Studzienno 27, czyli cztery drewniane domki w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Narodowego Gór Stołowych, choć powściągliwe w formie, oferują rzadki dziś luksus – ciszę, nieposkromioną zieleń i brak zasięgu.
Architektura budynków została podyktowana rygorystycznym podejściem do ochrony zastanego ekosystemu. Choć działka jest rozległa, Agnieszka, pomysłodawczyni i gospodyni Studzienno 27, zdecydowała o ograniczeniu zabudowy wyłącznie do miejsc pozbawionych drzewostanu i wrzosowisk. Zależało jej również na formule drewnianych domów, przy jednoczesnym odejściu od schematu „nowoczesnej stodoły”. – Z tego powodu już na etapie koncepcji pojawiła się propozycja technologii CLT (drewno klejone krzyżowo i warstwowo – red.), w 2019 roku wciąż mało znanej w Polsce – wspomina początki architekt Kuba Woźniczka z pracowni Kameleonlab, autor koncepcji architektonicznej.
Bryły domów ustawiono pod skosem, co pozwoliło na optymalne wykorzystanie światła dziennego przy jednoczesnym zachowaniu prywatności gości i otwarciu widoków na las. Jednospadowe dachy zarysowały wyrazistą formę budynków, a elewacje z czarnych, drewnianych desek zyskały detale w odcieniach żółci, bordo i ciemnej zieleni, podążające się za kolorystyką otaczającej natury.
Wnętrza autorstwa pracowni Madde Studio, tworzonej przez Maję Górowską, Karolinę Koryniowską i Kamilę Potocką, stanowią funkcjonalną kontynuację zamysłu, który towarzyszył powstaniu architektury. W środku, na dwóch piętrach rozlokowano salon z kominkiem i aneksem kuchennym, dwie sypialnie i pokój kąpielowy (na piętrze) z wanną, z której można podziwiać korony drzew.
Mimo identycznych układów każdy z 85-metrowych domków otrzymał odmienny charakter.
Paleta materiałowa została ograniczona do drewna, sklejki, ceramiki, metalu oraz mikrocementu – rozwiązań naturalnych i trwałych, które dobrze się starzeją i są łatwe w renowacji.
Znaczna część mebli i dodatków pochodzi z drugiego obiegu. Poszukiwania na aukcjach i targach staroci pozwoliły na wprowadzenie do wnętrz ponadczasowych klasyków, co również wpisało się w ekologiczne założenia inwestycji.
– Duża część mebli i dodatków pochodziła z drugiej ręki, co oznaczało, że wiele decyzji podejmowałyśmy „na żywo”, bez gotowych wizualizacji, które mogłyby je zobrazować inwestorce – podkreślają projektantki z Madde Studio. – Dla nas było to również sporym wyzwaniem organizacyjnym – poszukiwania trwały długo, obejmowały aukcje internetowe i targi staroci, a jednocześnie były źródłem satysfakcji, bo prywatnie jesteśmy zwolenniczkami rzeczy „z drugiego obiegu”.
