Magda Korcz i Anna Pięta z HUSH Warsaw rozmawiają o modzie i nie tylko. A my się przysłuchujemy.

PODSŁUCHANE. KREACJA A STAGNACJA

WARSZAWA 4.12.2016

LUDZIE MODA STYL ŻYCIA

Magda Korcz, Anna Pięta. Od kilku lat inwestują czas w promocję polskiej autorskiej mody w ramach stworzonych przez siebie targów HUSH Warsaw (10. edycja 10-11 grudnia, Stadion PGE Narodowy). Selekcjonują, trzymają dobre standardy, wyszukują talenty, dodają energii projektantom, których ubrania coraz częściej widzimy na ulicach polskich miast. Moda dla nich to zarówno kreacja i zjawisko kulturowe, jak i silny element gospodarki. Tę ideę z uporem forsują zarówno w branży, jak i wśród instytucji i partnerów biznesowych. Budują strategie, doradzają, animują. Teraz, dla „Design Alive”, po prostu rozmawiają. A my się przysłuchujemy.
A: - Rozpędziłyśmy się!

M: - Boję się zatrzymać, bo możemy już nie wystartować. Nie odpoczywam, siedząc. Myślę, chodząc. Nie podejmę decyzji bez długiego spaceru. Bez ruchu nie czuję, że pracuję.

A: - Nie wspominając już o tym, że raz w roku zmieniamy swoje mieszkania. Z jednej strony Wisły na drugą. Z warszawskiej Saskiej na Muranów i z powrotem. Sztafety! Gdy informuję znajomych, że się przenoszę, to reakcja większości sprowadza się do jednego wyrazu: „Znowu?” A mnie się wydaje, że to już cały rok! Czas na zmianę. Oczyszczenie. Zamknięcie etapu. Pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy. Mam ciotkę, która przenosiła się 45 razy w ciągu całego swojego życia. I wiesz co? Zaakceptowała to! Taka jej karma.

M: - My też już zaakceptowałyśmy nasz efekt spirali. Wspinasz się do góry, chodząc dookoła. Znowu organizujemy te same targi HUSH, znowu w tym samym miejscu, ale to już jest całkowicie inna jakość, inni projektanci, inna świadomość klienta, inne uwarunkowania na rynku, zmiana okoliczności i krajobrazu. Prawie jak u Agnieszki Drotkiewicz w książce Jeszcze dzisiaj nie usiadłam. Dziesięć opowieści o pomyłkach, zaułkach, rozczarowaniach, ale też odkryciach i przełomach życiowych. Praca na całe życie.

A: - Ja lubię się kręcić i wznosić. Widzisz, jak pewni ludzie wokół ciebie się zmieniają, inni zostają na zawsze. Mamy swój własny układ planetarny. Ale nie możemy się zatrzymać. Dosłownie i w przenośni. Musimy maszerować, biegać i... uprawiać jogę. No i jeszcze rower! Pełna wolność. Kapsuła, która mnie osobiście przenosi w inny wymiar. Jadę przez park, rozpędzam się i podnoszę stopy do góry... wiatr! Najchętniej wszystko robiłabym na boso!

hush_designalive - 4

M: - Ciekawe, że na co dzień uwielbiamy pracować z ludźmi, ale nie lubimy sportów drużynowych. Aerobik to była przecież dla mnie męka. Dziewczyny stały zawsze twarzą do mnie, bo nie wiedziałam, co mam robić.

A: - Maksymalnie czerpię z ruchu, z pozytywnego zamieszania. Potrzebuję bodźców, również w pracy. Muszę przebywać wśród ludzi, lubię od nich czerpać wiedzę, informacje. Zainspirowana innymi, wymyślam dobre rzeczy. To porusza moją wyobraźnię: patrzenie, obserwacja, zapamiętywanie. Oczywiście, że praca potrafi zmęczyć, a pogoń za efektem ostatecznie może cię wypalić. Dostrzegam jednak w aktywności, rotacji, krążeniu ogromną szansę na doping w życiu i pozytywną motywację.

M: - Znam jednak ludzi, którzy prowadzą bardzo statyczny tryb życia. Nie wyjeżdżają, lubią siedzieć w domu, mało pracują w grupie, a są bardzo kreatywni. Patrząc na marki z branży mody i ich twórców, to sprawa również nie jest oczywista. Niektóre bez ustanku coś robią, działają, inne prowadzą stacjonarną formę biznesową. A ja mam poczucie, że wartość poznawcza dynamicznej zmiany, wyjazdu za granicę, a nawet poznawania swojego własnego miasta jest ogromna.

A: - Orska. To marka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i wiem, że jej system pracy nie wynika ze strategii komunikacji, ale z samego charakteru projektantki. Inspiruje się podróżami, ruchem, nie potrafi bez tego żyć. Ania [Orska – przyp. red.] wróciła niedawno z Nepalu naładowana pozytywną energią, którą widać w jej projektach.

M: - Czerpie z tamtego świata zupełnie inne emocje i wrażenia. To jest szczere. Podobnie jest z Luizą Jacob z Dream Nation. Wydaje się, że pochodzi z innego świata, daleko poza polskim gruntem. Poznaje różnorodne kultury, subkultury, krajobrazy. To jest bardzo ważne.

Zaplanować dobry ruch
M: - Mimo ciężkiej pracy i dużego nakładu zasobów okazuje się zazwyczaj, że po dwóch latach projektantom brakuje sił do dalszego działania. Dlatego każdy ruch, decyzje strategiczne i brandingowe warto sobie zaplanować, nanieść na oś czasu, by ten bieg jednak nie spowodował wypalenia. Dobra strategia przynajmniej na pięć lat jest niezbędna.

A: - Trzeba zadać sobie nasze trzy legendarne pytania: Co robię? Po co to robię? Dla kogo?

M: - Z tego też wynikają nasze kryteria doboru marek projektowych, z którymi pracujemy. Musisz wiedzieć, jakimi zasadami rządzi się świat mody, jak wygląda branża na Zachodzie, a jak w Polsce, mieć świadomość, z kim pracujesz, dla kogo, jakimi narzędziami. Przynajmniej dwa razy w roku zaprojektuj coś nowego, bo inaczej klient nie będzie na ciebie czekał. Nie wspominając już o dobrych zdjęciach, adekwatnej nazwie i dostosowania promocji do swojej prawdziwej natury. Dopiero później przechodzisz na wyższy poziom: budżet, cena, plan rozwoju, rynki.

A: - Dla mnie dobry ruch dla nowych marek to przede wszystkim poszukiwanie czegoś nowego. Choć mam świadomość, że to jest trudne, to jednak znam projektantów, którzy starają się czerpać z wielu branż. Trend dotyczący projektowania mody zmierza w kierunku innowacji: materiały mierzące temperaturę twojego ciała, ubrania tworzone z biodegradowalnych komponentów, inteligentne podejście do konstrukcji i formy. Technologia idzie do przodu i jest coraz tańsza, dlatego poszukiwania, badania, analizy są niezwykle istotne w pracy kreatywnej. Nie iść bezmyślnie, kopiując, ale poszukiwać nowych rozwiązań i zaryzykować.

M: - Dobry ruch można rozpatrywać również pod kątem rozwoju już istniejących biznesów. Joanna Hawrot zdecydowała się na przeniesienie firmy do Warszawy, co wynika z pewnej dynamiki samej marki. Inni zastanawiają się, czy wejść w sprzedaż online, czy otworzyć butik, poszukują inwestora zewnętrznego, zmieniają formułę działania. Często młode marki to po prostu start-upy, a w takim modelu zdecydowany, odważny, często ryzykowny ruch jest niezbędny. Bez niego nie ma rozwoju.

Trampki do płaszcza
A: - Ruch niewątpliwie owładnął branżę mody i można pokazać wiele pozytywnych przykładów. Stella McCartney zbudowała na nowo świadomość marki Adidas dla kobiet. Jej kolekcje autorskie stały się podstawą nowego wizerunku firmy. Patrząc na polski grunt, również znajdziemy przykład na nowe myślenie w projektowaniu. Bran połączył modę i komfort. Cardio Bunny wykorzystuje materiały na bazie alg. Ennbow projektuje biznesowe ubrania do biura, ale wykonane z materiałów zazwyczaj kojarzonych tylko z ciuchami sportowymi – zupełnie inaczej oddychają, nie gniotą się.

M: - Mówiąc o ruchu i modzie, nie zapominajmy też o niezwykle ważnym aspekcie tego, jak układa się ubranie, jak porusza się za naszym ciałem, jak się gniecie, co się dzieje z jego formą, gdy go nosisz. Co się dzieje z ciałem, które jest opakowane? Jak wygląda relacja ruch – materiał? Faktura i kolor sztywnego kimona uszytego z pięciometrowego kawałka tkaniny zachowuje się całkowicie inaczej niż na lekkiej sukience z miękkiej dzianiny. Issey Miyake zagniata tkaninę i bawi się jej fakturą. Z kolei Comme des Garçons opakowuje ciało w sztywną formę. Zupełnie inne myślenie. Dior konstruował suknie w taki sposób, że ruch modelki podczas pokazu ani na moment nie zmieniał odległości krawędzi sukni od podłogi. To prawdziwa inżynieria kroju.

A: - Kolejna marka to ESTby ES. Jej twórczyni, Gosia Sobiczewska, dosłownie wczuwa się w rolę użytkownika, klienta. Świetnie rozumie potrzeby kobiet. Sama o swoich ubraniach mówi, że są tworzone w służbie codzienności, a ona jest tylko wrażliwym rzemieślnikiem, a nie projektantem. To widać i czuć. Gdy nosisz te ubrania, zaczynasz je doceniać i rozumieć, że nie o spektakularną formę w nich chodzi. Możesz przypiąć, dodać, przewiązać. Cały czas czujesz się wygodnie. Każda z nas z pewnością ma ubrania, które kupiła, bo wyglądały wspaniale, ale już użytkowanie ich sprawiało kłopot. A przecież kobiety się ruszają! My się cały czas ruszamy!

M: - To jest po prostu rola konstruktora, którego pozycja na naszym rynku jest często lekceważona. Nie ma dobrych szkół, wręcz zapomina się o tym rzemiośle. Projektanci, którzy nawiązali stałą współpracę z dobrym konstruktorem, wygrywają na rynku.

A: - A co z samą formą? Od wielu już lat obserwujemy proces włączania elementów sportowych do ubioru codziennego – ruch w dosłownym znaczeniu. Widać to w ubiegłorocznym norm core, czyli przeciętności jako modzie, trampkach do płaszcza, dresach na wybiegach projektantów. Na to nałożył się obsesyjny kult bycia fit: zdrowe życie, bieganie, mierzenie. Kolejny biznes, w którym firmy i koncerny wyczuły kasę, zainteresowanie klientów. Efekt? Masz wszystko sportowe: butelkę na wodę, marynarkę... To, co kupowałaś dotychczas w miarę minimalistycznie zaprojektowane, teraz masz w wersji sportowej. Ale powiem szczerze, że mnie to kompletnie nie przeszkadza. Wydaje mi się, że ten kult przejdzie jak każda inna fascynacja tłumu – teraz tylko od ciebie zależy, czy przyjmiesz go z rozwagą, czy całkowicie się zatopisz. Czy staniesz się ofiarą „sporty fashion”, czy może wręcz przeciwnie. Czy zadasz sobie pytanie, co faktycznie jest ci potrzebne.

M: - Mówiąc o ruchu, automatycznie rozmawiamy o sporcie. Operujemy pewnym wyobrażeniem sportowego ubrania: casual, prostota. A tutaj kłania się mityczny polski dres. Polacy kochają dresy. Od wielu już lat jest to ubranie eksploatowane przez nasz naród – i nie mam tutaj na myśli patologii z ulicy, tylko twardą polską rzeczywistość. Dres to rodzaj uniformu, który jest najprostszy do założenia, najwygodniejszy. Zaczęło się od mitycznych dresów z trzema paskami i przerodziło w funkcjonalny strój. Nie wchodząc już w temat marki, statusu, tego, czy ktoś jest wysportowany, zasada jest prosta: „markowy” to znaczy czysty. Gotowe. I tak oto smutny wątek dresowy polskiej rzeczywistości spotkał się z trendem sportowym. Z dresów przeskoczyliśmy na inne, lepiej zaprojektowane, pochodzące z limitowanej kolekcji. Niestety jesteśmy bezkrytyczni jako naród w przyjmowaniu trendów. Raczej nie bawimy się inspiracjami, nie miksujemy, chcemy gotowych zestawów z certyfikatem jakości, a potem zakładamy jeden do jeden. Zobaczyłam to na blogerce, więc chcę to nosić. Chociażby ostatni raport Allegro „Polska strojna” pokazał, że lubimy zakładać to, co inni każą nam nosić, tzw. must haves – fuj! Zakładamy gotowce albo wygodne „dresy”. Ze skrajności w skrajność. Ludzie, nie róbcie tego! Pokażcie swoją kreatywność.

***

10. Edycja HUSH Warsaw, 10-11 grudnia, Stadion PGE Narodowy; sobota: 11.00- 19.00, niedziela: 11.00-18.00. Pełna lista wystawców oraz więcej na temat wydarzenia na: www.hushwarsaw.com

hush_designalive - 13