Studio Public specjalizuje się w obiektach gastronomicznych, dla których inspirację czerpie z idei Filipa Springera – architektura w klasycznej formie dobiega końca, a przyszłość to odtwarzanie i remontowanie istniejących przestrzeni.
Mikołaj Wojciechowski, który wcześniej współtworzył pracownię Sojka & Wojciechowski, wspólnie z Maciejem Graneckim i Maciejem Kuratczykiem prowadzi obecnie studio Public – w jego portfolio są m.in. kawiarnie Żona Krawca na Ursynowie, Waszyngton i Waszyngton Soho, restauracja Sartoria w Łodzi, pizzeria Popolare na Żelaznej, a także bar mleczny Grażyny.
W działalności Public wybija się temat podejścia do recyklingu w architekturze – wykorzystywanie istniejących obiektów, odnajdywanie vintage’owych elementów i tworzenie harmonijnej warstwy historii. Jeden z ostatnich projektów, bar Grażyny, jest dobrym przykładem na to, że z recyklingu można stworzyć nowoczesne, ciekawe wnętrza.
Jak wyglądał proces projektowania Grażyny?
Budynek, w którym znajduje się lokal, ma ciekawą historię. W latach 90. był tu sklep z butami, wnętrze miało podwieszane sufity, a na podłodze płytki z Castoramy. Naszym zadaniem stało się „odgrzebanie” ukrytej tkanki przestrzeni. Początkowo myśleliśmy o użyciu recyklingowanego linoleum na podłodze, ale odkryliśmy kapitalną mozaikę, którą postanowiliśmy zachować. Słupy ceglane też okazały się wartościowe i pozostawiliśmy je w pierwotnej formie. Do wydzielenia niezbędnych przestrzeni, jak toaleta czy kuchnia, użyliśmy surowego karton-gipsu przykręconego do profili, tak aby minimalnie ingerować w istniejącą tkankę. To była zabawa formą – recykling materiałów tam, gdzie się dało, a tam, gdzie było to konieczne, rozwiązania proste i funkcjonalne.
Bardziej interesuje Was odkrycie potencjału miejsca niż tworzenie wszystkiego od nowa?
Okolica baru jest niedzisiejsza – budynki mają swoje lata. To pozwoliło nam podjąć decyzję, że nie będziemy produkować żadnych nowych elementów. Jeśli potrzebne były nowe obiekty, korzystaliśmy wyłącznie z rzeczy używanych lub starych, ale nigdy niewykorzystanych. Tym kluczem wybraliśmy płytki, luksfery, krzesła – wszystko, co mogliśmy, pozyskaliśmy z drugiej ręki, z prywatnych piwnic i magazynów. Wszystkie stoliki i parapety zostały wykonane z płytek z lat 80. i 90.

Lubicie czerpać z klimatu lat 60.?
Nie działamy według sztywnej biblioteki odniesień. Budujemy nasze koncepcje w sposób naturalny i kontekstowy. Jeśli chodzi o lata 60., to jedynie logo warszawskiego artysty Easy’ego nawiązuje do klasycznych wzorów. W samym wnętrzu nie czuliśmy potrzeby nawiązywania do historii barów mlecznych. Chcieliśmy stworzyć coś nowego – nową jakość i formę, choć z wykorzystaniem starych materiałów.
Kompozycję z odzyskanych elementów zamiast kiczowatej reprodukcji.
Tak, traktujemy ten projekt jako wyzwanie i eksperyment w tworzeniu restauracji z maksymalnym wykorzystaniem dostępnych materiałów. Temat recyklingu wciąż ma potencjał. Projekt zyskał uznanie i pokazuje, że ludzie doceniają taką estetykę.
Wydaje się, że idziecie „trzecią drogą” – między drogimi, luksusowymi lokalami a knajpami z przypadkowych starych elementów. U Was jest przemyślana kompozycja, która łączy odzyskane przedmioty z estetyką i funkcjonalnością.
Dokładnie. Chodzi o to, żeby wykorzystać to, co pod ręką, ale jednocześnie przemyśleć kompozycję i dodać elementy, które wniosą nową jakość. Na przykład lampy z używanych luksferów, zrealizowane w warsztacie Różne Rzeczy – początkowo był to tylko pomysł, ale w trakcie realizacji dopracowaliśmy konstrukcję, aby były bezpieczne i podświetlone. Warsztatowi wykonawcy spędzili nad tym wiele godzin, efekt jest oryginalny i przyciąga uwagę. Pojawiają się nawet pytania o możliwość zakupu samej lampy – nie wykluczamy, że może się to pojawić w sprzedaży, bo jest ciekawym, funkcjonalnym elementem wnętrza.
Co dokładnie rozumiecie przez projektowanie w sposób zrównoważony?
To przede wszystkim sztuka „odejmowania”, bez zbędnych dekoracyjnych ornamentów, dodatków, które są użyte tylko po to, żeby sztucznie uatrakcyjnić przestrzeń. Może bez przesady z cytowaniem Adolfa Loosa, że „ornament to zbrodnia”, ale jest to często zdecydowanie niepotrzebny dodatek. Ludzkie oko można zainteresować w inny sposób.
Skąd bierzecie wyposażenie?
Jeśli chodzi o używane krzesła, można je kompletować z OLX, ale lepiej po prostu iść do Krześlarza – współpracujemy z nim już od dawna, przy różnych realizacjach. Dostarczył nam choćby fantastyczne hokery do baru Ragazzi. Pojawił się też element plastikowy – jeden z dwóch nowych przedmiotów w naszym lokalu. To płyty z przetworzonych kapsli PET, wykonane specjalnie dla nas przez polską firmę Boomplastic. Ten plastik pozostał z nami jako element pierwszego podejścia, kiedy szukaliśmy najczystszych materiałów z recyklingu. Lampy techniczne też mają tu ciekawą historię – szukaliśmy rozwiązań u polskich producentów, ale większość była „greenwashingowa”: ekologiczne lakiery wodne, marketing, ale efekt nie odpowiadał naszym założeniom. Dopiero AQform zaproponował produkty wycofane z produkcji, które w przeciwnym razie zostałyby zmielone. Tak udało nam się je wykorzystać, nadając im nową funkcję i przywracając je do życia.
Czy to podejście – wykorzystanie recyklingu i współpracy z artystami – można rozszerzyć na inne realizacje Waszego studia?
Tak, chcielibyśmy, żeby współpraca z artystami stała się elementem naszej identyfikacji. To pozwala wprowadzić świeży oddech i unikalną stylistykę do naszych realizacji. Jeśli chodzi o wykorzystanie produktów z recyklingu, to myślę, że projektem baru Grażyny otwieramy nową ścieżkę, którą chcielibyśmy podążać. Pokazaliśmy, że jest możliwe zaprojektowanie estetycznego lokalu z wykorzystaniem produktów z recyklingu, który nie wygląda jak śmietnik czy zbieranina przypadkowych elementów.

Skoro współpracujecie z artystami i używacie odzyskanych materiałów, czy wiecie od początku, jaki będzie efekt końcowy?
Każdy projekt szczegółowo modelujemy w 3D, żeby mieć kontrolę nad efektem końcowym. Przy barze Grażyny było inaczej – efekt nie był nam znany do ostatniej chwili, co dało możliwość eksperymentowania i wprowadziło element performatywny.
To wymaga zaufania klienta.
Tak, dlatego budujemy silne portfolio. Pokazując ciekawe realizacje, dajemy klientom pewność, że możemy to zrobić dobrze i że mogą nam zaufać. W naszej własnej pracowni, w legendarnym modernistycznym bloku, tzw. Desce na warszawskim Żoliborzu, stosujemy to samo podejście – posadzki z odzyskanego lastryka, dywany z odzysku, płytki w łazience z rynku wtórnego. Jesteśmy twarzą tego podejścia – nie tylko mówimy, że coś jest ekologiczne, ale sami korzystamy z odzyskanych materiałów i obrabiamy je z lokalnymi rzemieślnikami, dając im nowe życie.
Z jakimi artystami współpracujecie?
Zaczęliśmy od Karoliny Lubaszko – ilustratorki, która malowała ściany w pizzerii Popolare. Mamy Vlada Oganova, który zajmuje się drukiem 3D, a Easy, artysta uliczny, stworzył instalację z książek kucharskich w barze Grażyny. W kawiarni Waszyngton Soho współpracowaliśmy z australijską graficzką Sarah Shaboyan, która przygotowała grafikę inspirowaną naszymi szkicami do projektu wnętrza. Wprowadzamy też nowe media. Współpracujemy z Maciejem Rafalskim, który do naszego projektu baru El Koktel dmucha 50 szklanych kloszy. Tworzymy mozaiki w małym formacie z Dorotą Szewczyk. Natomiast do projektu kliniki dentystycznej na Żoliborzu sprzymierzyliśmy się z Bartłomiejem Stawińskim, który wykonuje imponujące instalacje z drewna. Chcielibyśmy też zrobić projekt z Kamilem Borowskim, który projektował nowe logo naszej pracowni.
Zobacz również Tinyhouse od studio Public. To mikroforteca, którą można zabrać ze sobą!

