– Nauczymy się robić rzeczy, które naprawdę kochamy. Staniemy się mistrzami amatorami w kuchni, amatorami śpiewakami, projektantami mody, amatorsko będziemy pisać i hodować kozy. Nadchodzi era amatorów – twierdzi Lidewij Edelkoort, która od lat 70. analizuje i prognozuje rozwój mody, designu i kultury.
Jeśli miałabym wskazać, które spotkanie w ostatnim czasie najbardziej poszerzyło moje horyzonty, to kawę z Li Edelkoort podczas przerwy w konferencji modowej nazwałabym gruntownym resetem dotychczasowego myślenia o świecie. Rozmowa z Li to duży przywilej. Od lat zajmuje wyjątkowe miejsce w świecie designu, jako jedna z najwnikliwszych obserwatorek współczesności.
Jej raporty są jak filozoficzne eseje o świecie podlegającym bezustannej zmianie. Słucha się jej z nabożnym skupieniem, jak współczesnej prorokini, która instynktownie, z trzewi maluje przed nami przyszłość, która nie jest katastrofą, lecz okazuje się empatycznym światem nowych form wspólnoty. Jedno jest jasne: Li Edelkoort jest „tą, która wie”, i nie waha się z nami tą wiedzą dzielić.
Podczas Fashion Design Summit 2025 w warszawskim Muzeum POLIN Edelkoort mówiła o nadchodzącej erze amatorów – ludzi, którzy pracują i tworzą z pasji, z serca i dla własnej przyjemności. Zastanawiała się, jak technologia – od sztucznej inteligencji po druk 3D – może stać się narzędziem wrażliwości, a nie dominacji. Zamiast o trendach słuchaliśmy o energii obecnej w przedmiotach i o bezkompromisowym odradzaniu się znaczenia rzemiosła.
Zaczynając wywiad z Li, nie miałam pojęcia, jak wiele niesamowitych wizji zechce przede mną odsłonić. Od nowych form kolonializmu przejdziemy do średniowiecza zamieszkanego przez roboty, a skończymy na współczesnym czarownictwie i walce z męskim monopolem modowym.
Najbardziej poruszająca z tego, co dziś powiedziałaś, była dla mnie prognoza empatycznego, niemal poetyckiego sposobu tworzenia designu – projektanci będą tworzyć dla nas piękno płynące z ducha, idą czasy nowej wrażliwości.
Chodzi o akt współczucia. Im więcej energii włożymy w produkt, tym lepiej będzie działał. Mimo że tego nie widać, czujemy energię, która została w obiekt włożona. Dlatego jest tak wielka różnica między zwykłym przedmiotem a takim, który został zaprojektowany z uważnością i empatią. Co więcej, ten drugi niejako sam do nas mówi: „kup mnie”. Nie potrzeba marketingu – marketing jest już w tym produkcie.
Design musi mieć swój storytelling, projekty rzemieślnicze też potrzebują kontekstu i opowieści. Ale Ty idziesz dalej i mówisz o energii.
Bo nie wystarczy już storytelling – wymyślenie historii jest łatwe. Czasem oczywiście trzeba ją opowiedzieć, ale tu chodzi o coś więcej – o energię, troskę i miłość, które przekazuje nam twórca. Czujemy je w materiale, w powierzchni, w wykończeniu, w sposobie, w jaki coś leży w dłoni. Składa się na to wiele elementów, ale wszystko sprowadza się do uważności.
Projektanci wydają się zmęczeni przemysłem. Chcą produkować małe serie – rzeczy użytkowe, ale autorskie, galeryjne, z ludzkim dotykiem.
Pod koniec pandemii zrobiliśmy z moim partnerem Philippem Fouché wystawę w Lille pt. „Labor of Love”, powstała też o tym książka. Pokazaliśmy na niej, że po 11 września nie można już było projektować w ten sam sposób – wszystko wydawało się puste i bezużyteczne. Młodzi projektanci zaczęli więc tworzyć własne rzeczy, ręcznie, jednostkowo. Rzemiosło i unikat stały się ważne. To był czas, gdy kierowałam Design Academy w Eindhoven – wszyscy chcieli pracować rękoma, tylko rękoma. Ale zauważyliśmy, że to nie wystarczy. Jak Edward Nożycoręki potrzebujemy też narzędzi – krosna, dłuta, maszyny do szycia.
Jakby historia cywilizacji zatoczyła koło.
Tak. Jakbyśmy na nowo przeżywali minirewolucję przemysłową.
Uderzyło mnie, że nie wspomniałaś wcale o wojnach, ale o kryzysie ekologicznym, jedynie w kontekście młodego pokolenia, wskazując, że tylko ono próbuje znaleźć odpowiedź na trudną rzeczywistość.
W edukacji nie mówimy już nawet o cyrkularności czy zrównoważonym rozwoju – jest to po prostu oczywiste. Studenci używają tylko naturalnych barwników, naturalnych włókien – nie chcą syntetyków. To się stało naturalne, weszło im w krew. Dlatego niektórzy myślą, że temat zniknął, ale on po prostu stał się normą. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich – wielu ludzi nie widzi różnicy między sztucznym a prawdziwym. Lecz nawet w Chinach rośnie świadomość klimatyczna – to duże, pozytywne zaskoczenie. Bo kiedy ekologia zacznie się opłacać ekonomicznie, wszyscy się obudzą. Samochody elektryczne, panele słoneczne – to wszystko napędza konsument, nie rząd. To rewolucja oddolna, prowadzona przez użytkowników. Myślę, że za 15 lat będziemy znacznie bardziej zaawansowani w ochronie przyrody – być może będzie zbyt późno, ale jednak. Ostatecznie, jeśli zostawić naturę samą sobie, potrafi się odrodzić – czasem zaskakująco szybko.
Odrodzić, ale być może już bez nas.
Właśnie. Pytamy AI, jak rozwiązać problem globalnego ocieplenia – a przecież jeśli naprawdę byłaby inteligentna, zobaczyłaby, że to ludzie niszczą planetę. Więc logicznym rozwiązaniem byłoby… pozbycie się ludzi. Szalone, ale możliwe. Bo w tym równaniu to my jesteśmy zagrożeniem. Nie wspominałam o AI podczas wykładu, bo to temat, który i tak zajmuje dziś wszystkim głowę – można by o tym rozmawiać bez końca.
Myślę, że dziś bardziej niż kiedykolwiek zupełnie nie wiemy, co będzie jutro. Może dlatego ludzie tak lubią Cię słuchać – jesteś jak współczesna prorokini, mówisz z trzewi, wydaje się, że słuchasz instynktu bardziej niż teoretycznych założeń. A może jest tu jedno i drugie, w symbiozie?
Nie tylko mówię. Aktywnie pracuję nad sposobami zmiany świata. Jestem częścią World Hope Forum. Organizacja powstała w 2020 roku, po wywiadzie, którego udzieliłam, a który miał milion odsłon – był to czas pandemii, nikt nie mógł nigdzie wyjechać. Poczułam, że musimy wykorzystać tę energię, żeby zrobić coś dobrego. I tak stworzyliśmy z moim partnerem Philippem forum, które odbywa się co miesiąc, prawie przez 10 miesięcy w roku. Zapraszamy ambasadora z danego kraju, który przygotowuje program z ośmioma prelegentami mówiącymi o dobrych praktykach, dobrych ludziach, dobrych produktach, zwierzętach, o uczciwości. Mamy już w sieci ok. 400 niesamowitych mówców i działamy dalej.
Poruszacie też temat from farm to fashion – od farmy do mody.
Niedawno mieliśmy o tym pierwsze forum na żywo, w Rzymie. Wełna jest dziś niemal całkowicie eliminowana z produkcji. Prawie wyginęła – to przerażające. Nie potrafię sobie wyobrazić świata bez wełny. Jak będziemy bez niej żyć? Jesteśmy aktywistami na rzecz wełny, wkrótce wygłoszę o tym przemówienie dla Business of Fashion. Tematem będzie najbliższe 10 lat.
Co nas czeka?
Czeka nas tyle nowych rzeczy, że jest to aż niewiarygodne. Nic już nie będzie takie samo. Myślę, że AI skoncentruje się, jak wszyscy się domyślają, na odbieraniu ludziom pracy. Dzieci, które się teraz rodzą, nie pójdą do szkoły w tradycyjnym sensie, bo nie będą mogły liczyć na jakąkolwiek karierę zawodową. Do tego wszyscy będziemy żyli po sto lat. Pytanie brzmi: jak spędzić te sto lat? Jak nadać życiu sens?
A jak Ty to widzisz?
Powstanie produkcja miejska, generowana przez AI, należąca do miliarderów i ich „niewolników”, czyli robotów. To będzie nowa forma kolonializmu. Będą produkować wszystko, czego potrzebujemy: lodówki, samochody, jedzenie. Ludzi do tego zaangażowanych będzie niewielu, a reszta planety będzie musiała walczyć o dochód podstawowy.
Wszyscy będziemy coś amatorsko wytwarzać?
Chcę napisać o tym książkę, ale wciąż nie znajduję czasu. Idea jest taka, że wszyscy nauczymy się i będziemy zgłębiać rzeczy, które naprawdę kochamy. Staniemy się mistrzami amatorami w kuchni, amatorami śpiewakami, amatorami projektantami mody, amatorsko będziemy opiekować się zwierzętami, hodować kozy. Powstanie nowa wspólnota ludzi, głównie poza wielkimi miastami. Ta wspólnota stworzy własną gospodarkę, zaprojektuje nową walutę – częściowo opartą na zaufaniu, wymianie, ale też na pewnej płynności finansowej.
Co za fantastyczne społeczeństwo!
Pod warunkiem że nie będziemy do niego zmuszeni, ale zostaniemy zaproszeni. To jednak oznacza, że uniwersytety i szkoły muszą już teraz zacząć planować zmiany. Bo za 10 lat będzie za późno. Potrzebujemy nauki holistycznej, opartej na zabawie, pracy i tworzeniu jednocześnie. Musimy całkowicie przeprojektować system edukacji.
(…)
Twórcza indywidualność
Dalszy ciąg tekstu znajdziesz w 54. numerze magazynu „Design Alive”. Więcej o tym wydaniu przeczytacie tutaj, a zamówić możecie go w naszym sklepie: tutaj.
Lidewij Edelkoort
Rocznik 1950. Aktywistka i orędowniczka zmian. Prognozuje trendy, jest wydawczynią, działaczką humanitarną, edukatorką w dziedzinie designu oraz kuratorką wystaw. W latach 2015–2020 pełniła funkcję dziekana Hybrid Design Studies na Parsons w Nowym Jorku, gdzie założyła Textile Masters oraz festiwal New York Textile Month. Była także współzałożycielką School of Form w Polsce (2009). W 2020 roku założyła World Hope Forum – platformę mającą inspirować społeczność kreatywną do budowy lepszego społeczeństwa.
Jest członkinią Creative Council dla wszystkich marek modowych Gap Inc. – doradza grupie w kwestiach innowacji kreatywnych i zrównoważonej praktyki. W 2022 roku współpracowała z Polimodą we Florencji, aby stworzyć nowy, innowacyjny program Textile Masters o nazwie Farm to Fabric to Fashion. Jej najnowsza publikacja, „Proud South”, celebruje siły twórcze pochodzące z południowych części świata.
Podczas październikowej edycji Business Fashion Environment Summit w Warszawie wygłosiła keynote pt. „The Great Disruption”, zwracając uwagę na znaczenie lokalności, materii i analogowości – na trend powrotu do „tu i teraz”, do rzeczy namacalnych, w epoce cyfrowego przesytu.



