ZAMEK PREZYDENCKI W WIŚLE. UNIKAT, KTÓRY TRZEBA ZOBACZYĆ!

TEKST: MATEUSZ BIELESZ, ZDJĘCIA: NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE I WOJCIECH TRZCIONKA

WISŁA 21.7.2019

ARCHITEKTURA MIEJSCA

Rezydencję Wiślańską wystawił Lud Śląski w tym celu, ażeby Prezydenci Rzeczypospolitej Polskiej w czasie znojnych trudów rządzenia znaleźli w niej wypoczynek w pięknym Beskidzie Śląskim, by jak najdłużej byli jego umiłowanymi gośćmi na rubieżach zachodnich Państwa, ku pokrzepieniu serc, dla których goszczenie Najwyższego Dostojnika Rzeczpospolitej i Włodarza Ziemi Polskiej będzie zawsze widocznym symbolem łączności Śląska z Macierzą i dowodem pamięci ze strony Państwa o kresowej stanicy.
Architektura oraz wystrój wnętrz, powiązane z konkretnymi faktami historycznymi, z czasem nabierają nie tylko głębszego sensu, ale również przemieniają się w symbol. Okazały budynek stał się dominantą, wokół której możemy prześledzić losy tworzenia nowej Polski, opartej na realizacji ogromnych ambicji, wdrażaniu pionierskich pomysłów i poszukiwaniu własnej tożsamości kulturowej. Poczucie patriotyzmu, cechującego ówczesną awangardę artystyczną, pozwoliło na stworzenie w Beskidzie Śląskim narodowego symbolu odrodzonej Polski.

Wiślański zamek został wzniesiony na zasadzie opozycji architektonicznej i kulturowej. Wcześniej znajdował się tu okazały zameczek myśliwski należący do austriackich Habsburgów. Wybudowany w 1907 roku, posiadał 30 pokoi z licznymi balkonami i werandami, nawiązując bezpośrednio do niemieckich obiektów tego typu. Pojawiający się tu dostojnicy austriaccy przynosili ze sobą, obce lokalnej społeczności, wzorce kulturowe nie tylko w postaci architektury, ale także języka i obyczajów. Osłabiało to poczucie polskiej świadomości narodowej, stanowiącej o sile miejscowej ludności. Kres monarchii austro-węgierskiej doprowadził do opustoszenia habsburskiego zameczku, który miejscowi górale splądrowali w poczuciu wyrządzonej im społecznej krzywdy. Dzieła zniszczenia dokonał ostatecznie pożar, który doszczętnie strawił obiekt w 1927 roku, tuż po jego gruntownym remoncie. Śląskie władze już wtedy chciały go przekazać Prezydentowi RP. W takich sytuacjach od wieków pojawia się pytanie: odbudowujemy stare czy budujemy nowe? Wybór padł na to drugie rozwiązanie. Przejawiała się tu idea powstania wybitnie polskiego obiektu na zgliszczach niemieckiego dziedzictwa kulturowego na tym obszarze. Od tego momentu zamek zacznie przesiąkać symbolami – to warownia na krańcach Rzeczpospolitej, która stoi u źródeł królowej polskich rzek, Wisły. Obiekt ma być spoiwem łączącym przez wieki oderwany Śląsk z Macierzą.

Projekt zamku został ofiarowany władzom autonomicznego województwa śląskiego przez Adolfa Szyszko-Bohusza, autorytet dla współczesnych architektów. Nie pobierając za to wynagrodzenia, dobitnie pokazał bezcenną dla niego wartość mającego powstać, jak się okaże, dzieła sztuki. W zamyśle zamek miał być harmonijnym połączeniem nowoczesności z godnością budowli oddanej Prezydentowi RP. W branżowym piśmie „Architektura i Budownictwo” pisano: Duch współczesny triumfuje w jasnych masach prostych brył o licu z surowo obrobionego piaskowca śląskiego, w płaskich dachach, służących zarazem za słoneczne tarasy, w wielkich płaszczyznach okien, wchłaniających jak największą ilość światła i powietrza. Wszystkie te jednak elementy współczesne nie odbierają charakteru budowli takiego, jaki ma mieć w istocie, i nie zmieniają wrażenia, jakie się dobywa z całej sylwety zameczku. Na zewnątrz jest więc budowla zameczkiem, na wewnątrz lekką, pełną słońca rezydencją wypoczynkową. Szyszko-Bohusz potrafił połączyć polską tradycję architektoniczną z nowoczesnością. Jest to najbardziej awangardowy, a także kulminacyjny projekt w jego bogatej twórczości. Dzięki temu do dziś zamek prezydencki nie ma swojego odpowiednika w Polsce. Nigdy nie został symbolem potęgi władzy, jak inne dawniejsze obiekty tego typu, ale stał się namacalnym wyrazem demokratycznych zmian, jakie wystąpiły w II RP. Szły one w parze z przewrotem myślowym na temat projektowania otaczającej wszystkich przestrzeni.

Szczególnym wyrazem nowatorstwa ówczesnych polskich projektantów są wnętrza zamku. Całość nadzorował profesor Szyszko-Bohusz, który do współpracy zaprosił „lokomotywę awangardy w 1929 roku” – Andrzeja Pronaszkę oraz Włodzimierza Padlewskiego, wybitnych plastyków. Ich zasługą jest nadanie oryginalnemu gmachowi ciepła i dostojności. Uwagę przykuwają meble z chromowanych rur stalowych. Meble stalowe, wykonane dla Zameczku w Wiśle według wspólnych projektów prof. Szyszki-Bohusza i Andrzeja Pronaszki, działają lekko i przejrzyście, nie „zaciemniają” wnętrz, blaskiem chromowanej stali kontrastują z matowemi szarościami malowań ściennych. Chromowane stalowe ramy mają obicia z popielatej skóry antylopy lub, jak w hallu, pasy z ciemnej materji. Części drewniane z popielatego jaworu lub ciemno barwionej gruszy. Stoliki mają wierzchy z płyt szklanych – tak na swoich łamach opisywało wnętrza zamku czasopismo „Architektura i Budownictwo”. Warto zwrócić uwagę, że wszystkie projekty mebli zyskały akceptację prezydenta Ignacego Mościckiego. Wielką wagę przywiązano do kolorystyki ścian i artystycznego wyposażenia budynku. Nie zabrakło stylowych mebli koszykowych na tarasie, bogatego serwisu porcelanowego, radia, zegarów czy szkła stołowego. Uwieńczeniem wszystkich detali, który miał zadecydować o wyjątkowości całego konceptu, był Orzeł Śląski –wyrzeźbiony w granicie i wkomponowany w portal przy głównym wejściu do zamku. Symbolizował nowe czasy dla tej ziemi, która po połączeniu z Polską miała wejść w okres swojej świetności.

Prezydent Ignacy Mościcki przybył do zameczku końcem stycznia 1931 roku. Od tego momentu przebywali w nim najwięksi polityczni decydenci. Po II wojnie światowej zameczek podupadł, ale przywrócono mu świetność w dobie III RP, dzięki staraniom prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. I tak w ciągu prawie stu lat obiekt zmieniał swoich rezydentów, ale nigdy nie przestał być symbolem Niepodległej – symbolem wyrażonym przez projektowanie. Tak zostanie na zawsze.

Więcej: www.zamek.wisla.pl

Zamek zaprojektował znany architekt Adolf Szyszko-Bohusz, rektor krakowskiej ASP. Do pracy nad wnętrzami zaproszono m.in. Andrzeja Pronaszkę. Zameczek wybudowano w 1931 roku dla ówczesnego prezydenta RP Ignacego Mościckiego.