie „wszystko”. Czasami są to filmy. Na przykład do sesji dla marki MDD na poprzednich Targach Warsaw Home inspirowałem się światłem i atmosferą z Blade Runnera 2049. Do sesji, którą robiłem parę lat temu dla Comforty inspirowały mnie pejzaże japońskich grafików z XIX wieku.

Często inspiracją jest światło w malarstwie, przede wszystkim w holenderskich martwych naturach. Inspirujące są też wnętrza, w których ludzie żyją od dawna i układają się ze sobą nawzajem. Bardzo lubię wynajdywać na Airbnb mieszkania, które mają oznaki codzienności, zamieszkania, wynająć i pomieszkać sobie u kogoś w takiej perełce. Gdy podróżuję po świecie zawsze szukam takich miejsc.

Kolekcja "Ripple" firmy Comforty. Kolekcja „Ripple” firmy Comforty w obiektywie Ernesta Wińczyka.

Masz swoje ulubione miejsce na ziemi?
Mam dwa ulubione miejsca i w nich żyję. Pierwsze to Warszawa, w której spędzam większość roku, a drugie to La Palma, wyspa, na której od paru lat spędzam około dwóch miesięcy w roku. Żyję tam innym życiem, takim wolnym i cichym. Tam też inaczej fotografuję, zajmuje mnie malarstwo i medytacja.

La-Isla-Bonita_Ernest_Winczyk-0043

Jakie są Twoje najbliższe plany?
Zjeść pyszną rybę nad morzem. A później przygotować autorski album fotograficzny.

Więcej na: www.ernestwinczyk.com

Ernest Wińczyk – absolwent wydziału Sztuki Mediów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, obecnie prowadzi zajęcia z fotografii na wydziale Wzornictwa macierzystej uczelni. Specjalizuje się w fotografii produktowej. W latach 2010-2015 członek zespołu Studia Rygalik. Fotografował m.in. dla Comforty, Dantex, DuPont, Flexhouse, Hem, Internity, Kauber, Longstory, MDD, Myhome.pl, mute.design, Nurt, NAP, Nokia, Paged, Profim, Studio Rygalik, SwissCannabis, TRE, TWIN, Tylko, Yeti. Wspołpracował m.in. z Muzeum Narodowym w Warszawie, Instytutem Adama Mickiewicza, Centrum Nauki Kopernik, Teatrem Dramatycznym w Warszawie, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Międzynarodowym Festiwalem Teatralnym Malta czy Międzynarodowym Festiwalem Filmowym TOFIFEST.

Kadr z sesji dla marki Comforty

Kalendarz ścienny Kal

Kadr z sesji realizowanej w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego

Projekt Lejek i szufelka autorstwa Roberta Pludry

Fotel Frank zaprojektowany przez Krystiana Kowalskiego w sesji dla mdd