Ola Mirecka jest absolwentką ASP w Warszawie i Royal College of Art w Londynie. Mieszka w Londynie. fot. Wai Ming Ng

OLA MIRECKA: INSPIRACJE W CHMURACH

3.6.2013

DESIGN LUDZIE RZECZY STYL ŻYCIA

- Podróże kształcą czy tego chcemy czy nie. Nawet podróże na drugi koniec miasta - mówi Ola Mirecka, projektantka, absolwentka ASP w Warszawie i Royal College of Art w Londynie, gdzie aktualnie mieszka. Zajmuje się projektowaniem, budowaniem, instalacją, rysunkiem a ostatnio nawet organizacją wystaw i dynamiczną akcją. Aktualnie pracuje w Royal College of Art, gdzie rok temu obroniła dyplom magisterski i zakłada swoje własne studio.
Jaką drogę przebyła pani osiągając miejsce, w którym dziś pani się znajduje? Czy była to droga właściwa? Czy dziś wybrałaby pani inną?
- Moje pierwsze prawdziwe zderzenie z designem to staż w modelarni agencji reklamowej Radna. Nauczyłam się wiele o papieroplastyce i o tym jak różnorodna może być praca projektanta, ale też jak bardzo bezlitosny jest rynek reklamy i że to zdecydowanie nie jest mój świat. Równocześnie przez kilka lat, również później w trakcie studiów, pracowałam jako grafik dla działu edukacji w Muzeum Pałacu w Wilanowie. Jako początkujący projektant wrzucony do bardzo głębokiej wody spędzałam noce na nauce programów i udawaniu, że umiem zrobić to czego jeszcze tak naprawdę nie potrafię. Postanowiłam rozpocząć studia na ASP na Wydziale Wzornictwa. Na trzecim roku trafiłam do eksperymentalnej pracowni Tomka Rygalika, gdzie powstała grupa PG13. Tomek wprowadził dużo energii na nasz wydział, już na pierwszym spotkaniu pracowni przygotowaliśmy spontaniczną wystawę. Zaczęliśmy pracować nad dużą ilością briefów naraz, bardzo intensywnie i aktywnie działać z materiałami, odwiedzać producentów, fabryki mebli i brać udział w konkursach. Kolejnym pozytywnym wydarzeniem w jakim miałam okazję uczestniczyć, był dwuletni polsko-norweski projekt Rooted Design for Routed Living, czyli alternatywne strategie projektowania. Bardzo wiele się nauczyłam podczas pobytu w Norwegii, będąc najmłodszym członkiem 10 osobowej grupy projektantów i później podczas produkcji moich projektów. Pod koniec studiów w Warszawie pracowałam również dla Teatru Dramatycznego w Warszawie projektując ulotki, kawiarenkę i składając czasopismo Dramatika.

Kiedyś myślałam, że nigdy nie wyjadę z Polski, że nigdzie indziej nie będę umiała się zadomowić. Kiedy wyjechałam na studia do Royal College of Art, początkowo napotkałam trudności, zwłaszcza w zdobywaniu materiałów do pracy. Szybko się zorientowałam, że większość materiałów zamawia się poprzez internet. Studia w Royal College of Art niesamowicie mnie rozwinęły. Nagle okazało się, że wszystko co do tej pory tworzyłam to dopiero początek. Byłoby bardzo niewdzięcznie życzyć sobie innej drogi.

Gdzie szuka pani inspiracji?
- Wszędzie i we wszystkim. Najbardziej w tematach nie związanych bezpośrednio z projektowaniem. W chmurach, książkach i obrazach, rzeźbach i w muzeach, pływaniu w lodowatym morzu i w ciepłych wieczorach z przyjaciółmi, w podróżach i ekstremalnej pogodzie, w solidnym doświadczaniu życia, w budowaniu w pocie czoła, w spontaniczności i przełamywaniu własnych barier. W wyzwaniach i w tym, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko tego bardzo chcemy.

W jaki sposób uczyć designu? Na co zwracać szczególną uwagę?
- Na pewno niezbędne jest dużo ruchu. Podróże kształcą czy tego chcemy czy nie. Nawet podróże na drugi koniec miasta. Czytać teksty o projektowaniu i o sztuce, pisać (pisanie jest zupełnie niedocenione, a tak bardzo potrzebne w zawodzie projektanta, i ogólnie w życiu), chodzić na wystawy, no i oczywiście jak najwięcej budować i rysować. Nie bać się. Skręcać, wykręcać, łamać, marnować, wygłupiać się, ryzykować, ciąć, wylewać, lepić, spawać, szlifować, wiercić, zepsuć i od nowa. Z jednej strony z projektowaniem jest jak ze sportem. Im więcej trenujesz tym lepsze są twoje wyniki, ale jak to mówi mój dziadziuś: jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz. Ja bym zwracała szczególna uwagę na swobodę. Żeby studenci nie "odrabiali lekcji" tylko eksperymentowali i nie myśleli za dużo o tym co, z tego powstanie, po prostu dawali się ponieść wyobraźni. Wytrenować "myślenie rękami", poprzez akcje, budowanie i zabawę materiałem, no i oczywiście research. Jedna z najważniejszych umiejętności niezbędnych w zawodzie projektanta jest docieranie do potrzebnych informacji.

Jak wygląda współpraca pomiędzy projektantem a producentem w Polsce? Jakie są pani doświadczenia?
- W tej chwili trudno mi powiedzieć, ponieważ nie mieszkam w Polsce od 3 lat i jestem pewna, że w ciągu tego czasu wiele się zmieniło. Obecnie moje zainteresowania nie są skoncentrowane na masowej produkcji, ale bardziej na rozwijaniu indywidualnego języka projektowego. Myślę, że niedługo będę gotowa na zetknięcie z prawdziwym biznesem, staram się wszystko robić krok po kroku. Moja toaletka została wprowadzona do produkcji przez Meble Vox. Kiedy teraz na nią patrzę, wiem, że zaprojektowałabym ja zupełnie inaczej. Mimo to zdecydowanie było to bardzo dobre doświadczenie.

Jakie są pani wizje rozwoju polskiego projektowania? W jakim miejscu w odniesieniu do Europy i świata znajduje się polskie wzornictwo?
- W odróżnieniu od większości państw zachodniej Europy Polska zachowała wysoką skalę produkcji. W Anglii produkuje się bardzo niewiele, większość produkcji przeniosła się na Wschód. Podobna sytuacja dotyczy rzemiosła. Dlatego tak bardzo ważne jest w Polsce, aby ocalić to, co mamy i uczyć się na błędach, jakie popełniły kraje zachodnie. Powinniśmy wspierać polskich producentów i rzemieślników, tak aby nie dopuścić do zaniku umiejętności.

Obserwacja innych krajów może wskazywać nam drogę na skróty, kiedy zachodnia Europa stara się zawrócić w dobie kryzysu ekonomicznego. Produkcja lokalna ma o wiele więcej sensu niż transportowanie dóbr na drugi koniec świata, jeśli paliwo drożeje. Jest tez dużo bardziej zgodna z naturą. W tym widzę wielką szanse dla rozwoju polskiego wzornictwa opartego na ciągłości i solidnej tradycji rzemiosła.

Co polski design ma do zaoferowania światu?
- Swoją zaradność, prostotę i skromność, wyobraźnię i wytrwałość.

Wiele mówi się o nadprodukcji, wieszczy się koniec ery designu. Jak wyobraża pani sobie przyszłość tego zawodu?
- Wydaje mi się, że nadprodukcja nie jest przeszkodą w projektowaniu. Wiele projektów powstaje jako komentarz do obecnej sytuacji ekonomicznej. Wydaje mi się, że era designu dopiero się rozpoczyna. Trudno jest mi przewidywać przyszłość, ale mam przeczucie, że ludzie zawsze będą chcieli otaczać się pięknymi, wygodnymi, nowymi przedmiotami. W związku z kryzysem początkowo powstała wielka fala DIY, wielkie zainteresowanie procesem, w jakim powstają produkty, zachwyt nad wielkimi fabrykami i masową produkcją, ale w tym samym momencie zainteresowanie nowymi materiałami, dostępnymi do modelowania w domu lub w pracowni i możliwością lokalnej produkcji.

Jak nie być samowystarczalnym, kiedy masowa produkcja przechodzi trudności ekonomiczne, a cały świat jest w zasięgu reki? Rynek powiększył się gigantycznie poprzez możliwość zakupów w internecie. W tej chwili produkty specjalistyczne, kiedyś nie do zdobycia nawet w sklepach dziś są ogólnodostępne i co więcej - można o nich wszystko przeczytać. To właśnie jest działanie open source, ludzie którzy nigdy wcześniej nie mieli dostępu do różnorodnych dyscyplin i ich źródeł teraz za pomocą internetu mogą w sposób twórczy odnajdywać je i łączyć ze sobą we wcześniej niespotykany i kreatywny sposób. Budowanie tych nowych połączeń, których jest nieskończenie wiele jest dla mnie niesamowicie interesujące i inspirujące. Myślenie projektowe (design thinking) może być wykorzystywane na wiele frontów.

Drukarki 3D już nikogo nie dziwią, są jednymi z ogólnodostępnych narzędzi. Ostatnio byłam na wykładzie studia ScanLab, które posiada technologie skanowania 3D architektury i spędziło też miesiąc na ekspedycji na biegun polarny, skanując wielkie wyspy lodowe. Przez tą możliwość osiągnięcia perfekcji i absolutnej kontroli w opracowaniu każdego detalu w tej chwili obserwuję tęsknotę za przypadkowością formy i jej nieokreśleniem.

Myślę, że design nie będzie już dziełem celebryty, dlatego tak ważną jest umiejętność pracy w grupie, gdzie następuje wymiana wiedzy i różnorodna specjalizacja. Interesującym jest gdzie to wszystko nas prowadzi w tak zawrotnym tempie. Powrót do rzemiosła i do natury przy jednoczesnym wsparciu niesamowitych technologii. Może to epoka techno-romantyzmu w designie?
Rozmawiał: MARCIN MOŃKA